25.11.2018

Wywiadówka: Robert Lewandowski

Spotykamy się u Roberta w domu, zaraz po śniadaniu. A właściwie po trzech różnych śniadaniach przygotowanych przez Anię, bo każdy z rodziny miał ochotę na coś innego. Kiedy rozmawiamy, Klara grzecznie się bawi, chwilami podchodząc do taty a to z obiadem przygotowanym własnoręcznie na drewnianej kuchence, a to z misiem w wózku…Robert za każdym razem poświęca córce uwagę: „zjada” posiłek i macha misiowi na pożegnanie, nie tracąc przy tym wątku naszej rozmowy. Jest skupiony i profesjonalny, ale też ciepły, pozytywny i rozbrajająco…zwyczajny. Zwyczajny ojciec. Ale też facet, który do ojcostwa podchodzi – jak do wszystkiego w życiu – wyzwaniowo.

Jak dowiedziałeś się, że będziesz ojcem?

Pamiętam ten moment doskonale. To było przed wyjazdem na mecz. Ania przyjechała, żeby zawieźć mnie na zbiórkę i dała mi prezent. Otworzyłem: w środku było coś, co było informacją dla mnie, że jest w ciąży. Zrobiła to w oryginalny sposób.

Mogłeś się potem skupić na meczu?

Oczywiście. Strzeliłem wtedy trzy bramki. To była bardzo radosna wiadomość i można powiedzieć, że mnie uskrzydliła. Te bramki to była moja reakcja na nią.

Dodatkowe doładowanie?

Tak. Cała ciąża Ani tak na mnie działała. Dla mnie to była dodatkowa siła, czułem się jeszcze bardziej spełniony, jeszcze odważniejszy, nawet bardziej pewny siebie niż wcześniej.

Klara przynosi tacie „posiłek”.

To dla mnie? Am am am. Dziękuję.

Zastanawiałeś się, jakim będziesz ojcem? Miałeś jakieś lęki?

Nie. Lęki to nie: ja nie jestem strachliwym facetem. Jak coś nowego się dzieje, staram się działać, wykonywać, pokazywać, że dam radę. W tym przypadku jakaś niepewność jednak była. Ciąża Ani to nie był dla mnie czas przygotowań, bo do tego w 100% przygotować się nie da, ale czas większej świadomości. Wiedziałem, że nasze życie się zmieni, nie wiedziałem jak. Nastawiłem się na to, że Klara może np. nie spać w nocy, ale dopiero jak to przeżywałem, rozumiałem, o co chodzi. Często rozmawiałem ze znajomymi ojcami, którzy opowiadali mi, jak to jest mieć dziecko. Cieszyłem się ich szczęściem, gratulowałem, czułem, że są szczęśliwi. Jednak dopóki ja tego nie doświadczyłem, to tak naprawdę nie wiedziałam, o czym mówili. Jak Klara pojawiła się na świecie, mogłem śmiało powiedzieć: już wiem, wreszcie wiem.

Mówiłeś do brzuszka?

Tak. Starałem się mówić i to przeróżne rzeczy. Opowiadałem jej, co będziemy razem robili, jak będziemy się zachowywali, jak już będzie z nami. A czasem nawet nie wiem, co mówiłem (śmiech). Po prostu chciałem, żeby poznawała mój głos, żeby się oswoiła. Żeby wiedziała, że mówi do niej tatuś – osoba, która ją kocha.

Byłeś przy porodzie, wyjątkowo trudnym. To było ważne doświadczenie dla Waszego związku?

Rzeczywiście, poród był bardzo trudny, dla mnie to było wyczerpujące, a co dopiero dla Ani… Oczywiście wspierałem Anię, cały czas do niej mówiłem, ale widząc, ile ją to kosztuje, ile wysiłku i bólu, ogarniała mnie niemoc. Chciałem pomóc, a nie wiedziałem, czy mi się udaje, czy dobrze robię, próbowałem wszystkiego, więcej nie mogłem, nie byłem w stanie, to mnie  jakoś zamykało –  chciałem coś więcej, coś jeszcze dla niej zrobić. Sytuacja była trudna: bezpośrednio po porodzie Ania wymagała dłuższej obserwacji lekarskiej, żeby można było stwierdzić, że wszystko jest ok. Potem, jak to minęło, było łatwiej, już nie bałem się tak, jak przez te pierwsze godziny. To, co razem przeszliśmy podczas porodu, bardzo nas wzmocniło na bardzo daleko w przód. I to, że wszystko się dobrze skończyło, było szczęściem.

Jakie miałeś myśli, kiedy wziąłeś Klarę po raz pierwszy na ręce?

