04.05.2018

Z dzieckiem w pracy

Ona jest dyplomowanym architektem wnętrz z szalonymi pomysłami, a on szefem kuchni, który wydaje dziennie ponad 3 tysiące posiłków. Głównie dla dzieci. Oprócz tego pomagają otwierać i modernizować restauracje, mają swoją kawiarnię i właśnie planują otwarcie swojej knajpy. Do tego są rodzicami uroczej Hani. Jak udaje im się pogodzić pracę zawodową z wychowaniem półtorarocznej córki? Mają na to swój sprawdzony sposób, o którym zgodzili się opowiedzieć.

Z Agnieszką Żyłą i Sylwestrem Drężkiem umówiłam się w ich niewielkiej kawiarni Bistro Cafe Art of Home w centrum Warszawy. To niepozorne z zewnątrz miejsce ma dość surowy klimat, który ocieplają takie drobiazgi, jak kolorowe kable na ścianach, czy wełniane podkładki na stolikach. Wszystkie detale są tam przemyślane i dopracowane w najmniejszych szczegółach. Nic dziwnego. Agnieszka od ponad 10 lat jest architektem wnętrz i tworzy ciekawe aranżacje, które wymyśla w swojej pracowni tuż nad kawiarnią.  Chociaż studiowała na SGH, to dość szybko zorientowała się, że statystyka, czy makroekonomia to zupełnie nie jej bajka, dlatego rozpoczęła drugie studia z projektowania. Śmieje się, że przez dwa kierunki i masę nauki nie pracowała w trakcie studiów ani przez moment. „Nawet nie byłam kelnerką przez dwa tygodnie, nic!” – żartuje.

Na rozmowę ze mną Aga i Sylwek spóźnili się kilka minut. Wszystko dlatego, że pędzili z jednego spotkania z klientem na drugie, a że była z nimi ich półtoraroczna córeczka Hania, to jak łatwo można się domyślić, logistyka wymagała pewnego stopnia zaawansowania. Agnieszka ma jednak w tym wprawę, ponieważ od dawna zabiera ze sobą Hanię na spotkania biznesowe, budowy, inwentaryzacje  czy różnego rodzaju specjalistyczne pomiary. „Kiedy mam projektować mieszkanie dla 30-letniego singla to wiem, że przyjeżdżanie z dzieckiem na spotkanie z nim nie jest dobrym pomysłem. Jeśli jednak jadę do kogoś, kto ma dzieci i ta osoba nie ma nic przeciwko, aby Hania uczestniczyła w omawianiu koloru ścian, czy doborze tapet, to jedziemy razem – śmieje się Agnieszka.

Mała Hania nie tylko miała już okazję zobaczyć swoją mamę w akcji z miarką w ręku, ale także wielokrotnie podpatrywała  w pracy również tatę, tylko że w kuchni. Sylwester pasjonuje się gotowaniem. Na początku swojej ścieżki zawodowej poznawał tajniki gastronomii jako kelner, pracował w hotelu, miał również swoją firmę cateringową, a także restaurację na Powiślu „A Nuż Widelec”. Kiedy na świat przyszła Hania dostał akurat propozycję zmiany pracy. Miał do wyboru bycie szefem kuchni w restauracji albo bycie szefem kuchni w firmie cateringowej. Wybrał tę drugą ofertę, bo praca była bardziej stabilna i kończył ją o 16. Dokonał wyboru prorodzinnego, co bardzo doceniła jego żona.

Ale wróćmy do Hani i jej wizyt w miejscach pracy rodziców. Rezolutna dziewczynka wielokrotnie była z tatą na zapleczach restauracji, podczas rozmów z potencjalnymi pracownikami, czy uczestniczyła w trakcie testowania potraw. I bardzo lubi takie wypady. Jest żywa i ciekawska. Chyba po tacie nie lubi siedzieć w jednym miejscu. Agnieszka śmieje się, że jej mąż musi być w ciągłym ruchu, nawet jeśli oznacza to, zabieranie ze sobą niemowlaka na spotkania biznesowe. Jeśli siedzi w jednym miejscu przez cztery godziny to szybko się denerwuje. „Męczy mnie praca biurowa, nie lubię tabelek i excela. Kuchnia natomiast pozwala mi się wyżyć na wielu płaszczyznach. Mogę wyrażać siebie zarówno serwując określone danie na talerzu, czy układając menu” – twierdzi.

Sylwester ma ogromne pole do popisu w kwestii wyrażania siebie poprzez jedzenie, ponieważ wydaje dziennie 3 tysiące posiłków. Pracuje jako szef kuchni w firmie cateringowej, która specjalizuje się w żywieniu dzieci w szkołach. „Mam pod sobą siedem kuchni. Ta praca to duże wyzwanie, ponieważ dziecko jest najtrudniejszym odbiorcą. Agnieszka śmieje się, że podwójnym odbiorcą, bo maluchowi musi smakować potrawa, a rodzic ma być zadowolony z jakości tego, co jego pociecha dostaje w szkolnej stołówce” – śmieje się Sylwester.

