08.11.2018

Rozmowy z Phenomé – Marta Brylińska

Porozmawiamy o kosmetykach? Marta Brylińska – polonistka z wykształcenia i mama niespełna 3-letniej Zojki zgodziła się od razu. Chociaż nie ma w domu imponującej kolekcji specyfików do twarzy czy ciała i uważa się za totalną minimalistkę, to z wielką ochotą śledzi urodowe nowinki, a także poznaje tajemnice piękna Koreanek. Na pierwszym miejscu stawia wszystko to, co naturalne. Nie toleruje zbędnej chemii w kosmetykach i produktów, które mają zły wpływ na środowisko.

Marta prowadzi swoje konto na Instagramie, które śledzi ponad 18 tys. osób, a w wolnych chwilach pomaga rodzicom w zarządzaniu restauracją. Z Martą spotkałam się przy okazji cyklu „Rozmowy z Phenomé”. Przeczytajcie naszą babską pogawędkę o kremach, gładkiej skórze i pierwszej zmarszczce, która wcale nie musi załamywać. A na koniec niespodzianka!

Marto, masz piękną, wypielęgnowaną skórę. Dużo czasu poświęcasz na dbanie o urodę?

Chyba wstyd się przyznać, że w tym wieku, w którym jestem, czyli chwilę przed 30-tką tak mało czasu na to przeznaczam…

Mało, czyli ile?

U mnie zajmuje to zaledwie od dwóch i pół minuty do trzech i pół. Zarówno rano, jak i wieczorem. Kiedy wstaję nie mam zbyt wiele czasu, ponieważ muszę zająć się moją 4-letnią córeczką Zojką, więc pośpiesznie przemywam twarz zimną wodą, później płynem micelarnym, tonikiem, a na koniec nakładam krem. I to wszystko. Oto cały sekret mojej urody. Do tego prawie w ogóle się nie maluję. Chyba, że mam w planach jakieś większe wyjście, ale wtedy też tylko nakładam odrobinę podkładu i mascarę. Wieczorem, po całym dniu także nie mam szczególnych rytuałów. Demakijaż, oczyszczanie skóry, płyn micelarny, tonik i krem na noc, jak nie zapomnę. Dwa razy w tygodniu peeling. Wiem i otwarcie się do tego przyznaję, że stosuję totalne minimum.

Trudno znaleźć Ci odpowiednie produkty do pielęgnacji skóry?

Mam dość wrażliwą cerę i muszę się trochę nagimnastykować, by trafić na coś, co mi w pełni odpowiada. Moja skóra ma tendencję do przesuszania się. Szczególnie teraz, kiedy idzie zima. Na szczęście pojawia się na niej niewiele niedoskonałości. Borykam się z nimi jedynie wtedy, kiedy zjem więcej słodyczy lub wtedy, gdy zbliżają się kobiece dni. Wierzę jednak, że moja w miarę dobra cera jest wynikiem nie tylko pielęgnacji, ale także niewielkiej ilości makijażu na co dzień.

Czyli gdybyś miała do wyboru wydać dodatkowe pieniądze na nowe cienie i szminki czy krem do twarzy, wybrałabyś pielęgnację.

Oj tak, zdecydowanie.

Z czego tak naprawdę wynika Twój „opór” w stosowaniu kosmetyków kolorowych?

Z lenistwa. Oszczędność czasu jest w moim odczuciu ważnym argumentem. Poza tym lubię się bez makijażu. Mam dość ciemną oprawę oczu i uważam, że nie potrzebuję tony podkładu, by wyjść z domu.

I słusznie.

Poza tym wiesz, ostatnio stałam się trochę freakiem jeśli chodzi o pielęgnację. Może i poświęcam na nią mało czasu, ale produkty, których używam muszą być świetnej jakości i przede wszystkim oparte na naturalnych recepturach. W ogóle życie zgodne z naturą jest dla mnie szalenie ważne. Wiem, że dla niektórych są to oklepane slogany, ale nic na to nie poradzę. Jakiś czas temu przestałam jeść mięso i postanowiłam lepiej traktować swoje ciało. Wszystko tak naprawdę zaczęło się od momentu, kiedy zaszłam w ciążę.

Wiele kobiet zmienia wtedy swoje podejście do różnych spraw.

I tak było ze mną. Gdy kompletowałam wyprawkę dla Zojki to zaczęłam bardziej interesować się składami kosmetyków. Wybierałam wtedy produkty, które są jak najbardziej naturalne, ekologiczne i nie odbijają się negatywnie na środowisku. Po urodzeniu córki dalej trwałam w tym duchu i w pewnym momencie pomyślałam, że skoro dbam o nią i jej kosmetyki, to muszę bardziej zainteresować się moją półką z produktami do twarzy i ciała.

Założę się, że zaczęłaś czytać składy kosmetyków i przeraziłaś się.

Dokładnie tak. Stwierdziłam, że skończę to, co mam, a później zacznę kupować tylko kosmetyki naturalne z dobrym składem. Niektórzy robią takie zmiany etapami, powoli. Ja oddzieliłam wszystko grubą kreską.

Gdzie czerpiesz wiedzę na temat pielęgnacji?

