23.09.2019

Sztuki walki: Monika Hoffman-Piszora

Monika Hoffman-Piszoramama trójki dzieci: 1,5 rocznego Henia z zespołem Downa, 2-miesięcznego Bogusia oraz adoptowanej w trakcie drugiej ciąży – dziś 7-miesięcznej – Dorotki również z zespołem Downa.

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Ojej… nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. To nas w zasadzie zaskoczyło, jakoś tak samo przyszło, a ja przeszłam nad tym do porządku dziennego. Cieszę się, że jestem matką i na nic bym tego nie zamieniła. Macierzyństwo stało się dla mnie wszystkim. Dla mnie bez dzieci nie ma teraz życia.

Jesteś oddana dzieciom w całości?

Tak. Nie sądziłam, że tak będzie, ale tak się stało.

Czym zajmowałaś się wcześniej?

Pracowałam w korporacjach, prowadziłam różne działalności, uczyłam niemieckiego… Szukałam czegoś, co będzie sprawiać mi przyjemność i dawać satysfakcję. Dopiero macierzyństwo mi to zagwarantowało.

Jesteście rodziną, która zawsze planowała dzieci?

Jesteśmy dopiero 2 lata po ślubie, nie planowaliśmy dzieci. Mówiliśmy sobie, że jak będą, będziemy się cieszyć. Ale zawsze zakładaliśmy, że postaramy się adoptować; zawsze tego chcieliśmy.

Od początku: dowiadujesz się, że jesteś w pierwszej ciąży i …?

Dowiedzieliśmy się 2 tygodnie po ślubie. Mój mąż, Wojtek chyba się trochę przestraszył (śmiech), ja nie, ja się cieszyłam. Ciąża to był dramat: wymioty i leżenie w łóżku; bardzo źle się czułam, źle wspominam ten czas. Ale jak urodził się Henio, wszystko się zmieniło.

Już w ciąży dowiedziałaś się, że Henio jest chory?

Nie, nie robiliśmy badań prenatalnych, o chorobie syna dowiedziałam się po jego urodzeniu. I też nie od razu – dopiero w drugiej dobie. Lekarz zasugerował, że dziecko może mieć zespół Downa. Jak to usłyszałam, przestraszyłam się. Bałam się, że nie podołam, że sobie nie poradzę, bo to duża odpowiedzialność. To jest tak, że od tego, jaki jest rodzic, jakie ma podejście, zależy, jak to dziecko będzie się rozwijało. Wojtek powiedział mi: Kto jak kto, ale Ty na pewno dasz radę. I to mnie uspokoiło.

Miłość do dziecka z zespołem Downa to jest inna miłość?

Nie wiem, trudno mi to porównać…Mnie się wydaje, że moje chore dzieci są jeszcze szczęśliwsze niż zdrowe. Mają więcej, więcej miłości.

Co Was zmotywowało do tego, żeby zaadoptować dziecko z zespołem Downa?

Jak byłam w ciąży z drugim dzieckiem, z Bogusiem, męczyła mnie myśl o adopcji. Rozmawialiśmy o tym i stwierdziliśmy, że to jest dobry czas, żeby spróbować, żeby rozpocząć proces adopcyjny, który przecież trochę trwa: kursy, szkolenia, poszukiwania dziecka… Szacowaliśmy to na ok. 2 lata, dlatego postanowiliśmy zgłosić się wcześniej. I Wojtek powiedział wtedy: Może zaadoptujemy dziecko z zespołem Downa, skoro jedno takie już mamy? I tak jeździmy na rehabilitację, i tak te turnusy opłacamy. Może weźmiemy takie, którego nikt nie chce? Zgłosiliśmy się do ośrodka i okazało się, że jest jedna Pani w ciąży, która urodzi takie dziecko i nie będzie mogła się nim zająć. Zgłosiliśmy się w styczniu, Dorotka urodziła się w lutym.

Co poczułaś, kiedy zobaczyłaś Dorotkę?

Oszalałam! Ja już ją wcześniej kochałam. Czekaliśmy na nią, jakbym to ja była z nią w ciąży, więc to była taka trochę moja podwójna ciąża. Zobaczyłam ją, jak miała tydzień, i od razu był szloch. Trudne było to, że musiałam ją zostawić, nie mogłam jej zabrać do domu: 6 tygodni trwało załatwianie wstępnych formalności. Musiało się to w sądzie uprawomocnić, sędzina musiała wydać wyrok, żebyśmy mogli zabrać ją do domu. A sprawa adopcyjna jeszcze się nie skończyła; 15 października mamy ostatnią rozprawę. Czekamy więc. Te formalności trochę jednak trwają.

