04.05.2018

Siostrzana miłość

Relacje rodzeństwa to temat, który spędza sen z powiek głównie rodzicom. Zdaję sobie sprawę, że nie da się sterować emocjami, ale głęboko wierzę, że nasze metody wychowawcze i sposób kształtowania dziecka mają ogromny wpływ na jego późniejsze relacje z ludźmi – zwłaszcza z rodzeństwem.

Gdy dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży, na początku moją głowę zasypały wątpliwości. Oczywiście martwiłam się, czy dam sobie radę z dwójką dzieci (mój partner dużo pracuje i późno wraca do domu), ale głównym zmartwieniem wcale nie była proza codziennego życia, a właśnie przyszłość moich dzieci. Gdy się urodziła Helenka – nasza pierwsza córka, takie myśli mnie nie dopadały. Przyszły dopiero, gdy na świecie miał pojawić się nowy członek rodziny.

Wiadomość o kolejnym dziecku spadła na naszą rodzinę, gdy Helenka miała nieco ponad rok. Nie wiedziałam, jak tak małemu dziecku wytłumaczyć, że niedługo na świecie pojawi się siostrzyczka. Że oprócz mamusi, tatusia i Helenki będzie jeszcze jedna, mniejsza Dzidzia. Postawiłam na najprostsze z możliwych narzędzi – rozmowę. Wydaje mi się, że my – rodzice, często popełniamy podstawowy błąd: wydaje nam się, że skoro dziecko samo nie mówi, to także nie rozumie. Muszę przyznać, że ja także zapędziłam się w ten kozi róg. Na tamtą chwilę jeszcze tego nie wiedziałam, ale nie miałam innego pomysłu na przygotowanie Heli na informację o rodzeństwie.

Oczywiście nie chodzi o to, żeby sadzać dziecko nieruchomo w fotelu i organizować wykład na temat rozmnażania gatunku ludzkiego. Chodzi o to, by w codziennych sytuacjach opowiadać o brzuszku, o innych dzieciach, o rodzinie. Mówić o uczuciach i zapewniać o nieskończonej miłości do swoich dzieci. Z doświadczenia wiem, że przygotowanie to podstawa. Dzięki babskim rozmowom, Hela odliczała dni do porodu i nie mogła się doczekać na widok swojej siostrzyczki.

Gdy urodziłam Irenkę, rozpoczął się drugi etap adaptacji Heli do nowej sytuacji naszej rodziny. Strategia była prosta – nie pozwolić, by Helenka choć przez chwilę poczuła się odrzucona ze względu na młodszą siostrę. Poprosiliśmy o pomoc teściową, która tuż po powrocie ze szpitala zajmowała się Irenką. My, rodzice, poświęciliśmy swój całkowity czas Helence. Tata nawet wziął 3 tygodniowy urlop, by w całości oddać się córce. Ja z czasem mogłam usunąć się na drugi plan, skupiając się na maleństwie – Hela nawet nie zauważyła mojej nieobecności. Była pochłonięta obecnością taty – oboje wykorzystali ten czas, który zaowocował bliską relacją do dzisiaj. Dzięki uwadze, jaką poświęciliśmy starszej córce, obecność Irenki w naszym życiu jest dla niej ogromnym szczęściem i z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że dziewczynki mają rewelacyjny kontakt. Razem się bawią, spędzają wspólnie czas. W ich zabawach nie brakuje tulasków, buziaczków i wyrażania emocji. Jestem wdzięczna losowi i dumna z nas, że potrafiliśmy stworzyć tak szczęśliwą i kochającą się rodzinę.

 

Wszystkim rodzicom, którzy przygotowują swoje dzieci do przyjścia na świat rodzeństwa, mogę poradzić jedno: w czasie poprzedzającym poród, nie wysyłajcie swoich dzieci do przedszkola czy żłobka. Dziecko skojarzy pojawienie się rodzeństwa z „wyrzuceniem” go z domu, do nowego miejsca, do obcych ludzi. W ten sposób bardzo łatwo zafundować dziecku traumę, z którą prawdopodobnie będzie się borykało do końca życia. Nie wspominając o obwinianiu młodszego rodzeństwa za odrzucenie przez rodziców. Jeśli twoja Pociecha już się zaklimatyzowała w przedszkolu jeszcze przed porodem, to nie musisz rezygnować z pomocy placówki. Chodzi o to, by nie fundować maleństwu tak wielu wrażeń, które mogą spowodować emocjonalny szok.

Nie jestem psychologiem, nie jestem ekspertem. Jestem mamą, która jest w stanie zrobić wszystko dla dobra swoich dzieci. A ich miłość i dobre relacje to coś, o co także powinnam dbać. Życie pisze różne scenariusze, może się okazać, że Helenka i Irenka nie będą najlepszymi przyjaciółkami, nie będą żyć swoimi wzajemnymi problemami i nie będą wspólnie celebrować najważniejszych chwil w życiu – tak, jak to sobie wymarzyłam. Wiem natomiast, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by od najmłodszych lat stworzyć im solidny filar prawdziwej, siostrzanej miłości.

Zdjęcia: Aneta Zamielska

Red.: Agnieszka Wesołowska