22.03.2020

Wywiadówka: Alicja Bachleda-Curuś

Noc przed naszym wywiadem nie spała, bo miała jet lag, mimo tego powitała mnie uśmiechem i ciepłem, i poraziła swoją kobiecością. Ta kobieta robi wrażenie! Również jako matka. Widać, że jest silna. Czuć, że ma w sobie spokój i dystans, co jest zasługą macierzyństwa. Imponuje mi tym, z jaką łatwością i dojrzałością mówi o strachu, o tym, że nieprzerwanie i stale boi się o syna. I jeszcze tym, że jest niebywale rodzinna. Tak. Rodzina to klucz do Alicji Bachledy-Curuś. Niech się więc otworzy i przed Wami.

Kiedy dowiedziałaś się, że będziesz mamą, obawiałaś się czegoś?

Na pewno były lęki. Przed tym, jak to się okazało, wiedziałam, czułam to dobrze, że jest w życiu coś więcej niż to, czym się zajmowałam, czyli realizacja marzeń i planów. Wszystko fajnie, ale… co dalej? W ilu filmach można zagrać, ile fajnych scenariuszy przeczytać? Gdzieś jest coś bardziej wypełniającego nas jako kobiety – tak sobie myślałam. Wcześniej nie miałam instynktu ani wizji macierzyństwa, nie miałam takich marzeń. Ale może byłam zbyt zajęta na to, może też za młoda? Mój syn Henio po prostu nas wybrał. Poznałam jego tatę i rozpoznaliśmy w sobie taką więź, że temat dziecka stał się bardzo otwarty. To nasze uczucie spowodowało, że przyjęliśmy rzeczywistość taką, jaka jest. Jak się okazało, że Henio się pojawi, towarzyszyła mi niepewność, ale nie obawiałam się, że nie sprostam. Wiedziałam, że dam sobie radę. Byłam tego doświadczenia bardzo ciekawa. Więcej było ciekawości niż niepewności we mnie. No i jak tylko Henio się urodził, od razu poczułam do niego miłość. Już jak byłam w ciąży czułam ten instynkt bardzo silnie.

Jakie miałaś myśli, co czułaś, jak zobaczyłaś Henia po raz pierwszy?

Poród odbył się dość szybko i od razu miałam z Heniem kontakt, nie odebrano mi go ani na sekundę. To było takie wypełnienie niesamowitą miłością i troską. To, co pamiętam z tych pierwszych dni to to, że miałam duży strach, żeby nie było mu źle, żeby nic go nie bolało, żeby nie stała się mu żadna krzywda. Natura zaopatrzyła nas w pewne mechanizmy, które nakazują nam od razu dziecko chronić. U mnie było tak, że każde jego badanie, nakłuwanie, pobranie krwi, szczepionka – to był dla mnie fizyczny ból. Oczywiście starałam się tego nie okazywać, żeby nie stwarzać nerwowej atmosfery i żeby Henia ochronić przed moimi własnymi bojaźniami. Ale pamiętam, że ten strach przyszedł od razu, razem z miłością.

Miałaś baby bluesa?

Powiem szczerze, że nie miałam na to ani czasu, ani możliwości. Zajmowałam się Heniem non stop i musiałam sprostać temu zadaniu. Jedyne utrudnienie to było zmęczenie i niespanie – każda matka dobrze to zna. Małe dziecko wymaga jednak rytmu. Dodatkowo nie spałam w ciągu dnia; niektóre mamy odpoczywają, jak dziecko drzemie, ja wtedy nadrabiałam zaległości – bo byłam aktywna zawodowo – czytałam scenariusze, przygotowywałam się do nowego projektu…To był czas dla mnie: mogłam poczytać, poodpisywać na maile. Więc to zmęczenie rzeczywiście dało mi się we znaki.

Z czymś sobie nie radziłaś, coś było dla Ciebie trudne?

Henio był wdzięcznym i łatwym dzieckiem. Świetnie jadł i dobrze spał. Czasem nawet musiałam go wybudzać na karmienia. Myślę więc, że znacznie ułatwił mi zadanie.

