07.10.2018

Wywiadówka: Kamila Szczawińska

Wiem, że potrafi porwać się na szaleństwo zamieszkania z dziećmi przez rok w Hiszpanii, a zjawia się taka spokojna…Taka zdroworozsądkowa. Nawet jej pies jest spokojny, zastanawiam się, czy podobnie jest z dziećmi? Kiedy – po lekcji tańca – Julek i Kalina dołączają do nas, okazuje się, że może nie są spokojni, ale na pewno szczęśliwi.

W pierwszą ciążę zaszłaś młodo, jak na dzisiejsze standardy – miałaś 23 lata.

Rzeczywiście, bardzo chciałam być w ciąży. Byłam na konsultacji u pani ginekolog, która powiedziała: Dziś jest ten dzień, jajeczko pęka. Dziś możesz zajść w ciążę. I tak się stało. Już po 10 dniach wiedziałam, że się udało, bo poszłam na USG i zobaczyłam małą kropeczkę. Myślę, że ta moja duża potrzeba posiadania dziecka spowodowana była tym, że bardzo szybko zaczęłam pracować, mając niecałe 18 lat już weszłam w dorosłość, mieszkałam za granicą, sama zarządzałam swoimi kontraktami i pieniędzmi. Przez 8 lat bardzo intensywnie i ciężko pracowałam, latając po całym świecie, odbywając 120 lotów rocznie, co drugi, trzeci dzień będąc w samolocie. Dziecko było dla mnie spełnieniem marzeń o stabilizacji. Czymś, co wprowadza chaos, ale też spokój. Czymś, co układa plan dnia. Ja miałam dość spontaniczności w życiu. Dość tego, że budziłam się i nie wiedziałam, co będę robić i gdzie będę. Przy dziecku wszystko jest przewidywalne: o tej porze karmienie, o tej spanie, w między czasie lekarz, szczepienie. Potrzebowałam tego. To mnie wyciszyło.

Jakie miałaś nastawienie do porodu?

Wyszłam z założenia, że skoro już jestem w ciąży, to po prostu muszę urodzić. Urodzić i mieć z głowy (śmiech). Sam poród to nie było nic przyjemnego. Rodziłam naturalnie, koło 6 rano odeszły mi wody, przespałam się jeszcze i pojechałam do szpitala. O 13.00 mój syn był już na świecie.

Co sobie pomyślałaś, jak go zobaczyłaś?

Właśnie to było dziwne. Tak strasznie na niego czekałam, tak strasznie go chciałam, a okazało się, że jesteśmy dla siebie obcy…Zastanawiałam się, czy ja go wystarczająco kocham, czy może powinnam kochać go bardziej? Wydawało mi się, że jest jakiś dziwny. Miał być piękny, a po porodzie wcale piękny nie był (śmiech). Miałam mnóstwo myśli takich, jakby nie moich. Nie wiedziałam, czy odpowiednio się nim zajmuję. Byłam rozchwiana, hormony wariowały, baby blues mną władał. To trwało 2 tygodnie. Z moją córką, Kaliną, już tak nie miałam. Ale za pierwszym razem było to dziwne i trudne. Najtrudniejsze jednak było dla mnie przyzwyczajenie się do wstawania w nocy, budzenia się, sprawdzania, czy wszystko dobrze. Ja przez pierwszy miesiąc życia Julka miałam migreny.

Mogłaś liczyć na pomoc bliskich?

Tak. Tata, dziadkowie, przyjaciele byli dla mnie wsparciem, ale w większości sytuacji byłam tylko ja i dzieci i sama musiałam sobie radzić. Problemy hormonalne, które kobieta ma w głowie po porodzie, też trzeba sobie samej poukładać, nikt w tym nie pomoże.

Jak dowiedziałaś się o drugiej ciąży?

