28.06.2018

Opalanie? Nie, dziękujemy!

Choć pogoda rozpieszcza nas już od dłuższego czasu, to zapewne wakacyjne wojaże dopiero przed wami. A jeśli jesteście świeżo upieczonymi rodzicami i szykujecie się na pierwszy urlop ze swoją pociechą, koniecznie przeczytajcie ten tekst. 

Niestety wśród rodziców wciąż panuje bardzo mała świadomość skutków szkodliwego promieniowania słonecznego. Niejednokrotnie obserwuję sytuacje, kiedy na placu zabaw mamy rezygnują z posmarowania swoich dzieci kremem „bo tak świetnie się bawią, po co im przeszkadzać”. Nie potrafię znieść widoku kilkuletnich dzieci bawiących się na plaży w pełnym słońcu, bez parasolki, czapki i okularów przeciwsłonecznych. A zdania „Twoja córeczka jest tak pięknie opalona” powodują palpitacje mojego serca. Wydaje nam się, że chwila na słońcu na pewno nie zaszkodzi. Z tej chwili robi się godzina, dwie, zapominamy o podstawowej ochronie delikatnej skóry. Zapominamy, że ta godzina, dwie, mogą na zawsze zmienić życie dziecka.

Dlaczego opalanie jest złe?

Co widzisz, gdy patrzysz na swoje dziecko? Zastanawiasz się, jakim cudem tyle miłości, dobroci i szczęścia mieści się w tak małym ciałku? To małe ciałko ochrania największy i chyba najbardziej bagatelizowany ludzki organ – skóra. Ona jest równie niedojrzała i bezbronna jak Twoja pociecha. „Naskórek jest zewnętrzną warstwą skóry, ochraniającą całą jej strukturę. I to właśnie naskórek dzieci jest najbardziej narażony na działanie czynników zewnętrznych. Proszę sobie wyobrazić, że podczas gdy skóra dorosłego człowieka składa się z ponad 30 warstw komórek w naskórku, tak dziecko ma ich zaledwie siedem. To ogromna dysproporcja, ale przede wszystkim dowód na to, jak cienka i delikatna jest skóra maluszka” – mówi dr Iwona Pniewska – dermatolog i wenerolog, która pasjonuje się badaniem znamion barwnikowych, nowotworów i dermoskopią – „Trudno jest określić konkretny wiek, kiedy skóra człowieka „dojrzewa” i staje się dorosła, nawet skóra 10-latka nie jest jeszcze tak „solidnie” rozwinięta jak dorosłych” – dodaje dr Pniewska – Wiadomo natomiast, że skóra noworodków jest całkowicie bezbronna jeśli chodzi o działanie słońca, ponieważ nie jest w stanie wytworzyć pigmentacji (barwnika) w odpowiedzi na promieniowanie”. Promieniowanie wnikając do warstwy podstawnej może uszkadzać komórki powodując ich mutację. Nieprawidłowo zbudowane komórki skóry są zalążkiem nowotworów w tym najgroźniejszego czerniaka. Wykazano, że oparzenia słoneczne w dzieciństwie znacząco zwiększają ryzyko rozwoju tego nowotworu. Biorąc pod uwagę fakt, że na okres dzieciństwa przypada ponad połowa całego czasu, jaki w życiu spędzimy na słońcu, to świadomość znaczenia stosowania fotoprotektorów u dzieci jest szalenie ważna.

