23.06.2018

Ojciec z prawdziwego zdarzenia

On – postawny mężczyzna, na pierwszy rzut oka prawdziwy samiec alfa. Ona ma 2 lata, jest uroczą dziewczynką o aparycji aniołka. Stanowią jeden organizm, nierozłączny duet. Jak każdy ojciec ze swoim dzieckiem. Jednak ich więzi są silniejsze, niż w przypadku innej rodziny. Zawiązała je tragedia, która zmieniła ich życie i umocniła relację już na zawsze.

W ich życiu wszystko działo się według typowego schematu. Dwoje młodych ludzi, których połączyła miłość, po dwóch latach związku, zdecydowali się na ślub. „Julita była dobrze zorganizowana. Najpierw się zaręczyliśmy, później się pobraliśmy, wiedzieliśmy, że dziecko to kolejny, naturalny etap naszego życia” – wspomina Karol. Wszystko szło zgodnie z planem, rok po ślubie na świecie pojawiło się ich pierwsze dziecko – Hania. Mężczyzna nie ukrywa, że dziewczynka wywróciła ich życie do góry nogami, ale nie mieli z tym większego problemu: „Julita oddała się macierzyństwu od pierwszych dni życia Hani. Była bardzo zaangażowana i konsekwentna w obchodzeniu się z małą. Ja się temu poddawałem i próbowałem ją naśladować. Nie zawsze mi to wychodziło” – przyznaje Karol. Jednak życie wystawiło go na ciężką próbę, nie dając szans na wymówki. Pewnego popołudnia wydarzył się dramat, który wywrócił ich życie do góry nogami. Jego, Hani i całej ich rodziny. Byli wtedy z wizytą u znajomych, podczas zabawy z Hanią, Julita zasłabła. Nikt nie wiedział, co się dzieje. Nic nie zapowiadało tragedii, która miała nastąpić. Kobieta trafiła do szpitala, ale było już za późno. Okazało się, że utrata przytomności była efektem wylewu w mózgu. Lekarze nie mogli już nic zrobić.

Nie tak to miało wyglądać

Hania miała zaledwie 8 miesięcy, gdy straciła mamę. Karol został z maleństwem sam. Z dnia na dzień z pracującej głowy rodziny, wpadł w rolę pełnoetatowego ojca i musiał poradzić sobie ze stratą ukochanej kobiety. To egzamin z życia, do którego nikt nie jest w stanie się przygotować. „Mam to szczęście, że cała moja rodzina jest z Warszawy, więc fizycznie ciągle ktoś był z nami. Rodzice – moi i Julity – bardzo się zaangażowali w wychowywanie Hani. Do tego mam mnóstwo cudownych przyjaciół, którzy od samego początku bardzo mnie wspierali i pomagali. Kamil, mój przyjaciel, zaraz po tej tragedii bez pytania o zgodę wprowadził się do mnie na tydzień, abym nie był sam. Jestem mu za to bardzo wdzięczny” – wspomina Karol. Mężczyzna pracuje w agencji reklamowej i choć nie ma normowanych godzin pracy, to szef podszedł do sytuacji z dużym zrozumieniem: „Powiedział, że mam wrócić, kiedy będę na to gotowy. Nie określił, kiedy ma to nastąpić. Jego postawa zapewniła mi bezcenny komfort psychiczny, dzięki któremu mogłem skupić się na tym, co tu i teraz – na Hani”.

