09.02.2020

Wywiadówka pełną parą: Maciej Zakościelny i Paulina Wyka

On – bardzo dojrzały, z ciekawymi przemyśleniami, ojciec na całego. Ona – ciepła, rozważna, matka z dużą wiedzą. Oboje mają poczucie humoru, to ich łączy. Widać też, że rozumieją się doskonale: jedno kończy zdanie drugiego albo je uzupełnia. Wychowują swoich synów w rodzicielstwie bliskości. Czuć, że ich związek oparty jest na tych samych fundamentach: bliskości, szacunku, rozmowie i emocjach. Fajnie się z nimi rozmawia.

Paulino, kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży po raz pierwszy, miałaś trochę pietra?

Paulina: Na pewno były obawy. Sam fakt, że nosisz w sobie nowe życie, napędza pewien strach. Ale przede wszystkim była ogromna radość. Bardzo się cieszyłam.

Jak powiedziałaś Maćkowi?

P.: Wrócił do domu i mu powiedziałam. Nic szczególnego. Otworzył drzwi i usłyszał tę nowinę.

Maciej: Poszliśmy na badania USG, jak byliśmy po, usiedliśmy sobie w jakiejś restauracji, patrzyliśmy na siebie i mówiliśmy: Jaaaaaaaaaa….Zaczynaliśmy pojmować, co się dzieje, kotłowało nam się w głowach, byliśmy na jakiejś innej planecie! Coś się zmieniało w naszym życiu, coś wyjątkowego się działo: była duża ekscytacja i podniecenie. To było magiczne.

Od razu poczułeś na sobie odpowiedzialność?

M.: Nie, ta prawdziwa dopiero się we mnie rodziła. Człowiekowi się wydaje, że ją ma, ale świadomość odpowiedzialności kształtuje się dużo później i wiąże się z różnymi lękami, pytaniami zadawanymi sobie: Czy pomogę mu zbudować pewność siebie, poczucie własnej wartości? Czy będę miał z nim dobrą relację w przyszłości? Czy jestem na tyle fajnym facetem, że zbuduję w nim fajnego faceta? Czy zwyczajnie będzie mnie lubił? Patrzę na innych: wydaje mi się, że są bardziej cool, może są lepsi? Takie myśli mam w głowie. Ale chwilowe, generalnie na co dzień się nad tym nie zastanawiam. Ale jak patrzę na tego małego człowieka, który śpi obok mnie, to czasem o 4.00 nad ranem przychodzą mi takie myśli do głowy.

Paulino, chciałaś, żeby Maciek był przy porodzie?

P.: Tak. Nie rozważaliśmy innej możliwości zarówno za pierwszym jak i za drugim razem.

M.: Chciałem być z Pauliną, dużo o tym czytałem. Pierwszy poród – ze wskazań medycznych – to była cesarka, drugi – poród naturalny. Byłem przy obu.

P.: Bardzo się bałam, ale Maciej świetnie sobie radził w odwracaniu mojej uwagi od tego, co się wtedy działo. Ogromnie mi wtedy pomógł.

Jak zareagowaliście na Borysa? Jak wyglądał ten pierwszy wspólny moment?

P.: Popłakaliśmy się.

M.: Kompletnie tego nie kontrolowaliśmy, nie panowaliśmy nad tym. To jeden z najszczerszych dni w moim życiu.

Jakie były Wasze początki Waszego rodzicielstwa?

P.: Nikt nie jest cię w stanie przygotować na to, że budzisz się tyle razy w nocy, przewijasz, karmisz i znowu przewijasz. Nie jesteś w stanie wcześniej zrozumieć, co tak naprawdę znaczy opieka na takim maluchem 24 godziny na dobę. Do tego zmiany hormonalne, huśtawka nastrojów czy dochodzenie do siebie po operacji. Nie było to najłatwiejsze.

M.: A najgorszy jest ten przerywany sen. Ale to wszyscy wiemy: rodzice na początku nie śpią.

Wasz pierwszy syn ma 3,5 roku, drugi – 1,5. Jak długo nie spaliście? Czy wciąż nie śpicie?

P.: Bywają momenty, że śpimy (śmiech). Ale to też jest tak, że przyzwyczailiśmy się już do takiego rytmu.