Pierwszy raz miałem Klarę na rękach długo, kangurowałem ją po Ani przez godzinę. Wiadomo: byłem spięty, bałem się ruszyć i zastygłem. Pamiętam, że miałem wtedy otape’owany bark po jakiejś kontuzji, więc trzymałem Klarę na drugim, żeby poczuła moją bliskość. Nie było to łatwe: bo z jednej strony paraliż, że mam ją na ręku po raz pierwszy, z drugiej: za bardzo nie mogłem się ruszać przez ten bark… Przy tak małym dziecku jest jednak trochę strachu.

Klara podjeżdża wózkiem z Misiem w środku.

Cześć Misiu! Gdzie jedziesz? Na spacerek? To pa!

Kiedy poczułeś pewność i przeświadczenie o tym, że jesteś ojcem? Kiedy to do Ciebie dotarło?

Sam fakt narodzin Klary uświadomił mi: O! To już. Klara jest na świecie. Ale początki dla mnie – jak dla pewnie wielu mężczyzn –  były trudne. Bo my możemy pomagać, ale mimo wszystko ten kontakt na początku jest słabszy. Na początku to mama karmi, tata może przebrać, przewinąć, my naturalnie mamy ograniczone pole manewru. Dopiero reakcje dziecka powodują, że ta więź  się buduje, staje się coraz silniejsza, bliższa. U mnie pewne i świadome ojcostwo pojawiło się wtedy, kiedy zacząłem funkcjonować z Klarą w domu. Wtedy uświadomiłem sobie, że coś się zmieniło. Na zawsze. Bo dziecko zmienia życie. My dla Klary zrobimy wszystko i chcemy dla niej jak najlepiej, ale staramy się też pozostać niesfiksowani tylko na dziecku, normalni. Chociaż wiadomo, że czasem emocje i ta miłość wygrywa i wariujemy.

Jak zmieniłeś się pod wpływem Klary?

Klara na pewno swoim uśmiechem, zachowaniem, wszystkim, co robi, otworzyła mnie bardziej na świat, na ludzi, nie wiedząc o tym, będąc nieświadomą tego (śmiech). Ja z reguły byłem człowiekiem zamkniętym, raczej nie mówiącym o emocjach, nie mówiącym o sobie, o tym, co czuję. Klara spowodowała, że mam większą niż wcześniej śmiałość mówienia o tych sprawach.

Jak ojcostwo zmieniło Ciebie jako piłkarza? Jak wpłynęło na Ciebie zawodowo?

Ojcostwo zbiegło się również z przekroczeniem 30-stki przeze mnie. I ja w związku z tymi dwiema kwestiami obserwuję u siebie zmiany. Jak wracam do domu smutny, bo nie udało się wygrać meczu i patrzę na Klarę, która mnie wita albo śpi smacznie w łóżeczku, wtedy wiem, co w życiu jest ważne: rodzina. Oczywiście to, co robię zawodowo również, ale to dzięki rodzinie „ból zawodowy” jest mniejszy. Czasami nie chodzi o mecz, ale o jakieś inne problemy, które wcześniej zdawały się duże. Powrót do domu, spojrzenie na Klarę powoduje, że te problemy nagle znikają i uświadamiam sobie, że zaprzątałem sobie głowę sprawami, które nie powinny mieć większego znaczenia.

Jak zmienił się Wasz związek po powiększeniu rodziny?

Różnica jest, ale staraliśmy się, żeby nie była wielka. Pracowaliśmy nad tym, żeby zachować wszystko to, co działo się między nami przed Klarą. Skupienie na dziecku jest ogromne, ale nie zapominamy o rzeczach, które są dla nas ważne i cały czas wyciągamy nowe wnioski. Wiadomo, że idealnie wszystkiego nie robimy i popełniamy błędy. Cóż… jesteśmy ludźmi. Myślę, że każdy rodzic małego dziecka jest taki sam i czuje to samo.

Jakim jesteś tatą?

Mam nadzieję, że dobrym. Ja zawsze, nawet zanim jeszcze Klara pojawiła się na świecie, mówiłem do siebie i innych, że nie chciałbym czegoś nie potrafić przy dziecku zrobić. To taka ambicja. Świadomość, że czegoś bym nie wiedział, powodowałaby, że czułbym się źle i głupio. Ja do ojcostwa podchodziłem też troszkę ambicjonalnie. Ani zmiana pieluch, ani usypianie nie było dla mnie nigdy problemem. Jestem dumny, że ze wszystkim sobie radziłem i nie uciekałem od tego. To jest fajne, bo czas mija, a ta wiedza i świadomość, i praktyka pozostają na zawsze.

