29.07.2018

Wywiadówka: Paulina Sykut-Jeżyna

Umawiałyśmy się chyba z 4 razy. Za każdym razem coś przeszkadzało nam się spotkać. Ja już się niecierpliwiłam, doczekać nie mogłam, ona – cały czas była spokojna, opanowana i bezproblemowa. Czy ten spokój dało jej dziecko? Na spotkanie przyszła zrelaksowana i na luzie. Czy to również dało je dziecko? Przyszła z mężem, córką oraz miłością i szczęściem w oczach. I to daje dziecku.

Jak się czułaś w ciąży?

Różnie… Chciałam, żeby świat dał mi spokój. Kiedy zaszłam w ciążę, dużo o tym pisano, stresowało mnie to. Mierzono mi brzuch, zarzucano, że jest za mały, dokuczano mi. Doskwierało mi to bardzo. Byłam jednak dzielna, a że zdrowie mi dopisywało – mogłam pracować. Cieszyło mnie to.

Na tym etapie miałaś jakieś obawy?

Jak zaszłam w ciążę, myślałam sobie: Rany! I co ja teraz zrobię? Był taki moment, kiedy zadzwoniłam do mamy w panice: A jak będzie tak, że ja nie będę wiedziała, co robić? Moja mama na to: Uspokój się. Zaufaj intuicji. Na pewno będziesz wiedziała. Przekonywała mnie, żebym wyrzuciła czarne myśli z głowy i zdała się na siebie, że wszystko dotyczące opieki nad dzieckiem jest intuicyjne. To mnie uspokoiło, nabrałam pewności i moje lęki minęły. I rzeczywiście, kiedy położono mi Różę na piersi to było tak, że wszystko nagle stało się proste; ten mały robaczek był mi tak bliski, że wiedziałam, że ze wszystkim sobie poradzimy, że nie będę potrzebowała pomocy. Choć pewien lęk pozostał… Bardzo się bałam krztuszenia. Pytałam lekarza, położną, wszystkich: co zrobić, kiedy dziecko będzie się krztusić? Chyba każda matka ma jakąś fobię. Moja była taka. Ale dzięki temu jestem przygotowana na taką sytuację.

Jak wyglądały początki Twojego macierzyństwa?

Pierwsze 3 miesiące były dosyć trudne. Pojawił się baby blues. Z jednej strony wielkie szczęście, sielanka, bo Róża nie była kłopotliwym dzieckiem, z drugiej – wahania hormonów i popłakiwanie. Mój mąż wchodzi do domu, a ja w płacz. Pyta: Dlaczego płaczesz? Z taką troską. A ja: Bo przyszedłeś. W tym momencie, uświadomiłam sobie, że go nie było i poczułam wielki brak, w momencie kiedy on wszedł. Totalny absurd. Tym bardziej, że Róża spała przez 2 czy 3 godziny, więc miałam czas dla siebie i spokój. Dziś wiem, że to było normalne. Uważam, że misją każdej matki jest mówienie o tych trudnych momentach, żeby inne kobiety, które będą na naszym miejscu, wiedziały, że to minie, żeby nie pogrążały się w smutku.

Co w Tobie zmieniło macierzyństwo?

Ja zyskałam nowe życie: więcej widzę, więcej wiem, więcej rozumiem, wszystko jest ostrzejsze. Macierzyństwo otwiera oczy. Kiedyś łagodniej patrzyłam na pewne sprawy, teraz nie ma przeproś, jestem bardziej kategoryczna, mówię pewnym ludziom, sytuacjom: nie; nie rozdrabniam się. Mam poczucie, patrząc na Różę, jak czas szybko leci i nie mam zamiaru marnować go na pierdoły.

Twoje małżeństwo z Piotrem zmieniło się pod wpływem Róży?

