07.06.2018

Spodziewasz się bliźniąt? Spokojnie, dasz radę!

Stereotypów na temat bliźniaków i ich rodziców, a w szczególności matek, jest w internecie tyle, że trudno je zliczyć. Przekonała się o tym Karolina Jobda, która w 6. tygodniu ciąży usłyszała od swojego lekarza, że urodzi nie jedno, ale dwoje dzieci. Szok? Przerażenie? Zaskoczenie? Wszystko na raz. Tym bardziej, że po wizycie u ginekologa przeczytała w internecie wiele nieprawdziwych informacji na temat ciąży bliźniaczej. Dowiedziała się, że prawdopodobnie przytyje 30 kg, już nigdy nie wróci do figury sprzed ciąży, a na rozstępy po gigantycznym brzuchu niewiele pomoże. Na szczęście dość szybko okazało się, że koszmarne życie internetowej matki bliźniaków nie ma nic wspólnego z tym realnym.   

Według statystyk, w Polsce co roku rodzi się ponad 10 tysięcy bliźniąt. Mimo to, dwójka prawie identycznych dzieci biegających po parku wciąż wzbudza spore emocje. Kiedy Karolina i jej mąż Łukasz wychodzą na spacer z 3,5-letnią Agatą i Natalią, wiele osób zwraca uwagę na ich córki, niedowierzając, że dziewczynki mogą być do siebie aż tak podobne. Patrzą na nie trochę jak na zjawisko. „Założę się, że każda matka bliźniaków, tak jak ja, ma już przygotowane odpowiedzi na standardowe pytania, które często słyszy od innych. Ludzie chcą wiedzieć, czy te dzieci w wózku są moje, czy ja na pewno jestem matką i czy dziewczynki są identyczne. Oczywiście padają też dużo bardziej osobiste pytania, dotyczące samego porodu i karmienia piersią” – wspomina Karolina.

Zdecydowana większość komentarzy z jakimi się spotyka jest raczej pozytywna, a ludzie uśmiechają się, gdy widzą biegające po placu zabaw dwie śliczne siostry. Mama Natalii i Agaty zauważyła jednak, że ludzie oceniają rodziców bliźniąt, jak i same dzieci w dość stereotypowy sposób. Idą na skróty, a niekiedy dorabiają własne teorie. „Pamiętam, że gdy po porodzie wchodziłam z wózkiem do sklepu wszyscy spoglądali na mnie z podziwem, ale także z litością. Uważali, że na pewno jestem strasznie biedna. Większość z nich z góry zakładała, że muszę być jedną z tych udręczonych i niewyspanych matek, które nie mają czasu na to, by umyć zęby. No bo w końcu, jak można normalnie funkcjonować przy dwójce dzieci w tym samym wieku? Nie do końca rozumieli, gdy tłumaczyłam im, że jest inaczej. Owszem czułam się zmęczona, ale jeśli mam być zupełnie szczera, to wyobrażałam sobie, że zajmowanie się bliźniakami będzie bardziej wyczerpujące” – wspomina.

Po raz pierwszy ze stereotypowym postrzeganiem kobiet w ciąży bliźniaczej zetknęła się w szkole rodzenia. Gdy wchodziła na zajęcia w ładnej sukience, z umalowanymi paznokciami i z makijażem, czuła na sobie spojrzenia innych. Niektóre mamy dziwiły się, że dała radę tak o siebie zadbać. Utarło się, że matka bliźniąt musi przypominać wieloryba w źle skrojonych workowatych ubraniach. „Do dzisiaj ludzie nie chcą mi uwierzyć, gdy dowiadują się, że urodziłam bliźniaki. Uważają, że jestem na to zbyt szczupła. A ja w ciąży przytyłam jedynie 12 kg, a nie 30, jak mnie straszono. Kiedy w 37. tygodniu ciąży trafiłam do szpitala, okazało się, że miałam najmniejszy brzuch na oddziale, choć byłam jedyną osobą z dwójką dzieci” – śmieje się Karolina.

Moment, kiedy dowiedziała się, że nosi w sobie bliźniaki pamięta jak przez mgłę. „Przeżyłam szok. Nie będę ukrywać, że wyszłam z gabinetu przerażona i zamiast się cieszyć zastanawiałam się, jak bardzo zmieni się moje życie. Nastawiałam się na to, że w przyszłości w moim domu pojawi się więcej dzieci, jednak zakładałam, że będzie między nimi większa różnica wieku niż tylko kilka minut” – wspomina.

