16.09.2018

Wywiadówka: Agnieszka Wesołowska

Patrząc na Agnieszkę, słuchając jej, jestem pewna jednego: najbardziej na świecie kocha swoją córkę, Różę. Ma to wypisane na twarzy. Wytatuowane na ręku (motyw kwiatu róży) i wywieszone na szyi (biżuteria z dziecięcymi stopkami).

Pamiętasz moment podjęcia decyzji o powiększeniu rodziny?

Ja nigdy nie napierałam na dziecko, nie miałam silnej potrzeby bycia matką. Na pewnym etapie mojego życia nawet mnie to przerażało. Nasi znajomi śmiali się, że ja chyba nigdy nie będę  miała dzieci, bo raczej ich unikałam. To była inicjatywa Kuby, on jest wychowany w tradycyjny sposób, gdzie wartości rodzinne są silnie zakorzenione i mocno kultywowane. Jak już był ślub, naturalne było, że któregoś dnia pojawią się także dzieci. Róża dołączyła do nas w idealnym momencie życia. Kiedyś dużo podróżowaliśmy, zwiedzaliśmy, bawiliśmy się, ale już parę miesięcy przed moją ciążą bardzo wyhamowaliśmy. Uspokoiliśmy się, osiedliśmy – czuliśmy, że potrzebujemy zwolnić. Róża weszła w ten nasz – już wtedy spokojny – świat i stała się jego częścią.

Jak zareagowałaś na ciążę?

Jak zobaczyłam dwie kreski na teście, byłam zaskoczona, chyba nawet nieco przerażona. Nie wiedziałam, co z tą sytuacją zrobić, co zrobić z moimi myślami. Do sprawy podeszłam zadaniowo: zaczęłam czytać, słuchać koleżanek… A potem robiłam, co mi kazali lekarze.

Jak wspominasz poród?

Dzień, w którym urodziłam Różę był najpiękniejszym dniem w moim życiu, a sam moment porodu – totalnie magicznym doświadczeniem. Rodziłam naturalnie, bez znieczulenia, sama akcja porodowa trwała może 45 minut – chyba mam przywileje u matki natury. Kuba był z nami cały czas. Jak tylko zobaczyliśmy Różę, równocześnie stwierdziliśmy: Jest idealna! Położna położyła mi ją na piersi, a Kuba natychmiast zrzucił koszulę i krzyknął: Teraz ja chcę! Przeczytał, że jak dziecko ma kontakt skóra do skóry z rodzicem, to potem mają bliższą więź. Nie wiem, czy w efekcie to on jej dłużej nie kangurował (śmiech). Jak się pojawiła, świat wywrócił mi się do góry nogami. Ja jestem bardzo samokrytyczną osobą, często wytykam sobie błędy. Ale gdy patrzę na Różę, to myślę sobie, że nie mogę być aż tak beznadziejna, skoro stworzyłam takie cudo!

Jak sobie wyobrażałaś macierzyństwo?

Zupełnie sobie tego nie wyobrażałam. Nigdy nie miałam do czynienia z małymi dziećmi, nigdy w zasięgu ręki czy wzroku nie miałam bobasa. Wydawało mi się, że wystarczy poczytać trochę książek i jakoś to będzie. Jak Róża się urodziła, dotarło do mnie, że nic nie wiem na temat obsługi dziecka. Kiedy w szpitalu zrobiła pierwszą kupkę, zastanawiałam się, jak się za to zabrać. A to był dopiero początek… Miałam dużo lęków, np. żeby nie zostawiać jej samej, nawet kiedy śpi. W szpitalu dzwoniłam po położne, żeby nad nią stały, gdy musiałam skorzystać z toalety. Gdy wróciłyśmy do domu, już nie było położnych, zostałam z nią sama, a z toalety wciąż musiałam jakoś korzystać. Na początku Róża spała w dostawce przy naszym łóżku. Wystarczyło, że chrząknęła, a ja zrywałam się na równe nogi, budziłam Kubę, zapalaliśmy światło. Nie wiedzieliśmy co robić, do tego zmęczenie dawało się we znaki. Efektem mojego panicznego zachowania było wybudzanie się dziecka w środku nocy. Dzisiaj wiem, że wiele z tych lęków było nieuzasadnionych, sama je sobie wymyślałam. To wszystko powodowała moja panika, którą sama tworzyłam w swojej głowie. Bezradność wywoływała stres, który przenosił się na dziecko, a potem wracał do mnie. Dlatego te pierwsze miesiące, w których uczyłam się Róży były dla mnie bardzo trudne.

