22.07.2018

Wywiadówka: Edyta Litwiniuk

Umawiamy się na godz. 11.00. W trosce o jej komfort – mamy 30 stopniowe upały – pytam, gdzie chciałaby się spotkać. Ona proponuje teren Warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Gotowa jest rozmawiać na zewnątrz, w pełnym słońcu! Zapewnia, że gdyby był problem z wejściem, to przejdziemy przez bramę. Edyta jest 9 tygodni po swoim 3 porodzie i jest sportowym świrem.

Mam wrażenie, że sport jest Twoim czwartym dzieckiem?

Chyba piątym. Liczę 3 swoje córeczki i męża.

To zacznijmy od pierwszego dziecka i pierwszej ciąży. Jak wspominasz ten czas?

Miałam 27 lat, kiedy zaszłam w pierwszą ciążę. To było 5 lat po naszym ślubie. Wcześnie wyszłam za mąż, pierwsze wspólne lata przeznaczyliśmy oboje na rozwój osobisty, potem przyszedł czas na upragnione dzieci. Mimo, że to była ciąża zaplanowana, był to bardzo stresujący okres w moim życiu. Żadnej ciąży nie wspominam dobrze, jeżeli chodzi o aspekt zdrowotny. Miałam wszystkie nieprzyjemne przypadłości, ciąże mnie nie rozpieszczały…

Wojtek, Twój mąż był przy każdym porodzie.

Za pierwszym razem długo o tym myślałam i bardzo się tego bałam. Ostatecznie zostawiłam Wojtkowi wolną rękę. Jeżeli on się zdecyduje, ja się zastanowię – myślałam. Powiedział, że nie wyobraża sobie, że miałoby go nie być. Jak to usłyszałam, długo ze sobą walczyłam, nie wiedziałam, jak to wpłynie na naszą relację, zastanawiałam się, jak będzie z seksem i naszą bliskością, jak On zmierzy się z moją fizjologią, czy będzie w stanie udźwignąć cały poród. Ale po pierwszym razie już wiedziałam, że nie wyobrażam sobie rodzić bez niego. Był dla mnie wsparciem i nieocenioną pomocą. Zawsze byliśmy blisko ze sobą, ale porody jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyły.

Wojtek jest bardzo zaangażowany. My sobie rozmawiamy, on zajmuje się Waszą trzecią, najmłodszą córeczką, 9 – tygodniową Mią.

Rzeczywiście on jest świetnym tatą, dzięki czemu, sama mogę często odpuścić, oddać mu pola. Ma też super kontakt z naszymi starszymi córeczkami: 5-letnią Julią i 4-letnią Różą. Czasem tylko zastanawiam się, czy nasze córki znajdą sobie równie wspaniałych facetów? Będą musiały mierzyć wysoko, z kolei ich partnerom może być trudno dorównać teściowi. Najlepiej podsumowuje to zdanie, które często kierują do Wojtka: Tatusiu, Ty jesteś naszym bohaterem! Wojtek tak je prowadzi, że nie ma rozgraniczenia, co jest czynnością damską a co męską. Uczy je jeździć na nartach, grać w piłkę, pływania, przykręcania śrubek, wbijania gwoździ, składania mebli, pokazuje, jak się naprawia auto i jak się je prowadzi. On jest ich przyjacielem, doradcą i nauczycielem.

Jak wyglądały początki twojej macierzyńskiej drogi. Było ciężko?

Początki były dramatyczne. Mój mąż pracował, była zima, -30 stopni na dworze, nie wychodziłam z domu, mogłam tylko werandować. Jedyne, co robiłam, to leżałam na kanapie i karmiłam Julę, bardzo mnie to bolało. Myślałam, że z moim dzieckiem jest coś nie tak, nie udawało mi się jej zaprogramować na karmienie co 3 godziny, a czytałam w poradnikach, że tak należy robić. Dziś wiem, że te wszystkie mądre książki zrobiły mi dużo krzywdy. W okresie połogu, czyli przez pierwszych 6 tygodni ja chyba ze 4 razy byłam u kardiologa, tak mnie bolało serce: ze stresu i niedospania. Przez pierwsze 3 miesiące non stop ryczałam. Dopadł mnie głęboki baby blues. Na szczęście Wojtek podołał: dużo mnie przytulał, powtarzał, że jestem wspaniałą mamą, że razem sobie poradzimy. Odciążał mnie, kiedy tylko mógł, wspierał w karmieniu. To dzięki niemu nie poddałam się. To był sprawdzian dla naszego związku: był pod ręką, na miejscu, więc najbardziej i najczęściej obrywał. Ale przetrwaliśmy.

Macierzyństwo po raz drugi było łatwiejsze?

Jula miała 15 miesięcy, kiedy Różyczka pojawiła się na świecie. Bałam się, że z dwójką dzieci będzie mi jeszcze trudniej, ale paradoksalnie było łatwiej, bo sporo rzeczy już wiedziałam, nie starałam się też zamykać Róży w żadnych podręcznikowych ramach, wiedziałam, że każde dziecko jest inne. Z kolei teraz, przy trzeciej córce, jestem wreszcie pewna siebie i mam komfort psychiczny. Inaczej reaguję na pewne rzeczy, bo wiem, jak pomóc mojemu dziecku. Jestem mądrzejsza i przez to spokojniejsza.

