03.02.2019

Wywiadówka: Kuba Wesołowski

Z Wesołowskim zawsze jest wesoło. To jest facet, który emanuje radością i dobrym humorem. Ale podczas tego wywiadu odkrył przede mną swoją inną stronę: czułą i kochającą. Bo to jest ojciec bezgranicznie zakochany w córce, to jest mąż równie mocno – co podkreślał bardzo często – zakochany w swojej żonie, to jest mężczyzna zakochany w swoim życiu. Wiem od Twojej żony, że to Ty byłeś inicjatorem starań o dziecko: to Ty bardziej chciałeś i ją namawiałeś?

Jako młody chłopak bałem się perspektywy posiadania dziecka. Myślałem, że ono mi coś zamknie, coś mi zabierze; sądziłem, że młody ojciec to jest ktoś, kto coś traci. Ale uważałem też, że życie dzieli się na różne etapy i dzięki tym etapom w chaos wprowadzany jest porządek. Przyszła i u mnie taka chwila, że poczułem się na tyle dorosły i silny, żeby wziąć odpowiedzialność za inną osobę, za rodzinę. Bo myśląc o dziecku, myślałem o rodzinie. Wiedziałem, że to jest dobry moment, bardzo tego chciałem. Ale czy napierałem na to? Skoro moja żona tak mówiła, trudno mi się z nią nie zgodzić (śmiech).

Zanim pojawiła się Róża, miałeś jakieś lęki związane z ojcostwem?

Nie. Skoro podjąłem już tę decyzję, to naturalne dla mnie było, że biorę na barki jej konsekwencje. Lęki pojawiły się później. Kiedy Aga po raz pierwszy przez telefon powiedziała mi, że Róża ma temperaturę, to jechałem do domu po chodniku i byłem pewny słuszności swojego działania: trąbiąc na wszystkich i ich spychając. A to było – okazało się – 37,2, więc nie było zagrożenia życia i czas nie odgrywał tutaj kluczowej roli. Pamiętam to do dzisiaj. Mierzyliśmy tę temperaturę kilkoma termometrami, każdy trzeba było przytknąć w inne miejsce, każdy pokazywał coś innego. To jest porąbane: do dzisiaj – według mnie – nie ma dobrego termometru dla dziecka! Druga taka sytuacja, kiedy naprawdę się baliśmy, to było wtedy, kiedy Róża dostała bardzo silnej alergii i wylądowała w szpitalu. Dziś z perspektywy czasu myślę sobie: To  była tylko alergia, ale kiedy jesteś młodym rodzicem, wszystko urasta do dużo wyższej rangi.

 Obecność przy porodzie była dla Ciebie ważna?

Ze względu na Agnieszkę, która odczuwała strach, nie wyobrażałem sobie, że mogłoby mnie tam nie być. To ona była powodem, dla którego tak się stało. Dla mnie to było naturalne, że radzimy sobie z tym razem. Pod koniec miałem ogromną frajdę, bo przeczytałem gdzieś, że ojciec również zaraz po urodzeniu może nawiązać więź z dzieckiem, kangurując je, trzymając przez pół godziny na swojej gołej klacie, więc wziąłem ją na tą moją klatę! Do dzisiaj, gdy jest jakaś awaria, krzyk i rozpacz, biegnę do pokoju Róży, ściągam koszulkę, przytulam ją i to działa.

Co dla Ciebie na początku ojcowskiej drogi było najtrudniejsze?

Punktualność. Musiałem być w domu na czas (śmiech). A mówiąc poważnie: Róża jest łatwym dzieckiem, ona jest bezproblemowa, mamy ogromne szczęście. To, że ząbkowanie było bolesne czy zdarzały się kolki, to nic w porównaniu z ilością dramatu, jaki mają inni. Nasze dziecko od pierwszego dnia było doskonałe. I ogromna w tym zasługa mojej żony, bo mnie często w domu nie ma i to ona z tym wszystkim zmagała się sama. Ja o tym nie zapominam. Nie zapominam też o nas, że równe ważni jesteśmy my: ja i moja żona. Życie kręci się wokół naszej trójki, ale ważne jest, żeby każdy z nas się realizował. Sądzę, że wtedy i Róża będzie szczęśliwsza. Oczywiście ona jest naszym priorytetem i o nią dbamy, ale ja nie chcę zatracić siebie czy siebie i żony w tym wszystkim. Agnieszka i Róża są dla mnie równie ważne, Róża nie jest od niej ważniejsza. Szczęście jest wtedy, kiedy jest zachowana między nami harmonia.

Wasz związek zmienił się jakoś za sprawą Róży?

Co się zmieniło? Odkąd Róża jest z nami, nie włączamy rano telewizora. Przed Różą bardzo często chodziliśmy do kina, teraz chodzimy bardzo rzadko. Z przyjaciółmi nie spotykamy się w klubie, ale na kolacji. Dziecko pojawiło się w wyśnionym dla nas momencie, nie odczuwam więc, żebyśmy zapłacili jakąś cenę, nie odczuwam żadnego ciężaru dziecka. To, co musiałem poświęcić nijak się ma do tego, co dostałem w zamian, więc to była transakcja bardzo udana. 

Kiedy poczułeś naprawdę silną ojcowską więź z córką? 

