18.07.2018

Karmienie piersią inaczej: co to jest i dlaczego do tej pory o tym nie słyszałaś?

Jak pokazują ankiety prowadzone wśród kobiet w ciąży, prawie wszystkie nastawiamy się na karmienie piersią. Choć coraz więcej mówi się o tym, że początki nie są łatwe, wiele kobiet jest zaskoczonych, że nie wystarczy położyć dziecka na piersi i już. Wsparcie laktacyjne nie jest refundowane, a w małych miastach nie pracują certyfikowane doradczynie laktacyjne, dlatego nic dziwnego, że tylko 46 proc. sześciotygodniowych niemowląt w Polsce jest karmionych piersią. Do 12 miesięcy “dobija” zaledwie 12 proc. maluchów i ich mam. W tej ostatniej grupie jest Marta Michalska – Machaj, mama Macieja. Gdyby nie laktator jej mleczna droga pewnie skończyłaby się, gdy synek miał trzy miesiące. Jest mamą karmiącą piersią inaczej, fajterką i niesamowicie silną kobietą.

Gdy zdecydowałam się napisać tekst o karmieniu piersią inaczej, bohaterki szukałam w miejscu, gdzie spotykają się “randkujące z laktatorem” mamy – na facebookowej grupie Mamy ściągające mleko (karmienie piersią inaczej). To ta grupa przez ostatni rok była moim źródłem wiedzy i wsparcia, motywacji i rozrywki, gdy sama karmiłam swojego syna mlekiem ściąganym laktatorem. To również jedyne miejsce w polskim internecie, w którym można znaleźć tak kompletne, wyczerpujące, a przede wszystkim – sprawdzone informacje na temat pobudzania laktacji inaczej, niż przystawiając dziecko, odciągania mleka kobiecego, jego przechowywania, podgrzewania, transportowania. Trafiające do grupy dziewczyny dostają cały pakiet tekstów na temat karmienia odciąganym mlekiem, bo w telegraficznym skrócie, to kryje się pod skrótem KPI. Wcześniej mamy, które z różnych przyczyn odciągały pokarm, musiały szukać informacji na angielskich stronach. Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie nie ma gwarantowanych prawnie płatnych urlopów macierzyńskich, karmienie piersią inaczej (ang. exclusive pumping) jest bardzo popularną alternatywą dla karmienia mlekiem modyfikowanym. Laktatory, a także akcesoria do nich są refundowane i większość mam, nawet tych, które karmią bezpośrednio, jest wyposażonych w dobre, podwójne laktatory. W Polsce o istnieniu takich wynalazków wiedzą głównie mamy KPI, a i te do tej wiedzy dochodzą stopniowo. Zazwyczaj zaczyna się od niedrogiego urządzenia kupowanego na szybko, przez partnera w przyszpitalnej aptece. Bo gdy zaczynamy odciągać pokarm, wiele z nas liczy, że to tylko na chwilę. Robimy to, bo nie chcemy podawać mleka modyfikowanego.

