05.08.2018

Wywiadówka: Zosia Ślotała

Spotykamy się w biurze jej firmy, gdzie jeszcze na chwilę przed wywiadem wydaje ostatnie dyspozycje swoim pracownicom. Jest konkretna, zdecydowana i stanowcza. Ta kobieta wie, czego chce! W pracy jest skupiona, pracy-swojej pasji jest oddana. Gdy siadamy i zaczynamy rozmawiać o macierzyństwie, zmienia się kompletnie: jest czuła, ciepła i ujmująco spokojna. I już wiem na pewno, że najbardziej w świecie oddana jest rodzinie. Powtarzając co i rusz, że: W rodzinie siła!

Masz 29 lat i 2 dzieci. Kiedy obudził się w Tobie instynkt macierzyński?

Od zawsze instynkt macierzyński miałam w sobie. Będąc nastolatką, pracowałam jako niania, długo w ten sposób sobie dorabiałam i bardzo to lubiłam. Ewidentnie ciągnęło mnie do dzieci. Wiedziałam, że chcę być mamą, czułam, że stanie się to w wieku 27 lat…Poznałam mężczyznę mojego życia i miałam pewność, że on będzie przecudownym ojcem. Spotkaliśmy się w momencie, kiedy oboje chcieliśmy mieć dzieci, więc była to wspólna i szybka decyzja.

Od początku wiedziałaś, że to ten?

Dzień po tym, jak się poznaliśmy, zadzwoniłam do mojej mamy i powiedziałam: Mamo, poznałam ojca moich dzieci. Wiedziałam to od razu i się nie pomyliłam. Kamil był przy obu porodach, przeżywaliśmy to razem. Po porodzie pojechałam na godzinę na salę pooperacyjną i to był czas, kiedy on zajmował się Ranią, on był za nią odpowiedzialny. Jak po tej godzinie wróciłam do pokoju, zobaczyłam Kamila, jak stał – jak zwykle – ubrany na czarno, z miną  wojownika nad „mydelniczką” i pilnował swojej córki. Nikt nie mógł dotknąć dziecka przed moim powrotem. Od początku chronił naszą rodzinę. Przy Leo też tak warował, też na czarno, z kucykiem samuraja.

Jak wyglądały Twoje początki z Ranią?

Znalazłam się w sytuacji, której nie znałam. Nie byłam pewna swoich decyzji, towarzyszył mi strach, choć przyznam, że w tej niepewności było też coś pięknego. Uczenie się macierzyństwa to też fajny czas. Zanim urodziłam Ranię, usłyszałam bardzo mądrą rzecz od Sońki Bohosiewicz: Pamiętaj, zawsze słuchaj swojego instynktu, on Ci najlepiej podpowie. I rzeczywiście: okazało się, że to najtrafniejszy sposób na wychowywanie dziecka. Rania urodziła się malutka, ważyła 2,5 kg., więc na początku bałam się ją kąpać. Tym zajmował się Kamil. Ona miała taki rozmiar, że idealnie mieściła mu się na ręku, ja mu tylko asystowałam: podawałam ręcznik i szampon. Tata Kamila jest neonatologiem i on chyba po nim ma dryg, dar do dzieci. Dajesz mu dziecko i ono u niego na rękach uspokaja się w sekundę.

Rania stwarzała jakieś problemy?

Rania była bezproblemowym dzieckiem, które spało po 12 godzin i wiecznie się uśmiechało. Nie miała kolek i żadnych problemów zdrowotnych. Postanowiliśmy z Kamilem – skoro tak nam wychodzą dzieci – od razu postarać się o drugie. No i Leonard dał nam w kość (śmiech). Spać zaczął dopiero po roku. Dużo było z nim przepraw: kolki, alergie. Często coś mu doskwierało i go bolało…

Różnica wieku między Twoimi dziećmi jest niewielka. Nie bałaś się jej?