Czego Klarze zabraniasz? Kiedy jesteś stanowczy?

Wiele rzeczy jej tłumaczę, starając się zachować spokój, czasem tłumaczę jej tę samą rzecz pierwszy, drugi i jeszcze trzeci raz. Dziecko jest mądre, sprawdza rodzica wielokrotnie, wykorzystuje okazje. Ania czasem emocjonalnie podchodzi do Klary i chce jej ulec, pomóc, serce jej się kraje i mówi: No dobra. Pozwólmy jej. Ja jestem tym rodzicem, który wytrzyma próbę sił i manipulacji.

Co jest Twoim naczelnym ojcowskim obowiązkiem?

Kiedy wracam do domu po nieobecności, staram się ten czas maksymalnie wykorzystać dla rodziny. Lubię wieczorami Klarę kąpać, ale uwielbiam też spacery z nią. No i wygłupianie się – to jest po mojej stronie.

Czego Klarę uczysz?

Jak reaguje emocjonalnie, krzyczy, to próbuję uświadomić jej problem. Ona wie, że go ma, ale nie wie, dlaczego zachowuje się tak, jak się zachowuje. Tłumaczę jej, staram się z nią porozumieć, mimo, że jeszcze nie mówi. Zachęcam, żeby pokazała, co by chciała, żebym zrozumiał, co ma na myśli i dlaczego pojawiły się u niej tak silne emocje. Uczę ją komunikacji międzyludzkiej. Ale też rozmawiam, tłumaczę, czego nie powinna robić. To też jest bardzo ważne.

Puszczają Ci czasem nerwy?

Wiadomo, że czasem w emocjach, szczególnie jak się spieszę, nerwy puszczają. Klara najczęściej czegoś wtedy chce, a ja już nie mogę tego zrobić. Wtedy mówię do siebie: Teraz spokojnie. Zadaję sobie pytanie: Czy ja rzeczywiście muszę się aż tak spieszyć? A może mam te ekstra kilka minut dla niej? Wtedy stopuję nerwy i słucham Klary, dzięki temu lepiej nam się żyje. Ale najgorsza niemoc jest wtedy, kiedy Klara płacze, kiedy coś ją boli, a ja nie wiem, dlaczego, nie znam odpowiedzi. Nie lubię nie znać odpowiedzi. Jak są takie sytuacje, uczę się, dowiaduję. Ale w przypadku dziecka trzeba reagować szybko. Jak nie wiesz jak, to Cię boli. Złość potrafię opanować, wiadomo, że się denerwuję, ale to jest chwilowe, widzę jej uśmiech i wszystko puszcza. Z niemocą jest ciężko… Ból dziecka, łzy Klary to jest najtrudniejsze, co może być. Jak Klarę boli, to i mnie boli, i ja cierpię. Bo każdy rodzic chce, żeby jego dziecko było uśmiechnięte, szczęśliwe i zdrowe.

Co Klara najbardziej lubi?

Klara bardzo lubi muzykę i często pokazuje na telefon, żeby ją jej włączyć. Jest bardzo muzykalna. Nawet rodziła się przy muzyce. Było już naprawdę ciężko, więc próbowałem w ten sposób pomóc. Jak była w brzuchu, Ania puszczała jej muzykę klasyczną, a ja – rozrywkową, najczęściej pop. I rzeczywiście później w cięższych momentach muzyka ją uspokajała. Szczególnie pomagała w samochodzie. Klara na początku – w przeciwieństwie chyba do większości dzieci – w ogóle nie chciała spać w aucie. Ale jak słyszała muzykę, kapitulowała. Bardzo też polubiła podśpiewywanie, widzę że chce więcej. No i uwielbia tańczyć.

Tańczysz z nią?

Pewnie! Bujamy się razem! Ona naprawdę świetnie tańczy! (śmiech).

Ulubione piosenki Klary?

Ostatnio „Candy” , ale lubi też „Tamtą dziewczynę” Sylwii Grzeszczak i Ewę Farną.

Kiedy Cię rozczula?

Jak mocno się wtula i daje buziaka. Kiedy obserwuje inne dzieci, które np. płaczą, jej też momentalnie jest smutno, chce pomóc. Jej uśmiech i ta bezwarunkowa miłość, którą ma dla nas, miłość, której nie widzę, ale ją czuję…Dla mnie jako faceta to jest najfajniejsze. Ta mała istota daje mi tyle radości, tyle mnie uczy! Poznajemy się wzajemnie każdego dnia.

Do kogo jej bliżej charakterologicznie?

Myślę, że pól na pół. Chociaż czasem pokaże charakterek…

Czyj?

