02.09.2018

Wywiadówka: Edyta Pazura

Na wywiad przychodzi z miesięczną córeczką Ritą. Obchodzi się z nią spokojnie i pewnie. Widać, że to jej 3. dziecko i widać, że macierzyństwo daje jej ogromną radość. Rita jest grzeczna i cicha, Edyta, odkąd została jej mamą, zdecydowanie taka już nie jest.

Masz 30 lat i 3 dzieci, niezły wynik.

Zawsze wiedziałam, że chcę mieć dużą rodzinę, bo sama w takiej zostałam wychowana – mam 3 starszych braci. Moja przeszłość zobowiązywała do działań na przyszłość (śmiech). Ja jestem z tych, które są stworzone do bycia mamą, bardzo to lubię. Ostatnio moja Ciocia Pela, która ma 86 lat, przypomniała mi, że jak byłam małą dziewczynką, to przybiegałam do niej i mówiłam: Wiesz ciociu, jak będę duża to urodzę troje dzieci! Tak się złożyło, że poznałam mojego męża, gdy miałam 19 lat i bardzo szybko zdecydowaliśmy się na dzieci, bo Czarek zawsze powtarzał, że on nie ma na co czekać. W wieku 21 lat urodziłam Amelię, w wieku 24 – Antka i teraz przy 30 – Ritę, nie rezygnując po drodze z siebie. Dalej kontynuowałam naukę, co nie było proste: studiowałam w Krakowie, mieszkając w Warszawie. Ale dałam radę, ze wszystkim.

Ktoś Ci pomagał?

Cała rodzina, stworzyliśmy team. Czarek pomagał mi mentalnie, bardzo mnie dopingował, dowoził na pociągi do Krakowa, martwił się i troszczył – on jest bardzo odpowiedzialnym partnerem. Moja mama pomagała, zajmując się dziećmi, kiedy ja byłam na uczelni. To, że skończyłam te studia zawdzięczam właśnie jej.

Jakie cechy posiada Czarek, że zdecydowałaś się założyć z nim rodzinę?

On jest bardzo opiekuńczy, potrafi ładnie opowiadać, uzewnętrzniać siebie, roztoczył przede mną wizję naszej przyszłości i tym mnie kupił. Pamiętam, że powiedział mi, że chciałby stworzyć szczęśliwą rodzinę, której nigdy nie udało mu się zbudować ,dom pełen dzieci. Jego ciągnęło do takiego książkowego, przykładnego modelu. I mi się go żal zrobiło: był taki szczery w tym, co mówił, tak pragnął normalności. Pomyślałam sobie: No dobra! Raz kozie śmierć! (śmiech). Miałam 20 lat. Wydaje mi się, że mało jest kobiet w tym wieku, które świadomie decydują się na macierzyństwo. Ja to zrobiłam absolutnie w 100%  świadomie, wiedziałam, na co się piszę.

Co było trudne dla 21-letniej mamy?

Dla 21-letniej mamy nic nie jest trudne, dla 30-letniej: wiele rzeczy. Dziś, mając 30 lat, nie robię tego, co robiłam wtedy, bo wtedy miałam więcej energii i byłam mniej świadoma, co może się stać, jakie są zagrożenia. Dziś nie wsiadłabym z miesięczną Ritą do pociągu w podróż w tą i z powrotem do Krakowa. A wtedy jeździłam tak 4 razy w tygodniu. Ktoś kiedyś ładnie powiedział, że świadomość czyni nas tchórzami. Dziś pewnych rzeczy bym się nie podjęła. Wtedy parłam dziarsko do przodu, skończyłam studia, wychowywałam dzieci, nie zatraciłam niczego.

Kto kogo namawiał na trzecie dziecko?

Na pierwsze i drugie namawiał mnie Czarek, bardzo mu na tym zależało. Na trzecie –  to ja naciskałam. Zbliżałam się do trzydziestki, powiedziałam mu, że chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko. Nie musiałam już studiować i udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Moje pierwsze macierzyństwo było niepełne –dzieliłam swój czas pomiędzy studia, praktyki i dziecko. Wszystko było nerwowe i porozrywane. Dziś już wiem, kim jestem, mam do siebie więcej szacunku i doceniam swoją wartość. Jeszcze kilka lat temu odczuwałam potrzebę tłumaczenia się ze wszystkich swoich wyborów i z tego, kim jestem. Dziś poczucie, że już nic nie muszę udowadniać, daje mi życiowy komfort. Wszędzie zabieram Ritę. Stale jesteśmy razem. Jest spokojnie. Tego mi wcześniej brakowało – wewnętrznej harmonii.

Przy trzecim dziecku ma się jeszcze jakieś lęki?

