30.03.2019

Tata gotuje: jurajskie prażonki

Od czasu do czasu każdy z nas ma ochotę na tradycyjny polski posiłek. Powszechnie wiadomo, że nasza rodzima kuchnia potrafi dogodzić większości głodomorów, ma bogatą tradycję oraz różnorodność smaków i potraw. Są oczywiście kanony polskich stołów, jak pierogi, bigos, czy schabowy z ziemniaczkami i kapustą, są też regionalne klasyki jak choćby rolada z kluskami i modrą kapustą na Śląsku, są też regionalne ciekawostki, znane by może mniejszemu gronu kulinarnych amatorów, ale właśnie dlatego warte zaprezentowania.

Dzisiaj chciałbym Wam przedstawić danie pochodzące z okolic Zawiercia, Siewierza i Poręby, zwane prażonkami. Jest to fenomenalna forma podania naszych swojskich ziemniaków. Postaraliśmy się, aby oddać klimat towarzyszący przyrządzaniu tego dania, a ma on niebagatelne znaczenie, mianowicie klasyczne prażonki przyrządzamy w żeliwnych kociołkach na łonie przyrody. Koniecznie w szerszym gronie znajomych i przyjaciół, gdyż jest coś magicznego i niepowtarzalnego w atmosferze rozmów przy ognisku.

My, na zaproszenie Weranda Home mogliśmy delektować się urokami Parku Krajobrazowego Puszczy Zielonki korzystając z gościny tego niesamowicie położonego siedliska – dość powiedzieć, że mieliśmy dookoła wspaniały las i jeziorko z drewnianym pomostem. Więcej na tamat pobytu w Werandzie wkrótce na blogu.

W takim anturażu, po bardzo długim, aktywnym spacerze, nasza dzisiejsza propozycja kulinarna była idealnym rozwiązaniem i tak polecamy Wam ją spożywać – po dużej dawce ruchu na świeżym powietrzu. Pamiętajcie oczywiście, aby rozpalać ognisko w miejscach do tego przeznaczonych, zachowując zasady bezpieczeństwa.

SKŁADNIKI

Ziemniaki do pieczenia 4-5kg

Boczek wędzony 0,5kg

Kiełbasa 1kg

Cebula biała 1kg

Buraki 1kg

Marchew 1kg

Sól

Pieprz

Masło Ghee Foods By Ann

Liście kapusty

Kefir lub kwaśne mleko

Nać pietruszki

Szczypior

Czosnek

PRZYGOTOWANIE

Prażonki pod pierzynką z liści kapusty

Ziemniaki obieramy i kroimy w plastry grubości ok 1 cm. W nieco cieńsze plasterki kroimy marchew oraz buraka. Kiełbasę i boczek również kroimy w plasterki. Do tej żmudnej czynności warto zaangażować dzieci – jeżeli macie jakieś pod ręką, zapewniam, że dla nich to wspaniała zabawa, a przy okazji znakomita okazja do rozwijania manualnych umiejętności.  Kiedy mamy przygotowane składniki, smarujemy masłem Ghee od wewnątrz, a następnie zaczynamy układać warstwy. Na początek robimy grunt z plastrów boczku, następnie kładziemy pierwszą warstwę ziemniaków, warzyw i kiełbasy, doprawiamy warstwę solą i pieprzem i tak kontynuujemy aż do ostatniej wierzchniej warstwy składników, którą zakrywamy świeżymi liśćmi kapusty i zamykamy dokładnie pokrywą.

Nadszedł czas na rozpoczęcie ceremonii prażenia w ogniu, ku ogromnej uciesze i ekscytacji dzieci. Warto najpierw rozpalić ognisko i poczekać, aż uzyskamy mocno żarzące się polana, bo właśnie w żarze pieczemy naszą potrawę przez ok 40 minut. Ja zbudowałem prostą konstrukcję z dwóch cegieł i na nich ustawiłem brytfannę, a na ostatnie 15 minut trafiła prosto do ogniska – bez obaw, pozostawiona na noc w ciepłej wodzie z płynem, wyglądała następnego dnia jak nowa.

Po 20 minutach, wstrząsamy mocno garnkiem i tak czynimy jeszcze około 2-3 razy. Na tym etapie w powietrzu unosi się już fenomenalny aromat tego prostego, można by rzec przaśnego, ale jakże smacznego dania. W tak zwanym między czasie, otwieramy kefir lub kwaśne mleko, wyciskamy ząbek czosnku, dodajemy świeże zioła (u nas szczypiorek i nać pietruszki) i mamy w mojej skromnej opinii napój Bogów, który idealnie współgra z pieczonymi ziemniakami. Finał był nie tyle spektakularny co ekspresowy, porcje zniknęły w mgnieniu oka.

