16.10.2018

Sztuka oczami dziecka, historia pewnej wystawy

Serbski artysta Ivo Nikić o wspólnej wystawie z synem Luką. Ivo Nikić i jego sześcioletni syn Luka postanowili zrobić razem coś fantastycznego. Wspólną wystawę. Świat Taty artysty i świat widziany oczami dziecka. Ta niezwykła wystawa obrazów i obrazków do zobaczenia już od 27 października w galerii Galeria Rynek Wielki 8 w Zamościu. Być może i w innych miastach? Trzymamy kciuki, bo ta inicjatywa warta jest szerzenia. A my pytamy Ivo o to, jak zrodził się ten pomysł.

Jesteś Serbem, ale od kilkunastu lat mieszkasz i tworzysz w Polsce.

Tak. Jestem w Polsce od 1986 roku. Cała moja edukacja artystyczna wiąże się z Polską. Jednak moje korzenie i mentalność cały czas pozostają bałkańskie.

 Co Cię inspiruje gdy tworzysz?

Muzyka, moda, rozmowy, ale także ulica. Nie jestem ortodoksyjnym malarzem. Czasami jest to przekraczanie konwencji, nie zależy mi na tym, aby malować precyzyjnie, wolę pracę na nerwach, na pewnej emocji. Kiedyś przyszła tutaj Pani, spojrzała na mój obraz i powiedziała – To wygląda tak, jakby to namalowała moja córka. – I dla mnie jest to wielki komplement. To znaczy, że moje obrazy wyglądają trochę tak, jakby ktoś chciał je zepsuć, ale to wszystko tutaj pasuje.

 Jak Twój syn Luka reaguje na Twoją sztukę?

On interpretuje ją totalnie spontanicznie. Ma wielką łatwość w opowiadaniu o niej. Dzieci nie boją się pytać, to jest wspaniałe. Wielu dorosłych to zatraca, obawia się, że może to ich ośmieszyć, że czegoś nie rozumieją. A tymczasem nie jest żadną ujmą pytać, bo nie każdy śledzi sztukę współczesną.

Zdarza Wam się malować razem?

To dość filmowe wyobrażenie (śmiech). Dzieci są zawsze zainteresowane tym, co robią rodzice i lubią ich naśladować. To jest naturalne. Nie jest prosto malować obraz z dzieckiem. Ja mam dość toksyczny sposób malowania. Używam dużo sprayów, maluje w masce. Jemu się to podoba, bo to bardzo chłopięce. Kojarzy mu się to bardzo graficiarsko. Co ciekawe, Luka nie lubi wandalizmu na ścianach, ale zachwycają go murale.

Czy bycie Tatą wpłynęło na Twoją sztukę? 

Tak naprawdę nie. Motywy i formy w mojej twórczości przeplątają się w niej od początku. Dochodzą oczywiście i nowe pomysły, dokładam literki do tego abstrakcyjnego alfabetu. Ale współpraca z synem jest czymś dodatkowym. Nie jestem Ojcem, który twierdzi, że jest geniuszem. Nie pcham Go do tego, aby był artystą.

Patrząc na Jego rysunki gdzieś tam w środku oceniasz je? Myślisz sobie „coś w tym jest”?

Oczywiście, są super. Stąd zrodził się pomysł na wspólną wystawę. Widzę tę spontaniczność i lekkość,  nieskrępowanie teorią. Doceniam to. Mam świadomość, że dzieci tak funkcjonują i staram się tego nie stłamsić. Nie narzucam mu jak ma namalować na przykład kaczorka, żeby wyglądał inaczej, poprawnie. Pozwalam mu na totalny luz.

Opowiedz nam o Waszej wspólnej wystawie.

Odbędzie się ona w galerii w Zamościu. Jest nastawiona na dziecięcą publiczność, ale zobaczyć będzie ją mógł każdy. To wyszło spontanicznie. Mój Syn bardzo lubi rysować i opowiada bardzo dużo historii, które często musi namalować. Totalnie go cieszy ta wystawa, bo wie już jak wygląda otwarcie wystawy i wciąż pyta kiedy nastąpi otwarcie naszej. Ma mnóstwo pomysłów. Pyta na przykład czy gdyby namalował Michaela Jacksona, to czy taki obraz komuś by się spodobał, czy ktoś by go kupił? Jest jego wielkim fanem. To bardzo mnie zaskakuje, że On ma takie podejście, że w ogóle przychodzi mu to do głowy. Zna specyfikę mojej pracy, rozumie zależność pomiędzy tym, że ja tworzę obrazy, a potem ktoś je kupuje. 

Jak zrodziła się ta inicjatywa?

Koleżanka, z którą znam się jeszcze ze studiów, prowadzi galerię sztuki. Kiedyś wspomniałem jej, że mój syn też maluje, a ona zaproponowała wystawę. Niby nic, a podchwyciliśmy ten temat i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Wyszło na to, że jest więcej dzieci, które malują w ten sposób i także chciałaby mieć wystawę, więc to pociągnęło bardzo pozytywny  przekaz.

 Nazwa tej wystawy to Sample Nikić. Skąd taki pomysł?

Mój syn bardzo lubi rap z lat 90tych. Przerabiamy teraz mnóstwo nagrań z tamtego okresu. Stąd sample. To była poniekąd jego nazwa dla tej wystawy i tak też się stało. Któregoś razu powiedział do mnie – Tato a może Sample Nikić? Napisz maila, że właśnie Sample Nikić (śmiech).

Niektóre z Twoich obrazów mają ruchome elementy, które za pomocą magnesu widz może dowolnie układać na płótnie.

 Wzięło się to stąd, że ja sam czasami gdy patrzę na jakiś obraz mam wrażenie, że coś mi w nim nie pasuje. Przysłaniam kciukiem pewien jego element, żeby spojrzeć na niego inaczej, bardziej po swojemu. Dlatego też postanowiłem dać odbiorcom możliwość komponowania obrazu. Kiedy patrzę, gdy ktoś przesuwa elementy w moim obrazie, a  później opowiada o tym, czuje się trochę jak psycholog. Ja daje zaproszenie do interakcji, a  widz to wykorzystuje. Próbuję odgadnąć co ma na myśli. To fascynujące, ponieważ wymaga użycia wyobraźni, wyjścia poza schemat.

 Jesteś dość otwartym artystą. Przypuszczam, że niejednego twórcę irytowałoby to, że ktoś próbuje ułożyć na nowo jego dzieło.

Nie boli mnie to. Zawsze lubiłem wychodzić naprzeciw, byłem ciekaw drugiej strony. Nie jestem też zwolennikiem robienia ze sztuki wielkiej pompy, bo sztuka często traktowana jest jako fanaberia, jak coś niedostępnego. Wolę przekłuwać ten balon i pokazywać, że artyści nie są odklejeni od rzeczywistości. A sztuka może być dla każdego, kto jest jej ciekaw.

 Ivo Nikić jest serbskim artystą wizualnym, który od 1986 roku tworzy i mieszka w Polsce. W kameralnej galerii sztuki Nanazenit na Saskiej Kępie trwa wystawa jego prac Cyklodrony. Możecie ją tam obejrzeć do 20 października.

Zdjęcia: Maria Warzybok