Dopiero pod koniec 3 miesiąca. Wtedy karmiłam jeszcze Julka, on miał 8,5 miesiąca. Nie miałam jeszcze miesiączki, nie miałam też żadnych symptomów ciążowych, oprócz jednej mdłości, która mnie faktycznie zastanowiła, że może…? W każdym razie to było szalone. I to była niespodzianka. Tzn. wiedziałam, że tak może się zdarzyć, ale nie wiedziałam, że tak szybko i tak łatwo pójdzie. Byłam w szoku. Pierwsze dwa dni zastanawiałam się: Jak ja sobie poradzę? Boże! Mam małe dziecko w domu…Jak pojawi się drugie, to Julek dopiero zacznie chodzić, ale nie będzie z nim jeszcze kontaktu…

Miałaś momenty wyczerpania, nieradzenia sobie z dwójką małych dzieci?

Codziennie. Na każdym etapie macierzyństwa jest wyczerpanie, a ja byłam trochę jak mama bliźniaków. Julian budził się w nocy 2 razy, Kalina 2-3, więc ja średnio 5 razy w nocy wstawałam. Nie miałam nikogo do pomocy, radziłam sobie ze wszystkim sama. Były chwile, że zapominałam, że chce mi się siku i nagle orientowałam się, że od 6 godzin nie byłam w toalecie. Czasem wyglądałam jak potwór, patrzyłam w lustro i mówiłam: Boże Święty! Potwór! Nie byłam w stanie na siebie patrzeć, więc w pewnym momencie zrezygnowałam z patrzenia. Najgorzej jednak było wtedy, kiedy dzieci były chore i budziły się: jak nie jedno, to drugie, a ja czuwałam, czy coś się nie pogarsza. Często jedno zarażało się od drugiego, czasem wszyscy byliśmy chorzy. To był intensywny czas. Ale cieszę się, że dużo czasu z nimi spędziłam, bo teraz odcinam od tego kupony, mamy bardzo fajną więź.

Na czym ona polega?

Z Kaliną mamy swoje babskie sprawy: obie uwielbiamy jeździć konno, oglądać filmy dla dziewczyn, chodzić na zakupy, na taniec. Z Julianem byłoby to niemożliwe. Ale z nim też mam bardzo silną relację: on ma 9 lat i jest bardzo wrażliwy i delikatny. Wieczorami leżymy, podsumowujemy cały dzień, a on mi mówi, co tego dnia się działo: Mamo, muszę Ci coś powiedzieć, tylko nie mów nikomu. Widzę, że darzy mnie dużym zaufaniem. I Julian, i Kalina wiedzą, że ze wszystkim, co ich gryzie, mogą do mnie przyjść, ja ich wysłucham, nie zignoruję, nie wyśmieję. Bardzo pielęgnuję te rozmowy, żeby ten kontakt nieprzerwanie był, rozmawiamy o wszystkim, również o seksie, nie ma między nami tematów tabu. Ale przekazywane im informacje dostosowuję do ich wieku oczywiście.

Inaczej się kocha i wychowuje syna, a inaczej córkę?

Czasami mam wrażenie, że tak. Syna – przez to, że jest facetem – uczę wrażliwości, a córkę chcę zahartować i utwardzić.

Jakie masz zasady wychowawcze?

Swoim dzieciom nie pozwalam na chamstwo, na bycie niemiłym, niedobrym, nieuprzejmym, koryguję złe zachowania. Ale absolutnie nie muszą wszystkich lubić, ze wszystkimi się spotykać, do wszystkich się uśmiechać i wszystkim dzielić. Jak im się coś nie podoba, to odpuszczam. Wiem też, że mój Julek potrafi przekląć, potrafi kogoś walnąć, potrafi być niegrzeczny i jak ktoś do mnie przychodzi i mówi, ze Julian coś takiego zrobił, to ja nie mówię: Nie, to na pewno nie moje dziecko! Tylko: Całkiem to możliwe. Rozmawiam, dowiaduję się i wyjaśniamy sytuację. Nie mam z tym problemu. Uważam, że dzieci mają prawo popełniać błędy, być niegrzeczne, pobrudzić się i wariować. Nasza w tym rola, żeby je w tym dobrze poprowadzić, żeby nasze dziecko z tego błędu wyciągnęło odpowiednie wnioski. Mam takie – wydaje mi się – zdroworozsądkowe podejście. Staram się też nie przekazywać dzieciom moich lęków i fobii. Nawet jak boję się pająka, to nie będę przy nich piszczeć ze strachu.

