17.06.2018

Wywiadówka: Marta Glik

Wchodzę do hotelu, z którego chwilę temu polska reprezentacja udała się na Mundial. W lobby siedzi mały chłopiec i dziewczynka. Mają biało-czerwone koszulki i mniej więcej po 4-5 lat. Rozmawiają. Dziewczynka: A są jakieś dziewczyny, które dobrze grają w piłkę? Chłopiec: Są, ale chłopcy grają lepiej, dlatego w reprezentacji nie ma dziewczyn. Trenerem jest Adam Nawałka, Kapitanem Robert Lewandowski, tylko nie wiadomo, co z Glikiem…

Za chwilę porozmawiam z Martą, jej mąż jest w drodze do Rosji. Za chwilę dowiem się, czyja to zasługa. Dzień wcześniej dostałam od niej SMS-a: Cieszę się, że będę mogła być częścią tak fajnego projektu i być w gronie wspaniałych mam. Już wtedy poczułam, że to wyjątkowa osoba. Za chwilę utwierdzę się w tym przekonaniu. Póki co wita mnie jej uśmiech i skromność.

Pamiętasz ten moment, kiedy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży?

Pamiętam go dobrze, ponieważ 1 stycznia w Nowy Rok Kamil zadzwonił do mnie, że włamano nam się do mieszkania w Turynie, gdzie wtedy mieszkaliśmy. A dzień później byłam u lekarza na kontrolnej wizycie. Oznajmił mi wtedy, że jestem w ciąży.

Że ktoś się do Ciebie włamał.

Dokładnie (śmiech). Najpierw taka negatywna informacja, a potem takie szczęście! Wybiegłam z gabinetu z płaczem, szczęśliwa! Zdawałoby się, że my – zdrowi, młodzi ludzie – nie powinniśmy mieć problemów z zajściem w ciążę. A jednak. Zajęło nam to pół roku. Ale tak ze sportowcami jest: mają podwyższony poziom testosteronu, więc czasem są małe problemy.

Jak Kamil zareagował na tę nowinę?

Na początku nie wierzył, kiedy to do niego dotarło był bardzo szczęśliwy. Grał wtedy w Turynie, był na zgrupowaniu. Ja byłam w Polsce.

Pamiętasz emocje porodowe?

Ja chyba jestem w tej nielicznej grupie kobiet, które wspominają poród bardzo dobrze. U mnie to była szybka akcja: 40 minut i po krzyku. Bólu porodowego nawet nie pamiętam. Urodziłam w sobotę, w poniedziałek wyszłam ze szpitala, we wtorek jeździłam samochodem. Mówiłam sobie: Jak ja będę tak rodzić, to przynajmniej z czwórkę dzieci mogę mieć.

Przy porodzie Kamila nie było?

Nie było. Był na zgrupowaniu. Miał mecz. Ale udało mu się w niedzielę w nocy do nas przylecieć, w poniedziałek załatwił sprawy urzędowe związane z Victorią, spędził z nami dzień i pojechał na zgrupowanie reprezentacji, a potem wrócił do Turynu. Łącznie nie widzieliśmy się miesiąc. Spędziłam ten czas z Victorią sama w Polsce – czekałyśmy na jej paszport. Do Kamila do Turynu doleciałyśmy, jak Vicky miała 26 dni. 2 dni później byłyśmy już razem na stadionie. Od tej pory ona jest zarażona sportem, nie wyobraża sobie nie iść na mecz taty.

Jak tata zareagował na widok córki?

Ja jestem blondynką, on – blondyn, Victoria urodziła się z czarnymi, bujnymi włosami, więc jak ją zobaczył, zapytał: Czy to na pewno moje? (śmiech). My byliśmy młodymi ludźmi, jak zdecydowaliśmy się na dziecko, mieliśmy po 25 lat. Ale znaliśmy się długo, bo 10 lat. Byliśmy już na to gotowi. Wzięliśmy ślub jak mieliśmy 23 lata a potem powiedziałam mężowi: Kamil, ja czuję, że już mogę, chcę być mamą. Ty się rozwijaj, a przy okazji stworzymy sobie fajną rodzinkę. Czułam to bardzo. Tak samo jest z jego karierą. Mówię mu: zrób to i to. Bo czuję, że będzie dobrze. I to się spełnia.

Kamil ufa Twojemu instynktowi?

