24.06.2018

Wywiadówka: Maja Bohosiewicz

Spotkajmy się o jakiejś ludzkiej godzinie, żebym zdążyła zrobić make up. – prosi mnie Maja. Umawiamy się na 12.00. Przychodzi pięknie umalowana. I z prezentem dla Mojego Syna – wielką koparką. Strasznie to miłe – myślę sobie. Bo Maja taka właśnie jest: strasznie miła i normalna. I szczera jak nikt.

Patrzę na koparkę, patrzę na nią i wiem, że ona swoje życiowe skarby już „wykopała”: to nie-mąż i dwójka dzieci. Widać to po niej.  


Czyli przy dwójce dzieci da się zrobić make up?
Słuchaj, można zrobić dużo rzeczy przy dwójce dzieci, z dnia na dzień odkrywam jakąś supermoc. Pamiętam pierwszy taki niesamowity dzień, kiedy udało mi się wykąpać dzieci, położyć je spać, nakarmić: jedno piersią, drugie jaglanką i o 21.20 siedziałam przed telewizorem z moim nie-mężem Tomkiem i oglądaliśmy film. Pomyślałam sobie wtedy: Wow! Tak trzeba żyć! Dzisiaj to jest standard. Przyzwyczaiłam się do nowych okoliczności i potrafię zrobić coraz więcej. Wciąż nie mam umiejętności bilokacji, ale podrzucanie naleśników i jednoczesne karmienie piersią mam opanowane.
A czego przy dwójce dzieci zrobić się nie da?
Na pewno nie da się – przynajmniej w naszym przypadku – pojechać bez nich na wakacje, nie da się też pojechać z nimi i wypocząć. My z moim nie-mężem uwielbiamy podróże, pracujemy po to, żeby wyjeżdżać, wszystkie nasze plany snujemy od wyjazdu do wyjazdu. Marzy nam się wypad tylko we dwoje, żeby było jak kiedyś, ale zrobiliśmy tak raz i to był najgorszy nasz wyjazd. Już wiemy, że tak nie potrafimy. Na wakacjach z nimi mamy ręce pełne roboty, za to w pięknych okolicznościach przyrody.

Różnica wieku między Twoimi dziećmi jest niewielka. Nie przerażała Cię ona?
Kiedy mówię, że mam dzieci rok po roku i dodaję, że między nimi jest 13 miesięcy różnicy, na twarzach innych matek nagle rysuje się podziw pomieszany ze współczuciem. Jak łatwo policzyć, byłam mamą zaledwie 3 miesiące, kiedy dowiedziałam się, że za kolejne 9 zostanę nią ponownie. Niech Bóg ma Cię w swojej opiece – powiedziała mi przyjaciółka, kiedy zdradziłam jej swoją tajemnicę. I powiem szczerze, ja sobie to mówiłam całe 9 miesięcy, a zdarza się, że mówię po dziś dzień. Ale z drugiej strony kamień spadł mi z serca, bo myślałam, że zaczęłam wariować: strasznie płakałam, leżałam na ziemi w łazience i szlochałam: Tomek, to jest ten czas: dopadła mnie depresja poporodowa. To jest koniec. Potrzebuję psychiatry i psychotropów! On powiedział: Masz rację, potrzebujesz. A potem dostaliśmy dwie wiadomości: dobrą  i …drugą. Dobra była taka, że nie mam problemów psychicznych, druga: jestem w drugiej ciąży. Tak naprawdę chcieliśmy mieć szybko drugie dziecko. Z tego powodu, że nasz pierwszy syn dał nam mocno w kość jako High Need Baby, Wiedzieliśmy, że plan minimum to dwójka i że musimy zrobić to raz dwa trzy, bo za rok nikt mnie do tego już nie zmusi. I teraz myślę sobie, że stało się najlepiej jak mogło. Ale przyznam, że na początku było to okupione dużym przerażeniem.
Czego obawiałaś się najbardziej?
Logistyki. Jak to będzie wyglądało? Nie wiedziałam, jak Zachary będzie się zachowywał w wieku jednego roku, kiedy jego siostra się urodzi. Miałam przed sobą niemowlę, zdane na mnie i wiedziałam tylko, że za chwilę pojawi się takie samo drugie. I to nie oznacza, że to starsze będzie już bardziej odpowiedzialne, że będzie potrzebowało mniej mojej pomocy, tylko będę musiała obsługiwać dwójkę. Czyli będę trochę jak matka bliźniaków, z tą różnicą, że jedną ręką będę mieszała zupę, drugą będę próbowała odciągnąć sobie mleko; jedną będę zmieniała pieluszkę numer 1, drugą – numer 4. To mnie przerażało. Zastanawiałam się, jak będą wyglądały spacery, jak ja się z nimi zabiorę, czy będę w stanie zapakować dwójkę do samochodu i z nimi gdzieś wyjechać, jak będą zasypiać? Tego typu rzeczy nie dawały mi spokoju. Ale wiedziałam też , że przecież nie jestem jedyną kobietą na świecie, która urodzi dzieci rok po roku. Byłam też i jestem w tej komfortowej sytuacji, że mam partnera, który jest odpowiedzialnym i zaangażowanym tatą. Poza tym jestem zdrowa, mam dwie ręce, mam pieniądze na to, żeby w razie potrzeby zatrudnić sobie pomoc w postaci niani. Grzechem byłoby narzekać w takiej sytuacji. Nigdy nie byłam matką zdaną wyłącznie na siebie, takie kobiety podziwiam. Przepraszam, właściwie to podziwiam wszystkie kobiety, które są matkami.