Nadaliście synkowi imiona Henry Tadeusz. Mówiło się, że Tadeusz to na cześć Pana Tadeusza…

No nie. Michał Żebrowski zrobił na mnie wrażenie, ale nie aż takie (śmiech). Tadeusz z tego względu, że mój ojciec, dziadek i pradziadek to są Tadeusze. To imię egzystuje w mojej rodzinie od pokoleń. W rodach góralskich jest taka zasada, że ojciec przekazuje swoje imię synowi i dalej jest to kontynuowane: mój brat to Tadeusz, jego syn również. My z tatą Henia mieliśmy przygotowane kilka imion, ale one do niego po prostu nie pasowały. Wyjechaliśmy więc ze szpitala i wróciliśmy do domu bez imienia. Wiedzieliśmy, że mamy biurokratyczny pręgierz czasowy na sobie, ale jakoś nie mogliśmy się zdecydować. Już po opadnięciu emocji, będąc w domu, spojrzeliśmy na siebie i na Henia i jakoś na trzy cztery trafiło do nas to imię: Henry. Ono egzystuje w Polsce, również w Irlandii, co też było istotne. Mnie zależało na tym, żeby było blisko naszego Henryka. A co do Tadeusza, to chciałam, żeby miał typowo polskie drugie imię, to taki mój i taty Henia ukłon w stronę dziadka, pradziadków; są upamiętnieni.

Co Henio zmienił w Tobie?

Myślę, że bardzo wiele. Od dziecka dużo działałam artystycznie. Czasem niestety skutkowało to niesympatycznymi reakcjami ze strony niektórych koleżanek. Byłam bardzo ufna i gdy napotkała mnie jakaś przykrość z ich strony, mocno to przeżywałam. Nauczyło mnie to dystansu do negatywnych osób. Bycie mamą ma jednak jednoczącą siłę, czuję, że daje kobietom szansę na wspieranie się nawzajem. Wcześniej podążałam drogą swoich marzeń i pasji i ten rytm był dość szybki, dzięki Heniowi poczułam dystans do tego, co robię, co się wokół mnie dzieje. Z zawodowego punku widzenia, mogło to w pewnym stopniu zaszkodzić, bo ciężko było mi się starać o coś, na czym już nie do końca mi zależało. Te priorytety stały się całkiem inne, przewaloryzowałam sporą część mojego życia. Ale było to pozytywne. Ogarnął mnie spokój. A wynikał on też z tego, że czułam, że jestem w tym najwłaściwszym miejscu, o właściwej porze i mam rolę do wykonania, najważniejszą w życiu. Wiedziałam, że nie muszę być wszędzie. Patrząc teraz z perspektywy, myślę sobie, że to mnie ochroniło przed wieloma „niebezpieczeństwami” tego biznesu. Nigdy nie interesowała mnie towarzyska strona show biznesu, a teraz miałam najlepszą wymówkę, aby w niej nie uczestniczyć. Mam poczucie, że zachowałam dużą część wcześniejszej siebie, czyli swoją niezależność, dalej mam kontakt z tamtą Alicją. Ale…teraz jest piękniej i prawdziwiej, dzieci dają nam poczucie pełni.

Miałaś taki moment, że zajmowałaś się tylko Heniem czy cały czas łączyłaś rolę mamy i aktorki? Odpuściłaś też fizycznie czy tylko psychicznie?

Nie odpuściłam w czynnościach, ale wewnętrznie poczułam dystans do tamtego świata. Gdybym nie została mamą, ten czas musiałabym jakoś wypełnić towarzysko, a teraz nie miałam na to ochoty i czasu. A nie mogłam narzekać, bo role i propozycje jednak spływały. Musiałam je odcedzać, bo nie wszystko mogłam zrobić, ale pamiętam, że Henio miał niecały rok, a ja byłam już na planie w Nowym Yorku. Potem następny film i kolejny, więc nie do końca zwolniłam tempo, ale nabrałam dystansu i spokoju.

Kiedy pracowałaś, kto zajmował się Heniem: tata, niania?

Niania musiała wejść do gry. To był chyba dla mnie jeden z najtrudniejszych aspektów macierzyństwa: konieczność zaproszenia kogoś obcego do swojego świata. Niestety rodzina była daleko, a musiałam być na planie 10-12 godzin dziennie. Oczywiście życzyłabym sobie i wszystkim innym mamom, żeby miały obok siebie swoje mamy, babcie, siostry, przyjaciółki. Dla mnie warunkiem powrotu do pracy było znalezienie kogoś do pomocy.

