15.10.2018

Sztuki Walki: Marta Hetmaniak

Marta Hetmaniak – matka trójki dzieci, w tym bliźniaków, łącząca macierzyństwo z życiem zawodowym. Sztuka walcząca nie tylko w domu, ale również na sali treningowej. Przyjechała na obóz Camp by Ann cała w obawach, opuszczała go – gotowa walczyć dalej.

Marto, korzystając z tego, że rozmawiamy podczas trwania obozu Camp by Ann, chciałabym pokazać Ciebie jako jego uczestniczkę, ale też skupić się na tym, jaką osobą jesteś, jak się zmieniasz, co w sobie zmieniasz i co ten obóz Ci daje. Zacznijmy od tego, skąd wziął się pomysł, żeby tutaj przyjechać: co Cię do tego skłoniło, co zainspirowało i zmotywowało? A może będąc hipermamą, stwierdziłaś, że chcesz mieć trochę czasu dla siebie? To jest czas dla Ciebie? 

Zawsze mam na uwadze dzieci, to jest dla mnie najważniejsze. Ale one mają już tyle lat, że mogłam je zostawić z mężem, który świetnie sobie z nimi daje radę, pomaga też babcia. Jestem więc spokojna i pewna, że są zaopiekowane. Mogę skupić się na sobie. Przyjechałam tu dla siebie.

Jesteś mamą trójki dzieci, w tym bliźniaków… Pracujesz, masz swoje cele. 

Tak. Moja córka – Maja – ma 9 lat, a bliźniaki – Cyprian i Nikodem –  po 6. Pomagam mężowi w biznesie, ale mam też swoją, jeszcze młodą, rozwijającą się firmę deweloperską. Jednak zdecydowanie więcej czasu poświęcam na pomoc Rafałowi i wychowywaniu dzieci. On jest wspaniałym tatą i troskliwym mężem, ale tak naprawdę to ja zajmuję się domem, rodziną. Mój mąż ma tyle obowiązków, że nie chcę go dodatkowo angażować i obarczać.

Pamiętam jak ostatnio rozmawiałyśmy o macierzyństwie, zadziwiłaś mnie swoimi historiami radzenia sobie z bliźniakami.

Zaraz będę płakać…

Ja też jestem mamą, też mam te gorsze chwile, ale jak słuchałam Ciebie, to zdałam sobie sprawę, że mieć jedno dziecko, to jest nic.

Marta płacze…

To są prawdziwe emocje matki…

Jak miałam samą Maję, przez dwa lata, to był luz, było super. Pewnego dnia pomyślałam sobie, że ona jest już tak ogarnięta, że można pomyśleć o drugim dziecku. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Poszłam na USG, które to potwierdziło: byłam w ciąży. Bardzo się cieszyłam i mimo, że mam bliźniacze rodzeństwo, kompletnie nie brałam pod uwagę, że moja ciąża może być mnoga. Poszłam na drugie USG, a lekarz mówi do mnie: Ale mi Pani niespodziankę zrobiła! Ja widzę tutaj jedno dziecko, drugie…Ja na to: Słucham?! A on: Niech Pani się nie rusza, ja tutaj widzę jeszcze trzecie. Na co ja: Pan sobie chyba żartuje! To chyba innej pacjentki, niech Pan to wyłączy! Byłam zdenerwowana, sparaliżowana strachem, miałam tysiące myśli w głowie… Z jednym dzieckiem można wszystko: możesz iść na zakupy, do pracy, wszystko jesteś w stanie załatwić. Nagle zdałam sobie sprawę, że będę musiała zmienić wszystko. Wszystko. I samochód też. Trzy foteliki? Gdzie ja to zmieszczę?

Ale to rzeczywiście były trojaczki?

Nie, jednak nie, na szczęście nie. Przyszłam do domu, powiedziałam wszystko mojemu mężowi, który dodawał mi otuchy, powtarzając, że damy radę. Moja mama się popłakała, moja siostra się popłakała. Ja już zaczęłam układać sobie to w głowie, zaczęłam myśleć, co dalej. Wiedziałam, że jestem silna i zrobię wszystko, żeby radzić sobie sama, nie prosić o pomoc. 

Pamiętasz, jak wspominałam, że proszenia o pomoc też trzeba się nauczyć? Ty mi wtedy odpowiedziałaś, że wszystko chcesz robić sama. 

Nie ukrywam, że, jak byłam w ciąży, pomagały mi mamy i mąż. Jak bliźniaki się urodziły, byłam sama. Mamy przychodziły tylko wtedy, kiedy naprawdę nie dawałam rady. A bywało ciężko. Na jednorazowe karmienie bliźniaków w nocy przypadało 40 minut na każdego z nich. Nie chciałam budzić męża do pomocy, on też ciężko pracował, nie miałam sumienia.

No właśnie jak to karmienie wyglądało?

