13.05.2018

Wywiadówka: Kasia Zielińska

Miejsce wywiadu Kasia wybiera sama. Musi być ładnie, z wyjściem na zewnątrz: będzie przecież z synkiem. No i musi być dobre jedzenie. Sama rezerwuje stolik, na tarasie.

Kiedy się spotykamy od razu wykrzykuje do mnie, że mi zazdrości, że drugie dziecko jeszcze przede mną. A ja już wtedy wiem, widzę, bez pytania, że 4-miesięczny Aleksander, jej drugi synek, sprawił, że dostała fioła. Mimo tego pytam:

Jak to jest zostać mamą po raz drugi?

To jest najfantastyczniejsze uczucie na świecie. Drugie macierzyństwo odczuwasz głębiej. Przewidywałam, że nie będzie już tak „gorąco” jak za pierwszym razem, kiedy zupełnie nie wiesz, co Cię czeka, okazało się inaczej. Zastanawiasz się, czym to drugie dziecko będzie się różniło od Twojego ukochanego, pierwszego. Masz wątpliwość, czy będziesz je tak samo kochała.  Z drugiej strony jesteś ciekawa, jak to wszystko będzie wyglądało.

Tym rozmyślaniom towarzyszyły jakieś lęki?

Na pewno był stres, większy niż przy pierwszej ciąży. Zastanawiałam się, czy będzie tak dobrze przybierał na wadze, czy będzie jadł, spał. Myślałam o tym, jak i kiedy wrócę do zawodu. Chociaż powiem Ci, że paradoksalnie w drugiej ciąży miałam mniejsze obawy w tej kwestii. Pomyślałam sobie, że jak nie wrócę, to nie wrócę. Nic się nie stanie. Po prostu.

Byłabyś gotowa nie wrócić?

Byłabym. Przy pierwszym synku, Heniu, było inaczej. Bardzo chciałam pracować, mimo, że On był największym szczęściem na świecie. Teraz Aleksander tak mnie pochłonął, że za każdym razem, gdy muszę gdzieś wyjść, bardzo trudno mi go zostawić. Pojawia się smutek, że uciekają mi chwile. Patrzę na Henia i widzę, jak on szybko rośnie i mówię do Aleksa: Nie rośnij chłopie, nie rośnij! Masz zakaz rośnięcia!

Okazało się, że można kochać jeszcze bardziej?

Jak jechałam do porodu– troszkę wcześniej niż planowałam – w środku nocy, mój Henio spał. Wiedziałam, że go nie obudzę, nie wytłumaczę, że jadę… Popłakałam się. Pomyślałam sobie, że zostawiam kogoś najukochańszego i jadę z taką niewiadomą, kogo spotkam. To był dla mnie bardzo stresujący moment. Wtedy wydawało mi się, że to jest niemożliwe, żeby drugie dziecko równie mocno pokochać. Liczył się tylko Henio, zastanawiałam się, jak tę miłość podzielić. Jak tylko Aleś się pojawił…od razu dostał tę samą miłość z rozdania.

I tutaj Kasia Zielińska się wzrusza, ma mokre oczy. Wzrusza się też nasza fotografka – matka dwójki dzieci. Ja jeszcze tego nie rozumiem. Ale już wiem, że to nie tylko fioł, ale  coś więcej…. Kasia kontynuuje:

Zastanawiałam się nawet nad takimi bzdurami jak ta, czy będę robiła mu tyle samo zdjęć co Heniowi. Okazuje się, że jest tego chyba nawet więcej (śmiech). Mówię sobie: tego nie miałam z Heniem, to mi umknęło, więc teraz muszę robić.

Mówi się, że jeżeli pierwsze dziecko jest grzeczne, to drugie będzie sprawiało problemy. Jak jest u Ciebie?  (Pytam, choć nie muszę, bo Aleksander jest z nami i nawet nie piśnie.)

Henio jest najspokojniejszym dzieckiem na świecie. Aleksander dawał mi popalić w brzuchu, byłam pewna, że noszę diabełka, był bardzo aktywny. Teraz przepraszam go, że tak myślałam, bo to jest dziecko budda.

Między Twoimi synkami jest 3 lata i 3 miesiące różnicy– zaplanowałaś to?

Nie, nie siedziałam z kartką i nie wyliczałam, czy to już czy nie. Ale wiedziałam, że na pewno nie chcę dużej różnicy wieku. Motywowały mnie też zbliżające się czterdzieste urodziny, myślałam sobie, że fajnie byłoby mieć w domu kolejny wózek jednak przed tą datą.

Masz marzenie, żeby mieć jeszcze córeczkę?

Znam kobiety, które mają po 3 facetów i to jest niezła obstawa. Jakby się przydarzyła kiedyś dziewczynka, byłaby pięknym dodatkiem do nas. Ale teraz jest piękny drugi chłopak: rycerz mamy. Ja jestem chyba jednak bardziej stworzona do chłopaków.