POCHOPNE DIAGNOZY

No właśnie, mamy które trafiają na facebookową grupę, na dzień dobry są uczulane, że KPI to alternatywa dla karmienia mieszanką, a nie – karmienia naturalnego. Dokładnie tak było w przypadku Marty, dla której mleczna droga zaczęła się całkiem przyjemnie. Choć jej synek urodził się nieco przedwcześnie, dość szybko “załapał” pierś.– Przez trzy miesiące karmiliśmy się bez problemu – Marta wraca pamięcią do początków macierzyństwa. – Schody zaczęły się, gdy jeden z pediatrów stwierdził, że synek za mało przybiera na wadze. Do tego miał nieładne stolce, a w trakcie kuracji antybiotykiem bardzo wymiotował i prężył się podczas karmienia. Na podstawie tych szczątkowych informacji pediatra stwierdził, że synek ma silną alergię pokarmową. Zalecił dla „zdrowia” dziecka przejście na mieszankę modyfikowaną przeznaczoną dla alergików. Nie zgodziłam się. Przeszłam na dietę eliminacyjną. Wywaliłam z jadłospisu białka mleka krowiego, białka jajka kurzego i gluten. Jadłam owoce i warzywa. A mały dalej nie przybierał na wadze. Karmienie było coraz bardziej problematyczne – wyjaśnia Marta. Postanowiła poszukać pomocy w jednej z warszawskich poradni laktacyjnych. Tam dowiedziała się, że synek nie ma żadnych problemów z przystawianiem się do piersi. Oprócz hiperaktywnego wypływu mleka teoretycznie wszystko było ok. Ale gdy po tygodniu przyszła na kolejną wizytę, maluch przybrał zaledwie 7 gram. – Wszyscy dookoła mówili mi, jakie to ważne, żeby syn przybierał więcej. Nasłuchałam się wtedy wielu okropnych rzeczy na temat mojego mleka. Jeden z lekarzy pediatrów powiedział wręcz, że mój pokarm wypala Maciusiowi jelita. Doradczyni laktacyjna zaleciła dokarmiać syna odciąganym mlekiem, sześć razy na dobę. Nauczenie dziecka, które do tej pory było karmione wyłącznie naturalnie, jak jeść z butelki, nie było łatwe. Kupiłam chyba wszystkie butelki i smoczki, jakie były na rynku. Po jakimś czasie Maciuś jadł z butelki bez problemu. Pierś wchodziła jednak w grę tylko w nocy. Ostatnie karmienie, po 3 miesiącach walki z alergią i przyrostami wagi, “na śpiocha” było 2 listopada. Wiedziałam, że to koniec. Płakałam pół nocy – oczy Marty zaczynają się szklić. Ale wtedy i teraz nie było czasu, żeby się nad sobą rozczulać. – Zawzięłam się. Uznałam, że skoro nie mogę karmić z piersi, będę to robić z butelki. Wiedziałam, że praca z laktatorem wymaga żelaznej konsekwencji. Trzeba odciągać mleko często i regularnie. Na początku robiłam to co dwie godziny w dzień i co trzy w nocy. To daje jakieś 10 – 12 sesji na dobę – wylicza mama. A każda z tych sesji trwa od 20 do 40 minut, w zależności od tego, jaki masz laktator. – Ja na szczęście mam podwójny, a gdy korzystałam z gorsetów do odciągania, miałam wolne ręce – podpowiada. Do tego trzeba przeznaczyć czas na mycie części, butelek, sterylizowanie wszystkiego, a jeśli jest nadmiar pokarmu, jak w przypadku Marty, dochodzi konieczność przechowywania mleka – mrożenia, podpisywania. Bycie mamą KPI to logistyczne wyzwanie!

