06.12.2018

Tata gotuje: Amerykańskie Rees’y u Poznanioków

Kuchnia to dla mnie… emocje, odkrywanie nowych smaków, szukanie inspiracji, łączenie pozornie nie pasujących do siebie aromatów, ale też potrzeba bliskości, dzielenia się, trafianie przez żołądek do serca, radość dawania i tworzenie przestrzeni do wspólnego spędzania czasu, co w dzisiejszym, pędzącym na oślep świecie wydaje się być dobrem coraz bardziej deficytowym. Wszystko to, w absolutnie amatorskim, domowym wydaniu. Wszelkie braki staram się wypełnić sercem i zaangażowaniem, oraz tzw. wrodzoną intuicja kulinarną.

Zapraszam Was zatem serdecznie, do moich kulinarnych wędrówek, postaram się, aby było intersująco i niebanalnie, ale przede wszystkim prosto i naturalnie, bo to się sprawdza wszędzie, i w kuchni, i w relacjach.

Amerykańskie Rees’y u Poznanioków

Ruszamy z Warszawy dość wcześnie, aby dotrzeć na czas do wiejskiej chaty Moniki i Jana, położonej gdzieś pod Poznaniem, w okolicach Kórnika. Nawigacja wiedzie nas w coraz bardziej odległe od cywilizacji tereny i od razu zaczynam żałować, że to nie majowy poranek, bo widoki zapewne byłyby zacne, ale co się odwlecze… Jesteśmy na miejscu. Wita nas ciepłe domowe powietrze, przesiąknięte mocną drewnianą nutą i przytulne, rustykalne wnętrze. Jest bardzo dobrze!

Moi goście, to ludzie na wskroś odlotowi, pełni życiowej energii i pasji organicznie związanej z jedzeniem, kuchnią i gotowaniem, czego najlepszym wyrazem są ich kulinarne dzieci, czyli Restauracja Raj oraz Cafe La Ruina.

W trakcie krótkiej rozmowy z Moniką, od razu wiedziałem, że to trafiony pomysł. Słychać było jak lekko i płynnie opisuje swój koncept na dzisiejszy przepis, wymieniając jednym tchem kilka wersji bardzo popularnych w USA i Kanadzie ciastek. Dlaczego akurat przysmak Ameryki Północnej? Wczoraj odbyła się premiera ich najnowszej książki: ¡Ameryka! 

Tak, tak, zaczynamy od ciastek, wszak to cykl o przepisach dla dzieci, a więc…REES’Y w wersji domowej, zdrowe, bardzo pożywne, a przede wszystkim słodkie! Słodkie klasycznie, ale również…zobaczcie sami!

Gotowanie w takiej kuchni to sama przyjemność, tym bardziej mając możliwość rozmowy z tak interesującymi ludźmi jak Monika i Jan, i właśnie o to w tym naszym kucharzeniu chodzi. Atmosfera towarzysząca wspólnemu gotowaniu skraca dystans, naturalnie tworzy swojski, niemal rodzinny klimat. Popijamy sobie pyszną, aromatyczną kawę, wypaloną 3 dni temu w Berlinie, zasłuchujemy się w niesamowite historie naszych gospodarzy, głównie związane z ich niedawno odbytą podróżą życia, ale są też wątki związane z miejscem, w którym przebywamy, sąsiadami czy specyfiką okolicy. Między wierszami pichcimy, dokonując intuicyjnie lekkich modyfikacji przepisu bazowego.  Mamy przy tym niezły ubaw, a pozytywna energia towarzyszy nam przez cały czas. Nasze Rees’y to istne bogactwo składników odżywczych, dlatego bez wyrzutów sumienia, możemy je proponować naszym małym łasuchom. I takie właśnie kombinacje są moimi ulubionymi, ma być przede wszystkim smacznie, ale też zdrowo! Wszak podobno jesteśmy tym co jemy, dlatego też znajdziecie tu zawsze propozycje hołdujące tym zasadom.

SKŁADNIKI

forma na muffinki

12 papilotek

250 g gorzkiej czekolady

100g masła orzechowego laskowego Foods by Ann

100g masła orzechowego (nerkowiec) Foods by Ann

80 g cukru kokosowego Foods by Ann

1 łyżka masła ghee Foods by Ann

3 łyżki musu kokosowego Foods by Ann

spora szczypta soli morskiej

szczypta chili

garść orzechów włoskich

garść orzechów laskowych

garść pistacji

garść płatków z migdała

garść płatków kokosowych

1 granat

100g jagód/borówek amerykańskich/porzeczek czerwonych

Skórka z pomarańczy

Wiórki kokosowe

PRZYGOTOWANIE:

Papilotki włóż do formy muffinkowej. W kąpieli wodnej rozpuść czekoladę. Dodaj szczyptę chili. W międzyczasie zmiel cukier kokosowy na cukier puder, my zrobiliśmy to w blenderze kielichowym marki Grundig, dzięki czterem wytrzymałym ostrzom zajmuje to dosłownie chwilę, dodaj  wg uznania. W miseczce wymieszaj masło orzechowe z pudrem, roztopionym masłem oraz solą. Na dno każdej papilotki wlej około pół łyżki czekolady. Wyrównaj, uderzając o blat. Odstaw do lodówki, aż zastygnie. Masę orzechową podziel równo na wszystkie ciasteczka i wyrównaj również uderzając o blat. Na tym etapie, można dodać do środka „niespodzianki”. Ja postawiłem na granat, borówki oraz porzeczkę. Szczególnie ta ostatnia zrobiła świetny efekt przełamania, z masłem oraz czekoladą. Na górę wylej po łyżce płynnej czekolady. Znów wyrównaj i odstaw do lodówki, aż zastygnie.

Przystrajanie poznańskich Reesów, to szerokie pole do popisu. My użyliśmy zmielonych w blenderze kielichowym orzechów włoskich, laskowych, pistacji oraz płatków migdałów. Do tego wiórki kokosowe, kilka listków melisy, mięty czy bazylii, skórka z pomarańczy, borówki, porzeczki, czyli cały zestaw pozwalający komponować mini dzieła sztuki wg uznania.

Oto efekty naszej dzisiejszej pracy, gorąco zachęcam Was do prezentowania własnych wersji Rees’ow na Instagramie, oznaczajcie je hasztagiem #tatagotujebba, inspirujmy się nawzajem!

Zaczęliśmy od przepisu dla dzieci, a już od następnego razu to one będą nadawały rytm i tempo swoją energią i entuzjazmem, bo nic dla nich nie liczy się bardziej niż poświęcony im, nasz czas. Dbajmy zatem o kulturę jedzenia, w miarę możliwości przygotowujmy je wspólnie jak najczęściej, cieszmy się swoim towarzystwem i delektujmy przyrządzonymi potrawami.

Zdjęcia: Masz.talerz

Za pomoc w realizacji sesji dziękujemy firmie Grundig, Foods by Ann oraz Wypożyczalni samochodów Bad Cars za to, że bezpiecznie pomogła nam pojechać do Poznania.