Tak. Ale to też jest zasługa tego, że znamy się tak długo. Ja nie poznałam go jako piłkarza, ja dorastałam z nim do tego zawodu, pomagałam mu. Znamy się od 7 roku życia, ale parą jesteśmy od 3 klasy gimnazjum. Kamil wyjechał w drugiej klasie liceum. To były nasze najważniejsze wybory życiowe. Podjęłam decyzję, że nie idę na studia, jadę do niego. Myślę, że jego kariera to też moja zasługa, bo go trzymałam za rogi, pilnowałam. Trzeba było go pilnować. To był młody chłopak, który zaczął zarabiać duże pieniądze. A to różnie jest, wiadomo.

Był twoim pierwszym chłopakiem, a Ty jego pierwszą dziewczyną? Jakie to romantyczne!

Tak. Jesteśmy swoimi pierwszymi partnerami i mam nadzieję, że ostatnimi.

Dlaczego Victoria?

Zawsze mi się to imię podobało. Kamil ma niemiecki paszport, jego nazwisko oznacza glück, szczęście. Więc pomyślałam sobie: szczęście i zwycięstwo to będzie dobre połączenie

Do kogo Victoria jest bardziej podobna?

Ma najgorsze cechy moje i najgorsze Kamila. To jest jedna wielka tykająca bomba (śmiech). Jest żywa, energiczna, bardzo towarzyska. Po tacie ma zadziorny charakter. Chociaż ja też jestem gaduła i zadziora. Walczę o swoje, nie pozwolę sobie wejść na głowę.

I Ty dowodzisz w tej rodzinie, coś mi się wydaje.

Kamil dowodzi na boisku, ale jak coś trzeba załatwić, to zawsze słyszę: Marta, zadzwoń. Jak trzeba coś z grubej rury, to ja dzwonię.

Victoria ma zadatki na sportowca?

Tak, widzimy to. Ona może być w przyszłości sportowcem. Póki co tańczy balet, a w tym roku planujemy zapisać ją na tenis, gimnastykę artystyczną albo karate. Na sporty drużynowe jest jeszcze za mała: ma dopiero 5 lat. Ale widać, że potrzebuje sportu, żeby dać upust swojej energii. Bo ona jest niezniszczalna! Jest też bardzo wrażliwa. Jak Kamil zadzwonił do mnie z informacją o kontuzji, rozpłakałam się. Ona to zobaczyła i zaczęła pytać: Co z Daddy’m? Co z daddy’m? – ona mówi na Kamila daddy. Więc mówię, że daddy ma chorą rączkę, a ona od razu w ryk i panika. Spokojnie – mówię – tatuś jedzie do szpitala, będzie dobrze. Przeżywała to bardzo. Tak jak ja. Tydzień po kontuzji był straszny. To była taka pierwsza nasza sytuacja kryzysowa. Sama nie wiedziałam, co będzie. Ale nie chciałam tego pokazać Kamilowi. Jak go zobaczyłam, bałam się, że się popłaczę. Wiedziałam, że jest twardy, że on właściwie nie ma granicy bólu i zawsze powtarza, że ból można zwalczyć głową, ale wiedziałam też, że może się nie udać, bo rokowania były straszne. Przełom nastąpił, kiedy byliśmy u lekarza w Nicei. Wtedy powiedziałam: O nie! Nie odpuszczę! Będziemy walczyć. I twardo motywowałam Kamila, że musimy temu podołać, że przejdziemy przez to razem.

Udało Ci się go zmotywować?

Czuł moje wsparcie, rodziny, przyjaciół, kibiców. Obcy ludzie do nas pisali, że trzymają kciuki. To dało nam siłę, żeby przetrwać, choć nie dawano mu szans…A tu proszę : taka niespodzianka po tygodniu. Byłam też w szoku, bo on na co dzień jest nerwowy, a w tej sytuacji był bardzo spokojny. Pomyślałam sobie: Skoro on jest taki spokojny, muszę to wykorzystać, podkręcić go, żeby się nie poddał. Teraz tylko oby ten obojczyk nie dawał się we znaki i żeby mógł spełnić oczekiwania kibiców, bo dostał szansę od trenera, pojechał i myślę, że nie wypuści jej tak łatwo z rąk.

Jaką jesteś mamą?