Dla związku była to próba. Bardzo długo byliśmy sami, było nam dobrze. Nie potrzebowaliśmy dziecka, żeby wypełnić nasz związek, nie było w nim żadnej luki. Byliśmy szczęśliwi. Nie chciałam jednak, żebyśmy stracili możliwość bycia rodzicami i wiedziałam, że Piotrek będzie wspaniałym ojcem. Kiedy Róża przyszła na świat, był taki moment, że hormony robiły swoje, myślałam wyłącznie jak matka, jak samica. W tym czasie miałam wrażenie, że mówimy w różnych językach. Na szczęście kiedy minął ten pierwszy okres po porodzie, wszystko się ustabilizowało. Zawsze byliśmy blisko, dużo rozmawialiśmy i wciąż tak jest. Tyle, że – odkąd mamy Różę – jest jeszcze weselej. Myślę, że gdy ludzie naprawdę się kochają, są w stanie przejść razem wszystko.

Masz oparcie w mężu, to widać: teraz bawi się z Różą w piaskownicy…

Słodkie jest to, jaki oni mają kontakt. Wiem, że Twój mąż też jest tatą mocno angażującym się, często widzę go z wózkiem. Piękne jest to, że mężczyźni biorą czynny udział w życiu swoich dzieci i od początku są pełnoprawnymi rodzicami. Róża bardzo lubi bawić się z tatą. O popatrz – coś mu tam w piachu pokazuje… My całą trójką jesteśmy blisko. Silny mężczyzna daje kobiecie siłę – Piotr daje ją mnie, ale daje też Róży – ona dzięki temu jest charakterna, stanowcza. Dzięki temu, że on spędza z nią czas, daje jej uwagę, ona chce mu zaimponować, ja widzę to w jej oczach. Chce zwrócić jego uwagę, ściągnąć jego wzrok na siebie. Wtedy czuje się ważna. Rozczula mnie to.

Masz takie momenty, że patrzysz na nich i myślisz sobie: Boże jak ja ich kocham!

Ciągle tak mam! Oni są zabawni razem, bo są do siebie bardzo podobni. Róża ma rysy taty, więc ja się śmieję, że to jest mini Piotrek. On jest bardzo szczęśliwy, jak to słyszy. Jak jedziemy samochodem, Piotrek lubi podśpiewywać, a Róża powtarza jego melodie, odpowiada, odśpiewuje. To mi się bardzo podoba. Jestem pewna, że oni zawsze będą mieli bardzo mocną relację i więź.

Jaką jesteś mamą?
Dużo z Różą rozmawiam, tłumaczę jej wszystko, wyznaczam granice. Jestem mamą uważną i wyrozumiałą, ale nie pozwalam na wszystko. Odkąd jestem matką, mam też większą wyrozumiałość do matek i dzieci. Kiedyś wyobrażałam sobie, że dziecko jest źle wychowane, bo kładzie się na ziemi, kopie i krzyczy. Dziś wiem, że to raczej normalne, że to się po prostu dzieje, trzeba to przejść. Staram się być wyważona: nie za ostra, nie za słodka. Jestem czuła i troskliwa. Piotr też o to dba: żebym nie przeginała w żadną stronę, szczególnie w stronę nadopiekuńczości. Jak Róża się przewróci i płacze, ja też płaczę, ale odwracam głowę, żeby tego nie widziała. Ból fizyczny mojego dziecka ,to jest też mój ból. Kiedy moja córka cierpi, mnie w środku skręca, chce mi się wymiotować . Jestem porąbana: lubię mówić o Róży, opowiadać, pokazywać zdjęcia. W przerwach w pracy oglądam w telefonie filmiki z nią. Cały czas czuję jej bliskość . Czuję ją w sercu i wiem , że tak już będzie zawsze.

Co robicie razem?