NIE MA MOWY O WAGARACH

Marta jest położną. Wie, jak działa laktacja. Przez pierwsze 12 tygodni jest sterowana hormonami. Zatem mleka jest dużo. Dlatego kobiety często budzą się “zalane”, gdy maluszek przesypia kilka godzin bez przerwy, a jeśli sporadycznie sięgają po laktator, bez problemu mogą uzbierać spory zapas mleka. To też ten okres, w którym maluch, “zamawia” produkcję na kolejne miesiące. Wisząc na piersi pobudza laktację i upewnia się, że potem, gdy ze sterowania hormonalnego, laktacja przejdzie w ustabilizowany etap, sterowany prawem popytu i podaży, mleka nie zabraknie. Dlatego mamy karmiące piersią inaczej, nawet gdy mają nadwyżki pokarmu, jak Marta, niechętnie odpuszczają sesje. – Zawsze jest ta obawa, że mleka może zabraknąć. Że dziecko będzie miało skok rozwojowy, apetyt wzrośnie. Albo mama zachoruje, będzie musiała brać leki, które wpływają negatywnie na laktację, albo w ogóle uniemożliwiają karmienie. Wtedy ratujemy się mrożonkami – wyjaśnia Marta. To kolejna rzecz, o której wie niewiele młodych mam. Mleko kobiece można mrozić. W temperaturze -24 stopni zachowuje swoje właściwości przez rok! W zamrażarce Marty są dziesiątki woreczków z mlekiem. – Nie ma miejsca na lody czy mrożone jedzenie. Tylko mleko – śmieje się pokazując trzy szuflady wypełnione po brzegi płynnym złotem. Stopniowo schodziła z ilości sesji. Teraz odciąga mleko “zaledwie” pięć razy na dobę i nie może wyjść z podziwu, ile ma wolnego czasu! – Takie zdania chyba rzadko słyszy się z ust młodych mam – stwierdza śmiejąc się. – Co to będzie jak w ogóle zakończę karmienie? – zastanawia się. A kiedy ten moment nastąpi? Tego nie wie nikt. Pierwotny cel: 6 miesięcy został dawno zrealizowany. Kolejny – 12 miesięcy, również. Teraz Marta żartuje, że skończy wtedy, gdy synek sam powie, że nie chce już maminego mleka.

MNÓSTWO EMOCJI

Na początku mama KPI jest uwiązana do laktatora. Jeśli chce gdzieś wyjść, musi zabrać ze sobą cały sprzęt. – Jeśli masz laktator podwójny, czyli taki, który opróżnia obie piersi na raz, a do tego jest na baterie, jesteś dużo bardziej mobilna – podpowiada. Ona sama sesje z laktatorem zaliczyła w samochodzie, parku, kawiarni, na rodzinnych imprezach. Miała to szczęście, że bliscy bardzo ją wspierali. To nie od nich, a od personelu medycznego słyszała niedorzeczne komentarze, że na dłuższą metę nie da się karmić odciąganym mlekiem. Albo że osiem miesięcy po porodzie w piersiach ma już tylko wodę. Te opinie zupełnie jej nie ruszały. Wiedziała, że wynikają z niewiedzy i choć była zła, że lekarze i pielęgniarki opowiadają bzdury, nie czuła się z tego powodu gorzej. Zupełnie inaczej było, gdy pojawiał się temat budowania więzi z dzieckiem. Nie wiadomo skąd pojawiło się przekonanie, że karmienie piersią, kontakt skóra do skóry to jedyny sposób, by stworzyć relację z dzieckiem, by czuło się ono bezpiecznie. – Pamiętam rozmowę z koleżanką, która mówiła, że karmienie piersią jest takie wyjątkowe, że żadna inna czynność nie daje takiego poczucia bliskości mamie i dziecku. Ze łzami w oczach powiedziałam, że mój syn trzyma mnie za palec, gdy karmię go butelką. Ale budujemy naszą relację na inne sposoby – nawet teraz gdy Marta jest weteranką KPI, widzę, że jest jej koszmarnie trudno mówić o emocjonalnym aspekcie karmienia. Tych emocji gromadzi się sporo, a relację buduje się również z laktatorem. – Tutaj miłość przeplata się z nienawiścią. Miłość, bo mogę karmić Maciusia tym, co najlepsze. Nienawiść, bo czasami mam wrażenie, że spędzam z tą maszynką więcej czasu, niż z moją rodziną. Gdy skończę KPI z radości pewnie spalę ten mój kombajn – tłumaczy i bardzo chwali swojego męża, który przejął część obowiązków. Myje butelki i wszystkie akcesoria, wyparza je, ale też, gdy synek tego wymagał, karmił malca w nocy, gdy mama “produkowała” kolejne porcje jedzenia. Teraz Maciej i tata przesypiają całe noce. Ale Marta dalej wstaje, aby nocą również odciągać mleko. Ta nocna sesja, choć uciążliwa, jest kluczowa dla utrzymania laktacji.– W sumie moja sytuacja nie jest taka zła. Mam mnóstwo pokarmu. A są przecież takie mamy, które mając tyle sesji, co ja, dziennie odciągają 200 czy 300 ml mleka, ja odciągam 1300 ml. Czy byłabym w stanie znaleźć w sobie tyle determinacji, by nadal to robić? – zastanawia się, ale od razu dodaje, że w przypadku karmienia piersią inaczej słowo “tylko” należy wyrzucić ze słownika. – Jeśli karmisz dwa miesiące, to to są aż dwa miesiące! Każdy dzień się liczy, każda kropla jest na wagę złota – mówi z ogromnym przekonaniem.

