18.12.2018

Topowy wybór mamy: Jak uratować skórę zimą?

Agnieszka Balbierz jest piękną mamą, która dzieli się swoim życiem na Instagramie. Na co dzień zasila także szeregi redakcji Baby by Ann, czuwając bacznie nad jakością publikowanych zdjęć w social mediach. Prywatnie jest mamą dwóch dziewczynek, 3,5-letniej Helenki i 1,5-rocznej Irenki. W ramach cyklu „Testujemy z Topestetic” zdradziła nam, jak radzi sobie zimą z przesuszoną skórą zarówno u siebie, jak i u córek. Po wielu poszukiwaniach udało jej się znaleźć kosmetyki idealne, bez których nie potrafi już funkcjonować.

Agnieszko, Twoje konto na Instagramie, które śledzi ponad 20 tys. osób, pełne jest idealnych kadrów i pięknych widoków. Nie masz czasami dość tej iluzji, jaką wszyscy tworzymy w Internecie? 

Oczywiście, że czasami mam tego dosyć, ale z drugiej strony nie ma nic złego w tym, że lubimy popatrzeć na ładne obrazki, piękne dziewczyny, czy super domy. Ja staram się zamieszczać na Instagramie zdjęcia, które do siebie pasują, tworzą pewną spójną całość. Nic na to nie poradzę, że jestem estetką. Chociaż z Instastories czasami sobie odpuszczam i to co tam zamieszczam nie jest wcale takie idealne.

 Wspomniałaś o tych pięknych dziewczynach, które chcemy oglądać. To prawda. Sama śledzę kilka Instamatek, które pokazują, jak wygląda ich życie, przynajmniej to instagramowe. Zastanawiam się w jaki sposób udaje im się przy dzieciach znaleźć tyle czasu, by móc tak dobrze wyglądać. 

Nie mam pojęcia, bo ja poświęcam na rytuały pielęgnacyjne może z minutę. Rano przemywam twarz zimną wodą, by się obudzić. Później prysznic i krem nawilżający. Wieczorem usuwam makijaż płynem micelarnym. Cała filozofia.

 To jesteś w zdecydowanej mniejszości. Ale cieszę się, że masz odwagę to otwarcie przyznać. Osobiście irytuje mnie, że kulturowo wymaga się od kobiet, by bardziej o siebie dbały niż mężczyźni. Depilacja, paznokcie, konturowanie twarzy, peelingi. Mogłabym tak wymieniać bez końca.  

Masz rację. Jakiś czas temu szłam z mężem na wesele i przygotowywałam się do wyjścia przez trzy godziny. Podkręciłam włosy, potem musiałam je poprawić, bo oczywiście wszystko mi się rozwaliło, a on? Wykąpał się, ogolił, założył garnitur i tyle. Też czasami uważam, że to niesprawiedliwe. Ale z drugiej strony jestem kobietą i jednak lubię o siebie zadbać. 

Też lubię o siebie zadbać i co więcej lubię od czasu do czasu pogadać o kosmetykach. I wiesz co mnie jeszcze wkurza? To, że często kobiety, które rozmawiają o kosmetykach uważane są za puste. 

No tak i krytykują je mężczyźni, którzy uważają, że my gadamy o pierdołach. Trudno. Ja też czasami rozmawiam z koleżankami o kosmetykach i proszę, by poleciły mi jakiś super krem czy maskę do włosów, bo nie mam już ochoty kupować kolejnej niesprawdzonej, która nie zadziała. Dzięki rozmowom z koleżankami po dziesięciu latach poszukiwań znalazłam na przykład idealny krem CC.

Wygląd ma dla Ciebie duże znaczenie? 

No ba. Jasne, że tak. Nie zwariowałam może tak jak inne dziewczyny, które w młodym wieku wstrzykują już sobie kwas hialuronowy, czy botoks, ale dbanie o siebie i dobry wygląd to część mnie. Kiedy dobrze wyglądasz, to dobrze się czujesz. 

Powiedziałaś, że spędzasz minutę na rytuałach pielęgnacyjnych. Naprawdę tyle Ci wystarczy? 

Tak, ale nie zawsze tak było.

 Rozumiem, że dzieci ograniczyły ci ten cenny czas. 

Zdecydowanie tak. Kiedyś potrafiłam stać przed lustrem półtorej godziny i się przygotowywać do wyjścia. Robiłam masę rzeczy wokół siebie. Prostowanie włosów prostownicą, ewentualnie podkręcanie, malowanie brwi, a nawet robienie sobie kresek na powiekach. 

