12.01.2019

Topowy wybór mamy: laktacyjny niezbędnik

Laktator to bardzo specyficzne urządzenie. Albo się je pokocha od pierwszego użycia, albo znienawidzi i odstawi na półkę raz na zawsze. Wie coś na ten temat Magdalena, mama prawie 2,5 letniego Ignasia, która już za dwa miesiące przywita na świecie drugiego synka. Wydawczyni programów telewizyjnych opowiedziała nam o swoich przygodach z karmieniem piersią, nauce macierzyństwa i poszukiwaniach idealnego laktatora. Nie było to łatwe zadanie.

Bycie mamą, szczególnie na początku wcale nie jest takie kolorowe jak można przypuszczać. Emocje poporodowe, nieprzespane noce czy karmienie to chyba największe problemy wielu kobiet. Przekonała się o tym Magdalena, która na początku nie do końca potrafiła odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zanim została mamą zdarzało jej się spędzić w pracy 12, czy nawet 14 godzin. Jako wydawczyni programów kulinarnych musiała być w ciągłej gotowości i pod telefonem. Zawsze na najwyższych obrotach. „Pracowałam prawie do końca ciąży i nie miałam czasu, by myśleć o tym, co będzie później. Dopiero w 8 miesiącu zaczęło do mnie dochodzić, że niedługo urodzę dziecko. I trudno mi było się pogodzić z tym, co mnie czeka. Macierzyństwo sprawiło jednak, że przystopowałam i całkowicie zmieniłam priorytety” – przyznała.
Pierwsze chwile w szpitalu były przepełnione szczęściem, ale również zmęczeniem i dużą dozą niepewności. „Mój Ignaś miał niewielkiego krwiaka na głowie. W żaden sposób nie uciskał na mózg, ale spowodował, że żółtaczka fizjologiczna utrzymywała się na dość wysokim poziomie. Nie na tyle wysokim, aby go naświetlać, ale też nie na tyle niskim, by mogli nas wypuścić do domu. Siedzieliśmy więc w szpitalu przez sześć dni. Ignaś czuł się osłabiony i senny. Jedyną możliwością by go nakarmić było ściągnięcie pokarmu z piersi. No i tutaj pojawiły się problemy” – wspomina Magda, która wkrótce później przeżyła swoje pierwsze spotkanie z laktatorem. „Było strasznie” – przyznała szczerze. „Zaskoczyło mnie, że od razu po porodzie musiałam ściągać pokarm. Nie miałam własnego laktatora, więc skorzystałam z takiego szpitalnego, który wyglądał jak wiertarka” – dodała z rozbawieniem.

Niestety szybko zorientowała się, że ściąganie pokarmu jest wyższą szkołą jazdy i czasami trzeba poczekać dobrych kilka minut, by do zbiornika spłynęła chociaż jedna kropla mleka. Po wyjściu ze szpitala Magda przetestowała jeszcze dwa inne laktatory, które pożyczyła od koleżanek.  Niestety one także nie do końca spełniły jej oczekiwania. Jeden posiadał końcówkę, która źle dopasowywała się do jej piersi. Drugi z kolei pracował ze zbyt dużą mocą. „Nie ukrywam, że moje początki z karmieniem piersią nie były łatwe, a laktatory, z których korzystałam tylko potęgowały to wrażenie” – powiedziała Magda. Przełom nastąpił w święta Bożego Narodzenia. Razem z chłopakiem i synkiem wybrała się w pierwszą podróż samochodową do Trójmiasta do jej rodziców. Długa droga i niemowlak na pokładzie sprawiły, że świeżo upieczona mama dość ciężko zniosła całą trasę. Gdy przyjechała na miejsce okazało się, że nabawiła się zapalenia piersi. „To był efekt stresu w jakim się znalazłam” – przyznała. Czuła się bardzo źle. Miała gorączkę. Tuż przed wyjazdem na święta kupiła jeden z dostępnych laktatorów marki Lansinoh. „Słyszałam od koleżanki masę pozytywnych słów na temat tego produktu. Zbliżały się święta, wiedziałam, że wyjeżdżam i potrzebowałam zabrać ze sobą laktator” – wspomina Magda. To był trochę zakup w ciemno, ponieważ nie miała czasu, by go przetestować na własnej skórze. Okazało się jednak, że małe i poręczne urządzenie było strzałem w dziesiątkę. Tak naprawdę dzięki niemu udało jej się ściągnąć nadmiar pokarmu i uratować pierś przed konsekwencjami związanymi z zapaleniem.