Jak wyszłam ze szpitala mówiono mi: Karm piersią. Ja na to: Dobra, będę karmić. Ale to była jazda na maxa, szczególnie w nocy. Ja nie schodziłam z fotela! Ciężko było… Zdecydowałam, że będę karmić piersią, ale – kiedy zasnęłam podczas karmienia, obudziłam się po 2 godzinach i zobaczyłam, że moje dziecko leży mi na kolanach – przeraziłam się. Stwierdziłam, przyznałam się przed sobą, że nie daję rady. Powiedziałam: Pierdzielę, przechodzę na butelkę. Ktoś może tego nie popierać, nie zrozumieć, ale ja byłam wykończona, to stawało się niebezpieczne. Nie zapominajmy, że była jeszcze 3-letnia Maja, która też co chwilę potrzebowała mamy. Ona chciała się przytulać, a ja cały czas z bliźniakami… Wpadłam więc na genialny pomysł: bliźniaki kładłam na leżaczki, na nich kładłam poduszki, na te poduszki – butelki i w ten sposób one same sobie piły mleko. Ja w tym czasie ogarniałam się, jadam szybkie śniadanie, spędzałam chwilę z Majeczką i – co najważniejsze chyba – byłam spokojna, nie miałam wyrzutów sumienia. Wiesz, jakie to są wyrzuty sumienia przy karmieniu bliźniaków? Że jednego dużej przytulasz niż drugiego! 

Aż mam ciary… Mąż pracował, Ty zajmowałaś się trójką dzieci,  miałaś kiedykolwiek pomoc od niani?

Nie. Maja zaczęła chodzić do żłobka na etapie mojej ciąży. Jak urodziły się bliźniaki, już ją zawoziłam do przedszkola. Nigdy nie poprosiłam męża: Pojedź później do pracy, odwieź najpierw Maję. Gdybym go poprosiła, na pewno by to zrobił, ale ja wolałam być samodzielna i zawsze robiłam to sama. Jednego bliźniaka ubierałam, znosiłam do samochodu, to samo robiłam z drugim, potem ubierałam Maję, znosiłam do samochodu, włączałam im muzykę, ubierałam się sama, schodziłam do nich i jechaliśmy. 

Nie masz poczucia, że rezygnując z pomocy tracisz na tym i Ty, i dzieci?

Nie,  ja rezygnuję z pomocy z zewnątrz, ale jak trzeba to pomaga mi teściowa, mama albo siostra. Nie na co dzień oczywiście, ale w sytuacjach wyjątkowych: jak muszę gdzieś pilnie wyjść albo zrobić sobie małą przyjemność.

Znam to: na tydzień przed umówioną wizytą u fryzjera, dzwonię do mamy.

Też tak robię (śmiech). Moja mama ma jeszcze wnuki od moich sióstr, więc musi powstawać specjalny harmonogram. Ale zawsze też mogę liczyć na moją kochaną teściową.

Jaki był dla Ciebie najtrudniejszy moment macierzyństwa?

Raczkowanie! Dużo mebli zostało usuniętych z domu, mimo tego jednak nie dałam rady i kupiłam im…kojec. Taki 2 na 3 metry, duży dziecięcy kojec, a w nim pełno zabawek. Wreszcie mogłam zająć się domem, obiadem, oni mi się nie rozchodzili, siedzieli tam sobie, bawili się. Było fajnie. Dopóki nie zauważyli, że można go rozwalić…

Ty – matka trójki dzieci – będąc tutaj na obozie, potrafisz się wyłączyć, prawdziwie odpocząć? Czy cały czas wracasz myślami do domu? Wiele mam często ma wyrzuty sumienia, że robi coś dla siebie. A przecież szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko – psychologowie też mocno to podkreślają. Jak Ty się w tym odnajdujesz? 

Teraz to już chyba jest czas dla mnie. Mając dzieci, do 3 lat ich życia jesteś kompletnie wyjęta. Kiedy zaczynają chodzić, komunikują się, wtedy powoli możesz zrobić coś dla siebie. Cały czas myślę o nich, ale też myślę o sobie.

To jest twój drugi obóz, na pierwszym pamiętam, że bardzo tęskniłaś…

Tak. Było trudno. Mega trudno.

Teraz jest inaczej?

Widzę różnicę. Za drugim razem jest łatwiej. Cyprian zapytał mnie: Mamo, jedziesz, bo chcesz schudnąć? Ja na to: A chcesz, żebym schudła? Nie. Podobasz mi się, mamo. – usłyszałam. Cała rodzina mnie wspiera: dzieci, mąż, rodzeństwo. To mi pomaga. U mnie w domu jest taki gwar. Tutaj… cisza. I to taka, że to wydaje się nierealne! Jak czasem jadę autem, a dzieciaki się awanturują, mówię im z nerwów: Jak się nie uspokoicie, ja dalej nie jadę! A czasem jadę i nie odzywam się nic, oni się drą, a ja jadę niewzruszona w tym szale. Ten spokój tutaj to moja odskocznia.