Sam klimat płonącego ogniska obudził wspomnienia z dzieciństwa. Opowieściom o harcerskich przygodach nie było końca, ku uciesze naszych małych gastronomów którzy na okoliczność naszego kulinarnego projektu zostali mianowani na młodszych strażników ognia, i strzegli go z determinacją i zaangażowaniem godnym prawdziwych harcerskich wyg. Rewelacyjna odmiana dla spędzania czasu na miejskich placach zabaw.

Proponujemy to danie jako alternatywę dla wszechobecnych grilli, nawiązującą do tradycji polskich biesiad „pod chmurką”.

W klasycznym wydaniu, używamy żeliwnych kociołków produkowanych do dzisiaj w Porębie. U nas fenomenalnie sprawdziła się żeliwna brytfanna Chasseur sublime przeznaczona do zapiekanych dań jednogarnkowych, jest to naczynie, w którym potrawy zachowują więcej smaku i aromatu dzięki szczelnej pokrywie, powodującej, iż potrawa dusi się w sosie własnym, nie wysuszając się oraz nie tracąc właściwości odżywczych. Poza doskonałymi walorami technicznymi wszystkie naczynia Chasseur mają piękne kolory i idealnie sprawdzą się w kuchni wszelkich Insta-maniaków, bo na zdjęciach prezentują się wybitnie dobrze.

Czekoladowe Fondue z nutą kokosową

SKŁADNIKI

Gorzka czekolada 80-90% – 3sztuki

Mus kokosowy Foods by Ann

Cukier kokosowy Foods by Ann

Owoce: świeży ananas, banan, truskawki, gruszka, borówki, jabłka, pomarańcze, kiwi, winogrona, inne wg uznania

Wiórki kokosowe

Pistacje

Orzechy nerkowca

Nie ma się co oszukiwać. Jak bardzo smaczne nie byłoby danie główne, jak wielkie porcje nie zostałyby spałaszowane, tak zawsze, ale to zawsze nasze dzieci znajdą miejsce na deser. Znajdą go tyle, że za każdym razem nie wierzę własnym oczom. Gdyby ktoś pytał o ósmy cud świata, to wskazałbym bez wahania pojemność małego dziecięcego brzuszka – nasyconego słuszną porcją obiadową – na deser.

Nasz wybór padł na fondue. Deser, którego forma podania dostarcza mnóstwa dodatkowych atrakcji. Jemy z jednego naczynia, maczamy pyszne świeże owoce, w ciepłej aromatycznej czekoladzie. Jak się do tego zabrać?

Owoce myjemy, obieramy i kroimy w zgrabne około 1 cm kawałki, wygodne do nabijania -znów dzieci w akcji, pomoc nieoceniona, należy tylko pilnować, aby trochę owoców jednak zostało. W garnku gotujemy wodę, gdy zacznie parować stawiamy na garnku naczynie i podgrzewamy śmietankę w kąpieli wodnej. Gdy śmietana nabierze temperatury, dodajemy pokruszoną czekoladę i rozpuszczamy w śmietanie aż do uzyskania płynnej, jednolitej masy. My do czekolady dodaliśmy trochę kokosowego cukru oraz musu. Całość przelewamy do naczynia przeznaczonego do fondue i stawiamy nad podgrzewaczem. Dobrze, aby takie naczynie było żeliwne, wówczas będzie długo i stabilnie trzymać temperaturę i nasza czekolada nie stężeje.

My korzystaliśmy z żeliwnego zestawu do fondue Chasseur, i muszę przyznać, że wyszło idealnie. Deser, podobnie jak danie główne znikał ze stołu w oczach, mieliśmy przy tym spory ubaw, były walki na patyczki oblane czekoladą i zjadanie owoców sobie nawzajem, czyli atmosfera biesiadna, rodzinna, taka którą uwielbiamy podczas wspólnych posiłków.

Dzisiejsze menu, a szczególnie danie główne, nie było co prawda przykładem zbilansowanej diety dla dzieci, ale od czasu do czasu można pozwolić sobie na takie szaleństwo, szczególnie jeżeli korzystamy ze sprawdzonych jakościowo produktów.

Po deserze, zrobiliśmy jeszcze krótki spacer, gdyż budząca się do wiosennego życia przyroda, działa uzależniająco, a urok miejsca, w którym gościliśmy, zachęciłby do spaceru nawet najzagorzalszych kanapowców – serdecznie polecamy.

Poprzednie odcinki Tata gotuje możecie podejrzeć TU, TU, TU i TU.

Zdjęcia: Kasia Kitajgrodzka

Za pomoc w realizacji wpisu dziękujemy naszemu Partnerowi Foods by Ann i marce Chasseur, a za gościnę Weranda Home.