Niania mówiła po polsku? Henio mówi po polsku?

Mimo, że zależało mi bardzo, żeby mówił głównie po polsku, język angielski przychodził mu łatwiej, słyszał go wokół, a ja z kolei chciałam się móc z nim jak najszybciej porozumieć. Również dla bezpieczeństwa: żeby mógł mi coś opowiedzieć lub poskarżyć się, jak trzeba. Poszłam na kompromis. Ale już nadrabia zaległości, bardzo chce mówić i mówi coraz lepiej. Przygotowuje sobie całe wypowiedzi, jak ma jechać do dziadków, strasznie go to cieszy. Mówi z lekko amerykańskim akcentem, czasem go nawet nie poprawiam, jak powie czy napisze coś po swojemu, jest to zbyt cudne. Np. przygotował laurkę dla dziadzia, po angielsku dźwięk “dź” odpowiada literze “j”. Napisał zatem : „Cześć jajo!”

Kiedy pracowałaś, nie byłaś z Heniem, miałaś wyrzuty sumienia?

Miałam. Ale towarzyszyły mi one nawet wtedy, kiedy szłam do sklepu czy na szybką kawę. Musiałam zacisnąć zęby, patrząc w lusterko samochodu, widząc oddalający się dom, a w nim wyobrażałam siebie małego Henia, który może o mnie prosi, może woła? To poczucie winy nie znika. Nawet teraz, w mniejszym stopniu, ale je mam: jestem w Warszawie, a Henio został w Krakowie u moich rodziców. Wiem, że jest mu fajnie, bo spędza czas z dziadkami. Taki czas jeden na jeden, bez mojej ingerencji też jest bardzo istotny, ale i tak mam to poczucie winy. Nie jest to racjonalne ale nie wiem, czy ono kiedykolwiek zniknie.

Henio był mały, kiedy się rozstaliście z jego tatą. On był tego świadomy?

On był malutki. A nam udało się rozstać w przyjaźni, więc te nasze kontakty były bardzo pozytywne i radosne. Teraz jak z nim rozmawiam, to widzi same pozytywy w tym, że ma dwa domy, dwa sety prezentów na święta, na urodziny. Taki spryciarz. Staraliśmy się nigdy nie dać Heniowi odczuć, że czegoś mu brakuje. Wypełnialiśmy tę potencjalną lukę dużą dawką miłości i atencji, uwagi. Wiesz, obserwuję czasem nawet wśród znajomych, że w związku się nie układa, ale rodzice zostają razem dla dzieci. Bardzo się przy nich kłócą, nawzajem obwiniają, obrażają…Myślę, że to jest dużo bardziej szkodliwe niż takie spokojne i rozumne rozdzielenie tych dróg przy zachowaniu jeszcze przyjaźni, szacunku i troski, które mogłyby zniknąć przy trwaniu w czymś siłę.

Jaką Ty jesteś mamą?

Henio mówi, że jestem najbardziej surową mamą spośród mam jego kolegów, ale to tylko dlatego, że wpoiłam mu takie nasze, polskie wartości i zasady: szacunku dla starszych i kultury osobistej. On jest bardzo spokojny, ma dobry kontakt z rówieśnikami ale również z dorosłymi, podczas gdy wiele dzieci w jego wieku, szczególnie w Stanach, często nas nie zauważa – nie odpowiada na pytania, lekceważy. Ja wychowałam się w zupełnie innym duchu, więc też chciałam, żeby Henio znał nasze wartości. Uważałam, że będzie mu łatwiej, lepiej w życiu, jeżeli będzie miał dużo pokory i szacunku w sobie. I tak go wychowuję. Myślę, że jest mi za to wdzięczny, ale pewnie czasem by wolał, żebym pozwalała mu na wszystko i nie zwracała mu na nic uwagi.

Widzisz różnicę w wychowywaniu dzieci w Stanach a w Polsce?