M.: No tak: bywają takie momenty. Ja bardziej śpię, to Paulina jest matką Polką. Ale wspaniała położna Joasia Kiełbasińska, która jest też doradcą laktacyjnym i tulą…

P.: Doulą (śmiech).

M.: Tula doula – trochę podobne. A więc ona – Joasia, powtarzała nam, że kobieta jest cudownie połączona z dzieckiem: kiedy dziecko się budzi, matka się budzi.

P.: I nie jest aż tak zmęczona jak ojciec.

M.: A mężczyzna potrzebuje 6 godzin nieprzerwanego snu, żeby się wyspać. Więc ja się tego trzymałem (śmiech).

Paulino, po pierwszym porodzie miałaś gorsze dni, miałaś baby bluesa?

P.: Ja nie analizowałam tego aż tak bardzo, czy to jest baby blues, czy normalny stan, w którym w pewnym stopniu staram się pogodzić z tą nową rzeczywistością, poznaję ją i akceptuję. Ale na pewno były momenty trudniejsze. Dodatkowo: nie mamy rodziny na miejscu, więc brak wsparcia i pomocy na co dzień dawał nam się we znaki.

M.: Pamiętajmy jednak, że od początku mogliśmy i nadal możemy liczyć na Twoją mamę. Babcia Iza jest niezastąpiona.  Mimo, że mieszka daleko, bo w Beskidach, to jest w stanie pojawić się u nas w kryzysowej sytuacji w ciągu kilku godzin. Podobnie jest z moim bratem, który doskonale odnalazł się w roli wujka i często przychodzi pobawić się z chłopcami czy wyjść z którymś na spacer.

P.: To prawda: na Filipa zawsze możemy liczyć.

Paulino, bywały momenty, że Maciej pracował, a Ty zostawałaś ze wszystkimi obowiązkami sama?

P.: Nie, Maciek wziął sobie na początku, po narodzinach Borys, trochę wolnego.

M.: Trochę? (śmiech) Jakieś 6 czy 8 miesięcy!

P.: Więc byliśmy w tym wszystkim razem.Jak zmienił się Wasz związek pod wpływem dziecka?

P.: To był bardzo długi i ciekawy proces; ciężka, codzienna praca rozwojowa: nad sobą i nad związkiem. Myślę, że dzięki temu bardzo dużo sobie uświadomiliśmy o sobie, o naszej relacji. Nasz związek stał się bardziej świadomy i głębszy, teraz łatwiej nam poradzić sobie z trudnymi sytuacjami. To wyszło nam na dobre.

Maciek, jak to wygląda z Twojej perspektywy?

M.: Nie powiem chyba nic odkrywczego, ale pojawienie się dziecka totalnie przemodelowuje związek i relacje pomiędzy kobietą a mężczyzną. Jesteś permanentnie niewyspany, zmęczony, rozdrażniony.  Pojawiają się oczekiwania, pretensje, złość. Już nie jest tak łatwo odwrócić się i po prostu wyjść. Ta codzienna praca nad związkiem, o której mówi Paulina, to również wysiłek, jaki wykonujemy codziennie w relacji z naszymi chłopakami. Wierzę, że miłość to odpowiedzialność, i to powinno być drogowskazem dla każdego mężczyzny, już nie chłopaka.

Jakim Maciek jest tatą?

P.: Bardzo się angażuje. Jak już coś robi, to na 100%. Czy to są dzieci, czy remont…(śmiech).

M.: Czy rola. Zaznaczam jestem aktorem (śmiech).

P.: Tak. On musi wszystko robić bardzo dokładnie i z oddaniem.

M.: Już mnie tak nie reklamuj (śmiech).

P.: Zaraz zaraz: czasem jest to dobre, a czasem nie. Bywa, że jest nawet denerwujące. Ale zazwyczaj to u nas jest tak, że ja wszystko szybko, a Maciej długo i porządnie.

M.: Zaczyna się robić interesująco…

P.: I takim też jest tatą: on podejmuje ze mną każdą decyzję dotyczącą dzieci: czy to jest podanie leku czy przedszkole. Rozmawiamy, analizujemy, nasze decyzje są świadome i nieprzypadkowe. I takie też jest jego tacierzyństwo.