Jak się uchronić?
Oczywiście jestem daleka od popadania w paranoję, zwłaszcza, że wakacje są czasem beztroski, wspólnych zabaw w piasku i pływania w morskich falach – nie chcę tego nikomu zabierać. Ale warto wiedzieć, jak uchronić swoje dziecko przed szkodliwym działaniem promieni UV:
  1. Świadomość: jeśli czytasz ten artykuł, to znaczy, że pierwszy krok w podjęciu działań ochronnych masz już za sobą. Świadomość zagrożeń wynikających z nadmiernego przebywania na słońcu to połowa sukcesu. 
  2. Kremy z filtrem UV: jak radzi dr Iwona Pniewska, kremy z filtrem powinno się stosować codziennie od wiosny do jesieni. Jest pochmurny dzień? Nie szkodzi. Promieniowanie UVA (długie promieniowanie UV) operuje latem od rana do wieczora z podobnym natężeniem. Przenika przez chmury i szyby, oddziałując na skórę. Drugi rodzaj promieniowania – UVB najsilniej oddziaływuje w godzinach południowych, w dni bezchmurne, gdy słońce bezpośrednio na nas świeci – przed tego rodzaju promieniami chronią nas chmury i każdy rodzaj szkła. Aby skutecznie chronić skórę dziecka, stosowanie kremu z filtrem powinniśmy włączyć do codziennych, rutynowych czynności higienicznych maluszka, jak np. zmiana pieluszki. 
  3. Okulary przeciwsłoneczne: skoro mówimy już o szkle, to nie wolno zapomnieć o ochronie oczu. Uwierz mi, że przekonanie malca do noszenia okularów przeciwsłonecznych wcale nie jest takie trudne. Dzieci lubią nas naśladować, daj zatem dobry przykład i używaj okularów za każdym razem, gdy wychodzicie na słońce. Gwarantuję, że maleństwo szybko upomni się o egzemplarz dla siebie. Wybieraj okulary wyłącznie z filtrem dla UVA – jak pisałam wcześniej przed promieniowaniem UVB chroni absolutnie każdy rodzaj szkła. Jeśli zatem chcesz mieć pewność, że oczy twojego dziecka będą chronione, zainwestuj w okulary przeciwsłoneczne z filtrem dla promieni UVA. 
  4. Ubranie: najlepszą ochroną przed promieniami słonecznymi jest bariera fizyczna, czyli po prostu ubranie. Na rynku można dostać ubranka wykonane z tkaniny z filtrem SPF 50+. Nie zawsze są one piękne, ale zdają egzamin. Wiadomo, że w bestialsko wysokich temperaturach, przebywanie w długiej odzieży wcale nie jest przyjemne, ale to naprawdę działa. Wybieraj ubranka z naturalnych, oddychających tkanin, a dziecko nie będzie odczuwało skutków upału. Pamiętaj jednak, że rodzaj tkaniny również ma znaczenie – te ultracienkie nie stanowią wystarczającej bariery, ponieważ przepuszczają promienie słoneczne. Jeśli dziecko nie da się owinąć od stóp do głów w ochronne ubranie, postaraj się zakryć te najbardziej wrażliwe partie ciała: ręce, ramiona, kark, brzuch i dekolt.
  5. Czapka: ochrona głowy przed promieniowaniem słonecznym pomoże zapobiec udarowi cieplnemu, czyli nadmiernemu przegrzaniu organizmu, które w skrajnych przypadkach może doprowadzić do denaturacji białek i uszkodzenia mózgu. Tutaj ponownie trzeba zaznaczyć, że skóra – również głowy – dziecka jest o wiele cieńsza i delikatniejsza niż dorosłego człowieka, a mechanizmy termoregulacji nie są w pełni rozwinięte, zatem u maluszków znacznie łatwiej o udar słoneczny. Czapka jest bardzo ważna, ale niestety nie może stanowić jedynej ochrony głowy dziecka: „Pamiętajmy, że oprócz świecącego słońca, występuje także promieniowanie odbite – od ziemi, piasku, wody – od niego również trzeba chronić dziecko, smarując twarz kremem z filtrem UV” – przypomina dr Iwona Pniewska.

Kremy z filtrem

Wróćmy na chwilę do kwestii stosowania kremów z filtrem ochronnym. Co może być trudnego w smarowaniu się kremem, pomyślisz? Okazuje się, że mało osób wie, jak skutecznie stosować ochronę przeciwsłoneczną. Po pierwsze, wybierz odpowiedni produkt. Na rynku występują kremy z chemiczną i fizyczną (mineralną) ochroną przeciwsłoneczną. Różnica polega na tym, że chemiczne kosmetyki „pochłaniają” przyjmowaną energię promieni słonecznych, natomiast fizyczne odbijają promieniowanie. Dlatego przyjmuje się, że dzieci powinny stosować kremy produkowane na bazie mineralnych składników (zwłaszcza dzieci z atopowym zapaleniem skóry). Dr Pniewska zaznacza, że warto też stosować tzw. barierę mechaniczną – czyli po prostu solidne smarowanie. „Ciało każdego z nas jest zbudowane proporcjonalnie, jeśli wyciśniemy z tubki pasek kremu o długości wskazującego palca dłoni, to jest to ilość kremu wystarczająca na posmarowanie tylko twarzy i szyi, bez dekoltu. Zapewniam, że taka ilość stworzy białawą powłokę na skórze – to jest odpowiednia ilość. Szacuje się, że na jednorazowe posmarowanie całego ciała dorosłego człowieka powinno się zużyć 30 ml kremu z filtrem, to jest mniej więcej tyle kremu, ile zmieści się w dłoni, czasem jest to cała tubka kosmetyku” – tłumaczy dermatolog. Ponadto warto pamiętać, że należy posmarować całe ciało malucha około pół godziny przed ekspozycją na słońce – dopiero po tym czasie ochrona zaczyna działać. Niezwykle ważne jest także ponowna aplikacja kosmetyku co 2 godziny: „Woda czy pot zmywają warstwę ochronną, dlatego tak ważne jest, by po każdej kąpieli ponownie nałożyć krem na skórę dziecka” – przypomina dr Pniewska.