Tak, widzę. Takie wychowanie bezstresowe – z czym się zgadzam – wychowanie bardzo skoncentrowane na dziecku, czyli dziecko mówi, co chce, dyktuje, co robić, kiedy chce przestać to robić, obserwacja tego dziecka, zamiast narzucania jakichś swoich prawd. Z jednej strony jest to dobre, a z drugiej uważam, że we wszystkim powinien być zachowany balans. Cieszę się, że Henio z otoczenia wynosi taką bezpośredniość, z kolei od nas – szacunek do innych.

Trochę góralszczyzny przemyciłaś w jego wychowaniu?

Ja wychowałam się w Krakowie, góralszczyznę miałam na ferie i od święta, u dziadków w Zakopanem. I obserwując tą moją zakopiańską rodzinę, myślę, że mamy w sobie taką dużą rodzinność, ważne jest dla nas wspólne przebywanie i stały kontakt ze sobą. Ja z moimi rodzicami – mimo, że mieszkam na drugim kontynencie – mam kontakt codzienny i to jest dla mnie bardzo istotne. Nie opuściłam też żadnych świąt. Takie kultywowanie więzi jest bazą do tego, żeby ktoś poszedł w życie i czuł, że ma jakieś zaplecze, na którym zawsze się może się oprzeć.

Jakim tatą jest Colin?

Staramy się za dużo nie zdradzać nawzajem o sobie, ale mogę się o nim wypowiadać wyłącznie pozytywnie. Mimo, że często jest w rozjazdach, stara się być obecny w życiu Henia jak nie fizycznie, to wirtualnie.

A kto z Was jest złym policjantem, kiedy trzeba?

Dzielimy się tym po równo. Gdy coś przeskrobie, raczej wyperswadowujemy, rozmawiamy z nim, tłumaczymy, co jest dobre a co złe. Karą może być brak i-pada przez dzień, ale on sobie świetnie z tym radzi np. chwytając za książkę.

A nagrody są?

Henry ma swoje dwie ulubione restauracje: jedna włoska, druga z kuchnią z Luizjany. Jak zasłuży, może wybrać kolacje.

Henio wie, że Ty i jego tata jesteście rozpoznawalni? Jest do tego przyzwyczajony czy czasem go to zaskakuje albo mu przeszkadza?

Chronimy go przed różnymi skutkami sławy. Jeżeli mówimy o doświadczeniu ze mną, to ono jest przede wszystkim na terenie Polski, staram się Henia przywozić tu jak najczęściej i okazuje się, że bezpośredniość prasy tutaj jest zupełne inna niż w Stanach. Tam, jeżeli ma się status gwiazdy, to zainteresowanie jest olbrzymie, ale dostęp – ograniczony. Są wyznaczone momenty, miejsca: pojawienie się w telewizji, na premierze filmu, gdzie faktycznie ten natłok prasy i zainteresowanie jest ogromne. Natomiast nie odczuwa się tego stresu na co dzień. W Polsce swego czasu było tak, że prasa absolutnie nie znała granic. Zdarzało się, że byłam w Krakowie śledzona, chodzono tuż przede mną z obiektywem w twarz moją czy Henia tylko po to, by mnie sprowokować. Prasa nie miała skrupułów w naruszaniu mojej przestrzeni osobistej. Henio kiedyś zapytał mnie: Dlaczego ten Pan idzie przed nami z aparatem, czy nie możesz go poprosić, żeby odszedł? Jesteśmy w parku dinozaurów, ja chcę zobaczyć dinozaury, a on mnie oślepia. Musiałam mu wytłumaczyć, że nie jestem w stanie poprosić, bo to nie jest kwestia poproszenia. Ale ostatnio widzę dużą poprawę w zachowaniu prasy.

On czuje, Ty czujesz, że Stany to Wasz dom czy żyjecie trochę na walizkach?

Henio czuje dom w Stanach. Bardzo kocha Polskę, dziadzia i babcię, chętnie tu przyjeżdża, tęskni za kuzynami w Zakopanem – staramy się ich odwiedzać, kiedy tylko mamy czas – ale jednak jego domem jest Los Angeles. Tam ma szkołę, tam ma kolegów…Oczywiście to wszystko może się zmienić i myślę, że zaadaptowałby się do nowej rzeczywistości, ale na razie tak jest i jest dobrze. Bo faktycznie stworzyliśmy tam dom. Los Angeles jest bardzo przyjazne dzieciom, jest tam dużo ciekawych miejsc, rozrywek. On też bardzo interesuje się filmem, więc to jest dla niego raj.