Tak. I do dużo! Ja mam ich o wiele więcej niż przy pierwszym czy drugim dziecku. To jest kwestia wspomnianej świadomości. Na początku bałam się tego, czy będzie zdrowa, potem stresowałam porodem: czy nic złego się nie wydarzy, teraz martwię się, żeby nikt jej niczym nie zaraził, nie kichnął na nią, nie zrobił jej krzywdy… Przy Ricie jestem matką przewrażliwioną.

Jesteś miesiąc po porodzie, hormony wciąż Tobą rządzą?

Przy pierwszym dziecku miałam pewien dyskomfort, to fakt. Zmiana trybu życia często załamuje kobiety. Ja też myślałam: Kurde, już nie mogę sobie tak beztrosko wyjść, gdzie i kiedy mi się podoba. Mam dziecko. Przy Ricie nie miałam baby bluesa. Wiedziałam, że nie mogę „wypaść z obiegu” – stąd decyzja o założeniu bloga i prowadzeniu dalej spraw Czarka. Mój mąż zdecydował, że nie będzie nikogo szukał na moje zastępstwo. Dzięki temu nie miałam czasu przeżywać czy użalać się nad sobą. Opieka nad dziećmi i praca tak mnie pochłaniają. Ale bywało ciężko. Ja mam tak, że jak zdarza się gorszy dzień, idę pod prysznic i wypłakuję się. Nie lubię okazywać swojej słabości, a tam nikt tego nie widzi. Wyryczę się i wracam do gry.

Jak Amelia i Antek zareagowali na siostrę?

Ich więź umocniła się. Odkąd pojawiła się Rita, oni wiedzą, że w wielu przypadkach są skazani na siebie, więc muszą się dogadać. I ku mojemu zadowoleniu tak też się dzieje.

Dlaczego Rita?

Pierwszym pomysłem była Konstancja. Jak powiedzieliśmy dzieciom, stwierdziły, że długie i trudno wymówić. A imię Rita spodobała im się od razu. Miałam problem z zajściem w ciążę, a że jestem osobą wierzącą, modliłam się do Św. Rity, która  jest patronką od spraw beznadziejnych. Rita to także imię filmowe. Wszystko to zaważyło, że teraz mamy córkę o tym imieniu.

Macierzyństwo Cię zmieniło?

Na przestrzeni 10 lat wiele we mnie się zmieniło, wielu rzeczy też się nauczyłam. Mój mąż twierdzi, że jestem zupełnie innym człowiekiem. Byłam szarą myszką, zastraszoną, biedną, wiecznie niedowartościowaną, z wielkimi kompleksami. Często chowałam ogon pod siebie i płakałam. Mąż i dzieci sprawiły, że dziś jestem pełnowartościową kobietą, która wie, czego chce. Nie pozwalam sobie wejść na głowę, walczę, sprzeciwiam się. Jestem też bardziej odważna, życiowo ogarnięta i zorganizowana. Każdy, kto zna mnie bliżej, wie, że dostałam nieźle od ludzi po głowie. Kiedyś oceniałam to w kategoriach porażki, dzisiaj – lekcji życia. Moja ukochana Helen Mirren powiedziała : „Teraz w wieku 70 lat, gdybym mogła dać młodszej sobie radę, to brzmiałaby ona tak: Używaj słowa p…..l się częściej.” To kwintesencja tego, jak bardzo się zmieniłam oraz mojego podejścia do spraw, które są wirtualne i tak naprawdę już mnie nie dotyczą.

Jaką jesteś mamą?

Musiałam nauczyć się bycia mamą. To nie przychodzi z narodzinami dziecka. Zawsze dużo od siebie wymagałam. Czasem zbyt dużo. Ostatnio zasnęłam obok zupy, którą planowałam zjeść… Dzieciom obsesyjnie organizowałam i wypełniałam czas. Mój mąż zwrócił mi na to uwagę, mówiąc: Przestań, one muszą nauczyć się tego same. Ja na to: Ale ja chciałabym być taką super matką. On: Jesteś super matką, ale to co robisz zakrawa już o perfekcjonizm i nie jest zdrowe. Teraz wiem, że „Pani Perfekcyjna” po prostu nie istnieje. Marzy mi się, żeby moje dzieci były tak samo zakochane i wpatrzone we mnie, jak ja jestem w nie. Kiedy przynoszą mi rysunki z napisem: Jesteś najlepszą mamą na świecie, albo: Mamo, jesteś piękna; kiedy mi śpiewają i mówią: Uwielbiam z tobą gotować albo: Mamo, jak pięknie pachniesz! – to wynagradza wszystkie moje trudy.

Widzisz, że Czarek odmłodniał przy dzieciach?