Myślę, że ona budowała się dzień po dniu. Pierwsze pół roku jest dla mężczyzny takim szukaniem siebie, odnajdywaniem w roli ojca. To jest ogromna, bezwzględna miłość, ale też odpowiedzialność. Dla mnie momentem przełomowym była sytuacja, kiedy po raz pierwszy zostałem z Różą sam na 3 dni. Miała wtedy 4 czy 6 miesięcy. Ta jej zupełna zależność ode mnie, gdzie nie było supportu od żony, to była totalna frajda. Do dziś uwielbiam zostawać z nią sam. Jedyne, co sprawia mi trudność, to jej ubieranie, nie rozumiem tych ubranek… Do dzisiaj nie wiem, gdzie w szafie są które. To jest dla mnie dziwne i niezasadne. Ubieranie jest jedyną rzeczą, o którą proszę Agę, żeby mnie wyręczyła. Wszystko inne idzie mi sprawnie. Lubię Różę karmić, biegać z nią w wózku biegowym, spacerować. Teraz, kiedy skończyła 2 lata, obejrzeliśmy razem pierwszy film – „Auta”. To też było fajne uczucie. Ona w ogóle jest już taka .. świadoma. Świadomie się przytula i chichra. Śmiech dziecka rozczula mnie bardzo. Jest czymś najczystszym.

Jak Ty się zmieniłeś pod wpływem ojcostwa?

Częściej wyciągam telefon na planie, żeby pokazać zdjęcia czy filmiki z Różą i częściej używam Facetime’a. Nie lubię tych dni, kiedy widzę ją tylko na Facetimie, ale z drugiej strony w takich momentach dziękuję za komunikatory video. Mam więcej wspólnych tematów z osobami, które również mają dzieci. Zdarza się, że rozmawiamy tylko o nich. No i musiałem kupić samochód, który ma 4 drzwi. Upierałem się na 2-drzwiowy. Ale jak pojawiła się kwestia fotelika, dziękowałem żonie, że przekonywała mnie rok chyba na 4 drzwi i jej się udało.

Jakim jesteś tatą?

Ja jestem tym poważnym rodzicem. Przed porodem myśleliśmy, że to będzie tak, że ja będę rozpieszczał, a Aga będzie surowa. Okazało się jednak, że moja żona stała się bardziej elastyczna, a ja jestem tą ostatnią tamą, której nie wolno Róży przekroczyć. Choć zdarza się oczywiście, że to robi. Jestem też ojcem, który bał się puścić dziecko do przedszkola. Obawiałem się, że nabierze cech, których bym nie chciał, żeby posiadała. Boję się głupoty innych osób, boję się postaw czy zachowań, które są tam obecne, a których nie pochwalam. Dlatego nie chciałem, żeby Róża szła tam za szybko. Uważałem, że nikt nie stworzy mojej córki piękniej niż moja Aga. Dlatego zależało mi, żeby Róża jak najdłużej była z nią. Na szczęście ostatnio Aga znalazła idealne miejsce i udało jej się mnie przekonać. Róża poszła do przedszkola i przynosi do domu masę cudownej energii.

Co Róża ma z Ciebie?

Jest uparta, moja żona twierdzi, że po mnie, ale nie wiem, czy ja jestem aż tak uparty. Jest asertywna – po mnie. I po mnie ma też proste blond włosy.

Na jaką kobietę chcesz ją wychować? Co jest dla Ciebie najważniejsze?

Chciałbym, żeby była pełna pasji, żeby robiła coś z przekonaniem. Bo w pasji zawiera się szczęście, pewność, upór. Chciałbym, żeby miała więcej problemów z wymyślaniem marzeń niż z ich realizacją. Ale chciałbym też, żeby była konsekwentna, żeby miała talent, dar, który będzie rozwijała, żeby nie kierowała się żadnymi uprzedzeniami i pasjonowała światem i jego odmiennością. Ona będzie wrażliwym, mądrym człowiekiem, pełnym empatii, wiem to. 

Kiedy Róża Cię denerwuje? Potrafi wyprowadzić Cię z równowagi?

Jak zaczyna rzucać jedzeniem…Chociaż muszę przyznać, że równie szybko zaczyna mnie to śmieszyć. Czasem nawet jej zazdroszczę, że może to robić. Mnie raczej trudno wyprowadzić z równowagi, jedyną osobą, która to potrafi jest moja żona (śmiech).

Chciałbyś mieć więcej dzieci? Syna?

Zobaczymy. Uważam, że im team jest większy, tym lepiej. Kiedy Aga zaszła w ciążę, myślałem, że to będzie syn. Chwilę później miałem już przeczucie, a nawet pewność, że to jednak będzie dziewczynka i to się potwierdziło. Okazało się, że dla mnie, dla faceta mieć córkę to jest strasznie fajne: dajesz jej troskę, opiekę, silne ramię, na którym może się wesprzeć…Kiedyś myślałem, że nikogo nie będę w stanie kochać tak, jak kocham moją żonę, a potem pojawiła się Róża… Teraz myślę sobie, że nie mógłbym nikogo więcej kochać równie mocno jak je dwie, co pewnie też okaże się nieprawdą. Ale wiesz…mamy takie piękne, tak cudowne życie, że kolejne dziecko nie jest dla nas czymś obowiązkowym. Co się wydarzy dalej, nie ma znaczenia. Jak będzie – super, jeśli nie – będziemy równie szczęśliwi. Nie mamy na co narzekać, możemy tylko dziękować za to, co jest.

A Aga mówiła, że Ty byś chciał drugą dziewczynkę…

Jest taka szansa, może tak być. Bo Róża jest doskonała.

Zdjęcia: Aneta Zamielska