Bierzesz pod uwagę powrót do Polski?

Te powroty i odjazdy są dość częste. Zmiana miejsca pobytu jest możliwa, ale czy to będzie Polska czy to będzie inny kraj? Nie odżegnuję się od tego. Nie czuję się zakorzeniona w Los Angeles. To jest miejsce, które ma bardzo fajną energię, bardzo ciekawych ludzi, dużo istotnych rzeczy się tam wydarzyło, to jest dom dla Henia, to jest też mój dom, ale myślę, że te domy można budować w różnych miejscach, byleby się było szczęśliwym i było się z kimś, kto to szczęście Ci daje. Myślę więc, że wiele jeszcze przed nami.

Myślisz, że Henio pójdzie Waszym śladem – mówisz, że interesuje się filmem?

Jeszcze niechętnie myślimy o tym, że będzie aktorem, choć on jest o tym przekonany. Ma do tego smykałkę, jest teraz na własne życzenie w dziecięcej szkole aktorskiej i faktycznie jestem zaskoczona tym, jak dobrze mu to idzie.

Chciałabyś, żeby pracował w branży filmowej?

Nie wiem, czy bym chciała, ale na pewno bym mu tego nie zabroniła, bo wiem, jak to jest mieć pasję i kochać coś do tego stopnia, że chcesz się temu poświęcić. Myślę, że jeżeli on by faktycznie czuł tę pasję, to na pewno nie powiedziałabym nie. Oczywiście chcemy go ochronić przed niebezpieczeństwami tego świata, przed narażeniem na krytykę, ocenę innych. Obserwujemy go by mieć pewność, że jest na to gotowy, że ochroni w sobie tą dziecięcą niewinność i ufność. Oprócz aktorstwa interesuje się również reżyserią, ma niesamowitą wiedzę o filmach, wie, kto jaki film wyreżyserował, kto zrobił zdjęcia, kto muzykę, w jakim roku film powstał; wie o filmach absolutnie wszystko. To jest jego pasja, oprócz dinozaurów i zwierząt.

Jaki jest Henio?

Każda matka Ci powie, że jej dziecko jest najwspanialsze. Ale obiektywnie mówiąc, Henio jest bardzo wrażliwy i również jest.. hmmnnnn w języku polskim brakuje tego słowa: kind– to jest taka wrażliwość na uczucia innych, ma dużo empatii.

Co ma z Ciebie, a co z taty?

Pod względem wrażliwości jesteśmy z Colinem podobni i czasem pewne rzeczy nas rodziców bolą, bo dzieci bywają różne. Henio akurat jest lubiany i dobrze radzi sobie w towarzystwie, ale z drugiej strony bardzo się przejmuje tym, co inni na jego temat sądzą. I to jest ewidentnie moja cecha. Henio jest bardzo czuły na to, kto co powiedział, czy on dobrze wypadł, czy będzie dobrze odebrany, czy ktoś go dobrze zrozumiał. I to są takie cechy, których chciałabym, żeby miał mniej, bo boję się, że może mieć z nimi trudniej w życiu. Jak już dorośnie, ta wrażliwość będzie mu służyła w byciu lepszym człowiekiem, ale teraz na etapie dziecięcym zdarza się, że odbiera rzeczy bardzo dogłębnie, bierze wszystko do siebie. Zauważyłam, że szkoły amerykańskie mają świetna cechę: bardzo dużą uwagę zwracają na relacje międzydziecięce, na kształtowanie osobowości. Na celowniku każdego wychowawcy jest bulliyng – chroni się dziecko przed sytuacjami, które mogą go skrzywdzić.

Z czym się mierzysz jako matka prawie 11-latka, co Henio przynosi do domu?

