09.09.2018

Wywiadówka: Katarzyna Burzyńska-Sychowicz

 

Anna Lewandowska: Dziś jestem w nietypowej dla siebie roli, roli dziennikarki. Przeprowadzam z Tobą, Kasiu mój pierwszy wywiad w życiu. Chciałabym zadać Ci takie pytania, które przyszły mi na myśl jako pierwsze. Zapytać Cię o to, co mnie – mamę – interesuje w drugiej mamie. Mamie, która pracuje, wychowuje dziecko i jest szczęśliwa. Swoją postawą, energią, którą kwitniesz i uśmiechem jesteś motywująca, chcę wydobyć od Ciebie tę motywację dla innych. Na początek: gra w skojarzenia: syn?

Katarzyna Burzyńska-Sychowicz: Uśmiech.

Tata?

Troska.

Rodzina?

Największe szczęście.

Najlepszy moment?

Razem.

Ulubiona zabawka synka?

Wóz strażacki.

Wasza tradycja rodzinna?

Wspólne święta.

Co Henio lubi najbardziej?

Auta, zwierzęta i jeść.

Po rozgrzewce, dłuższe wypowiedzi. Jaki jest najpiękniejszy moment, który kojarzy Ci się z macierzyństwem, najważniejszy i najbardziej budujący?

Kiedy Henio był jeszcze malutki, wymyśliliśmy z moim mężem, Łukim, że w trójkę będziemy tworzyć Team Uściski. Z dwóch stron podchodziliśmy do niego, przytulaliśmy i wykrzykiwaliśmy: Uuuuuuuuściski! Pierwszy raz, kiedy on ujął nas za szyje z okrzykiem : Uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu…! – bo jeszcze słowa uściski nie umiał powiedzieć – był wzruszający. Byłam dumna. Dziś robi to świadomie i często.

Fajne to jest! My mamy Akcję buziaki, którą zapoczątkowaliśmy u Klary. Teraz ona sama staje i przesyła je, kiedy i komu chce. Myślałaś, że będzie dziewczynka czy chłopczyk?

Bardzo chciałam syna, od zawsze marzyłam, że moje pierwsze dziecko to będzie właśnie syn. Czułam, że jestem zaprogramowana na bycie matką chłopca.

Też tak myślałam, a tu…niespodzianka!

Bywa i tak (śmiech). Kiedy byłam na wizycie u mojego lekarza – to był trzeci miesiąc ciąży – usłyszałam, że już może mi zdradzić płeć, zapytał, czy chcę wiedzieć. Odpowiedziałam, że oczywiście i zanim cokolwiek powiedział, już pytałam: Chłopak??? On na to: Chłopak! Więc syna sobie wymarzyłam.

Imię też było wybrane wcześniej czy czekaliście z tym do końca?

Imiona były przygotowane dużo wcześniej. Od dawna chodził mi po głowie Napoleon. Tak sobie wymyśliłam, że mój syn dostanie imię po polskim wynalazcy adrenaliny. Że na pewno dostarczy mi jej sporo, więc będzie pasowało. Mój mąż był sceptyczny… I to jest eufemizm (śmiech). Jego typ to było imię Henryk – po dziadku. Mnie również bardzo się podobało. I Henryk zwyciężył! Henryk Pierwszy. Przy drugim dziecku to ja będę rozdawać karty. Na szczęście już wyrosłam z dziwnych, ekstrawaganckich pomysłów.

Jak zwracacie się do synka?

Heńko, Heńkos, Heniusz, Heniusz geniusz. Czasem, gdy jest podziębiony – Heniek Glutosławski albo Henryk Beksiński, jak zdarza mu się płakać. Jak dawał nocne koncerty to Jimmy Henryk. Kiedy trzeba było go przewijać 8 razy dziennie był zespołem Smrodigy.

Co sobie pomyślałaś, jak go po raz pierwszy zobaczyłaś?

Byłam zdziwiona. Liczyłam na to, że jak tylko go zobaczę, od razu się zakocham, że będzie jak w filmach. Nie było. Nie byłam pewna swoich uczuć, właściwie to nie wiedziałam, co mam czuć. Zobaczyłam go i myślałam sobie: Co to jest za człowiek? Kto to? Miałam poczucie, że się nie znamy. Nie widziałam też podobieństwa. Henio jest klonem mojego męża, ale wtedy tego nie zauważałam. Byłam w stanie jakiegoś szoku. Jak to? Wczoraj go nie było, dziś jest. Nasza więź budowała się z czasem, z każdym kolejnym dniem. Nie spłynęło to na mnie od razu. Jak przywieźliśmy go do domu, położyliśmy do łóżeczka myślałam sobie: Jak to teraz będzie?