Najbardziej drażniło ją w tamtym czasie podejście bliskich, ponieważ wszyscy, którzy słyszeli o jej ciąży, nie mogli przestać się śmiać. Cały czas ktoś jej gratulował.  Rodzice, teściowie, czy przyjaciele zapewniali ją, że wszystko jakoś się ułoży. Na pewno? – zastanawiała się Karolina i nabierała wątpliwości, tym bardziej, gdy zaglądała do internetu. „Pamiętam, że jeden z pierwszych wpisów na blogu, jaki przeczytałam był  jednowymiarowy. Przedstawiono w nim historie kobiet, których ciąże były zagrożone, a one same spędziły dużo czasu w szpitalu. Czy mnie też to spotka? Czy moja ciąża również zostanie zaklasyfikowana jako patologiczna” – zastanawiała się. „To, czego mi wtedy zabrakło, to dostęp do neutralnych informacji, które w miarę obiektywny sposób przedstawiałyby rzeczywistość matek takich, jak ja. W internecie znalazłam głównie sensację” – dodała. Źródłem rzetelnej wiedzy okazała się jej ginekolog. Dopiero zaufana pani doktor wytłumaczyła Karolinie, że ciąże bliźniacze nazywane są patologicznymi tylko ze względu na częstotliwość ich występowania i większe ryzyko powikłań – co nie oznacza, że takowe się pojawią.

35-letnia mama Natalii i Agaty na każdym kroku przekonywała się, że wiedza ludzi na temat ciąży mnogiej oparta jest na mitach. Wiele osób z góry zakładało, że kobieta, która urodziła bliźnięta musiała mieć problemy z hormonami. „Ciąża bliźniacza jednojajowa i jednoowodniowa, tak jak moja, nie powstaje w wyniku zmian hormonalnych, choć wielokrotnie mi to wmawiano. Znaleźli się też tacy, co upierali się, że miałam in vitro lub zakładali, że na pewno w rodzinie zdarzyły się przypadki ciąży mnogiej” – wspomina Karolina. Do dziś nie jest w sumie przekonana, czy faktycznie w przeszłości ktoś z jej bliskich miał bliźniaki. Oczywiście zrobiła wywiad rodzinny na własną rękę, ale jej 91-letnia babcia, która próbowała pomóc wnuczce w analizowaniu drzewa genealogicznego niestety nie mogła przypomnieć sobie wszystkich faktów. Mimo to dała jej dużo wsparcia psychicznego, podobnie zresztą, jak mama i teściowa Karoliny. Prawdziwą nić porozumienia znalazła jednak z innymi mamami bliźniaków. To dzięki nim Karolina uwierzyła, że sobie poradzi. „Znam parę, która dwa razy z rzędu miała bliźnięta. Obydwoje powtarzali mi, że mam dwie ręce, dwie piersi, jesteście z mężem we dwoje, więc będzie dobrze. Zauważyłam również, że wszystkie inne mamy z takim doświadczeniem raczej pozytywnie patrzyły na świat, wyróżniały się dużym dystansem i żadna z nich nie wyglądała na skrajnie wyczerpaną” – przyznała Karolina.