Jest to rzadkie, ale czasem zdarza mu się przyjść i powiedzieć, że ktoś nie był dla niego miły. A następnego dnia jest już wszystko wyjaśnione, nie są to więc wielkie problemy. Cieszę się, że ma do mnie zaufanie. Henio czasem jest dalej tym malutkim chłopcem, kiedy ma ochotę się przytulić i być traktowany jako baby. Ale tak na co dzień jest już bardzo niezależny, lubi i umie być sam. Jeżeli go nie zachęcę do jakiejś zabawy czy rozmowy, potrafi sam siedzieć, zając się sobą: rysuje, czyta, kreuje jakieś graficzne rzeczy w komputerze. Czasem muszę się upewnić, że jest w pokoju obok i wołam: Henio, co u Ciebie? (śmiech). Bo on znika i jest w swoim świecie.

Na jakiego mężczyznę chciałabyś go wychować?

Chciałabym go wychować na mężczyznę zarówno dobrego – dobro z myślą o innych – ale też na mężczyznę silnego. Chciałabym dać mu tę siłę, bo wiem, że w dzisiejszym świecie jest ona bardzo potrzebna. Chciałabym, żeby był wychowany na mój rodzinny wzór: żeby miał ten szacunek dla ludzi, żeby był osobą rodzinną, ciepłą, żeby był lojalny i słowny – to są chyba takie najważniejsze rzeczy u mężczyzny. Ale odpukać: póki co chyba wszystko idzie w dobrą stronę.

Chciałabyś mieć jeszcze dzieci?

Henio się nie domaga, a ja nie czuję tego, co kobiety czasem czują po pierwszym dziecku: że brakuje im okresu niemowlęcia i chcą znowu mieć malutkie dzieciątko. A z drugiej strony jestem otwarta na tę myśl, bo posiadanie dużej rodziny jest wspaniałe, posiadanie rodzeństwa jest wspaniałe. No i fajnie mieć swój klan, żeby przekazać dalej wartości, których się nauczyliśmy, żeby to wszystko miało kontynuację. Więc…kto wie? Być może?

Myślisz o córce?

Czemu nie?

A za pierwszym razem chciałaś mieć chłopca?

Bardzo chciałam mieć chłopca, modliłam się o chłopca. Ale też czułam ewidentnie, że to będzie chłopiec. No i tak się stało. Teraz myślę, że fajnie byłoby mieć córeczkę, tak z ciekawości. Wychowałam się z bratem starszym od siebie o 6 lat i wizja takiego opiekuńczego starszego brata bardzo mi się podoba.

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo, co jest w nim najpiękniejszego a co najtrudniejszego?

Najpiękniejsze jest to, że nie żyjesz dla siebie, żyjesz dla kogoś innego, czyli wszystkie twoje problemy, radości, emocje rozłożone są na to kolejne istnienie, nie koncentrujesz się na sobie, co daje Ci też dużą siłę i pewien dystans. Myślę, że to jest bardzo pozytywne. Piękne jest to, że masz w życiu istotkę, która Ci ufa, ale też czegoś od Ciebie wymaga, sprowadza Cię na ziemię. Nie możesz być egoistką, bo świat już nie kręci się tylko wokół Ciebie. To, co jest trudne to to, że przychodzi strach o tę osobę, ale też strach o siebie, żeby tej osoby nie zostawić. Przynajmniej ja tak odczuwam. O ile wcześniej żyłam na pograniczu, nic nie było dla mnie przeszkodą i niczego się nie bałam, to, odkąd pojawił się Henio, boję się wielu rzeczy; od takich zupełnie egzystencjalnych jak śmierć do mniejszych: żeby czegoś nie zrobić źle, żeby go źle nie ukierunkować, nie przekazać mu jakiejś złej cechy, nie przelać na niego moich lęków… Wiem, że było łatwiej, kiedy nie było tej odpowiedzialności, ale nie było też tej olbrzymiej miłości, która sprawia, że boisz się to stracić – to jest najtrudniejszy aspekt macierzyństwa. Tych dobrych z kolei jest mnóstwo, każda mama o tym wie.

Czego byś sobie życzyła jako mama?

Żeby Henio zawsze mnie słuchał, ale to nie do zrobienia (śmiech). Życzyłabym więc sobie, żebym miała taką pewność i spokój, że Henio da sobie radę, że w tym życiu będzie mu dobrze i że wychowałam go na człowieka, który jest dobry dla innych, ale też dobry dla siebie.

Za pomoc w realizacji sesji dziękujemy marce Taranko oraz Raffles Europejski Warsaw 

zdjęcia: Agnieszka Fojudzka