A mieliście takie momenty, że wystawaliście przy łóżeczku i wpatrywaliście się w synka?

Oczywiście! Do dziś tak mamy i czasem dopiero, kiedy śpi – wyciągnięty niemal na całą długość łóżeczka – zauważamy jak rośnie, jaki jest już duży, zawsze nas to zadziwia. Na początku bywało, że któreś z nas zapominało, że Heniek jest już z nami: mój mąż przychodził do mnie z przestraszoną miną i na pełnej powadze mówił szeptem: Kaśka… Ktoś jest u nas w mieszkaniu (śmiech). Łuki budził się też w nocy i sprawdzał, czy Henio oddycha.

Znam to. Chyba każdy rodzic tak ma! Ja sprawdzając, kładę rękę na brzuszku. Kasiu, jaką mamą jesteś?

Nie panikuję, nowe sytuacje mnie nie przerażają. Jestem zadaniowcem: są zadania do wykonania, więc je wykonuję. Mój mąż na początku był ewidentnie nadgorliwy: ja po prostu zmieniałam pieluszkę, kiedy trzeba było: szybko i sprawnie, on wywijał każdą falbankę. Ja mu mówiłam, że jest przewrażliwiony, on odpowiadał, że po prostu jest mądry, a ja nie (śmiech). Podchodzę do rodzicielstwa na spokojnie, sama się sobie dziwię, dziwią się moi znajomi, że mam taką cierpliwość. Bardzo się cieszę z tej nowej sprawności, bo wcześniej nie miałam cierpliwości za grosz. No i kocham, kocham, kocham mojego syna najmocniej jak mogę!  

Co jeszcze macierzyństwo w Tobie zmieniło? Co w Tobie zbudowało?

Heniek już na etapie ciąży dał mi bardzo dużo. Mogłam wtedy zdecydowanie więcej.

Czyli byłaś aktywna w ciąży? Pamiętam jak spotkałyśmy się na wywiadzie!

Tak! Do „Pytania na śniadanie”! Jeździłam na wywiady, przeprowadzałam je, potem wieczorami, często do późna, montowałam.  Pamiętam, że pracowałam do wtorku, a w kolejną środę urodziłam, więc syn naprawdę była dla mnie łaskawy. Miałam pomysłów, energii i chęci za dwoje! Nie było mowy o znużeniu, on tak mnie doładował! Byłam gotowa na wyciszenie, zwolnienie, na odpoczynek, ale taki moment nie przyszedł. Mnie nosiło! Czułam się niezniszczalna, niezatapialna, szczęśliwa i piękna. To był stan wyjątkowy. Bardzo cieszyłam się z tego, że będę mamą. A jak słyszałam od mojego męża, że dla niego największym szczęściem i dumą będzie wyjście na spacer z synem, z wózkiem, rozpływałam się. Na dalszym etapie macierzyństwo dało mi to, że ja już wiem, czego nie chcę.

Czyli asertywność w kontekście decyzyjnym.

Tak. Szczególnie w tematach zawodowych: już nie idę na kompromisy. Heniek dał mi stabilność: jestem świadoma swoich atutów.

Zauważyłam u Ciebie coś takiego, że jak ktoś sprawiłby Ci komplement, to nie powiesz: Nie, daj spokój. Ty powiesz: Dziękuję!

– A czasem do tego Dziękuję dodam nawet: Wiem. Heniek umocnił moje poczucie własnej wartości. Trudno jest mnie teraz zachwiać, mam niewyobrażalną siłę. Jestem mamą i co mi zrobisz?! Jestem mamą, prowadzę dom, troszczę się o męża, pracuję. Nikt mi tego nie odbierze. Heniowi też chcę to przekazać. Każdego wieczoru jak zasypia, mówię mu: Dobranoc. Śpij dobrze. Widzimy się jutro. Kocham Cię. Możesz wszystko. Chcę, żeby wyrósł na pewnego siebie człowieka, który zna swoją wartość, ma poczucie swojej siły i miłości, która go otacza.

Jesteś mamą konsekwentną?

Hmmnnnn… staram się, bywam.

Bo tak do końca to się nie da, wiem. Ulegasz, jak chce na rączki?

Zawsze! I noszę to moje 14-kilo ulicami, parkami, kilometrami. My, matki mamy jednak nadludzką siłę. No ale: kiedy mój syn chce się poprzytulać, będzie przytulany.

Macie z mężem jeden tor wychowywania, czy myślisz, że w przyszłości będzie: Idź z tym do mamy! Albo Idź do taty? Macie jakieś zasady czy puszczacie dziecko wolno i sprawdzacie, jak sobie radzi?