Co było najtrudniejsze?

Chyba zrozumienie, że ten bobas jest małym człowiekiem. Jak każdy z nas miewa czasami gorszy humor, czasami się nie wyśpi, więc ma prawo być marudny, że targają nim różne emocje. Bardzo trudno było mi zrozumieć, dlaczego coś, co działało na Różę wczoraj, dzisiaj już nie jest skuteczne. Mnie, perfekcjonistce, wydawało się, że to ja robię coś źle, że nie potrafię zrozumieć własnego dziecka. Totalnie zrezygnowałam z siebie, potrafiłam przez pół dnia nie skorzystać z toalety, bo bałam się zostawić Różę samą. Trudne było dla mnie także niezrozumienie ze strony bliskich. Dzisiaj wiem, że to ja panikowałam i dziwnie się zachowywałam, a nie oni. Tłumaczę to huśtawką hormonalną (śmiech).

Jakimi jesteście rodzicami?

Zawsze byłam poukładana i zorganizowana, ale odkąd mamy Różę, te dwie cechy rządzą moim życiem. Na pewno stałam się strachliwa, mam jednak nadzieję, że z czasem mi to przejdzie. Odkąd jestem mamą mam też zupełnie inną wrażliwość: rozklejam się  na widok małych dzieci, czego nigdy wcześniej nie robiłam. Czasami jestem nadopiekuńcza, bardzo czuła, co też jest dla mnie samej dużym zaskoczeniem. Najchętniej całe dnie spędzałabym na całowaniu i tuleniu Różyczki. Ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że jestem też mamą niekonsekwentną, choć nie taka była umowa. Przed narodzinami Róży uzgadnialiśmy z Kubą nasze role jako rodziców i ze względu na nasze usposobienia wydawało nam się oczywiste, że ja będę wymagającym, konsekwentnym, złym policjantem, a Kuba – dobrym. W praniu wyszło inaczej. Okazało się, że moja konsekwencja w zderzeniu z Różą jest totalnie bezsilna. Wystarczy, że ona jęknie, spojrzy na mnie, podejdzie, przytuli się – oddaję jej wszystko, czego chce. Kuba jest bardziej konsekwentny, za co jestem mu ogromnie wdzięczna, mam nadzieję, że dzięki temu Róża będzie choć trochę mniej rozpieszczona. Ostatnio wyjechał na 3 dni, wrócił i mówi do mnie: Aga! Nie było mnie 3 dni, a ona już jest taka rozbestwiona! A ja nie potrafię powstrzymać, chcę dać jej wszystko i dosłownie zalać ją swoją miłością. Wiem, że to nie jest dobre, ale nie potrafię się opanować. Kuba jest ojcem najlepszym na świecie. Gdy wchodzi do domu, twarz Różyczki od razu się zmienia, jest bardziej kokieteryjna. Poza tym co rusz wymyśla jej jakieś dziwne zabawy, razem chichrają się w niebogłosy. Uwielbiam ten rodzaj hałasu w naszym domu. Kuba jest niezwykle upartym optymistą, żadna siła nie powstrzyma go przed realizacją marzeń i celów, a jego nadrzędnym celem jest szczęście i spokój rodziny. Ma też farta – Róża fizycznie w zasadzie jest jego klonem; Mój mały Kubuś! – często tak właśnie do niej mówię. Gdy on zajdzie mi za skórę, to wciąż patrząc na nasze dziecko, nie mogę powstrzymać przypływu pozytywnych emocji. Efekt jest taki, że oboje rozkładają mnie na łopatki.