Właściwie wszystko. Jak najwięcej czynności normalnych, zwykłych: spacery, wyjazdy, Róża towarzyszy nam praktycznie wszędzie. Czujemy, że jej to odpowiada. Dzięki temu jest kontaktowa i dzielna. To jest nasza towarzyszka życia. Często powtarzam: Zobacz Piotrek, jakiego mamy ziomka w domu. Nie zdarzyło nam się rozstać na kilka dni, nie miałyśmy przerwy, żeby mnie nie było w nocy. Nigdy też tego nie potrzebowałam. Bywało, że cały dzień pracowałam i wracałam, kiedy ona już spała. Tuliłam się do niej, ona na chwilkę się przebudzała, mówiła: Mama! i już była spokojna, że jestem. W pracy napędza mnie miłość, którą mam w domu. Jak wracam do domu, czuję rozkosz, że tam czeka na mnie ktoś ważny, rodzina.

Macie czasem z mężem potrzebę bycia tylko we dwoje?

Piotrek ma 47 lat, ja ma 37, my jesteśmy już dojrzali, nie potrzebujemy się wyrwać czy wyszaleć, wszystko to już za nami. Ale ostatnio przyjechała do nas moja mama i był taki moment, że wyszliśmy we dwoje: najpierw do sklepu, potem zjedliśmy coś razem i potrzymaliśmy się za ręce i Piotrek mówi: Chodź na spacer! Fajnie było złapać się za ręce i romantycznie pospacerować jak za dawnych czasów. Trzeba dbać o takie chwile.

Jaka jest Róża?

Wiem, że będzie gadułą. Od początku była dzieckiem, które się komunikuje. Jest dynamiczna, wesoła, dużo gestykuluje. Życie z nią to telenowela brazylijska.

Co ma z Ciebie?

Muzykalność, ona kocha muzykę. Od dawna czysto powtarza melodie. Kiedy słyszy muzykę, zaczyna tańczyć, jest bardzo rytmiczna. Nie jest typem księżniczki, ja też nie jestem. Jest wrażliwa i bystra. Chciałabym, żeby dziarsko mierzyła się z życiem. Nie chcę, żeby czekała, aż coś jej spadnie z nieba, ale żeby brała się z życiem za bary, z tym swoim uroczym uśmiechem i błyskiem w oczach.

Kiedy Róża Cię wzrusza?

Najczęściej, kiedy jest dla nas czuła, kiedy nas całuje. Ostatnio też mnie wzruszyła, kiedy byliśmy w Krakowie i słuchaliśmy muzyków grających na ulicy. Ja jak się na czymś skupiam, składam ręce jak do modlitwy. Nagle patrzę na Różę, a my obie stoimy tak z tymi dłońmi, zasłuchane…To mnie rozczuliło.

Chciałabyś mieć więcej dzieci?

Gdybym miała kiedyś syna nazwałabym go Stanisław – na cześć mojego taty, który zmarł gdy byłam dzieckiem. Kto wie, może Staś pojawi się jeszcze w naszym życiu?

Jaką wartość ma dla ciebie macierzyństwo po 1,5 roku z Różą?

Macierzyństwo to najwspanialsza rzecz na świecie, jaka mi się przydarzyła, a to, że tworzymy rodzinę, to jest cud dla mnie. Początki, gorsze momenty bledną, zacierają się w pamięci przy ogromie miłości i radości, jakie dziecko Ci funduje. Ja teraz wiem, co znaczy bezgraniczna miłość. Rozumiem, jak kochają nas nasi rodzice. To jest olśnienie. Pewne rzeczy powszednieją z czasem, ale – kiedy pojawia się dziecko – masz dla kogo je wciąż robić i robisz je inaczej, lepiej. Każdego dnia dziękuję Bogu, że moje dziecko jest zdrowe i silne. Bycie rodzicem to odpowiedzialność, ale też prezent dla świata, nasza Róża to skarb.

Zdjęcia: Helena Ludkiewicz

Podziękowania dla DoubleTree by Hilton Warsaw za udostępnienie miejsca do realizacji sesji.