Faktycznie Leonard ma 13 miesięcy, Rania 3 lata. Ale nie wyobrażałam sobie tego inaczej. Między mną a moją siostrą jest również 2 lata różnicy, więc ja sobie powiedziałam: Skoro moja mama dała radę, to co: ja nie dam?! Każdy, kogo znałam, mówił mi, że na początku będzie hardcore, ale potem, ta mała różnica wieku, będzie świetna dla dzieciaków. To mnie przekonywało. Trochę jednak przeceniłam swoje możliwości, przyznaję. Leonard był bardzo wymagającym i absorbującym dzieckiem. To macierzyństwo było ciężkie, intensywne i fizycznie wyczerpujące. Ale dziś myślę sobie, że on nas jeszcze bardziej połączył, razem udało nam się przejść najtrudniejsze.

A co było najtrudniejsze?

Przy Leonardzie miałam przejścia z karmieniem, problem z kanalikami. Musiałam natychmiast przestać karmić, brać leki, one były mocne. Pamiętam, że miałam takie ciężkie 3 dni… Myślałam sobie: Musisz wziąć się w garść, Twoje dzieci Cię potrzebują! Z drugiej strony miałam pomoc od mojej teściowej, mojej mamy i od Kamila; bardzo komfortową sytuację. Ja – osoba, która zawsze czuła, że musi być silna – wtedy, po raz pierwszy w życiu chyba, pozwoliłam sobie na moment słabości: oczyszczający płacz i przyznanie się przed samą sobą, że nie mam siły wstać z łóżka. To był test mojego charakteru. Mówiłam sobie: To, że mam gorszy moment, nie oznacza, że jestem gorsza. To była dojrzałość, do której doszłam dzięki dwójce dzieci.

Jak przygotowaliście Ranię na pojawienie się Leonarda?

Przyjęliśmy taką zasadę, ze wszystko dostosowujemy do Ranii, bo to była największa rewolucja życiowa dla niej, to Leonard wchodził na jej terytorium. Więc już od dłuższego czasu tłumaczyliśmy jej, że braciszek bardzo chce ją poznać, cały czas o nią pyta i jej wyczekuje, więc może fajnie by było kupić mu jakiś prezencik? Jak Rania odwiedziła nas w szpitalu, przyniosła Leonardowi misia. Na początku patrzyła na brata zdziwiona, nie chciała go wziąć na ręce, ale jak dostała od niego największy zestaw plasteliny i to pierwszy w życiu, uznała, że to równy gość. I tak lekkim przekupstwem zapoczątkowaliśmy ich przyjaźń (śmiech). Jak wychodziliśmy ze szpitala, trzymała go już na rękach i nie chciała go oddać. Mam takie przecudne zdjęcie tej mojej dwójki z wtedy. Rozklejam się jak je oglądam.

Dlaczego Rania?

Kamil jest Syryjczykiem, chcieliśmy oddać szacunek jego arabskim korzeniom. Poza tym jemu zawsze marzyła się córka Rania, miał kiedyś sen – zanim mnie poznał – ona mu się przyśniła. Ja miałam wybrane dwa inne imiona – Kalina i Konstancja, ale uznaliśmy, że dopiero jak zobaczymy córkę, nadamy jej imię. Podobnie było z Leonardem. Więc jak się urodziła, zostaliśmy w trójkę sami i Kamil zaczął: Proszę, proszę, czy możemy dać jej na imię Rania? A że ja byłam na mocnych środkach przeciwbólowych i było mi wtedy bardzo dobrze, zgodziłam się. Więc jest Rania Konstancja i dziś nie wyobrażam sobie innego imienia. Rania po arabsku oznacza królowa i to też jest oddanie hołdu królowej Jordanii. Myślę więc, że to imię przyniesie jej dużo siły.

Jak się kocha drugie dziecko?

Tak samo. Ja nigdy nie miałam dylematu, jak podzielić miłość, jak to będzie. Od początku wiedziałam, ze nasza rodzina będzie czteroosobowa, więc – jak się pojawił Leonard – pomyślałam: Teraz jesteśmy w komplecie. Może nastać spokój.

