14.03.2019

Tata gotuje #4: Tagliatelle w różowych okularach

Witam, witam i o apetyt pytam! Biorąc pod uwagę cel naszej dzisiejszej wyprawy, a przede wszystkim naszego gospodarza, pytanie wydaje się więcej niż zasadne. Jak mawiała moja babcia: na wszystko co dobre trzeba poczekać. Tak jest i tym razem, gdyż dotarcie na miejsce zajmuje nam godzinę, a trzeba przecież jeszcze coś ugotować.

Jak ja lubię takie lokalizacje. Znaleźliśmy się w tak zwanym „in the middle of nowhere”. Cudowny brzozowy zagajnik, dosłownie dwa domy po sąsiedzku oraz perspektywa pól i łąk po horyzont. W takich wspaniałych okolicznościach przyrody powitał nas nie kto inny, jak sam Martin Gimenez Castro oraz jego żona i dwie urocze córeczki, Martyna i Mia.

Martin, dla mniej wtajemniczonych, to zwycięzca pierwszej polskiej edycji Top Chef. Na warszawskim rynku kulinarnym znany przede wszystkim z prowadzenia fine diningowego Salto oraz pierwszego w Polsce Ceviche Bar.

Są emocje i lekki stres, w końcu to poważne nazwisko, i nie do końca wiem jakiej atmosfery się spodziewać…wszelkie obawy znikają w oka mgnieniu, od pierwszego kontaktu z Martinem. Szeroki uśmiech i miła aparycja to pierwsze wrażenie, które pozostało już do samego końca naszego spotkania. Martin, kulinarny wirtuoz, to dzisiaj przede wszystkim tata. W takiej atmosferze, wspólne gotowanie nabiera zupełnie nowego wymiaru. Jest przede wszystkim ogromna porcja radości. Martynka i Mia są całkowicie zaangażowane w każde zadanie i z determinacją charakterystyczną dla swojego wieku, pokazują nam dorosłym, ile szczęścia może dostarczyć prosta czynność polegająca na krojeniu cukinii czy formowaniu kuleczek z ciasta na makaron. Klimatu dopełniają iście egzotyczne akcenty, ponieważ Martin rozmawia z Mią tylko w swoim ojczystym języku, a jego latynoamerykański entuzjazm udziela się wszystkim dookoła, potraw nie wyłączając!

Nasze dzisiejsze menu:

1. Różowe Tagliatelle z łososiem

2. Brownie z czerwonej fasoli z lodami organicznymi i sosem owocowym

SKŁADNIKI

1kg mąki orkiszowej

1kg buraków

1kg filet z łososia

pomidorki koktajlowe 250g

cukinia 1szt

czosnek 3 ząbki

cebula 1 szt

śmietanka 30% 200 ml

świeża bazylia

parmezan

200g masło

jajka 2szt

PRZYGOTOWANIE

Zaczynamy od makaronu i od razu mamy pierwszą niespodziankę, magiczny składnik w postaci soku z buraków. Abstrahując od walorów zdrowotnych, zyskujemy fenomenalny różowy kolor i piorunujący efekt estetyczny.

Proporcje do domowego, włoskiego ciasta na makaron to 1 jajo na 100g mąki, ale może się to różnić w zależności od Waszych preferencji. Wyrabianie ciasta, to swoista terapia sensoryczna dla dzieci, wydaje się, że mogłyby je godzinami mieszać, ugniatać i formować. Na szczęcie czujne oko chefa kontroluje proces i po uzyskaniu ładnie wyrobionego kawałka, odkładamy go zawiniętego w folię do lodówki, a następnie przechodzimy do kolejnej czynności, czyli krojenia warzyw.

Cukinię kroimy w średnią kostkę (kawałki około 1cm), czosnek drobno siekamy, cebulę kroimy w piórka, a pomidorki koktajlowe w ćwiartki. Następnie kroimy w kostkę pozbawionego skóry, łososia.

Tak przygotowani, wyciągamy nasze wyrobione ciasto na makaron i zaczynamy domową produkcję tagliatelle. Ciasto dzielimy na mniejsze części i przepuszczamy przez maszynkę do makaronu, uzyskując płaty o grubości ok 2mm. Odkrawamy końce uzyskując równe krawędzie, następnie rolujemy je obustronnie do środka i kroimy wzdłuż na paski o szerokości ok 8mm.