Jaką rodziną jesteście?

Super, najlepszą! Taką, jaką ja zawsze chciałam mieć i taką, jakiej życzę innym.

Macie jakieś trudności?

Żadne z naszych dzieci nie przesypia jeszcze nocy, do każdego trzeba wstawać. Dzielimy się więc obowiązkami: Wojtek zawsze usypia i wstaje do Henia, a ja do Bogusia i Dorotki. Czasem jesteśmy zmęczeni i wyżywamy się na sobie, tzn. bardziej ja na Wojtku (śmiech). Henio jest wymagającym dzieckiem, trzeba być przy nim non stop, trzeba się z nim bawić, on sam się raczej nie zabawi. Wojtek pracuje, więc ja 5 razy w tygodniu przez 9 godzin jestem sama z dziećmi i bywa naprawdę ciężko, np. wtedy, kiedy cała trójka chce jeść naraz.

Chcecie mieć więcej dzieci?
Tak!

Chcesz adoptować czy urodzić?

Nie wiem… Co będzie, to będzie.

Dalibyście radę zaadoptować jeszcze jedno dziecko z zespołem Downa?

Myślę, że tak.

Czujesz, że masz jakąś misję w tym wszystkim?

Nigdy o tym nie myślałam, ja tego tak nie traktuję. Ale teraz faktycznie wszyscy mi to mówią. Ja bym tylko chciała, żeby ludzie nie myśleli, że dziecko z zespołem Downa to jest dramat, to jest jakiś wyrok.

Karmisz piersią?

Tak: i Bogusia, i Dorotkę.

Naprawdę?! To niesamowite! Czyli miałaś jedną ciążę, ale karmisz dwójkę dzieci?

Tak. Z Dorotką też się udało. Przystawiałam ją do piersi „na sucho”, będąc w ciąży z Bogusiem, żeby ten odruch się utrzymał i … karmimy się.

Dzieci  zespołem Downa czasem nie potrafią ssać piersi, prawda?

Tak. Henia nie karmiłam.

Najcudowniejsza chwila w waszym życiu rodzinnym?

Przede wszystkim urzekło mnie to, jak Wojtek zobaczył Dorotkę po raz pierwszy: wziął ją na ręce i powiedział, że od razu poczuł, że to jest jego córka, że ma wrażenie, jakbym to ja ją urodziła. Piękne są też te chwile codzienne, kiedy dzieci budzą się z uśmiechami na twarzach. Henio przytula i całuje Dorotkę, jak tylko ją zobaczy.

Mąż jest z Ciebie dumny? Mówi Ci to?

Tak, ale ja też jestem dumna z niego. On bardzo, bardzo mi pomaga: opiekuje się dziećmi, troszczy o nie. Nie obyłabym się bez jego pomocy.

Masz czas dla siebie?

Tak i dziwię się czasem sama sobie, że go znajduję. Najczęściej wtedy po prostu leżę plackiem i nic nie robię.

Czego chciałabyś nauczyć swoje dzieci?

Cieszę się, że Henio i Dorotka są starsi od Bogusia, bo on będzie się od nich uczył miłości i empatii do ludzi. A ja chciałbym ich nauczyć rzeczy podstawowych, takich jak mówienie i chodzenie.

Co chciałabyś powiedzieć mamom, które właśnie dowiedziały się, że będą miały dziecko z zespołem Downa?

Te dzieci kochają bardziej! One mają dodatkowy chromosom i to jest chromosom miłości. One uczą nas tej miłości i to jest niezaprzeczalna prawda. Chciałabym, żeby wszystkie mamy o tym wiedziały, że warto. Ale ważne też, żeby te kobiety, które decydują się oddać takie dzieci, zgłaszały się do ośrodka adopcyjnego szybciej, jak najszybciej. Wtedy jest szansa, że dzieci zaraz po urodzeniu znajdą dom, nie będą musiały czekać.

Każde takie spotkanie, taki wywiad jest dla mnie niezwykłym przeżyciem, jest motywacją i nauką pokory i ufam, że nie tylko dla mnie… Dziękuję, że przyjechałaś ze mną porozmawiać i opowiedzieć o Waszej cudownej rodzinie.

Zdjęcia: Aneta Zamielska