Kasiu, powtórne macierzyństwo wiele Ci dało: ja to widzę i czuję: Ty jesteś teraz otwarta na oścież!

Faktycznie dzieciaki nauczyły mnie dystansu i luzu. Teraz przychodzę do domu, patrzę na tych dwóch łosiów, a nawet trzech razem z mężem (śmiech) i myślę: jestem tak szczęśliwa! Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! I nie boję się tego o sobie mówić.

Co drugie dziecko dało Twojemu małżeństwu?

Myślę, że większą stabilność. Ale o tą stabilność trzeba dbać. To mi pokazał mój mąż, Wojtek. Piątkowe wieczory są tylko nasze. Chodzimy wtedy na randki. Dziećmi opiekuje się moja siostra, niania lub dziadkowie. W najgorszym wypadku wychodzimy coś zjeść na mieście ze śpiącymi dziećmi, tak też się da. A czasem nie musimy wychodzić: kładziemy dzieci i od 21.00 do 2.00 rozmawiamy. To jest superważne i cholernie dużo nam daje.

Miewasz momenty słabości?

No pewnie, nierzadko padam na twarz. Jak się zbierze irytacja w pracy, trudno sobie z tym poradzić. Pracuję nad tym, żeby, wchodząc do domu, pracę zostawiać za sobą. Nie chcę, żeby Heniek mnie widział z kwaśna miną, żeby Aleksander to czuł i powiem Ci, że coraz częściej mi się to udaje. Przy Heńku było jakoś trudniej. Teraz jestem silniejsza. Patrzę na tę lejącą się ślinkę, na malutkie stopki i wszystko mi przechodzi.

A pociążowy niepohamowany płacz? Napadał Cię?

Jasne i uwielbiam go. Mi to nie przeszło, śmieję się, że mam to chyba już na całe życie. Czuję się niezadowolona przez sekundę, nie wiem czemu, a za chwilę jestem w totalnej euforii. Trzeba sobie na to pozwolić. Codziennie jak patrzę na Aleksia, to chce mi się płakać.

Dwójka dzieci to już gimnastyka?

Na pewno przy dwójce dzieci bardziej trzeba wszystko zorganizować, niż przy jednym. Dwójkę dzieci trudniej jest wykąpać, położyć spać, posprzątać ich zabawki. Jestem matką rowerzystką: jeżeli chcę iść z Heniem na rower, to jest problem: muszę z kimś zostawić Alesia. Ale za to świetnie jest rano przy śniadaniach, bo jest nas już czwórka.

Jak przygotowaliście Henia na przyjście na świat brata?

Trwało to cale 9 miesięcy. Mówiłam mu, że pojawi się nowy członek rodziny, że będzie nam fajniej, bo będzie w domu kolejna osoba, którą będziemy kochać i uczyć. Oczywiście  mówiłam też, że czasem będzie trudniej, bo trzeba będzie się wszystkim dzielić, zasypianie będzie inne, że najpierw będziemy usypiać młodszego, a później będzie czas dla Henia. I to bardzo procentuje teraz.

Nie usłyszałaś nigdy: ja nie chcę?

Nigdy. Aleś jest z nami 4 miesiące i codziennie, jak Henio wychodzi do przedszkola, musi go ucałować, musi zrobić sobie z nim zdjęcie. Sposób, w jaki bierze jego główkę rączkami…Wygląda jakby całą swoją siłę w to wkładał, a jednocześnie jest to takie delikatne. I te jego buziaki…No i Aleś, który jest wpatrzony w brata! Widać, że czuje jego energię i to jest niesamowite.

Jesteś mamą, która stawia granice?

Nie potrafię tego robić, mnie się wydaje, że dzieciom należy się wszystko, więc wyznaczaniem granic zajmuje się mój mąż. On mnie uczy, że na niektóre rzeczy muszą sobie sami zasłużyć. Ja przyznaję, że muszę więcej nad sobą pracować, jest ze mną kłopot.

Henio jest w wieku buntowniczym. Jak sobie z tym radzicie?

Na początku szokowało mnie, że 3-letnie dziecko potrafi mną manipulować, ale z drugiej strony wiedziałam, że to normalne, cieszyłam się więc, że się prawidłowo rozwija. Na sytuacje kryzysowe np. krzyk w miejscu publicznym, reaguję zawsze tak samo: rozmową. My bardzo dużo rozmawiamy. Usypiając go, opowiadam mu swój dzień, opowiadam o problemach, to zbliża. Uczę go, żeby nie bał się mówić, żeby był odważny, żeby potrafił słuchać, żeby nie oceniał za szybko, żeby szanował ludzi. Podczas takich rozmów dużo się uśmiechamy. Ten uśmiech to bardzo ważna sprawa. Otwartość, szczerość, uśmiech to nasz fundament.