Ja już zapomniałam o istnieniu czegoś takiego, jak eye-liner. 

Ja to samo! Wiesz jak dziś wygląda moje szykowanie się do wyjścia z domu? Prysznic, suszenie włosów byle jak i tyle.

 No dobra, ale zdradź mi jak dbasz o skórę. Jaką masz cerę?

Mam cerę mieszaną. Potrafi się zmieniać przez pogodę. Kiedy jest zima i jeżdżę na desce, to strasznie mi się wysusza i muszę pamiętać o tym, by cały czas ją nawilżać. Z kolei jesienią czy latem zdecydowanie mi się przetłuszcza. Pod koniec dnia potrafię się bardzo świecić. 

Wspomniałaś o nawilżaniu. 

Tak. Nie wyobrażam sobie życia bez kremów nawilżających i masek. Ostatnio zakochałam się w produktach polskiej marki Mokosh. Używam ich regenerującego kremu Anti Pollution. Pięknie pachnie malinami, ma idealną, gęstą konsystencję, ale skóra po nim nie świeci się. Świetnie nawilża i bez obaw kładę na niego fluid.

Ja lubię Mokosh za ich sole do kąpieli. 

Tego akurat nie testowałam. Polecam ci za to ich balsam do ust i peeling. 

Peeling do ust? Ja z kolei tego nie używałam. Powiedź proszę coś więcej. 

Peelingi do ust stosuję od niedawna. Ratują moje popękane wargi. Wspominałam ci, że jeżdżę na desce i wtedy naprawdę moja skóra jest w słabej kondycji. Malinowy peeling do ust Mokosh na bazie cukru brzozowego potrafi zdziałać cuda, a w szczególności w połączeniu z ich balsamem do ust.  Peeling ma dość spore drobinki złuszczające. Zawiera masło shea, lanolinę oraz wosk pszczeli. Kiedy drobinki peelingujące rozpuszczą się, usta są super nawilżone. Ale jeśli komuś mało może właśnie nanieść dodatkowo balsam malinowy Mokosh, który chroni i regeneruje skórę na ustach. Zawiera m.in. olej z pestek malin. Pachnie obłędnie. Zawsze jest w mojej torebce. To mój must have.

Wyobrażam sobie. 

Mokosh to w ogóle moje kosmetyczne odkrycie tego roku. Jestem również zakochana w ich liposomowym serum pod oczy z ogórkiem. Nie tylko rozjaśnia przebarwienia, ale także doskonale nawilża. Po użyciu czuję się tak, jakbym przemyła twarz zimną wodą. Serum zawiera m.in. naturalny olejek z pestek ogórka, a także olej arganowy i jojoba. Ten produkt to dla mnie absolutny hit, ponieważ od dawna zmagam się z cieniami pod oczami. To u mnie genetyczne. 

Mówiąc szczerze nie zauważyłam, żebyś miała cienie pod oczami. 

A widzisz, tak dobrze się maskuję. Używam serum, a później nakładam odrobinę korektora pod oczy i jestem gotowa.

Wiem, że Mokosh ma również kosmetyki, które nadają się do pielęgnacji skóry dzieci. 

Tak. Mam w domu ich hipoalergiczny olej arganowy i olejek z jojoby. Są w 100 procentach naturalne i przebadane dermatologicznie. Mam zaufanie do tej firmy i wiem, że ich produkty nie uczulą delikatnej skóry moich córek. Olejków można używać na trzy sposoby. Dodać kilka kropli do kąpieli, zrobić masaż ciała lub po prostu wmasować w suche fragmenty skóry.

To idealny na zimę.

Zdecydowanie. Przez zimno i suche powietrze moje dzieci często mają szorstką, chropowatą skórę, więc te olejki są dla mnie ratunkiem. Moja znajoma używała także olejku jojoba podczas ciąży. Świetnie zapobiega rozstępom. Kiedy skóra Helenki i Irenki bardzo się przesusza posiłkuję się jeszcze lanoliną od Mokosh, zamkniętą w małym, szklanym słoiczku. Jest w pełni naturalna i nadaje się do smarowania sutków podczas karmienia piersią, czy właśnie do przesuszonej, podrażnionej skóry. Polecam ją każdej mamie.

Kosmetyki Mokosh dostępne są w sklepie Topestetic, znajdziecie tam mnóstwo pomysłów na gwiazdkowe prezenty!

 Zdjęcia: Aneta Zamielska