– Jesteśmy zgodni co do tego, że dziecko musi mieć wyznaczone granice i ramy. Muszą być w domu zasady: nakazy i zakazy w kwestiach ważnych. Oczywiście, jak zakładam sobie, że nie będę go nosiła, to jak poprosi, to go niekonsekwentnie nosić będę, ale jeżeli będzie chciał jeść z podłogi jak kotek, nie pozwolę na to. Chyba. Oboje jesteśmy przeciwnikami bezstresowego wychowania, nie chcemy, żeby nasz syn się pogubił.

Jakim dzieckiem jest Henio? Ma coś z Was a może to człowiek, od którego Wy się uczycie?

– Jest bardzo spostrzegawczy – wszędzie wytropi każdego ptaka i najmniejszego pieska. Ma dobrą pamięć i orientację w terenie – potrafi zaprowadzić mnie na plac zabaw, na którym był z tatą, o którym ja pojęcia nie mam –  ma to po moim mężu. Podobnie jak ja jest radosny i towarzyski, na ulicy widząc obcą osobę, krzyczy do niej: Hej, hej! Wychodząc z tramwaju żegna się: Pa pa Pan! Pa pa Pani! Ludzie reagują zdziwieniem, ale też widzę, że oddają mu uśmiech i to jest świetne. Ma też bardzo krótki lont: wystarczy, że samochód utknie mu między szafką a kanapą i jest afera, krzyk i nerwy. Nie wiem po kim to ma, chyba po którymś z dziadków.

Jak jest taki problem, to kogo woła pierwszego: mamę czy tatę?

Tatę. To on jest od wyciągania z potrzasku. Jak był mniejszy to zauważyłam, że słowo mama było dla niego synonimem słowa pomóż, a tatanapraw. Teraz to się miesza. Jednak jak się budzi, pierwsze co mówi, to mama.

Ja dla Klary byłam synonimem butelki (śmiech). U dzieci to jest proste skojarzenie: na zasadzie, kto jest bliżej. Zabawy, wydurnianie to pewnie z tatą?

Zgadza się! Akrobacje na łóżku, igloo z materaca, budowanie baz z koców i sklepu, w którym sprzedawane są gorące, smażone banany – to Łuki. Wystarczy, że Heniek zobaczy przez okno straż pożarną, w 3 sekundy jest przez niego ubierany, wybiegają razem, a ja za chwilę dostaję ich zdjęcie ze środka wozu. Ja się z Łukim nigdy nie nudziłam w związku, mój syn również się z tatą nie nudzi. To jest piękne!

Twoi chłopcy… Robert często mówi: Moje dziewczyny. Czuję wtedy jego dumę. Ulubiona potrawa synka?

Mięso! Ostatnio byliśmy razem na targach wegańskich, gdzie od progu wykrzykiwał: Mięso! Mięso! Nie mam pojęcia czemu (śmiech). Najbardziej lubi pulpety  cielęce albo z indyka.

Jadłaś dużo mięsa w ciąży?

Rzeczywiście jadłam. Miałam też moment, że jadłam bardzo dużo zup i on jest też smakoszem zup, co jest świetne, bo w zupie mogę mu przemycić wszystko.

To słucham: przepis na mięsne pulpety, które Henio zawsze chętnie zjada. Dodamy go do „Wywiadówki”. Pulpety by Kasia!

Umowa stoi. (Przepis na dole)

Miałaś trudne macierzyńskie momenty?

Miałam baby bluesa. Myślałam, że jestem twardzielką, że przecież zawsze kontroluję swoje emocje, więc i nad tym zapanuję. Dlaczego miałabym płakać, dlaczego miałabym robić awanturę bez okazji?! A robiłam to wszystko. Pamiętam taki moment: piękny letni dzień, Henio spał w wózku, rozmawiałam z przyjaciółką przez telefon, jak jest mi dobrze i jaka jestem szczęśliwa. Spacerowaliśmy po Polach Mokotowskich, odłożyłam telefon, zaczął padać deszcz – przyjemna mżawka. Ja się przez ten deszcz strasznie popłakałam! Stałam tam sama i szlochałam, a właściwie ryczałam.

Jak myślisz: dlaczego płakałaś?

Wiesz dlaczego? Bo wcześniej sobie nie pozwalałam na ten płacz, ja przez długi czas to tłumiłam. Nie chciałam się sobie przyznać, że też mam swoje słabości.

Teraz już to potrafisz? Jak chcesz to płaczesz?

Jasne. Mam momenty, że jestem zmęczona, takie, że mam wszystkiego dość, że coś mnie przerasta. Już się ich nie wstydzę. Stałam się taka dzięki macierzyństwu. Potrafię też poprosić o pomoc. Macierzyństwo dało mi prawo do bycia niedoskonałą.