Kiedy byłaś najbardziej dumna z syna?

To było jakieś pół roku temu, przyszłam po Henia do przedszkola i jego Pani powiedziała mi, że pięknie wychowujemy dziecko. Poryczałam się wtedy. W takich sytuacjach wiesz, że to, że jesteś mamą ma sens i jeszcze ktoś to zauważa.

Jaki jest podział obowiązków rodzicielskich w Twoim małżeństwie?

Najbardziej problematyczne jest mycie Heniowi głowy, przerzucamy się tym (śmiech). Co do reszty raczej staramy się wszystko robić po równo. Mam cudownego Wojtka. Jeżeli tydzień np. grałam i nie było mnie wieczorami, to nie ma sytuacji, że muszę to odrobić. Są też rzeczy, które jedno z nas robi lepiej a drugie gorzej, więc te obowiązki często dzielą się naturalnie. Nie ma uników. Mamy jeszcze taki układ, że tata odprowadza do przedszkola, czyli odpowiada za te trudniejsze chwile. Ja z kolei odbieram synka, jestem jego wybawicielem. No i jeszcze podział gotowania: ja gotuję dla dzieci, Wojtek dla dorosłych. Jaką ja mam frajdę stania nad tymi garami! Przy Heniu było tak, że miałam 12-14 godzin zdjęć, wracałam po pracy do domu i od 23.00 do 3.00-4.00 gotowałam zupy, bo wiedziałam, że np. kolejny tydzień mnie nie ma. Wiedziałam, że Heniek nie może zjeść niczego „nie mojego”. Kładłam się wtedy o 3.00, wstawałam o 5.00 na plan, Wojtek mówił: Odpuść sobie, nie można tak. Ja odpowiadałam: Nie mogę. To mi daje tyle siły, takie endorfiny! Byłam wtedy zmęczona, ale jakoś inaczej.

Henio pomaga przy bracie?

Pomaga we wszystkim! On czuje się starszy, potrzebny, czuje się nauczycielem młodszego brata. Wybiera Alesiowi outfity i jest bardzo niepocieszny jak ja to robię. Jestem pełna podziwu dla niego – 3 latka – jak siedzi pod drzwiami sypialni, kiedy usypiam Alesia i czeka na swoją kolej, nie marudzi. Czyta sobie książki. Czasem to jest 15 minut, czasem 40, a czasem godzina: różnie bywa. Jak skończę, słyszę: o mamo, fajnie, że jesteś. Z kolei jak łobuzuje to wystarczy, że ja powiem: Aleś na Ciebie patrzy! To zawsze działa, nie żaden krzyk. Wystarczy powiedzieć, że jesteś przykładem dla młodszego brata. Fajnie wychowuje się dwójkę takich chłopaków.

A Twoi synowie to synkowie mamusi?

Do trzeciego roku życia tak czujesz, a potem widzisz, że tata staje się idolem syna. Czeka na tatę, żeby porozmawiać z nim na kanapie o życiu. Jak się budzi, a tata jest już w pracy, to pyta, dlaczego tata już musiał wyjść, bo chciał jeszcze z nim zamienić słowo. Henio w ogóle jest bardziej podobny do taty: jest spokojny, zrównoważony, taki myśliciel, dorosłe dziecko. Moje serce czuje, że Aleksiu więcej będzie miał ze mnie: będzie bardziej spontaniczny, już na wstępie będzie obdarowywał uśmiechem. Z Heniem mamy wspólne to, że bardzo się przywiązujemy do ludzi i lubimy muzykę. Do ósmego miesiąca ciąży grałam z nim muzyczne spektakle, więc wytańczył się ze mną na scenie. No i mamy tego efekty: niesamowicie czuje muzę.

A poczucie humoru ma?

O tak! Jego teksty są hitowe. Mówi mi np.: Mamusiu ja Cię tak kocham, ty tak pięknie pachniesz. Pachniesz jak kiełbasa! To jest ogromny komplement, bo on bardzo lubi kiełbasę.

Co dla Ciebie jest najpiękniejsze w macierzyństwie?

Czuję się królową życia, bo mam dwóch cudownych, zdrowych synów. Zawsze będę ich mamą. Nikt mi tego szczęścia nie odbierze. To jest wartość sama w sobie. Nie ma nic piękniejszego! Codziennie oczywiście się martwię, bo chcę, żeby to trwało. Mam się z kim dzielić, dla kogo pracować. Moja praca zyskała wartość, a życie teraz ma dla mnie sens. Podwójny. 

Podwójnie więc dziękuję i życzę, żeby Aleksander nie rósł za  szybko i żeby wciąż było Ci w życiu tak przyjemnie.

A ja Tobie życzę kolejnego potomka!

Zdjęcia: Aneta Zamielska