M.: To teraz ja coś dodam: moje tacierzyństwo jest takie dzięki Paulinie. To ona u nas w domu jest specjalistką od wychowania; dodam, że bardzo skromną. To ona podsuwa mi ciekawe książki, artykuły, pokazuje, że spokojem i cierpliwością można szybciej i łatwiej dojść z dzieckiem do porozumienia i uniknąć szkody, jaką można mu wyrządzić, będąc nerwowym i impulsywnym. Staramy się wychować dzieci w szacunku do wszystkich, ale też do samych siebie. I tworzyć grupę ludzi, bandę, brygadę, która mam nadzieje będzie lubiła spędzać ze sobą czas i żyć ze sobą.Paulino, co jest dla Ciebie najważniejsze w wychowaniu?

P.: Dla mnie najważniejsze jest poczucie bliskości z dziećmi. Bo jak będą czuły się bezpieczne z nami, to później będzie im łatwiej zawsze do nas przyjść ze wszystkim.

M.: No tak, “rodzicielstwo bliskości”. To jest to, co kazałaś mi powiedzieć, ale zapomniałem (śmiech).

P.: Rodzicielstwo bliskości to nasz kierunek wychowawczy, który łączymy z różnymi innymi metodami. Bardzo dużo jest u nas bliskości: i tej fizycznej, i psychicznej. Śpimy z dziećmi, tulimy je, ale też dajemy przestrzeń. Nie oskarżamy ich, nie karzemy, nie nagradzamy. Chcemy, żeby robiły to, czego naprawdę chcą i czują, a nie żeby spełniały oczekiwania innych, bo dostaną coś w zamian. Nie jest to wcale bezstresowe wychowanie, w bliskiej relacji trzeba również stawiać granice. To jest wychowanie w poczuciu szacunku. Wszystko odbywa się na zasadzie tłumaczenia: Nie chcę, żebyś to robił.

M.: Ale również jesteśmy po to, żeby pomóc naszym dzieciom poradzić sobie z emocjami. Wierzę, że jak teraz je tego nauczymy, to później będą emocjonalnie ustabilizowane, spokojniejsze, nie będą miały problemów z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi.

P.: Mówimy o emocjach. Kiedy dziecko ma gorszy moment i krzyczy, najważniejsze jest to, żeby być blisko. Ono musi czuć, że jesteś obok, musi czuć, że ma prawo do tych emocji: krzyku, buntu, niezadowolenia, płaczu. To jest trudniejsza droga, dłuższa, ale widzimy już tego efekty.

Macie momenty, że wychodzicie z siebie, krzykniecie?

P.: Nie ma rodziców idealnych. Jak mam jakiś gorszy moment i powiem za dużo albo nie wyrażę się tak jakbym chciała, zdenerwuję się, to potem tłumaczę synom moje zachowanie i przepraszam.

M.: Teoria to teoria, a w praktyce, wiadomo, bywa różnie.

Wasz drugi syn, Alex pojawił się 22 miesiące po Borysie. Było hardcorowo?

P. i M.: Jest hardcorowo (śmiech)!!!

P.: Choć faktycznie widzimy już znaczącą różnicę w stosunku do tego, co było na początku.

M.: Jedno dziecko to jest luksus, można wziąć jak bagaż podręczny i wszędzie jeździć. Z jednym było łatwiej, ale bez drugiego byłoby smutniej.

Jak chłopcy dogadują się między sobą?

P.: Jak to bracia, bywa różnie. Zauważyliśmy jednak, że im mniej ich kontrolujemy, tym bardziej się ze sobą dogadują.

Paulino, za drugim razem marzyła Ci się córka?

P.: Tak. Ja lubię zaplatanie włosów (śmiech).

M.: Dlatego nasz starszy syn ma długie.

P.: Ale teraz, kiedy mamy dwóch chłopców, cieszę się, że są to chłopcy.

M.: Jest bardziej ekonomicznie (śmiech).

P.: Ale też o chłopców jest chyba mniejszy strach. Myślę, że łatwiej ich wychowywać.

M.: Prostsza konstrukcja po prostu.

Jacy są Wasi synowie, co widzicie w nich z siebie?

P.: Jest bardzo duże podobieństwo fizyczne…

M.: …do Pauliny.

