15.06.2018

Ich troje w Zurychu. Czyli jak układa się życie z dzieckiem w Szwajcarii.

Życie we dwoje za granicą dla młodych ludzi brzmi jak bajka. Lepsze zarobki, nowi ludzie, szalone podróże, romantyczne kolacje, a w wolnym czasie oddawanie się swoim pasjom. Brzmi bardzo zachęcająco, prawda? A co jeśli w tym porządku pojawia się ten trzeci KTOŚ? Najmniejszy cud świata – dziecko. Dla Asi i Pawła to oznaczało jedno: radość. I lepsza organizacja czasu.

Asia i Paweł poznali się na studiach w Polsce. Zakochali się w sobie, wzięli ślub i postanowili wyjechać do Szwajcarii. Zamieszkali w Zurychu.  Asia znalazła pracę w jednym z banków, a Paweł w branży medycznej, dokładnie w IT. Odwiedziłam ich i muszę przyznać, że życie tam płynie inaczej niż w Warszawie. Spokojniej. Rowery i motocykle stoją na ulicach bez żadnych zabezpieczeń, nic im tam nie grozi. Szwajcarski oddział Google wpisuje się w klimat miasta i gdyby nie duże logo nikt by nie pomyślał, że to ta firma. A przecież taki gigant branży informatycznej powinien mieć bardziej okazały budynek. Tam nie ma to znaczenia. Rankiem ludzie czekający na kolejkę miejską jakoś się nie spieszą, nie widać w nich stresu. Widać zadowolenie. Para ponad rok temu przywitała na świecie córeczkę Natalię. Ogromna radość. I już w ciąży – szybki kurs szwajcarskiej rzeczywistości dla przyszłych rodziców.

Pierwszym ważnym aspektem okazała się szwajcarska służba zdrowia, której model znacznie różni się od naszego rodzimego. Ciąża od 12 tygodnia traktowana jest w Szwajcarii jak choroba, prawdopodobnie ma to związek z opieką socjalną i wsparciem rodziny. Jej prowadzenie oraz wszelkiego rodzaju badania z nią związane są darmowe, a nawet  jeśli się za nie płaci, to te pieniądze są zwracane. Wysyłając rachunki otrzymuje się zwrot na rachunek bankowy. Jednym z największych zaskoczeń okazał się fakt, że nie uznaje się tam urlopu zwanego L4. Asia pracowała do 38 tygodnia ciąży, ponieważ lekarze nie wypisują kobietom zwolnień na okoliczność ciąży, o ile nie ma do tego poważnych medycznych wskazań. Dieta dla mamy po porodzie nie jest restrykcyjna.  To co chcesz zjeść wybierasz ze szpitalnego menu. Każdy podchodzi z szacunkiem, nie ma niestosownych czy upokarzających komentarzy na temat rodzenia. Ogromny psychiczny komfort. – dodaje Asia. Różnica jest tez taka, że w Szwajcarii szczepienia nie są obowiązkowe. A wizyty laktacyjne są nieodłączną częścią prowadzenia ciąży i każdej mamie przysługują dwie.

W Szwajcarii nie ma rocznego urlopu macierzyńskiego. Ustawowo trwa on cztery miesiące, plus to, co należy się od pracodawcy. Asia na urlopie macierzyńskim spędziła w sumie pół roku.