Są jakieś różnice w wychowaniu tej dwójki?

Chyba na trochę więcej pozwalam Leonardowi, może dlatego, że jest młodszy? Chociaż … z Ranią tez czasami mięknę i daję jej czekoladkę, jak poprosi. Ale jestem konsekwentną mamą i ta moja konsekwencja niejednokrotnie nas ratuje. Bez niej przepadlibyśmy. Leonard jest szogunem, co nie przeszkadza mu w byciu maminsynkiem. To jest dla mnie komplement, wewnętrznie czerpię z tego przyjemność, ale wiem też, że on jest facetem i musi być silny. Z kolei Rania to już jest mała kobietka, ona by chciała się malować, ubierać, przebierać non stop. Uwielbia się przebierać za Elsę, za Vaianę, Cruellę De Mon. I to są kompletne stroje, z perukami!

To ma po Tobie. A po tacie: jakieś muzyczne zapędy?

Ma. Uwielbia śpiewać. Ma mikrofon, śpiewa nawet po angielsku. Wszystkie piosenki, których uczy się w przedszkolu, powtarza w domu. Cieszy mnie to, bo uważam, że muzyka bardzo rozwija człowieka. Ja gram na pianinie i flecie poprzecznym, Kamil gra na gitarze i śpiewa, więc muzyka u nas w domu zawsze była i zawsze będzie. To jest istotny dla nas element.

Co Cię w macierzyństwie zaskoczyło?

Ilość prania (śmiech), ja robię pranie 3-4 razy w tygodniu! Ale dzięki macierzyństwu nauczyłam się też nie oceniać innych mam. Wcześniej zastanawiałam się: Jak ona może pozwalać na coś takiego? Albo: Dlaczego to dziecko siedzi z i-padem? Już to rozumiem. Jeżeli jesteś wykończona, bo twoje dziecko nie śpi od roku, różnica wieku między Twoimi dziećmi jest niewielka, i dodatkowo pracujesz – rozumiem, że dajesz telefon, żeby raz na miesiąc chociaż zjeść w spokoju.

Jak Was dzieci zmieniły?

To rzeczywiście jest ciekawe, jak dzieci wpływają na rodziców. Kamil był taki groźny, zdecydowany…Rania go zmiękczyła. Na co dzień jest silny i nieprzejednany, a wystarczy, że podejdzie do niego Rania i on się robi misiem z „Maszy”. Taki duży i silny, ale jednak miś. Jemu na charakter córka zrobiła genialnie. Ja przed dziećmi byłam beztroska, teraz jestem odpowiedzialna, zorganizowana i systematyczna. Poza tym wyciszyłam się. Przy dzieciach musi przyjść taki moment. Zaczęłam też ćwiczyć karate, bo z jednej strony mnie wycisza, a z drugiej – mogę się wyżyć. Jako mama bardzo tego potrzebuję. Są rzeczy, które Cię frustrują, musisz to wykrzyczeć. Wracam z  takiego treningu i mówię: Ok. Teraz możecie mi skakać po głowie. Więc to działa (śmiech).

Najbardziej wzruszające momenty macierzyństwa?

Na pewno moment, kiedy nasze dzieci się poznały. Ale też każdy bieg Ranii z przedszkola w moją stronę. Każdy moment zadowolenia Leo, jak widzi jak ja i Rania wracamy do domu. To nie są wielkie wydarzenia, ale życie na co dzień z dzieciakami. Piękne życie.

Chcesz mieć więcej dzieci?

Na razie potrzebuję trochę odpoczynku. Teraz chciałabym zająć się sobą i firmą, a jak będzie w przyszłości? Tego nie wiem. Mam poczucie, że jesteśmy w komplecie, ale jeżeli przydarzy się 3 dziecko, to ok, będziemy w piątkę.

Zdjęcia: Aneta Zamielska