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że Agnieszka architektka i Sylwester spec kulinarny będą podążać zupełnie różnymi ścieżkami zawodowymi. Nic jednak bardziej mylnego. Obydwoje już kilka razy spotkali się w pracy. Szczególne wspomnienia wiążą się z powstawaniem pewnej restauracji w centrum Warszawy. Sylwester zajmował się tam tworzeniem menu i rekrutowaniem ludzi, Agnieszka projektowała wnętrza, a Hania w tym czasie spała w wózku obok. To był szczególny projekt, głównie dla Agi. „Dostałam go zaledwie trzy miesiące po urodzeniu dziecka” – wspomina. 34-letnia architektka szybko wróciła po porodzie do zawodowych obowiązków. „Tak to jest jak się jest mamą z własnym biznesem” – śmieje się. „Pracowałam praktycznie przez całą ciążę. Dałam sobie wolne dopiero miesiąc przed porodem. Szybko wróciłam jednak do projektowania ale nie na pełen etat. Mam wrażenie, że pracuję teraz 1/3 tego, co było kiedyś. Macierzyństwo pomogło mi w zarządzaniu firmą, ponieważ nauczyłam się delegować obowiązki. I wiesz co, wszystko jakby się lepiej teraz kręci” – żartuje.

Wspólna praca nad restauracją była dla nich niesamowitą przygodą, dzięki której zrozumieli, że ich drogi zawodowe naprawdę mogą się krzyżować. Podczas pracy w restauracji często zastanawiali się wspólnie nad różnymi rozwiązaniami. Śmieją się, że ustalali nawet  jakie wybrać talerze, aby pasowały do jej wystroju wnętrz  i jego dań.

Agnieszka nigdy wcześniej nie zastanawiała się jaką będzie mamą. „Nie należałam do tych kobiet, które marzyły o macierzyństwie. „Oczywiście wiedziałam, że kiedyś w moim życiu pojawi się maluch i Hania była przez nas planowana, ale decyzję o powiększeniu rodziny podjęłam czysto rozsądkowo. Po prostu chciałam żyć w rodzinie, gdzie jest dziecko. Instynkt macierzyński pojawił się dopiero w momencie, gdy Hania przyszła na świat. Nawet w ciąży nie czułam tego klimatu, bo myślałam o sobie bardziej jako o inkubatorze” – wspomina. Dzisiaj jest totalnie zakochana w córce. I chociaż normalnie pracuje, wciąż spędza z nią dużo czasu. „Jest z nami niania. Czasami siedzimy w domu we trójkę. Ja pracuję, one się bawią, razem jedzą. Kiedy Hania chce akurat ze mną poukładać klocki, to odkładam na chwilę projekt i spędzam z nią czas” – tłumaczy.

Uważa również, że stała się lepszą mamą, gdy zaczęła pracować. „Kiedy kobieta siedzi w domu i musi zajmować się dzieckiem, a do tego ma na głowie takie prozaiczne sprawy jak sprzątanie, czy gotowanie to poziom frustracji może wzrastać. Gdy ma się za to odskocznię w postaci pracy, to inaczej zaczyna się podchodzić do wszystkiego. Czuję, że teraz spędzam z Hanią więcej tak zwanego „quality time” niż wcześniej” – dodaje.

Obydwoje z Sylwestrem uważają się za wyluzowanych rodziców, którzy nie biegną do lekarza z byle zadrapaniem i nie robią afery z czegoś zupełnie nieistotnego. „Trochę bałem się o Agę, że jak zostanie mamą to odpłynie, ale na szczęście to się nie stało. Ja wiedziałem, że podejdę do ojcostwa z dystansem, bo zajmowanie się dziećmi nie jest dla mnie nowością. Mam sześcioro rodzeństwa, jestem najstarszy” – śmieje się Sylwester.

W Agnieszce i Sylwestrze najfajniejsze jest chyba to, że wciąż żyją pełnią życia i powtarzają, że małe dziecko wcale nie musi ograniczać. Podróżują, spotykają się ze znajomymi, czasami pozwalają sobie na jakiś wypad tylko we dwoje. I jakoś wszystko się kręci. Niedawno zajęli się również profesjonalnym doradztwem gastronomicznym. Pomagają otwierać i modernizować restauracje. „Czyli robimy coś na kształt kuchennych rewolucji” – żartują. Oprócz tego Agnieszka dostaje masę ciekawych projektów aranżacyjnych, a Sylwester jest właśnie tuż przed otwarciem swojej restauracji. Obydwoje szukają także odpowiedniego miejsca na kolejną knajpę, gdzie będą mogli się wyżyć  zarówno artystycznie, jak i kulinarnie. A Hania? Hania oczywiście będzie biegać między stolikami.

zdjecia: Aneta Zamielska