10.05.2018

Mama w pracy, tata w domu

Na pierwszy rzut oka Magda Krasowska jest drobną, wręcz filigranową dziewczyną o łagodnym spojrzeniu. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom. To wojowniczka, która od kilku lat prowadzi szkołę tańca dla dzieci i młodzieży, tworzy choreografie, szyje stroje dla swoich tancerzy, opracowuje muzykę, a także organizuje obozy. Oprócz tego jest mamą 10-miesięcznej Alicji, która już nie jeden turniej tańca w swoim życiu zaliczyła. To wszystko nie byłoby jednak możliwe, gdyby nie wsparcie męża Magdy, Dominika Bekierskiego.

Naukowiec, zajmujący się zagadnieniem ekologii w budownictwie zdecydował się na roczny urlop tacierzyński, by pomóc żonie. Jak sam przyznaje, jego kariera jest aktualnie w poczekalni, ale w końcu to nie ona jest najważniejsza, ale jego rodzina. Dla Dominika sprawa była jasna. Kiedy usłyszał, że jest możliwość, aby to on poszedł na urlop tacierzyński i pomógł Magdzie w powrocie do pracy, nie wahał się ani przez chwilę. „Inni mieli wątpliwości, nie ja” – śmieje. W Polsce to wciąż niespotykana sytuacja, by kobieta poszła realizować się zawodowo, a mężczyzna dobrowolnie zdecydował się zostać w domu z 3-miesięcznym dzieckiem. Do tego gotował obiady, sprzątał, robił zakupy. Nawet jeśli jest to sytuacja czasowa, tak jak w przypadku Dominika. Trzeba w końcu pamiętać, że jego urlop tacierzyński trwa zaledwie rok, a później wróci do swojej pracy naukowej. „Kiedy wychodzę na spacer z wózkiem czuję czasami lekko zdziwione spojrzenia innych. Wiem jednak, że prawdziwą sensację wzbudzę, jak pójdę z Alą na plac zabaw. Nie mam wątpliwości, że znajdę się wtedy pod obstrzałem innych mam” – żartuje Dominik, który wcale nie narzeka na chwilową zamianę ról z żoną. „Bywam oczywiście zmęczony, głównie monotonią. Czasami brakuje mi też czasu tylko dla siebie. Zawsze lubiłem mieć swoją odskocznię w postaci jazdy na rowerze, czy biegania. Teraz często nie mam chwili oddechu, ale jak tylko mi się uda, to organizuje sobie jakieś zajęcia o 5 rano” – dodaje.

Magda od zawsze wiedziała, że nie jest jedną z tych kobiet, które lubią siedzieć w domu. Oczywiście czasami jak patrzy na młode matki z wózkami do żali się Dominikowi, że gdyby mogła, to wstrzymałaby na chwilę czas, by spędzić go tylko z Alicją. Czuje się przemęczona. O tym jednak, że praktycznie od razu po porodzie wróci do pracy wiedziała już na długo zanim została mamą. Ułożyła sobie nawet taki ambitny plan, że dwa tygodnie po porodzie, zabierze Alę i męża i pojedzie na jeden z obozów tanecznych, jakie organizuje. Niestety musiała zweryfikować ten pomysł ze względu na swój stan zdrowia. Po ciężkiej ciąży i porodzie przez cesarskie cięcie, potrzebowała chwili odpoczynku. „Od początku to było dla mnie oczywiste, że siedzenie w czterech ścianach nie jest dla mnie. Chciałam pracować do końca ciąży, jednak ze względów zdrowotnych musiałam pójść na zwolnienie lekarskie w szóstym miesiącu. Miałam skróconą szyjkę macicy, a do tego zachorowałam na ospę. Ala urodziła się trzy tygodnie przed terminem, na szczęście była silna i zdrowa. Być może dlatego, że wyssała ze mnie wszystko co mogła. W ciąży nie tyłam, tylko chudłam” – śmieje się Magda. Jej nieodparta chęć szybkiego powrotu do pracy była bez wątpienia podyktowana życiową pasją, jaką jest taniec. Już jako nastolatka była zafascynowana tym światem. Kiedy inne dzieci biegały po podwórku, ona jeździła na naukę pływania synchronicznego, zwanego baletem w wodzie, zajęcia z łyżwiarstwa figurowego, a także tańca. Chociaż po maturze zdecydowała się na architekturę krajobrazu, to właśnie ruch i świadomość ciała były dla niej największą siłą napędową. Po studiach dostała się do Mazowieckiego Centrum Kultury i Sztuki na 2-letni kurs instruktora i choreografa techniki tańca jazz nadany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który zakończyła z oceną celującą. „To było dla mnie zaskoczenie, ponieważ nie do końca wierzyłam w swoje umiejętności. Podczas obrony usłyszałam jednak z ust specjalistów, że moja choreografia była na miarę najlepszych teatrów. Te słowa dały mi niezłego kopa” – przyznała.