Martynka została w tej materii naszą mistrzynią, w mgnieniu oka opanowała sztukę krojenia oraz prezentowania serii gotowych pasków zawieszonych na ostrzu noża – jest potencjał po tacie. Gotowy makaron odpoczywa ok 30m, a my w tym czasie przygotowujemy wodę na jego ugotowanie (sprawdzone proporcje to: ok 1 łyżka soli morskiej na 1 litr wody oraz około 1 litr wody na każde 100g makaronu) i przyrządzamy sos.

Na rozgrzaną patelnię wlewamy odrobinę oliwy, następnie podsmażamy cebulkę i czosnek. W kuchni momentalnie rozchodzi się aromatyczny zapach, dodajemy cukinię i pomidorki koktajlowe oraz łososia, doprawiamy wszystko solą i pieprzem wg uznania.

Mieszamy ok 5-7 minut, aż aromaty się połączą, dodajemy świeżą bazylię i wrzucamy makaron do gotującej się wody, w której powinien spędzić ok 5 minut. Próbujemy, czy odpowiada nam jego twardość – al dente czyli lekki opór pod zębami to jest to, o co nam chodzi, następnie używając szczypiec do makaronu przerzucamy go prosto z garnka na patelnię z sosem. Nie odcedzamy, gdyż minimalna ilość wody z gotowania dobrze balansuje i komponuje całość.

Muszę przyznać, że kolory i zapach tej potrawy pobudzą najbardziej wymagające, kulinarne zmysły. Jeszcze tylko odrobina świeżo startego parmezanu…Voila!

Dzieło wieńczą ręcznie robione, przepiękne talerze wg projektu Martina – artysta w każdym calu.

2. Brownie z czerwonej fasoli z lodami organicznymi i sosem owocowym

czerwona fasola z puszki 0,5kg

migdały cały 80g

czekolada gorzka 100g

jajka 8 szt

olej rzepakowy 50g

cukier kokosowy 375g

kakao 40g

owoce leśne mix mrożone 1kg

organiczne lody waniliowe 300-400g

świeża melisa cytrynowa

Deser, czyli to co tygrysy lubią najbardziej. Martin zadbał o to, aby nasz przysmak był zarazem zdrową i pełnowartościową przekąską. Do blendera kielichowego, w naszym przypadku niezawodny Grundig, wrzucamy garść migdałów i miksujemy.

Następnie dorzucamy odcedzoną i przepłukaną fasolę, wbijamy jajka, dodajemy cukier – u nas znakomicie sprawdził się ten kokosowy, dwie łyżki kakao i pokruszoną gorzką czekoladę. Wszystko miksujemy do uzyskania jednolitej masy, którą wlewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia.

W piekarniku rozgrzanym do 180st pieczemy „do suchego patyczka”, bez termo-obiegu, ok 30-40m. Podczas pieczenia, przygotowujemy sos. Z uwagi na porę roku, skorzystaliśmy z mixu mrożonych owoców leśnych, które podgrzewamy z odrobiną cukru kokosowego (dodajemy wg uznania).

Pozostała nam kompozycja na talerzu, a w tej czynności prym wiodą nasze urocze asystentki, dzięki czemu uzyskujemy pożądaną formę artystycznego nieładu. Zapach jest obłędny, całość dekorujemy listkami melisy cytrynowej, która oprócz walorów estetycznych świetnie przełamuje słodkie nuty brownie swoją świeżością oraz cytrynowym aromatem. Deser znika z talerzy w oka mgnieniu, co jest dla nas najlepszą rekomendacją.

Przemiła atmosfera, dużo pozytywnej energii i smaczne potrawy, przygotowywane w doborowym towarzystwie. Wszystko to spowodowało, że czas upłynął nam niepostrzeżenie. Żegnamy Martina i jego rodzinę, zachęcając Was gorąco do kultywowania rodzinnego gotowania. Zapraszajcie do aktywnego uczestnictwa dzieci i znajomych, świetna zabawa, i niezapomniane wrażenia gwarantowane.

Zdjęcia: Kasia Rękawek

Za pomoc w realizacji sesji dziękujemy Adzie Ginał, Martinowi z rodziną oraz markom Grundig i Foods by Ann.