W sierpniu wraca do pracy na oddziale noworodkowym. Dzięki własnym doświadczeniom Marta będzie mogła jeszcze lepiej pomagać świeżo upieczonym mamom dobrze wystartować na mlecznej drodze.,Nie musi się martwić, jak to będzie z karmieniem synka. Na czas kiedy Marta będzie w pracy, Maciusiem będzie się zajmować babcia, która podawała już malcowi mleko mamy. Wie, jak je podgrzewać (nie można tego robić w mikrofalówce, nie można też przegrzać), jak przechowywać. A Marta nie musi się martwić, jak maluch poradzi sobie bez piersi mamy – mleko zawsze będzie w lodówce. Taka mała, ale ważna przewaga karmienia piersią inaczej nad karmieniem bezpośrednim.

JEST FAJNIE

Maciuś ma 14 miesięcy. Problemy z wagą minęły samoistnie, choć lekarze i tak kręcili nosem, bo mimo karmienia butelką nie przybierał tyle, ile powinien według podręcznikowych norm. Jeśli przy kolejnym dziecku pojawił się ten sam “problem” Marta będzie już wiedziała, że rezygnacja z karmienia piersią nie jest rozwiązaniem.

Maciej jest zdrowy i zadowolony. Mama nadal karmi go piersią, choć korzysta z butelek. Pokarmu ma pod dostatkiem, mimo iż od listopada laktację pobudza maszyna, a nie – synek. Choć jej głodomorek wypija około litr mleka dziennie, Marta bez problemu mrozi nadwyżki, a częścią z nich dzieli się z innymi mamami. – Mamy KPI dużo mówią o wadach i uciążliwościach związanych z tym trybem karmienia. I niewątpliwie jest ich mnóstwo. Bo masz wszystkie obowiązki, jak przy karmieniu butelką, ale zamiast przygotować mleko z proszku, w kilka minut, musisz je ściągać z piersi. Ale są też zalety. Choćby to, że dziecko może zostać nakarmione przez tatę, babcię czy dziadka. No i dostaje jedzenie skrojone na miarę, bo nawet gdy maluszek nie pije z piersi, organizm matki produkuje dokładnie takie mleko, jakiego w danej chwili potrzebuje dziecko. Wprawdzie na każde dłuższe wyjście musisz zabierać laktator, ale za to możesz wyjść bez dziecka – mówi rozbawiona. A przecież każda mama wie, jak fajnie jest czasem wyjść z domu samej, odetchnąć, stęsknić się za pociechą i wrócić do domu z nową energią. Tej Marcie nie brakuje. Jej trudne doświadczenia związane z karmieniem i wpadki, jakie popełnili specjaliści, tym bardziej zmotywowały ją, aby w przyszłości do tytułu położnej dorzucić jeszcze kwalifikacje doradczyni laktacyjnej.

Gdy kończymy naszą rozmowę, Maciej właśnie budzi się z drzemki. Jest śliczny. Rozdaje uśmiechy na prawo i lewo, popisuje się umiejętnością chodzenia. A Marta jest w nim totalnie zakochana. Gdy wychodzę, mówi jeszcze: Koniecznie napisz, że karmienie piersią inaczej jest fajne, ma zalety. Jest trudne, ale naprawdę warto!

Zdjęcia: Kasią Rękawek