Tak. On cały czas musi być w formie. Dzieci przylatują ze szkoły, przedszkola i skaczą po nim, więc on nie ma innego wyboru. Antoś, Amelka i Rita pomagają mu w spojrzeniu na życie: dzięki nim Czarek chce być aktywny, cały czas jest w działaniu. Facet jest od tego, żeby nauczyć dziecko pływać, jeździć na rolkach, rowerze, deskorolce, pójść na szczepienie. Mój mąż to robi i to go nie boli. Ja w domu jestem tym złym policjantem: sprawdzam, czy mają odrobione lekcje, czy są umyci, spakowani, ja ich ustawiam. Jestem bardzo wymagająca, bo moim marzeniem jest, aby odpowiednio się wykształciły i nie były od nikogo w życiu zależne. Na tzw. „wygłupy” biegną do Czarka – wszystko dzieje się na łóżku, tarmoszą się aż miło popatrzeć, wiem i widzę, że mój Mąż bardzo to lubi. Przypomina mi się taka anegdota: gdy go poznałam i postanowiliśmy, że będziemy razem, wzięłam go wtedy na poważną rozmowę i powiedziałam mu, jak sobie wyobrażam nasze wspólne życie. Prosto z mostu, żeby nie było niespodzianek i zawodu. To była taka oczyszczająca rozmowa. On na początku zareagował śmiechem. Ja tylko chcę, żeby wszytko było jasne – mówiłam. Dowiedział się, czego od niego oczekuję, jak sobie wyobrażam jego w roli ojca, że nie chcę, żeby był starym grzybem w kapciach leżącym na kanapie. Chciałabym, żeby aktywnie brał udział w życiu dzieci. Odpowiedział, że też tak czuje i też tak chce. Dzięki temu jest nam łatwiej – wiemy, czego od siebie wymagamy, a czego sobie nie życzymy.

Jakie wasze cechy przejęły dzieci?

Amelia jest podobna do mnie. Ona jest mocnym charakterem, co ja wypracowałam u siebie późno. To taka twarda baba z południa. Uczy się też na błędach. Antek z kolei jest jak Czarek – wrażliwiec, który nie wierzy w siebie. Ma z tym duży problem, mimo, że mu powtarzamy, że jest wspaniały i staramy się pomagać w budowaniu pewności siebie.

Czarek też tak ma?

Tak. On jest osobą, która zupełnie w siebie nie wierzy. Miał też dużo kompleksów, z których go leczyłam. Antek przejął po nim tę niepewność.

Kiedy dzieciaki Cię rozśmieszają?

Antek ma talent aktorski po Czarku. Wystarczy, ze popatrzy, zrobi minę – ma bardzo wyrazistą mimikę–  i zaczyna się show. Lubi rozśmieszać ludzi. Jak zobaczy, ze komuś się podoba, to idzie w to! Potrafi też świetnie tańczyć. Nie wstydzi się. To urodzony showman. Amelia z kolei jest wpatrzona we mnie. Często mówi mi, że chce być taka jak ja. Podkreśla, że mamy takie same włosy i oczy. Chcę być dla niej przykładem. Uczę ją konsekwencji i wytrwałości, że ma walczyć do końca. Być twarda i nigdy się nie poddawać.

Największy sukces macierzyński?

Dla matki wszystko jest sukcesem macierzyńskim. Jak dziecko ma kolki, to w kategoriach sukcesu odbierasz nawet zrobienie kupki przez niemowlaka. Moje dzieci na szczęście zawsze były gładkie i ustawne, nigdy nie płynęły pod prąd. Sukcesem też było to, że nauczyłam mojego syna mnożyć, a Amelkę zegarka i kalendarza, a wierz mi: nie było to łatwe (śmiech).

Co jest najpiękniejsze w macierzyństwie według Ciebie?

Mimo straszliwego bólu, który miałam za każdym razem przy porodzie, uważam, że przyjście na świat dziecka. Cud narodzin jest najpiękniejszy. To, że stworzyliśmy z Czarkiem swój azyl. Ja moją rodzinę nazywam moją enklawą. Mam świadomość, że oni mnie kochają najmocniej i że mam do kogo wracać. Dla dzieci jestem najważniejsza, bo jestem matką. One to moja największa siła. Najważniejsze mam, reszta nie ma znaczenia.

Chciałabyś mieć więcej dzieci?

Nie. Zawsze wiedziałam, że będę miała z Czarkiem dzieci do 30 roku życia. Nie chcę więcej. Planujemy, że odchowamy dzieci, a później chcielibyśmy popodróżować. My nigdy nie byliśmy na wakacjach we dwoje. Chcielibyśmy przeżyć taki romantyczny czas. Najpierw postawiliśmy na rodzinę – to nas scaliło, nasze małżeństwo i partnerstwo – później chcemy postawić na siebie. W przyszłym roku mamy 10-lecie małżeństwa, jeszcze się nie uda wyjechać we dwoje, ale na 15-lecie? Mamy marzenia, żeby zobaczyć Japonię, ale też żeby wynająć kamper i z dziećmi przejechać Stany.

To już dziś życzę szerokiej drogi!

Zdjęcia: Aneta Zamielska