Miałaś taki moment, że powiedziałaś: Potrzebuję czasu dla siebie, jestem kobietą, chcę się umówić z koleżankami, wyjechać i dla równowagi zrobić coś dla siebie? Ja wiem po sobie, że zawsze chciałam dawać czas innym, mieć go dla rodziny. Teraz wiem, że i ja potrzebuję oddechu, czasu dla siebie, żeby stale mieć pozytywną energię dla dziecka.

Heniek ma trochę ponad 2 lata. W tym czasie miałam jeden taki weekend: z koleżankami we Wrocławiu oraz pełen tydzień na Twoim obozie. Udało się dzięki mojemu Mężowi, który w obu przypadkach opiekował się Heniem. Potrzebowałam tego. Macierzyństwo nauczyło mnie zdrowego egoizmu, z którego nie muszę się nikomu tłumaczyć, nie muszę mieć wyrzutów sumienia. Mamy często mają z tym problem. Opiekuję się synem, ale też opiekuję się sobą. Nie można o tym zapominać. Mój mąż też mi o tym przypomina i to w nim kocham.

Słyszałam, a nawet widziałam, że macie tradycję – co roku robicie sobie zdjęcie w trójkę?

Tak. Zaczęło się od pierwszego wspólnego zdjęcia jeszcze w szpitalu. Wtedy wymyśliłam, że będziemy je powtarzać co roku – w tych samych ciuchach i pozach. Tak też robimy, zawsze w urodziny Henia. Na swoją osiemnastkę dostanie od nas komplet takich zdjęć.

Super pomysł i fajna inspiracja dla mam, które zaraz będą rodzić. Myślisz o przyszłości Henia?

– Wydaje mi się, że bycie sportowcem – Ty to wiesz najlepiej – to super szkoła dyscypliny, charakteru i pokory.

To prawda.

Dlatego też gdyby Heniek zajął się sportem, był aktywny, cieszyłabym się. Mój mąż marzy, żeby był koszykarzem – czwartym Polakiem w NBA. Ale mówimy sobie: Nic na siłę, sam będzie mógł wybrać… czy chce być skrzydłowym czy rozgrywającym (śmiech).

To mi się podoba! Kasiu, Ty po ciąży trenowałaś, jeździłaś na treningi mam z wózkami. Ćwiczyłaś też w domu, z płytą, chodziłaś z synkiem na siłownię? Pokazywałaś mu ten świat? Dla mnie to jest normalne, ale na pewno nie dla wszystkich mam. Oswajasz go ze sportem?

Tak. Zaczęło się od treningów z wózkiem, kiedy on jeszcze leżał, teraz często leży obok mnie, albo na mnie, kiedy ćwiczę w domu z twoją aplikacją. Jak rozkładam matę, już wie, co się święci i zaczyna truchtać.

Czekam jak będzie mówił: O! Ciocia Ania! Dasz wtedy znać?

No pewnie!

Dziecko uczy się od początku, od rodziców czerpie najwięcej. Czego chcecie Heńka nauczyć?

Chciałabym, żeby Heniek był dobrym i przyzwoitym człowiekiem. Żeby był gentlemanem jak mój mąż. Chciałabym, żeby, jak zobaczy skołowaną staruszkę na ulicy, podszedł do niej i zapytał, czy wszystko w porządku. Jak zobaczy kobietę siłującą się z ciężką walizką po schodach, chciałabym, żeby wniósł ją za nią, bez proszenia. Żeby zareagował na mamę próbującą z wózkiem wejść do tramwaju. Chcę, żeby był wrażliwym i czułym facetem i żeby potrafił kochać. I nie bał się o tym mówić. Ja często do niego krzyczę: Heniek, czy Ty wiesz, że ja Cię kocham najbardziej na świecie?! Bo nie mogę z tą miłością wytrzymać cicho.

Mam nadzieję, że ten wywiad, mój pierwszy w życiu, też będzie takim twoim krzykiem miłości.

 

PULPECIKI by Kasia:


Składniki:

  • 300 gramów ulubionego mięsa (u mnie cielęcina, indyk lub królik)
  • 1 marchewka
  • 1 jajko (lub 2 łyżki płatków owsianych namoczonych we wrzątku)
  • garstka pietruszki lub koperku
  • sól, pieprz do smaku.

Sposób przygotowania:

Mięso zmielić, marchewkę zetrzeć na tarce, wymieszać z jajkiem i pietruszką lub koperkiem, doprawić. Gotować na parze przez 20 minut. Podawać w towarzystwie kaszy i warzyw. Heńka ulubiony zestaw to jaglanka i ogórek kiszony albo pieczone bataty.

 

Zdjęcia: Aneta Zamielska