12.05.2018

„Położnictwo to moja misja”

Pierwsze praktyki na sali porodowej zapamiętam na długo: dotyk główki noworodka – jej ciepło i miękkość… Emocje, które dzieliłam z matkami są nie do opisania. Nie mogłam – i szczerze mówiąc – nie chciałam opanować łez wzruszenia. Pierwsza istotka, którą przywitałam na świecie ma na imię Malwinka.

Gdy dowiedziałam się o istnieniu kierunku “Położnictwo” na Akademii Medycznej od razu wiedziałam, że będzie to mój cel. Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, co w tamtym momencie mną kierowało. Chęć pomocy kobietom w nowej sytuacji ich życia? Miłość do dzieci? Wiedziałam natomiast, że chcę być jak najbliżej pacjenta. Mieć z nim stały kontakt, stać się częścią jego świata. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałam, ale instynkt pokierował moje życie tam, gdzie mogłam oddać swoje uczucia i miłość najbardziej potrzebującym.

Praktyki na oddziale Noworodkowym uświadomiły mi, że praca z nowym życiem daje mi ogromną satysfakcję. Jednak swoje miejsce znalazłam wśród Wcześniaków. Na studiach wielokrotnie powtarzano, że „miejsce położnej jest na sali porodowej”. Jednak ja wybrałam Oddział Wcześniaków i Intensywnej Terapii Noworodka. Od 12 lat pomagam dzieciom, którym za bardzo spieszyło się ten świat.

Nasze pierwsze spotkania nigdy nie należą do przyjemnych – na pewno nie dla mnie. Wkładanie wenflonów w mikroskopijne żyłki, pobieranie krwi do badań, czy karmienie sondą malutkich żołądków to sytuacje, które zawsze mocno przeżywam. Wiem jednak, że muszę wykonać tę mniej przyjemną część swojej pracy, by później obserwować jak moje maleństwa rosną w siłę. Widok nabranego ciałka, marmurkowej skóry, która zdążyła już nabrać nieco tłuszczyku, progres koordynacji ssania, oddychania i połykania daje mi wiele satysfakcji. Bo wszystko, co dla zdrowego noworodka jest fizjologią, dla Wcześniaka jest jak wejście na Mount Everest.

Rodzice są kolejnymi bohaterami mojej zawodowej codzienności. Jestem ogromnie wdzięczna, że dzięki swojej pracy mogę obcować z tak żywymi i szczerymi emocjami. Oni mi ich dostarczają. Na początku są przerażeni, smutni, ale z dnia na dzień nabierają pewności siebie, odnajdują się w nowej, nieoczekiwanej i niechcianej sytuacji. Czasami sama nie mogę się nadziwić, że nagle człowiek nabiera tyle siły do walki z przeciwnościami losu. Myślę, że ludzie nabywają tę tajemniczą moc właśnie wtedy, gdy zostają rodzicami. Rodzice wcześniaków egzamin z rodzicielstwa zdają w sesji „zerówkowej”.

Oczywiście praca na Oddziale Wcześniaków i Intensywnej Terapii Noworodka wiąże się także z trudnymi sytuacjami. Zdarzeniami, które już na zawsze zmieniają życie całej rodziny, bo niestety nie każde dziecko jesteśmy w stanie uratować. Sytuacje tak bolesne, w których nawet najlepsza medycyna rozkłada ręce, są przykre również dla mnie.  Wtedy dociera do mnie, że mimo najszczerszych chęci, człowiek nie jest wszechmogący. Gdy dochodzi do takiej tragedii, moja praca dopiero się zaczyna – jestem od tego, by pomóc rodzicom przeżyć ból i stratę. Staram się zaopiekować mamą i tatą, pomóc im pożegnać się ze swoim dzieckiem tak, jak tego potrzebują. To dla mnie ogromny przywilej, że mogę dać im swoją pomoc i wsparcie. Za każdym razem jestem im ogromnie wdzięczna, że wpuszczają mnie do swojego świata.

Na dziś przypada Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek i Położnych – jak go świętujemy? Oddajemy się swym obowiązkom tak sumiennie i skrupulatnie, jak każdego dnia. Myślę, że jak w każdym innym zawodzie – nie oczekujemy poklasku, pochwał i fajerwerków, tak długo jak praca sprawia nam radość i satysfakcję. Moja mnie uskrzydla – życzę każdemu, by czerpał ze swojej pracy tyle radości, co ja.

Zdjęcia: Getty Images

Red.: Agnieszka Wesołowska