Trudy tacierzyństwa

„Wcześniej wydawało mi się że jestem zaangażowanym ojcem. Nie wstawałem w nocy do Hani, bo Julita karmiła ją piersią. Ale za to codziennie od godziny 5 do 9, czyli do wyjścia z domu, to ja zajmowałem się małą, żeby Julita mogła odespać” – przyznaje mężczyzna – „A, i jeszcze ją kąpałem, ale to robi chyba każdy ojciec, prawda?”. Jednak po utracie Julity, ilość obowiązków związanych z wychowywaniem dziecka mimo wszystko go przytłoczyła. „Jestem na siebie ogromnie zły, że nie potrafiłem docenić, ile pracy i energii wymaga opieka nad dzieckiem. Dopiero, gdy zostałem z Hanią sam, zobaczyłem, że jest to fizyczna i umysłowa praca na pełen etat. O wiele cięższa od tego, co robię zawodowo”. Teraz Karol musiał sam poradzić sobie z nocnym wstawaniem, gotowaniem, praniem, sprzątaniem. Nie ukrywa, że było mu ciężko: „Było kilka takich sytuacji, kiedy myślałem, że nie dam już rady. Pamiętam na przykład taki jeden poranek… Byłem naprawdę bardzo zmęczony po ciężkiej nocy, chciałem zrobić śniadanie Hani i to przeklęte jajko spadło mi na podłogę. Zrezygnowany kląłem pod nosem, próbując je zmyć, ale kompletnie mi to nie szło. Podeszła Hania i pogłaskała mnie po głowie – to mnie totalnie rozwaliło. Jeden gest, a tyle pięknych emocji, które dały mi siłę” – wspomina Karol.

Wszystko wraca do normy

O tragedii, jaka ich spotkała nigdy nie da się zapomnieć, ale siła i determinacja w powrocie do normalności jest u Karola godna podziwu. „Póki co nie zauważam, aby Hania świadomie odczuwała brak mamy. Czasami są sytuacje, kiedy jakaś życzliwa, starsza pani na ulicy zapyta Hanię <<Gdzie jest Twoja mama?>>. Ona wtedy odwraca główkę, jakby do końca nie rozumiała pytania. Zresztą trudno się dziwić – nie używamy tego słowa zbyt często” – mówi Karol. Ale w życiu Hani nie brakuje damskiego towarzystwa. Jego mama i teściowa zamiennie zajmują się Hanią, gdy on jest w pracy. Ponadto od około roku Karol spotyka się z Olą – kobietą, która nieoczekiwanie pojawiła się w jego życiu i szybko skradła serce zarówno mężczyzny, jak i jego córki. „Hania uwielbia spędzać czas z Olą. Często robią sobie damskie wyjścia i wtedy mam czas dla siebie. Ola stanęła na wysokości zadania w tej trudnej sytuacji. Wyręcza mnie w sytuacjach, których ja nie ogarniam – na przykład, gdy nie potrafię opanować nerwów. Bierze wtedy Hanię i wychodzą na plac zabaw, bym mógł ochłonąć. Albo gdy Hania dopomina się kontaktu z tym waszym, kobiecym światem. Zresztą sama zobacz” – w tej chwili Karol wyciąga telefon i pokazuje mi zdjęcia Hani i Oli w bliźniaczych sukienkach: „Ola dała Hani swój t-shirt i wygląda jakby była w sukience, co nie?” – dopytuje podekscytowany. „Albo tutaj, zobacz jest korona” – komentuje zdjęcie, na którym dziewczynka siedzi na kanapie, na głowie ma diadem, na nóżkach za duże buty na obcasie, a na twarzy szeroki uśmiech. „Doskonale wiem, że dziecko potrzebuje obojga rodziców, dlatego staram się wynagrodzić to, co odebrał jej los” – konkluduje Karol.

Katharsis

Gdy pytam go o reakcje obcych ludzi na fakt, że jest samotnie wychowującym ojcem odpowiada: „Nie rozpowiadam swojej historii nieznanym ludziom, mało kto wie, co nam się przydarzyło. Nasze spotkanie, Twój artykuł pełni dla mnie funkcję terapeutyczną. Chcę się pozbyć tego ciężaru, zamknąć rozdział i iść do przodu” – mówi mi Karol. Dopiero po fakcie dowiaduję się, że nasze spotkanie przypadło na czas kolejnej rocznicy śmierci Julity…

Życie pisze różne scenariusze, z którymi musimy się zmierzać każdego dnia. Życzę wszystkim, by w obliczu tak wielkiej tragedii i tak druzgocącej straty, mieli tyle sił i chęci do walki o przyszłość swojego dziecka, co Karol. Gdy pytam go, czego by życzył innym mężczyznom z okazji Dnia Ojca, odpowiada bez namysłu: „Aby bardziej angażowali się w wychowanie swoich dzieci”. Jako kobieta, żona i matka wiem, że Julita byłaby z niego dumna.

Zdjęcia: Katarzyna Rękawek