 

A charakterologicznie: do kogo mają bliżej?

M.: Oni są pomieszani. Czuję, że młodszy to “niezły zawodnik”. On jest taki …konkretny gość, to już wiemy na pewno.

Po tacie czy po mamie?

M.: Właśnie nie wiadomo. Chociaż…Paulina to jest góralka, więc wiesz…

P.: Starszy syn jest po prostu pierworodny, czyli bardziej odpowiedzialny, empatyczny, wrażliwy.

Jakbyście porównali doświadczenie rodzicielstwa po raz pierwszy i drugi?

M.: Przy drugim razie staliśmy się odporni na wiele rzeczy.

P.: Przy pierwszym dziecku jest więcej obaw, niewiedzy, mniej świadomości…

Maciek czym jest dla Ciebie ojcostwo: co jest w nim najpiękniejszego, a co najtrudniejszego?

M.: Najtrudniejsze dla mnie było – i chyba ciągle jest – to poświęcenie, bez którego nie stworzysz głębokiej relacji z dzieckiem. To wymaga dużej ilości czasu i energii, którą mógłbym wykorzystać tak jak dawniej, czyli dla siebie, w mojej pracy. I oczywiście codziennie tłumaczę sobie, że za chwilę będą starsi i już nie będą potrzebowali aż tak dużo naszej opieki, ale czy ja tego naprawdę chcę? Przecież tak bardzo lubię ten czas i ich takich małych, takich teraz. Więc jestem z nimi i dla nich tak dużo, jak mogę, bo nie chcę przegapić ważnych momentów, a ten czas tak szybko leci.

Ale wiesz: większość mężczyzn nie robi tak jak Ty: większość musi albo chce zostać przy swoich obowiązkach.

M.: Słyszałem, słyszałem (śmiech). Dla mnie i ojcostwo, i mój zawód są niezwykle ważne, moja praca to też moje dziecko. Dlatego na początku miałem trochę problem z rezygnowaniem z siebie. Wszystko ładnie wygląda na Instagramie, w życiu jest różnie. Rodzicielstwo bywa łatwe i przyjemne, są chwile przepiękne, ale zazwyczaj na co dzień jest to ciężka praca i wyrzeczenie. Życzę więc wszystkim ojcom siły, wytrwałości i cierpliwości.

Paulino, czym dla Ciebie jest macierzyństwo?

P.: Mnie łatwiej było oddać się i poświęcić dzieciom, to było dla mnie naturalną koleją rzeczy i potrzebą.

M.: Paulina jest pod tym względem osobą niezwykłą. Mogła spokojnie jeszcze trochę poczekać z zakładaniem rodziny. Miała jako modelka wspaniałe życie zawodowe w pełnym rozkwicie: Mediolan, Paryż, Nowy Jork itd…Realizowała kampanie dla wielkich międzynarodowych marek, współpracowała z wybitnymi osobowościami, m.in. fotografem Giampaolo Sgura, Guy’em Aroch’em, projektantką Betsey Johnson, reżyserem Jonas’em Akerlund’em, czy z Justinem Timberlake’iem. Zrezygnowała z tego na jakiś czas, bo tak bardzo chciała mieć rodzinę. Wiec jak ją poznałem, byłem w szoku. Pomyślałem wtedy: Co to za człowiek! Co to za kobieta!

P.: Dla mnie najważniejsze było dać dzieciom stabilne fundamenty w postaci wychowania przez szacunek, rozmowę i bliskość. Macierzyństwo to dla mnie odkrywanie siebie i rozumienie na nowo, wiele się we mnie zmieniło, przewartościowało, mam inne priorytety i żyje bardziej świadomie i „obecnie”. Ta codzienna praca, gdzie stykamy się z przeróżnymi emocjami i zachowaniami dzieci, jest bardzo rozwojowa, tak wiele można się od nich nauczyć: odpuszczania, nie przejmowania się czy radowania z małych rzeczy. Ta radość i miłość daje niesamowitą energię do działania.

Chcecie mieć jeszcze dzieci?

P.: Chyba wystarczy nam dwójka.

M.: Oj chyba tak (śmiech).

Zdjęcia: Aneta Zamielska

Za pomoc w realizacji dziękujemy marce Taranko.