Później wszystko potoczyło się dość szybko. Architektura krajobrazu musiała zejść na boczny tor, ponieważ Magda wiedziała, że to właśnie na salach prób jest jej miejsce. Tuż po skończeniu kursu zdecydowała się założyć Akademię Tańca LOFF dla dzieci i młodzieży. Zaczynała od kilku uczniów. Dzisiaj ma ich ponad 200 w wieku od 3 lat do 19.  Uczy ich m.in. hip-hopu  i tańca jazzowego. „Moje dzieciaki odnoszą coraz więcej sukcesów. Jeździmy na turnieje po całej Polsce. Zdarza się, że dwie moje grupy zdobywają ex aequo dwa pierwsze miejsca” – przyznaje.

Nauka tańca to jedno. Magda poszła jednak o krok dalej i sama sprawuje pieczę nad strojami dla dzieci, które projektuje, a także zajmuje się doborem muzyki. „Szukam kawałków, a potem je tnę, łączę, tak by zgadzała się kompozycja utworu” – dodaje. Taniec to jednak nie wszystko co Magda chce przekazać swoim młodym podopiecznym. Przyznała, że w tym świecie czasami panują brutalne zasady gry. Ona wciąż mówi dzieciom, że najważniejszy jest szacunek, jakim mogą darzyć innych tancerzy. Kiedy jadą na turniej tańca powtarza jak mantrę, że nie mogą śmiać się z tych, którym gorzej wyszedł jakiś układ. Nie ważne, kto jak tańczy. Ważne, że w ogóle tańczy i chce.

Kiedy patrzy się na jej napięty grafik dnia, czasami trudno zrozumieć, jak ktoś tak bardzo zajęty mógł znaleźć czas na dziecko. Magda zawsze miała jednak swój plan na życie. Chciała mieć męża i rodzinę, normalny dom. Chciała także udowodnić sobie samej, że ze wszystkim uda jej się poradzić. Chociaż ma wspierających rodziców na wyciągnięcie ręki, czy siostrę prowadzącą przedszkole, nie przypomina sobie, by podrzucała im kiedykolwiek Alicję. Nawet wtedy, gdy Dominik był jeszcze w pracy, a ona przygotowywała się do kolejnego sezonu, promując swoją szkołę. „Alicja urodziła się w czerwcu. Pamiętam, że pot się ze mnie lał, jak w wakacje z córką w nosidełku biegałam po szkołach i roznosiłam ulotki reklamujące akademię. Oczywiście mogłam zostawić małą z babcią, ale nie chciałam ze względu na to, że karmiłam i wciąż karmię Alicję piersią. Na początku miałam straszne problemy z laktacją i musiałam włożyć dużo pracy w to, aby pojawił się pokarm. Kiedy to w końcu nastąpiło, Ala jadła co 2, 3 godziny. Nie było więc mowy, bym gdzieś ją zostawiła, a sama jeździła po szkołach” – przyznaje. Karmiła więc na ławkach w parkach, w samochodzie, w szkole. Zdarza jej się to robić do dzisiaj. Czasami nawet, kiedy ma bardzo zajęty dzień, Dominik przywozi jej Alę na kilka minut między zajęciami. „Dla jednych może to być szaleństwo, ale karmienie piersią zawsze wydawało mi się niezmiernie istotne, podobnie zresztą jak wychowywanie dziecka w ekologicznym duchu. Nie korzystamy na przykład z jednorazowych pieluch, nie używam wielu kosmetyków do pielęgnacji dziecięcej skóry”.

Brzmi idealnie? Być może. Magda nie ukrywa jednak, że jej życiowe wybory sprawiły, że czuje się przemęczona i czasami marzy jej się długi odpoczynek. „Nie chcę reklamować krótkiego urlopu macierzyńskiego i mówić, że to co ja zrobiłam jest dobrym rozwiązaniem. Każda kobieta wie, co jest dla niej najlepsze. Ja wybrałam taką drogę, ponieważ prowadzę własny biznes. Wszystko jednak co robię, jest dopasowane pod moją córkę i jej rytm dnia. Tak naprawdę nie znikam z domu od rana do wieczora, tylko na kilka godzin, maksymalnie 3. Ala jest z tatą w tym czasie, więc wiem, że nic złego jej się nie stanie” – uważa. Kiedy Dominik wróci do pracy, trochę inaczej podzielą się obowiązkami. „Będziemy się zmieniać. Ja pracuję od wczesnych godzin porannych do 15. Wtedy Ala będzie z mamą. Gdy pojawię się w domu, Magda pobiegnie na salę prób. Wszystko mamy już dograne” – podsumowuje Dominik.

Amerykanie często powtarzają, że za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi wyjątkowa, mądra kobieta. W przypadku Magdy i Dominika jest dokładnie na odwrót. To on póki co stoi nieco z boku, a ona realizuje swoje pasje. I tak w sumie było zanim pojawiła się na świecie Alicja. Gdy Magda jeździła na szkolenia taneczne do Nowego Jorku, czy Paryża, Dominik przyjeżdżał do niej, by ją wspierać i… robić kanapki. Gotuje zresztą do dzisiaj. Specjalnie dla Magdy przygotowuje dwa obiady dziennie. Jak sam żartuje jego kariera poszła chwilowo na bok. „Gwiazdą raczej nie będę. I wiesz co, jestem z tym OK” – śmieje się.

Zdjęcia: Monika Szwed