Magda nie uważa się za gadżeciarę, ale teraz kiedy jest w drugiej ciąży, postanowiła nieco odświeżyć dziecięcą wyprawkę i zaopatrzyła się w kilka nowych sprzętów. Niektórym nie mogła się oprzeć. Szczególne miejsce w jej sercu zajął intuicyjny laktator Compact Single Electric Breast Pump sprawdzonej już marki Lansinoh. Śmieje się, że przypominał jej pen drive. „Nie jest wielką, głośną pompą. Posiada pięć poziomów ssania i dwie fazy odciągania. Został zaprojektowany tak, by pobudzać laktację. Jeszcze go nie testowałam, ponieważ czeka na pojawienie się na świecie mojego drugiego malucha, ale zorientowałam się, że ma miękką poduszeczkę z silikonu, która idealnie dopasowywuje się do mojej piersi. Z innymi laktatorami zawsze coś było nie tak. Poprzedni laktator Lansinoh, jakiego używałam, działał rewelacyjne i nie musiałam już spędzać w łazience godziny, by zdobyć mleko dla synka. Wszystko świetnie działało, tak jakby zostało stworzone specjalnie dla mnie. I wierzę, że z tym modelem będzie tak samo albo i lepiej. Poza tym urządzenie jest fajnie zaprojektowane. Producent dołączył do zestawu mały power bank, butelkę oraz smoczek” – wylicza Magda. I cieszy się, że nowy laktator jest tak niewielki, że bez problemu będzie mogła go zabierać w podróże. „Po przygodzie z zapaleniem piersi, poprzedni laktator Lansinoh, zabierałam ze sobą na każdy wyjazd. Towarzyszył mi nawet wtedy, gdy wybrałam się w podróż do Florencji. To był nasz pierwszy wspólny lot samolotem z synkiem. Oczywiście jak każda typowa mama miałam ze sobą masę rzeczy dla dziecka. Butelki, smoczki, kilka kompletów ubrań na zmianę i oczywiście laktator. Dzięki temu, że jest taki mały i poręczny mogłam zmieścić go w walizce, którą zabrałam na pokład” – podsumowała Magda.

Amerykańska marka Lansinoh od ponad 30 lat jest bezapelacyjnym liderem na rynku produktów dla młodych mam. Założycielka tej amerykańskiej firmy Resheda Hagen, nie tylko opracowała idealny laktator, ale taże wypromowała używanie czystej lanoliny do smarowania podrażnionych karmieniem sutków. W latach 80. nie był to popularny sposób radzenia sobie z problemem. Resheda zauważyła jednak, że posmarowany lanoliną naskórek szybko się regenerował. Do takich samych wniosków doszła dzisiaj Magda. „Lanolina była dla mnie kolejnym odkryciem. Gdy okazało się, że laktator Lansinoh spełnił moje oczekiwania, zaczęłam testować inne produkty tej marki. Okazało się, że ich maść na sutki świetnie się sprawdziła w moim przypadku. Uwielbiam naturalne kosmetyki. Mam na ich punkcie bzika” – dodała. Lanolina Lansinoh jest bezzapachowa, hipoalergiczna, bezbarwna i do tego w stu procentach naturalna. Jako jedyny produkt lanolinowy uzyskał Pieczęć Uznania Brytyjskiego Towarzystwa Alergologicznego. Można smarować nią podrażnione brodawki i nie ma potrzeby, by zmywać ją przed karmieniem dziecka. „Zaopatrzyłam się także w nawilżające chusteczki pielęgnacyjne Lansinoh. Zawierają dodatek lanoliny. W ich formule nie ma szkodliwego alkoholu, BPA i BPS. Są bardzo łagodne i nie podrażnią skóry niemowlaka. Poleciła mi je kosmetolog, z którą rozmawiałam na chacie sklepu internetowego Topestetic. Opowiedziała mi o pozostałych produktach Lansinoh, a także wybrała specjalnie dobrane do moich potrzeb próbki innych kosmetyków. Zaproponowała bym zajrzała na ich bloga” – przyznała Magda.

Na jej łazienkowej półce znajduje się jeszcze kilka innych niezastąpionych produktów marki Lansinoh. Chyba każda mama doskonale wie, że bez dobrych wkładek laktacyjnych do stanika ani rusz. „Przetestowałam różne wkładki kupione w drogerii. Jedne się odklejały, inne z kolei nie były zrobione z naturalnych składników. Te spełniły swoją rolę znakomicie” – wspomina Magda. Jednorazowe wkładki Lansinoh Nursing Pads mają uniwersalny kształt, dlatego idealnie dopasują się do piersi w każdym rozmiarze. Są wygodne i co najważniejsze zrobione z oddychającego materiału.
W sytuacjach kryzysowych sprawdziły się również łagodzące kompresy żelowe TheraPearl Hot or Cold Breast Therapy marki Lansinoh. To wyjątkowy produkt o potrójnym działaniu. Kompresów można używać w terapii ciepłej, by załagodzić podrażnienia i udrożnić przewody mlekowe. W terapii zimnej złagodzą ból oraz obrzęki. Stosowane za to razem z laktatorem, zmniejszą czas odciągania pokarmu. „Nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że będę potrzebować tego typu kompresów. Kiedy jednak miałam obolałe piersi, sprawdziły się doskonale. Można je chłodzić w lodówce lub podgrzewać w kuchence mikrofalowej. Ja też wkładałam je po prostu do ciepłej wody” – wyjaśniła mama Ignasia.

Dzisiaj Magda czuje się jak prawdziwa specjalistka od laktacji i doradza swoim ciężarnym koleżankom co jest dobre, czego powinny spróbować, a co sobie darować. Dzięki swoim doświadczeniom zrozumiała, że znalezienie odpowiedniego laktatora może nie być prostym zadaniem, ale warto poświęcić na to chwilę. Dobrze dopasowane do piersi urządzenie może wiele ułatwić. 

Zdjęcia: Aneta Zamielska