Wspomniałaś o tym, że Zachary dał Wam w kość. Co to znaczy?
Pamiętasz, jak zaprosiłam Cię kiedyś na spotkanie mokotowskich mam, które zorganizowałam? Było nas chyba 7 dziewczyn z dzieciakami w podobnym wieku. Pamiętam, że przyjechałaś z ciastem, które sama upiekłaś. Ja myślałam sobie: Jak Ty to zrobiłaś? Musiałaś je piec w nocy! To był dla mnie wyczyn niemożliwy. Wydawało mi się, że instagramowy świat matek chodzących na spacery w makijażu, które pokazują jakie macierzyństwo jest piękne i spokojne, to jest oszustwo i nieprawda. Bo mój syn był typowym High Need Baby. Wtedy tego terminu nie znałam, może gdybym wiedziała, że to nie moja wina, że tak po prostu jest i że są inne matki tak wyczerpane jak ja, byłoby mi łatwiej. Byłam mamą dziecka nieodkładalnego, przytulonego do mnie cały dzień, od rana do nocy, noszonego w chuście, niewożonego w wózku, budzącego się 20-30 razy w nocy. Nie było mowy, żebym poszła sama do toalety, ja nie mogłam oddalić się od niego na 20 cm. To trwało rok. Byłam wiecznie niewykąpana, spacer w niepogodę był problematyczny, spacer z wózkiem niemożliwy. Dopiero jak urodziła się moja córka, zobaczyłam, że dzieci jednak mogą być spokojne, mniej wymagające. Zrozumiałam wtedy, że rozmowa jednej matki z drugą o macierzyństwie to może być rozmowa z Japończykiem po włosku. Macierzyństwo potrafi być tak odmienne! Zrozumiałam, jak denerwujące mogą być porady innych matek, jak denerwujący może być ten – wcale nie wyidealizowany – ale inny świat kogoś innego. Bo macierzyństwo potrafi być bardzo trudne i wymagające, ale może być też beztroskie i słodkie. Odkąd urodziła się moja córka, mimo tego, że mam dwójkę dzieci, zaczęłam wreszcie odpoczywać, bo mój syn wszedł w taki wiek, kiedy może zrobić coś sam, potrafi się ze mną skomunikować, nie muszę odgadywać jego potrzeb. Z kolei moja córka jest aniołem, który oprócz jedzenia i uśmiechu nie potrzebuje niczego innego.


Czy Zacharego dało się jakoś przygotować na przyjście na świat siostry czy był na to za mały?
Był absolutnie za mały. Jak się pojawiłyśmy w domu, spojrzał na Leonkę jak na tymczasową atrakcję, pogłaskał po głowie i poszedł dalej. Dopiero po kilku tygodniach zrozumiał, że jest z nami na stałe.
Bywa o nią zazdrosny?
My się śmiejemy, że to Leonka jest pokrzywdzona, bo ona jest taka spokojna i kochana. Wszyscy zajmują się cały czas Zacharym, on potrzebuje ciągłej atencji. Możliwe, że to jest też tak, że ona przyszła na świat i zobaczyła, że większą uwagę poświęca się jej bratu, więc postanowiła leżeć spokojnie, zasypiać sama, bawić się sama na podłodze przez godzinę …
Zachary i Leonia – kto wybrał tak oryginalne imiona?
Ważne dla nas były znaczenia imion. Zaczęliśmy czytać i okazało się, że Zachary to idealne połączenie mojego charakteru i charakteru Tomka. Ale życie pokazało, że wrodził się jednak bardziej we mnie, nie ma tego stoickiego spokoju Tomka, nie potrafi się za długo na niczym skupić, jak mu coś nie wychodzi, to się szybko irytuje, nie można mu nic zabronić, taki mały dyktatorek, cała ja. Dlatego też świetnie dogaduje się z Tomkiem. Tak jak my się dobraliśmy: jesteśmy dwoma przeciwnościami. Natomiast ja dogaduję się doskonale z Leonią, która jest całym Tomkiem – uśmiechniętym i radosnym buddą. Mówię jej, że jest moją najlepszą przyjaciółką. Śmiejemy się z Tomkiem: Czy mógłbyś wziąć swojego syna? Możesz popilnować swojej córki?
Co macierzyństwo w Tobie zmieniło?
Wydaje mi się, że z poprzedniej mnie już niewiele zostało. Czasami Facebook przypomina mi jakieś wesołe zdjęcie sprzed 4 lat z papierosem w ustach, po imprezie o 4 rano, opatrzone jakimś – wtedy wydawało mi się zabawnym – komentarzem. W takich sytuacjach pytam sama siebie: Serio dziewczyno, to jesteś Ty? Trudno mi w to uwierzyć. Oczywiście każdy etap w życiu trzeba przeżyć, ale ja tak bardzo się cieszę, że już jestem po tej drugiej stronie i że udało mi się osiedlić, zagnieździć, mieć rodzinę, o nią dbać i nie tracić energii na głupoty. Zrozumiałam, co jest dla mnie ważne. A ważne, najważniejsze w życiu, najważniejsza na całym świecie jest moja rodzina i jej zdrowie. Odkąd jestem mamą zmieniła się moja perspektywa patrzenia na wszystko, już nie mam smutnych , depresyjnych dni. Każdego dnia, kiedy się budzę i widzę, że leżą obok mnie moje dzieciaki i wszyscy jesteśmy zdrowi, to przysięgam: ja nie mam więcej marzeń. Wydaje mi się, że to byłoby strasznie chciwe chcieć czegoś więcej.