Jaką mamą jesteś?

Otwartą, pozwalającą na próbowanie wszystkiego, pchającą dzieci w sporty każdego rodzaju i wspierającą. Sama sobie i innym pokazuję też, że bycie mamą nie oznacza rezygnacji ze swoich pasji, ja większość sportów uprawiam z dziećmi. Jestem też wrażliwa, czasem nadwrażliwa w przeciwieństwie do ich taty, który twardo stąpa po ziemi. Jeżeli chodzi o wychowywanie dzieci, Piotrek jest bardziej stanowczy i zasadniczy. Dużo z nimi rozmawia i też uprawia z nimi sporty. W kwestii opieki nad nimi i rozwijania ich pasji, nie ma sobie równych.

Co dzieci mają z Ciebie?

Są bardzo wrażliwe, kochają zwierzęta i mają chęć poznawania świata. Widzisz, ja teraz postanowiłam, że przenosimy się na rok do Hiszpanii, bo lubię poznawać świat, zmieniać miejsca i otoczenie. One idą w to ze mną. Zostawiają klasy na rok, ale zyskują przygodę. To jest dla nich naturalne, że w życiu są zmiany. Jestem przekonana, że będą w Hiszpanii szczęśliwe, bo one idą ze mną w tym nurcie do przodu. To jest super.

A mają coś z Twojego spokoju?

Ja nie wiem, czy ja jestem spokojna…Ja jestem cierpliwa, ale lubię też robić, musi się dziać, mam pełno energii! Lubię siebie, swoje życie, kocham moją rodzinę, dzieciaki, zwierzęta, swoje pasje, realizuję się w pracy, robię wiele dla siebie i innych. I myślę sobie: Jestem żądna przygód, bo jak nie teraz to kiedy?! Mam 33 lata, teraz muszę czerpać z życia garściami, nie chcę stać w tym samym miejscu. Dużo ludzi jednak mówi mi, że mam w sobie spokój, że obdarzam spokojem, mam w sobie jakiś zen. Coś w tym musi być.

Jakie Julian i Kalina mają zainteresowania?

Julian kocha piłkę nożną, jest bardzo zaangażowany: przez wakacje miał 6 treningów w tygodniu. Dobrze mu to idzie. Oboje uwielbiają pływać, jeździć na rowerze i rolkach. Kalina świetnie jeździ konno i tańczy. Na punkcie tańca ma obsesję, wszędzie tańczy, ona nie chodzi, tylko tańczy.

Są sytuacje, kiedy dzieci Cię wkurzają?

Oczywiście. Codziennie. Codziennie muszę powtarzać to samo: np. Umyjcie zęby! Są dni, kiedy chciałabym je wystawić na allegro bez ceny początkowej (śmiech). Są cudowne, kochane, najwspanialsze na świecie, ale też mnie wkurzają. To normalne.

Kiedy Cię wzruszają?

Codziennie, jak zasypiają. Wtedy ich całuję i mówię im, że są najważniejsi, miliard razy powtarzam, że ich kocham.

Chcesz mieć więcej dzieci?

Może jeszcze kiedyś będę chciała mieć dzidziusia, ale na razie nie chcę przesadzać. Chociaż myślę, że mnie jeszcze weźmie…Wiem też, że jak stwierdzę, że chcę mieć dziecko, to nic mnie nie powstrzyma.

Kiedy jesteś dumna ze swoich dzieci?

Cieszy mnie każdy ich sukces, każda porażka, z wszystkiego jestem dumna i szczęśliwa. Z tego, że Kalina sama przygotuje naleśniki na śniadanie albo Julek wyprowadzi na spacer psa. Ale najbardziej jestem dumna, kiedy tłukę im do głowy: Zrób to, powiedz tak, tak się trzeba zachowywać, i myślę sobie: Oni nigdy się tego nie nauczą! I nagle wchodzą i to robią! I ja wiem, że moje gadanie nie idzie na marne.

 

Zdjęcia: Aneta Zamielska