18.05.2018

W rodzinnej krainie sztuki

Ona jest Polką mieszkającą przez prawie całe swoje życie w Szwecji, on Rosjaninem, który wyjechał z rodzinnego kraju po 89 roku. Ola i Alex Antonov poznali się ponad 10 lat temu na studiach w Sztokholmie i od tamtej pory tworzą szczęśliwą rodzinę, razem z 8-letnim Adamem i 5-letnią Amandą. Od niedawna prowadzą także portal Artely, zajmujący się sprzedażą online prac artystów. Żyją i oddychają tą firmą – zgodnie przyznają. Tylko w jadalni na lodówce wisi kartka „nie rozmawiamy o pracy”, ale to już sprawka ich dzieci.

Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie postanowili założyć firmę. Od dawna czuli, że najchętniej chcieliby działać na własny rachunek i gospodarować czasem tak, jak tylko im się podoba. Wiedzieli również, że w przeciwieństwie do wielu innych par, marzyli o pracy  razem. Mają podobne spojrzenie na świat i na sztukę, która była obecna w ich życiu od dawna. Mama Alexa jest malarką, więc obcowanie z artystami było dla niego środowiskiem naturalnym, w jakim dorastał. Pasją do malarstwa zaraził Olę i już na studiach postanowili założyć swoją pierwszą wspólną firmę, którą nazwali „Swedish Art”. To także był portal internetowy, zrzeszający szwedzkich artystów z całego kraju. „Współpracowało z nami ponad 400 twórców” – opowiada Ola. Portal nie był jednak typową platformą sprzedażową, ale jedynie miejscem, gdzie twórcy mogli zaprezentować swoje prace, nawiązać kontakt z potencjalnymi nabywcami. „Użytkownicy dostawali od nas login i hasło, a później wszystko sami robili we własnym zakresie” – dodaje Ola. Choć w pomysł prowadzenia takiej strony wierzyli od początku, w pewnym momencie musieli zawiesić działalność ze względu na swoją normalną pracę. Ola zaczęła robić karierę w telewizji przy produkcji programów. Alex zajmował się z kolei szeroko pojętym online marketingiem, wymyślał strategię dla różnych firm, wspierał rozwój startupów. Z biegiem czasu „Swedish Art” umarł śmiercią naturalną.

Dlaczego Szwecja? Skandynawia jest miejscem, w którym obydwoje spędzili większość swojego życia. Ola mieszkała w Polsce jedynie przez 7 lat  i to z przerwami. Jej tata pracował w ambasadzie i ze względu na jego kontrakt cała rodzina kursowała między Polską a Szwecją. To jednak w Sztokholmie Ola czuła, że jest jej dom. „Na pewno jestem Polką i tak o sobie myślę. Zawsze jednak uważałam, że Szwecja jest bardziej liberalna, otwarta na inność, dlatego zdecydowałam, że zostanę tutaj” – przyznała. Tuż przed rozpoczęciem studiów jej tacie skończył się kontrakt i cała rodzina postanowiła wrócić do Warszawy. Tylko Ola uznała, że skoro dostała się na wymarzone studia, to spróbuje sama pomieszkać w Sztokholmie. Wkrótce później poznała Alexa na wspólnych zajęciach z socjologii. Ona studiowała Socjologię i Politologię, a Alex IT&Communication i Ekonomię. To była wielka miłość. Siłą rzeczy powrót do Polski stał się niemożliwy. Podjęła więc decyzję, że to w Szwecji osiądzie na stałe i założy rodzinę.