Kto kogo namawiał na trzecie dziecko?

Ja mam dwóch braci, Wojtek również, oboje zawsze myśleliśmy o trójce. Trzecie dziecko to magia! W ciągu dnia karmię Mię co godzinę i 15 minut, 8 razy w ciągu nocy i powiem Ci, że cieszę się tym, za każdym razem cieszę się, że ją widzę i wzruszam się, kiedy ją karmię. Jestem bardziej wyrozumiała w stosunku do niej i w stosunku do siebie. Wyluzowałam również w kwestii prania, sprzątania, prasowania. Nie chcę już gonić. Nic się nie stanie, jak suszarka z praniem postoi dzień dłużej. A w tym czasie mogę poprzytulać się z małą, odpocząć, napić się kawy ze swoim mężem… Ten spokój przy trzeciej ciąży jest dla mnie zaskakujący. Teraz mogę powiedzieć, że macierzyństwo jest piękne!

Jak się kocha trzecie dziecko?

Kocham ją tak samo mocno jak pozostałą dwójkę. Kiedy myśleliśmy o drugim dziecku, bałam się, że ono zrobi konkurencję temu pierwszemu, nie byłam też pewna, czy będę je równie mocno kochała. Przekonałam się, że dzięki drugiej córce, mam jeszcze więcej miłości dla pierwszej, niesamowite. Dziś wiem, że najlepsze, co mogliśmy zrobić, to dać Juli rodzeństwo. To, jaką one mają relację, jest piękne. Jak przyjechałam z Mią do domu, Jula i Róża były zachwycone. Wykrzykiwały: Jaka ona jest maleńka! Ona się rusza! I te ich miny przy tym…Bezcenne. Mamy to nagrane i bardzo lubię to oglądać. Także przy kolejnych dzieciach nikt nie stracił, wszyscy zyskali.

Jaką jesteś mamą?

Powiem Ci, że czasami do mnie wciąż jednak nie dociera, że jestem mamą 3 córeczek (śmiech). Wiele razy, siedząc sobie w salonie z mężem, dziwiliśmy się: Wyobrażasz sobie, że w pokoju obok śpi trójka naszych dzieci?! Mam też tak, że mnie się wydaje, że mogłabym być lepszą mamą… 10 lat biegałam zawodowo, nie pozbędę się mentalności sportowca: zawsze będę chciała lepiej, bardziej, dalej…

Jaki styl wychowania reprezentujecie?

Ja jestem ta bardziej surowa, Wojtek rozpieszcza, choć jest też stanowczy. Mamy jasno określone zasady, dziewczyny je znają. Tak budujemy nasze relacje, żeby były oparte na wzajemnym szacunku. Dzieci szanują nas, a my dzieci, ich potrzeby i odrębność. Nie chcemy tez wychowywać ich na super grzeczne dziewczynki. Podoba mi się, że one czasem się ze mną nie zgadzają. Róża – moja 4-letnia córka – wczoraj zakomunikowała mi: Dobrze mamo, wysłuchałam Ciebie, teraz Ty wysłuchaj mnie. Mój plan jest taki: jak się same wykąpiemy i ubierzemy, to będą lody i bajka, ok? To jest fajne, one już dyskutują. Zależy mi na tym, żeby wychować charakterne i odważne dziewczynki, które znają swoją wartość i są pewne siebie. A przy tym są ułożone. Jak ktoś mi mówi, że któraś z nich nawywijała, myślę sobie: Fajnie, radzą sobie!

Największe wzruszenia zafundowane przez córki?

Najbardziej emocjonującym momentem był poród i chwila, kiedy zobaczyłam po raz pierwszy moje dzieciątka – kompletnie nie do opisania. Wzruszają mnie też kiedy przychodzą z przedszkola i śpiewają piosenki, których się tam nauczyły, od razu ryczę! Jak się wkurzę na nie, one już mnie znają i biorą na sposób: zaczynają śpiewać te piosenki (śmiech). I kończy się przytulaniem i słowami: Żeby mi to było ostatni raz..

Chcecie mieć więcej dzieci?

Nie wykluczam tego, ale też przyznaję, że ciąże dały mi w kość i przy każdej się mniej lub bardziej stresowałam. Stresować bym się już nie chciała, więc na razie nie planujemy, ale pewnych rzeczy zaplanować się nie da… Rozmawiałam z Wojtkiem o tym, czy nie chciałby mieć syna. Ale on mówi, że spełnia się jako tata dziewczynek, że uczy je takich rzeczy, które zagwarantują im niezależność, że będą potrafiły zrobić wiele rzeczy same. Cieszymy się, że mamy 3 dziewczyny, bo to jest taki team! Poza tym myślę sobie, że zyskamy 3 synów w postaci ich mężów.

Wiesz, że to będzie za chwilę?

Wiem. 6 lat macierzyństwa i ja nie wiem, kiedy to zleciało…

Zdjęcia: Aneta Zamielska