Szaloną! Jak Vicky była malutka ja z nią wszędzie latałam, jeździłam po tych wszystkich stadionach. Z dzieckiem pod pachą i jeszcze z naszym psem. Ludzie czasem na mnie patrzyli, jak na wariatkę. Kamil, jak podejmowaliśmy decyzję o dziecku mówił: Może jeszcze nie, młodzi jesteśmy, jeszcze to, jeszcze tamto chcemy zrobić. A ja mu na to: Ale Kamil: co to jest za problem? Biorę wózek i jadę albo idę! Mam dwie ręce, biorę plecak, walizkę, torbę, dam sobie radę! Ja taki mam charakter, po prostu. To też są cechy kobiety ze Śląska. Ja niczego się nie boję.

Jakim tatą jest Kamil?

Wspaniałym! Choć na początku bał się wszystkiego: bał się wziąć ją na ręce, bał, że coś jej zrobi. Przez całą ciążę nie dotknął mojego brzucha, nie wiedział w ogóle jak do tego podejść. Ale jak Victoria zaczęła chodzić, złapali świetny kontakt. On jest dla niej do rany przyłóż. Jestem pewna, że gdybym zostawiła ich na tydzień samych, świetnie by się bawili, gorzej byłoby ze stanem mieszkania… (śmiech). Ale dzieckiem Kamil zająłby się znakomicie. On z nią chodzi na plac zbaw, na basen, bawi się z nią lalkami Barbie w domku. Nie ja, on! Jest naprawdę wspaniały. Nie powiedziałabym nigdy, że taki będzie. Żeby on się lalkami bawił?

Victoria tęskni za tatą, kiedy go nie ma?

Bardzo, przez sen mówi : Daddy, daddy! Przez to, że on tak się nią zajmuje, że mają taką więź ze sobą, strasznie jej go brakuje. Szkoda, że jej tutaj nie ma. Nie zdążyła się pożegnać z tatą przed jego wylotem na Mundial. Bo do końca nie wiedzieliśmy, co będzie, czy poleci, czy nie.

Macierzyństwo u boku męża piłkarza jest trudne?

Zmiany zamieszkania, krajów – to jest problem organizacyjny. Jak to się ogarnie, wszystko da się zrobić. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Taki mam charakter. Nie robię też niczego na siłę. Nie potrzebuję niani, żeby opiekowała się moim dzieckiem, żebym ja mogła spełniać się zawodowo, bo wiem, że przyjdzie na to czas. Jak Kamil skończy grać, ja będę miała szansę dla siebie. Taka jest umowa między nami. Znam Kamila i wiem, że ja i Victoria  jesteśmy dla niego najważniejsze. Ten dom, który jest szczęśliwy przekłada się na boisko i na jego zawód. Ja wiem, czego on potrzebuje. Wiem, że gdyby mnie nie było, to wszystko byłoby rozsypane. Wiadomo, że muszę trochę siebie poświęcić, odebrać sobie czegoś, ale nie mam z tym problemu. Jestem szczęśliwa.

Na jaką kobietę chcecie wychować córkę?

Mówimy jej codziennie: Kocham cię, jesteś piękna. Żeby miała poczucie własnej wartości i pewność siebie. Chcemy, żeby była szczęśliwa sama ze sobą, żeby była dobrym człowiekiem, żeby reagowała na każdą krzywdę ludzką, zwierzęcą i inną. Mnie tak rodzice wychowali: od razu reaguję. Nie chcemy też dawać jej nakazów i zakazów. Chcemy, żeby sama zdecydowała, jak chce żyć. Ostatnio mi powiedziała, że jak będzie duża, będzie pracować w Mac’u. 

Najbardziej wzruszające momenty macierzyństwa?

Jak powiedziała pierwszy raz: Kocham Cię. To było takie piękne! Albo jak w Dzień Matki dostałam od niej laurkę, którą sama zrobiła. I jeszcze jeden moment: jak mi niedawno powiedziała, że ona chciałaby siostrzyczkę. Przytuliła się do mnie i zapytała: Kiedy będziesz miała bejbi w brzuszku, mamo?

No to kiedy?

Na pewno myślimy o powiększeniu rodziny. Kiedy nas zabraknie, nie chciałabym, żeby ona została sama. Zawsze chciałam mieć dwójkę albo nawet trójkę dzieci. Teraz przyszedł ten moment, powiedziałam Kamilowi, że jestem gotowa. Victoria też jest na tyle duża, że mi pomoże i sama jest gotowa, chce mieć rodzeństwo. Cała nasza trójka już chce.

Ja będę gotowa, żeby gratulować! Dziękuję bardzo.

Zdjęcia: Helena Ludkiewicz

Podziękowania dla DoubleTree by Hilton Warsaw za udostępnienie miejsca do realizacji sesji.