Po kilku latach bycia razem, kiedy na świecie pojawiły się dzieci, obydwoje z Alexem zaczęli czuć potrzebę, by stworzyć coś własnego. Padło oczywiście na sztukę, która była wyborem wręcz oczywistym. Doszli do wniosku, że skoro „Swedish Art” cieszyło się popularnością w środowisku, to dlaczego nie mieliby zrobić ponownie czegoś w tym stylu, tylko z możliwością zakupu dzieł sztuki online. I tak zrodziło się Artley. „Nasza firma działa trochę jak galeria online. Prace są przechowywane u artystów, my za to pośredniczymy między klientem, a autorem. Zajmujemy się sprzedażą dzieł sztuki, ich transportem, PR-em i marketingiem. Stale też coś polepszamy, dokładamy i myślimy o kolejnych nowościach” – opowiada Ola. Dzisiaj w swojej bazie mają około 60 szwedzkich, renomowanych twórców. Przyznają jednak, że nie było to proste, by namówić artystów do współpracy. „Na początku wystartowaliśmy z 20 malarzami, którzy zgodzili się wystawić swoje prace trochę w ciemno. Pomimo tego, że my im pokazywaliśmy projekt strony, a także dokładnie opowiedzieliśmy na czym będzie polegała nasza praca, wiele osób wahało się, czy wejść w to. Dla artystów ważne było na przykład, jacy inni twórcy wystawią swoje prace. Zanim więc ktoś zaufał nam, musieliśmy pokonać długą drogę. Wymienialiśmy się dziesiątkami maili, później jeździliśmy na spotkania” – zdradza Ola.  „Nie, nie kłócimy się. Rzadko mamy sprzeczki” – roześmiali się, gdy zapytałam ich, jak im się razem pracuje. W końcu statystycznie niewiele par decyduje się na tworzenie wspólnych projektów, ponieważ boją się, że bycie razem w domu i w pracy może stać się początkiem końca ich związku. „Lubimy razem pracować, ponieważ możemy mówić dokładnie to, co myślimy. Nie musimy się hamować. To bardzo komfortowa sytuacja” – twierdzą. Praca nad firmą całkowicie ich pochłonęła, do tego stopnia nawet, że mają w swojej sypialni tablicę, na której rozpisują przed pójściem spać pomysły, jakie przychodzą im do głowy. Czasami zdarza się, że nawet w środku nocy wstają, by coś zapisać. Brzmi jak obsesja? Na pewno bardzo kreatywna obsesja. Ola i Alex nie ukrywają, że ich portal jest nieodłącznym elementem ich codzienności. Nawet swoim dzieciom, 8-letniemu Adamowi i 5-letniej Amandzie opowiadają o nowych artystach i sztuce. Jedynie przy rodzinnym stole jest zakaz rozmawiania o sprzedaży obrazów. Tę zasadę wymyśliły akurat dzieci, które chciałyby czasami mieć tatę i mamę na wyłączność.

Ola od zawsze wiedziała, że nadejdzie taki moment w jej życiu, kiedy zdecyduje się na dziecko. Ciąża bardzo jej służyła. Gdy na świecie pojawił się mały Adam, czuła, że to tylko kwestia czasu, kiedy po raz drugi zostanie mamą. Chociaż czuje się Polką i to właśnie w Polsce ma większość rodziny, zdecydowanie bliżej jest jej do modelu wychowywania dzieci, jaki jest w Szwecji. „Polskie mamy na pewno bardziej się przejmują i są trochę nadopiekuńcze. W Szwecji jest większy luz. Pozwalają dzieciom na więcej. Oczywiście Amanda i Adam są jeszcze mali, więc nie puszczam ich nigdzie samych, ale nie trzęsę się nad nimi” – zdradza Ola. W domu gotuje zazwyczaj Alex. „Cieszę się, że ja mam z tym spokój. Nie lubię gotować i nie umiem za bardzo. Mój mąż za to świetnie sobie radzi w kuchni” – dodaje Ola. W ich polsko-szwedzko-rosyjskim domu królują potrawy z tych trzech państw. Dzieci mówią na co dzień po szwedzku, jednak dużo rozumieją w ojczystych językach swoich rodziców. Ola cieszy się, że pomimo zawsze bardzo napiętego grafiku i miliona różnych obowiązków udało jej się wychować dzieci samej z Alexem. Nigdy nie korzystali z pomocy niani. Kiedy jej rodzice i brat wrócili do Polski, ona została w Szwecji praktycznie sama. Dopiero niedawno, jej tata postanowił przenieść się do Skandynawii, więc dzieci częściej widzą się z dziadkiem.

Jakie mają plany na przyszłość? Na pewno chcą rozwijać swój portal w Szwecji i pozyskiwać coraz więcej nowych nazwisk. Już teraz po ponad roku ich działalności Artely zostało docenione w środowisku artystycznym. Ola z Alexem regularnie udzielają wywiadów, jeżdżą na targi sztuki, a także godzinami przesiadują w pracowniach artystów, gdzie wybierają kolejne ich prace, które mogłyby pojawić się na ich stronie. Kiedy uda im się wzmocnić ich pozycję na rynku szwedzkim, pomyślą o rozszerzeniu działalności także w innych państwach. Tym bardziej, że już teraz dostają zapytania od klientów z różnych miejsc w Europie. „Sztuka jest branżą, która dość późno zadomowiła się w przestrzeni cyfrowej. Mamy więc świadomość, że robimy małą rewolucję na rynku szwedzkim” – śmieją się i  przyznają, że nie wyobrażają sobie, by kiedykolwiek znudziły im się ich rodzinne dyskusje o sztuce. Wiedzą, że rozmawiają z Alexem o pracy praktycznie non stop i Adam z Amandą czasami mają tego dosyć. Jednak swoją pracą i podejściem do niej, chcą również zaszczepić dzieciom pozytywne myślenie i chęć do działania. Próbują im pokazać, że wiarą i ciężką pracą można osiągnąć praktycznie wszystko. Nie można się tylko poddawać.

Zdjęcia: archiwum prywatne Oli i Alexa Antonov