Chyba Ani. Ale z drugiej strony ma też wiele moich cech. Ja ją obserwuję, ale jej do nas nie porównuję. Jednak to, co widać na pierwszy rzut oka to to, że jest otwarta i nie boi się ludzi. Ona jeździ z Anią na obozy, gdzie jest po 100 obcych jej osób i to ją bardzo ośmiela. Staramy się też ją tak wychowywać: żeby była śmiała i odważna, żeby się witała, machała ludziom na pożegnanie. Ja bardzo chciałbym, żeby w przyszłości była świadoma tego, co robi, jak się zachowuje, ale też świadoma swoich decyzji i ich konsekwencji.

Masz takie momenty, że wariujesz z miłości do niej?

Tak i to często. Każdy poranek taki jest. Jak Klara wstaje i się uśmiecha. Czeka, żeby ją wyjąć z łóżeczka i woła: tata lub mama.

Jak pieszczotliwie zwracasz się do Klary?

Moje kochanie, Klarcia albo malutka, moja malutka. Często też jestem nieświadomy, jak się do niej zwracam, bo robię to jakoś naturalnie.

Klara to córeczka tatusia?

Z czasem coraz bardziej. Córeczki mają to chyba z natury. To jest zupełnie inny rodzaj komunikacji niż z mamą. Wiele jest sytuacji, kiedy czuję, że łączy nas coś szczególnego, coś wyjątkowego.

Kiedy Ania imponuje Ci jako matka?

Każdego dnia. To jaka jest zorganizowana, jak potrafi sobie poradzić zawodowo i prywatnie. Ona wszystko robi szybko. Wcześniej też tak było, ale jednak mając dziecko, to już nie jest takie oczywiste i łatwe, jej to zostało. To, w jaki sposób działa, jakie ma podejście do Klary, jak jej tłumaczy, jak do niej mówi, jak z nią rozmawia, jak nawiązuje z nią więź, to jest coś, co imponuje mi cały czas.

Jak radzisz sobie z tęsknotą, kiedy nie ma Cię z rodziną?

Dzwonię na whatsapp’ie, rozmawiamy wtedy, widząc się. Klara już wie, o co chodzi, jest coraz bardziej świadoma, coraz częściej próbuje mi coś opowiedzieć. Jak jestem na zgrupowaniu poza domem, zawsze jak wstanę i wiem, że Klara też już wstała, od razu dzwonię, żeby powiedzieć dzień dobry, przywitać się, usłyszeć małą, wtedy łatwiej poradzić sobie z tęsknotą. Jak zacznę dzień od rozmowy z Anią i Klarą, wszystko idzie lepiej. Ale prawda jest taka, że tęsknota jest zawsze. Nasze życie polega na podróżowaniu, na zmienianiu miejsca, jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Staramy się, żeby Klara do tego przywykła, ale zapewniamy jej też spokój i miejsca, które uważa za swoje. Myślę, że na tym świecie ma takie 2, 3 miejsca. Jak tam wraca, widzimy radość. Widzi swoje „stare nowe” zabawki i szaleje. To jest fajne.

Oglądasz przed snem filmiki albo zdjęcia z Klarą?

Często. Jak jestem na meczu na wyjeździe, Ania regularnie wysyła mi zdjęcia Klary. Czasem nawet nie muszę odpisywać, dostanę je i wiem, że była na spacerze, że coś fajnego razem robią i ta wiedza mi pomaga, uspokaja. Często z piłkarzami z klubu pokazujemy sobie zdjęcia i filmiki z naszymi dziećmi.  Żona Thiago Alcantary urodziła synka dzień wcześniej w tym samym szpitalu, gdzie rodziła Ania. Nasze historie bardzo często się pokrywają, często rozmawiamy, czyje dziecko, co zrobiło i śmiejemy się, że idziemy równo, doskonale się rozumiemy.

Jak dużą rodzinę chcesz mieć?

Mam nadzieję, że Klara będzie miała rodzeństwo. Nie wiem, kiedy, bo zaplanować tego się nie da i zdajemy sobie z tego sprawę. Czas pokaże.

Masz marzenie, żeby mieć syna?

Od kiedy mam córeczkę, nie ma to większego znaczenia. Kiedyś bardzo chciałem mieć chłopca, marzyłem o synu, juniorze. Ale mając taką kochaną córeczkę, zdaję sobie sprawę, że to, co wcześniej myślałem, blaknie w obliczu tego, co mam teraz. Jestem szczęśliwy. Jeśli będziemy mieć drugą córeczkę, będę jeszcze szczęśliwszy i dumny. Zobaczymy, co będzie.

Zdjęcia: Aneta Zamielska