Jakim ojcem jest Twój nie-mąż?
On jest głosem rozsądku i spokoju, nigdy nie krzyczy, nie można go wyprowadzić z równowagi. Dzieci też nie są w stanie tego zrobić. A mnie średnio 3 razy dziennie doprowadzają do szału. Jest bardzo zaangażowanym tatą, jest dużo lepszym tatą niż ja jestem mamą. To jest książkowy przykład: nie ma w nim żadnych złych emocji, wypełnia wszystkie obowiązki prawidłowo, jest ciepły, czuły i cierpliwy – tej cierpliwości mnie akurat brak. Dokładnie wie, gdzie jest nasza przychodnia, kiedy dziecko powinno spać, jakie mleko pije. Kiedy ja pracowałam, Tomek wychodził ze swojego biura i zostawał z dwójką malutkich dzieci. Kiedy ja miałam po raz pierwszy zostać z dwójką sama, pytałam go, jak sobie poradzę. On na to: Jak ja dałem radę, ty też dasz. Tylko nie kąp ich na raz, bo oboje potrafią wejść pod wodę i potem ciężko je wyłowić. Najpierw jedno, potem drugie.
Jak sobie radzisz z tęsknotą za dziećmi, kiedy pracujesz?
Dużo płaczę. Podczas 12 godzin na planie przysługuje nam 1 godzina na odpoczynek. Podczas tej przerwy zazwyczaj włączam telefon, facetime’a i dzwonię do domu i – no co mam Ci powiedzieć – ryczę…
Widzę łzy w oczach Mai i czuję, że napływają do moich…
Kiedy pracuję tak intensywnie, to nie widzę ich cały dzień: wychodzę o 6.00 rano, wracam o 21.00 czy 22.00. Wtedy w domu wszystko można, nie ma zasad. Wracam i nie mogę się powstrzymać, żeby ich nie powyciągać z łóżek, nie obudzić, bo to jest jedyny czas dla nas. Wiem, że odpokutuje za to następnego dnia nasza niania, że będą mieli gorsze humory. Ale muszę…Śpimy wtedy razem.. Zawsze.

Zmieniło się Twoje podejście do pracy, odkąd jesteś matką?
Zrezygnowałam z teatru, bo większość spektakli, które grałam były spektaklami wyjazdowymi. Wiedziałam, że nie jestem w stanie spędzać nocy poza domem. Nie ma takiej pracy, która mogłaby mnie tak zaczarować, że stwierdzę, że jest warta wyjazdu na 2 miesiące. Z kolei serial „Za marzenia” to teraz takie moje aktorskie zawodowe marzenie.
Co jest najpiękniejsze w macierzyństwie?
Najpiękniejsze jest, jak leżymy sobie w łóżku i mówię do Tomka: A chodź, zobaczymy, jak sobie śpią. Na co on: To może ich przyniesiemy do nas? I nagle robi się impreza o 1 w nocy. Bo one się wybudzają, my ich zacałowujemy, pośmiejemy się, wypijemy coś razem: oni mleko, my kakao. To jest silniejsze od nas. I najfajniejsze na świecie. Jeżeli ktoś nie widzi sensu życia, powinien zrobić sobie dziecko.
Chciałabyś mieć więcej dzieci?
Bardzo. Chciałabym mieć trójkę. Nie za rok, nie za dwa, za kilka lat. Chciałabym móc do tego podejść spokojnie. Wtedy będę wiedziała już wszystko, nic mnie nie zaskoczy. Będę wyważoną i spełnioną mamą.
Wtedy zamienisz się w swojego partnera Tomka?
Dokładnie! Problem jest tylko taki, że on kolejnego dziecka nie chce, bo Do jakiego auta zmieszczą się 3 foteliki? Tylko multivan.
Chyba, że będą bliźniaki, wtedy będziecie musieli kupić busa.
Wtedy zostawimy sobie jedno, grzeczniejsze (śmiech).

Zdjęcia: Helena Ludkiewicz