Z prasy, Internetu i książek tematycznych. Lubię czytać właśnie o pielęgnacji, ale z rzetelnych źródeł. Nie obchodzi mnie za bardzo wiedza przekazywana pocztą pantoflową. Ostatnio zainteresowałam się publikacjami dotyczącymi sekretów urody Koreanek. Nie mogę na ten temat jeszcze wiele powiedzieć, ale zagłębiam się.

Tylko wiesz, stosując słynną metodę pięlęgnacji Koreanek składającą się z 12 kroków, musiałabyś znacznie wydłużyć te swoje dwie i pół minuty…

Nie ma sprawy, dam radę! Lata lecą, pojawiają się zmarszczki, więc czytam i próbuję znaleźć odpowiednią drogę dla siebie.

No właśnie, zmarszczki, skoro już sama poruszyłaś ten temat…

Na pewno się nie nimi nie przejmuję. Jestem typem, który nie martwi się kolejną małą zmarszczką. Gdy pierwszy raz zobaczyłam ją na twarzy, to najpierw pomyślałam, rany, to już, ale potem uzmysłowiłam sobie, że halo kobieto, to przecież ten czas.

Akceptujesz to?

Jak najbardziej. Taka jest kolej rzeczy. Myślę, że jak za dziesięć lat spojrzę w lustro to nie dojdę do wniosku, że trzeba coś zrobić z twarzą. Zmarszczki dodają uroku. Biorę je na klatę. Co więcej wolę siebie teraz niż na przykład pięć lat temu.

To gdzie jest ta zmarszczka, jeśli możesz zdradzić? Ja nic nie widzę.

Jak się uśmiecham to po lewej stronie nad ustami. Ale wiesz co, to chyba taka zmarszczka od uśmiechania się.

Masz swoje ulubione marki kosmetyczne?

Lubię na pewno polskie kosmetyki. W ogóle wspieram polskie rzemiosło, także jeśli chodzi o porcelanę, czy na przykład ubranka dla dzieci.

Jest jakiś kosmetyk, który mogłabyś polecić?

Miałam ostatnio okazję wypróbować migdałowo-miodowe masło do ciała marki Phenomé. Jest rewelacyjne.

Co Cię w nim urzekło?

Przede wszystkim pięknie pachnie, wyraziście. To zdecydowanie mój faworyt wśród specyfików do ciała. Świetnie się rozprowadza i wchłania. Nienawidzę jak coś się klei, dlatego nie każde masło się dla mnie nadaje.

Testowałaś inne kosmetyki Phenomé?

Tak. Stosuję ich peeling do twarzy Exfoliating Facial Paste i muszę przyznać, że to jest strzał w dziesiątkę. Nie lubię ostrych peelingów, które mogą podrażnić moją wrażliwą cerę. Ten jest drobnoziarnisty i bardzo jedwabisty. Poza tym pięknie pachnie. Stosuję go wieczorem dwa razy w tygodniu na oczyszczoną twarz. Rano moja skóra jest delikatna i gładka jak pupa mojej córki.

A krem?

Po peelingu nakładam krem na noc od Phenomé Bedazzled z witaminą C. Nie tylko odżywia, ale także rozjaśnia cerę. Uważam, że to naprawdę super propozycje dla młodych mam, które jak wiadomo nie zawsze dobrze sypiają.

Oj nie musisz mi tego tłumaczyć…

Witamina C rozjaśnia i sprawia, że skóra wygląda na wypoczętą. Bedazzled ma bogatą formułę, ale absolutnie nie jest tłusty. Szybko się wchłania i nie zostawia żadnych śladów na poduszce. Nie powoduje też efektu maski.

Ok, to już wiem, jak krem na noc, a na dzień?

Luminous Apple Cream także od Phenomé. Z Bedazzled tworzy duet doskonały. Ten krem z kolei jest lekki jak chmurka. No i zapach… Jestem zachwycona wszystkimi produktami od Phenomé właśnie za ich zapach, a także piękne opakowania. Kremy do twarzy i peeling zamknięte są w szklanych słoiczkach. Mają cudne etykiety. To jest właśnie to, co lubię.

Stosujesz czasami domowe metody na „podrasowanie” urody?

Tak. Mam kilka sprawdzonych tricków. Uwielbiam domowe peelingi z płatków owsianych, kawy, cynamonu, oliwy. Staram się wyszukiwać ciekawe połączenia i testuję. Często dodaję wodę różaną albo odrobinę soku z pomarańczy – pachnie pięknie. Lubię też bardzo olejowanie włosów – u mnie ta metoda sprawdza się świetnie, włosy zawsze są miękkie i przyjemne.

Masz swój krąg koleżanek, z którymi spotykasz się i gadasz o kosmetykach, nakładacie sobie maseczki?

No właśnie nie za bardzo. Ale widzę, że moja córka uwielbia przeglądać się w lustrze, więc jeszcze chwila i we dwie będziemy sobie wklepywać różową glinkę w buzie.

Zdjęcia: Marta Brylińska

 UWAGA! od dzisiaj do 20.12 mamy dla Was rabat -20% na cały asortyment Phenomé w sklepie online www.phenome.eu oraz w sklepie stacjnoarnym w Galerii Mokotow na hasło: #babybyann