Niektórzy idealizują macierzyństwo, swoje dzieci, np. twierdząc, że ich dziecko jest zawsze grzeczne. Prawda jest taka, że wszystkie dzieci krzyczą i płaczą, to jest normalne. Fajnie, że o tym mówisz, bo każda z nas ma to w domu. Dzieci też mają gorsze dni. Tak jak i my, dorośli.

Czasem wychodzę na chwilę z domu, muszę pooddychać, wyciszyć się, uspokoić, bo inaczej się nie da…

Na ostatnim obozie wyróżniłam Cię. Pierwszego czy drugiego dnia mówiłaś, że nie dasz rady, że masz kryzys, że tęsknisz za rodziną, ale przychodziłaś i ćwiczyłaś. Pamiętam taki jeden widok: Twoje łzy, pot, ale też przybijanie piątek i pozytywne emocje. Co Ci daje ten obóz? 

Jeszcze większą moc. I poczucie, że zawsze dam radę, choć jest ciężko. Ja nie jestem fit, nie ważę 50 czy 60 kilo. Jak przyjechałam tutaj pierwszy raz…

Marta znowu się wzrusza. 

…pytałam sama siebie: Gdzie ja przyjechałam? Ja nie dam rady. Ale dałam. Bo ja nienawidzę pokazywać, że nie umiem czegoś zrobić. Uwierz mi, ja nie umiem przyznać się do słabości.

Zaraz ja się popłaczę…

Kiedyś zamówiłam teściowej kuchnię. Ona została z moimi dziećmi, ja odbierałam meble. Pan mi je podwiózł pod klatkę, okazało się, że tam je zostawia, bo nie ma czasu i nie zajmuje się wnoszeniem. Myślę sobie: Co ja mam teraz zrobić? Nie będę dzwonić do męża. Na pewno jest zajęty, ma dużo pracy, nie będę mu robić problemu… Dam radę! I zaczęłam wnosić te meble… Pomyślałam sobie: Byłam na jednym obozie, jadę na kolejny. Ja ich nie wniosę?! Wniosłam. Byłam cała zlana potem. 

Po tych obozach przenosimy góry: życiowe, żywieniowe, treningowe, ale też góry mebli (śmiech).

Mnie to bardzo zmotywowało. Przecież tyle wysiłku kosztował mnie obóz, teraz już nie mogę polec gdzie indziej. Foteliki z bliźniakami też często nosiłam dwa naraz, żeby zaoszczędzić sobie czas, Maja szła wtedy przede mną. Na zakupy jeździłam z bliźniakami i Mają. Jak mąż potrzebował ode mnie pomocy, a Maja spała, dla mnie to nie był problem: pakowałam ją śpiącą w fotelik jechałam i załatwiałam. Zimą, jak trójkę dzieci ubierałam w kombinezony, byłam mokra…Zdarzało się też, że ubrałam chłopaków, ubrałam Majeczkę, schodzę i słyszę, że mamy awarię pieluchową u jednego z bliźniaków…Musiałam wszystkie dzieci rozebrać, żeby się nie spociły. Przebrałam syna i okazywało się, że nie ma już czasu na spacer… Do dnia dzisiejszego wiem, że jak mamy jakieś wspólne wyjście, to muszę się zacząć szykować już na godzinę przed.

Marto, dzięki temu obozowi wiesz już, że nie figura jest najważniejsza? Wiem, że chcesz schudnąć, ale mam nadzieję, że tutaj zrozumiałaś, że chudnięcie to jest tylko wartość dodana, bo tutaj przede wszystkim poznajesz ludzi, dużo kobiet, także mam. Mam też nadzieję, że masz świadomość, jaką jesteś dla nich inspiracją i motywacją. Dobrze się tu czujesz? 

Bardzo! I wiesz… Czasem zauważam, że niektóre dziewczyny chyba nie dają z siebie tyle, co ja! Ja dostałam mega motywację od Ciebie i od kobiet, które tu poznałam.

Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

Czymś najpiękniejszym, co może przydarzyć się kobiecie.

Co chciałabyś powiedzieć kobietom, które oczekują bliźniąt albo tym, które już je urodziły?

Żeby nie poddawały się żadnej presji, żyły i wychowywały dzieci tak, jak czują. Żeby sobie niczego nie utrudniały. Ja kiedyś miałam okrutne wyrzuty sumienia, że karmię bliźniaki, tak, jak Ci opowiadałam. Równocześnie karciłam się za takie myślenie: Krzywda im się nie dzieje, a są korzyścią i dla mnie. Każda mama da radę, nieważne ile ma dzieci. To jest nasza natura, nasz obowiązek i nasze największe szczęście. Jedno dziecko nie było dla mnie żadnym ograniczeniem, trójka też nie jest. Nie ma rzeczy niemożliwych!

Zdjęcia: Aneta Zamielska