Jak chcesz ją wychować?

Zależy mi przede wszystkim na tym, żeby Róża byłą kobietą pewną siebie, która nie boi się głośno mówić, co myśli i czego chce. Chciałabym, by potrafiła zawalczyć o siebie i swoje zdanie. Marzy mi się, żeby była uparta, dążyła do celu i nie rezygnowała ze swoich marzeń. To są cechy, nad którymi ja u siebie ostatnio bardzo mocno pracuję, zależy mi na tym, żeby ona nie musiała tego robić, żeby wyniosła to z domu.

Jaka Róża jest teraz, na chwilę przed swoimi 2. urodzinami?

Jest cudownym szkrabem, naszym małym ancymonem! Ma mnóstwo energii, jest bardzo żywa, odważna i pozytywna. Rzadko się zawstydza, ale jak to robi, to mocno się we mnie wtula. Bardzo lubię te momenty, bo to rzadka okazja do okazywania mamie czułości, na ogół jest cały czas w ruchu. Zaczepia ludzi na ulicy, zawsze się wita i żegna. Lubi się dzielić zabawkami, a nawet jedzeniem (choć jest ogromnym łakomczuchem!), jak się przewróci, to bez zająknięcia wstaje, otrzepie się z kurzu i idzie dalej. Gdy płacze, wiem, że stało się coś naprawdę poważnego. Uwielbia też sprzątać, sprząta po sobie. Jak widzi zmiotkę albo odkurzacz, to jest najszczęśliwsza na świecie. Wie, czego chce, to silna osobowość, mocny charakterek.

Kiedy Cię wzrusza?

Jak wracam do domu i już za drzwiami słyszę: Mama, mama! Każda osoba, która wchodzi do domu jest brana za mnie. Gdy co jakiś czas wypowiada nowe słowo i gdy rano daje mi buziaka na przywitanie – to taki nasz rytuał. Jak te małe rączki mnie dotykają, to jest najprzyjemniejszy dotyk świata! I uśmiech. To wszystko jest piękne i mnie wzrusza.

A co jest dla Ciebie najpiękniejsze w macierzyństwie?

Najpiękniejsza jest obustronna, bezinteresowna miłość. Uczucie, że jest na świecie osoba, za którą bez zawahania oddałabym swoje życie. Wszystkie nasze wspólne chwile są piękne i zarazem bardzo trudne. Dopiero teraz wiem, jak wielkim wysiłkiem i jak ogromną odpowiedzialnością jest opieka nad dzieckiem. Przez 10 lat mojej pracy zawodowej nigdy nie byłam tak szczęśliwa i usatysfakcjonowana jak teraz, kiedy mam Różę.

No to kiedy rodzeństwo?

Będzie na pewno. Myślimy o jakiejś niedużej różnicy wieku. Róża w tej kwestii jest motywatorem, świetnie bawi się z młodszymi dziećmi.

Są preferencje względem płci?

Dla mnie płeć nie ma znaczenia, ale Kuba przebąkuje, że musi być kolejna dziewczynka, bo dziewczynki są super. Róża to jednak córeczka tatusia.

Czego, nauczona doświadczeniem, nie będziesz robiła przy drugim dziecku?

Na pewno nie będę wybudzać na karmienie co 3 godziny. Robiłam to Róży… Jak natchniona perfekcjonistka wybudzałam ją, choć ona tak strasznie nie chciała się budzić. Nie będę też niepotrzebnie panikować w środku nocy. Będę też mniej się stresować. Myślę, że drugie macierzyństwo będzie zupełnie nową przygodą, ze względu na zmiany we mnie no i ze względu na Różę. 

 

Zdjęcia: Aneta Zamielska