Wiele wyssanych z palca teorii obydwoje z Łukaszem usłyszeli także po porodzie, gdy dziewczynki pojawiły się na świecie. „Życzliwi” wciąż powtarzali, że bliźniaki będą się nakręcać. Gdy jedno skończy płakać, to drugie zacznie. Nie było im łatwo, gdy wszyscy dookoła im to powtarzali do znudzenia. W końcu Karolina nauczyła się ich nie słuchać. Zajrzała do kilku poradników, ale szybko przekonała się, że są tam rzeczy, z którymi nie do końca się zgadzała. Postanowiła więc wypracować sobie swoje metody działania i się ich trzymać. „Wyszłam z założenia, że gdy dzieci pojawią się na świecie, to zacznę postępować według wymyślonych przeze mnie zasad. Po pierwsze, nie będę rozdzielać naszych córek. Po drugie zsynchronizuję je, czyli zorganizuję karmienia o tej samej porze i w tym samym czasie będę je kłaść na drzemkę. Tutaj bardzo sprawdziło się zapisywanie wszystkiego w zeszycie. Notowałam ile która zjadła, ile zrobiła kup. Na początku traktowałam moje zapiski czysto użytecznie. Później notatnik zamienił się w dziennik, w którym zaczęłam zapisywać także inne rzeczy, takie jak pierwszy uśmiech, czy pierwsze słowo. A jaka była trzecia zasada? Uznałam, że jeśli ja będę szczęśliwa to one również” – wyjaśniła krótko Karolina. W przestrzeganiu tych reguł pomagał jej oczywiście mąż, który od samego początku dbał o higienę psychiczną żony. Nie jest tajemnicą, że w przypadku dwójki dzieci rola partnera jest kluczowa i bez jego pomocy niewiele by się udało. Łukasz nie miał taryfy ulgowej. Kiedy Karolina wstawała na nocne karmienie, on robił dokładnie to samo. Przewijał, kąpał, ubierał, rozbierał, a kiedy było trzeba zostawał w domu z dziećmi, by żona mogła na chwilę oderwać się od domowych obowiązków i pójść z przyjaciółmi do kina.

A jak jest dzisiaj, kiedy dziewczynki mają już ponad 3 lata i coraz śmielej zaczynają iść przez życie? Czy teraz także spotykają się ze stereotypowym podejściem? „Zdarza się” – podsumowuje Łukasz. „Zauważyliśmy, że dla niektórych Agatka i Natalia są jak jedna osoba. Oczywiście nie chcę generalizować, bo przecież są i tacy, którzy bez problemu je rozróżniają, i nie mówię tu o bliskiej rodzinie. Większość jednak traktuje je jak jedność. Nie widzą, lub może nie chcą zauważyć, jak bardzo się od siebie różnią. Idą na skróty. Zadają im pytania nie zwracając się oddzielnie do każdej z nich. Nie ukrywam, że czasami nas to drażni” – mówi Łukasz.

Karolina bardzo dba o to, by dziewczynki wyróżniały się. Tym bardziej, że mają zupełnie inne charaktery. Agatka urodziła się kilka minut po siostrze. Jest typową trzpiotką, która zwraca uwagę na wygląd, lubi bawić się biżuterią mamy i pozować do zdjęć. Karolina z Łukaszem czasami pękają ze śmiechu, gdy obserwują jak ich 3-latka ustawia się przed obiektywem. Natalia to z kolei wesoła chłopczyca. „Chcę podkreślać ich indywidualność, dlatego nie ubieram ich tak samo. To zresztą kolejny zabawny mit związany z wychowywaniem bliźniąt. Gdy idę do sklepu w poszukiwaniu spodni, czy sukienki, to wybieram je myśląc o tym, co spodoba się każdej z córek. Nie idę na łatwiznę i nie biorę wszystkiego po dwa razy. W związku z tym często spotykam się ze zdziwionymi spojrzeniami ludzi, którzy nie rozumieją, że moje córki nie są jednym organizmem i mogą chodzić w różnych strojach. Chcę w ten sposób podkreślić ich indywidualizm, tym bardziej, że powoli zaczynają zauważać, że ludzie je mylą” – opowiada Karolina.

Choć wychowywanie bliźniąt jest zadaniem dla osób o mocnych nerwach, Karolina i Łukasz nigdy nie żałowali, że los obdarował ich w taki sposób. Początkowe przerażenie, wynikające z niewiedzy i masy internetowych bzdur, z jakimi się spotkali, przerodziło się później w fascynację. Dzisiaj z przyjemnością patrzą na to, jak córki dorastają, uczą się od siebie, bawią i kształtują swoje charaktery. „Wychowywanie bliźniąt naprawdę wcale nie jest takie złe, jak się wydaje. Wiesz co o tym świadczy?” – zapytała mnie na koniec Karolina. Co? „To, że my wciąż nie wykluczamy, że nasza rodzina jeszcze się powiększy. A jeśli znowu pojawią się bliźniaki, to nic się nie stanie. Damy radę. Na szczęście cała nasza piwnica jest zastawiona sprzętami dla dzieci. Oczywiście wszystko jest razy dwa”.

Zdjęcia: Helena Ludkiewicz