Życie w Szwajcarii z małym dzieckiem zmusza też do lepszej organizacji swojego czasu. Żłobki kierują się tam swoimi zasadami.  W myśl zasady Rodzice i Państwo musza zachować zdrowy balans w wychowywaniu młodego człowieka. W obecnej pracy Pawła na 9 osób w zespole 7 korzysta z 80% etatu, a 2 na 100%. – Gdy zaczynałem pracę, wszyscy mnie pytali czy jak Mała sie urodzi to zmniejszę swój etat do 80%. Na 9 osób w zespole, 7 pracuje na 80% a 2 na 100%. Z czasem, gdy dzieci nie wymagają już aż tyle uwagi, dalej pracują 80% i ten czas wykorzystują na swoje hobby. Life balance jest ważnym aspektem życia w Szwajcarii. Dlatego obydwoje pracują na 80% etatów. Paweł zostaje z córką w poniedziałki, wtorki są dla Mamy. Od środy do piątku korzystają ze żłobka. – Daje nam to duży balans i poczucie, że mimo, iż obydwoje pracujemy Natalka ma nas dla siebie. Nawet nie wiem czy w Polsce takie modele pracy są możliwe. – mówi Asia. W Szwajcarii też zależy to od pracodawcy, ale oboje mieli szczęście, że w ich miejscach pracy to się udało. Mimo, że na 3-4 dzieci w żłobku przysługuje jedna opiekunka, to z kolei lokalizacyjnie jest inaczej niż w Polsce, mniej aranżacji i kolorowych placów zabaw. Dzieci za to zawsze wychodzą na spacer, niezależnie od pogody. A jeśli tak się nie stanie muszą podać pisemnie przyczynę. Pod warunkiem, że nie ma burzy. Asia dostaje  codziennie raport, ile jej córcia zjadła, ile spała etc. Bardzo pilnuje się tam czasu odbioru dzieci. – Za spóźnienie płaci się karę, a za notoryczne można nawet stracić miejsce w żłobku. Dużym plusem dla nich jest to, że ich dziecko będzie rozwijało się dwujęzyczne. W żłobku obowiązuje ich lokalny język szwajcarski. A w domu rozmawia się po polsku.

Ich pasją są podróże, a od ponad roku podróżują w trójkę z Natalką. Zwiedzili już takie miasta jak Madryt czy Ateny. Byli we Włoszech, Niemczech, Francji. Starają się jak najczęściej być także w Polsce. Ich plan wycieczek nie uległ drastycznej zmianie. Odwiedzają lokalne knajpki z jedzeniem, ale i wykwintne restauracje. Natalka zawsze im towarzyszy.

Asia nie ukrywa, że podróżowanie zawsze było dla nich swego rodzaju odpoczynkiem. – Na podróże oszczędzamy i na nie wydajemy. To daje nam dużo radości. Było dla nas oczywiste, że z dzieckiem nadal będziemy jeździć. – mówi Asia. A Paweł dodaje, że jest to część ich życia. A jak podchodzą do tematu podróżowania z córeczką? – O ile nie ma przeciwwskazań medycznych, to dla nas nie ma żadnego problemu. Poza tym mając rodzinę zagranicą, nie chcieliśmy czekać aż skończy ileś lat, aby ich poznała. Natalka uwielbia nowe miejsca i jak przyznaje Asia – Wszędzie gdzie ma nas przy sobie czuje się dobrze. Czy to nie kwintesencja rodzicielstwa? Bliskość i poczucie bezpieczeństwa jest tutaj dla dziecka kluczowe. Nie wszystko jednak jest na plus. Bywa tez trudniej. Mała gorzej znosi jazdę autem, Asia podejrzewa, że to choroba lokomocyjna. Ale i na to mają sposób: w miarę możliwości wybierają inny środek transportu. W Szwajcarii komunikację publiczną, na dłuższe podróże – samolot, a jak trzeba koniecznie podróżować autem wybierają porę drzemki. Asia karmi Natalię, kiedy trzeba, z tym także nie mają problemu. Oczywiście choć mają siebie, to oboje tęsknią za swoimi rodzinami i znajomymi. Żałują, że Natalka nie ma Dziadków bliżej. Coś za coś.

Czy planują zostać w Szwajcarii na stałe? Nie wybiegają daleko w przyszłość, ale rozważają taką opcję, że być może zmienią miejsce zamieszkania, kiedy Natalka będzie musiała pójść do szkoły. I jak przyznają niekoniecznie będzie to Polska. Może to wynikać z faktu, że szwajcarskie szkoły nieco tłumią indywidualizm uczniów. – Syn naszych znajomych bardzo interesował się planetami układy słonecznego. Wciąż o tym mówił. W szkole uznano, że jest tym za bardzo zaabsorbowany i należy pójść z nim do psychologa szkolnego. – tłumaczą. A oni chcieliby, aby ich córka dorastała z myśleniem wykraczającym poza sztywne ramy i rozwijała się według swoich pasji.

Zdjęcia: archiwum prywatne