Kolejną sporną kwestią jest wysokość filtra. Czy koniecznie musimy smarować się blokerami? Dermatolog tłumaczy, że w przypadku osób dorosłych nie ma dużej różnicy w ochronie przeciwsłonecznej kremów z filtrem 30, a 50. Natomiast u noworodków, dzieci o jasnej karnacji i tym chorującym na atopowe zapalenie skóry zaleca się fotoprotekcję o SPF 50. „Jeśli chodzi o dzieci, zalecam jednak stosowanie najwyższych filtrów, szczególnie na początku sezonu słonecznego – niech mają te białe buźki, i tak wyglądają pięknie, prawda?” – pyta retorycznie dr Pniewska.

Ochrona przeciwsłoneczna a Witamina D3
Niedawno pisałyśmy o tym, jak ważną rolę w zdrowia dziecka odgrywa witamina D3Jak już zapewne wiecie, wydziela się ona podczas promieniowania słonecznego. Niby nie potrzeba go zbyt dużo – powszechnie uważa się, że wystarczająca, dzienna dawka witaminy D3 dla dzieci i dorosłych jest równoważna z około 20-30 minutowym przebywaniem na słońcu. Nie zwalnia nas to z obowiązku ochrony skóry, zwłaszcza że najnowsze badania wykazują, że stosowanie filtrów ochronnych nie ma wpływu na syntezę witaminy D. Jeśli mimo wszystko wolisz, by Twoje dziecko unikało słońca, nie ma się czym martwić: „Witamina D w aptekach się jeszcze nie skończyła, z powodzeniem można ją suplementować w wybranej dawce i formie” – przypomina dr Pniewska.
Kiedy trzeba się martwić?
Wielu rodziców uważa, że skoro dziecko urodziło się bez znamion i wykwitów, to nie ma obawy przed chorobami skóry. Nic bardziej mylnego, jak zaznacza dr Pniewska, tendencje do powstawania tzw. pieprzyków są uwarunkowane genetycznie, ale także można je „nabyć” w trakcie całego swojego życia. Co ciekawe, ujawniają się one w drugiej i trzeciej dekadzie życia: „Największy wykwit znamion przypada między wiekiem 10 a 30 lat. Oznacza to, że wszystkie plony niewłaściwej ochrony przed promieniowaniem zbieramy właśnie w tym okresie” – mówi dr Pniewska. Kiedy należy się martwić? Na pewno każdym, nawet najmniejszym poprzeniem słonecznym, zwłaszcza u małego dziecka. Poparzenie słoneczne diagnozuje się wówczas, gdy na skórze występują nawet najmniejsze zaczerwienienia (oparzenie 1-go stopnia), powodujące dyskomfort. To, co boli, piecze, ma pęcherze – to już silne poparzenie (2-giego stopnia), nie wspominając o martwicy skóry (3-ci stopień poparzenia): „Musimy zdać sobie sprawę, że każde, nawet najmniejsze oparzenie nigdy nie uchodzi bezkarnie. I nawet jeśli podrażnione miejsce po kilku dniach wróci do normy, to gwarantuję, że będzie miało przykre skutki w późniejszych latach życia człowieka” – ostrzega dermatolog. 
Kobiety w ciąży
Skoro już wiemy, że wakacje w pełnym słońcu nie są zbyt mądrym pomysłem – zwłaszcza dla małych dzieci, to może pokusić się na ostatnią słoneczną kąpiel jeszcze w ciąży? Niestety to jeszcze gorszy pomysł. Wystawianie brzuszka na słońce można porównać do wsadzenia swojego nienarodzonego dziecka do sauny. Pamiętaj, że w łonie matki maleństwo ma idealne warunki rozwojowe, a gdy nagle temperatura podniesie się do niebotycznych wartości, mogą nastąpić liczne i nieodwracalne zaburzenia procesów prenatalnych, włącznie z przedwczesnym wywołaniem akcji porodowej. Wystawianie samych nóg na słońce zbyt wiele nie zmienia: „Ostatnie badania wykazują, że nawet podczerwień może wywoływać groźne choroby skóry i nowotwory. Oznacza to, że podnoszenie temperatury ciała do nienaturalnego dla organizmu poziomu ma takie same skutki, co wystawianie się na bezpośrednie słońce” – mówi dermatolog. 

„Nie ma sprawiedliwości na świecie” – konkluduje naszą rozmowę dr Iwona Pniewska, tłumacząc, że oczywiście nie ma jednego schematu postępowania z pacjentami: „są osoby, które mają genetycznie ciemniejszą i grubszą skórę, która jest po prostu bardziej odporna na działanie słońca. Jednak prewencja jest bardzo istotna, zwłaszcza w przypadku nieukształtowanego organizmu małego dziecka” – zaznacza dr Pniewska. Nie bez powodu czerniaka określa się mianem najgorszego nowotworu skóry i jednego z najbardziej niebezpiecznych nowotworów w ogóle. Skórę mamy tylko jedną, więc warto dbać o nią od pierwszych dni życia dziecka.

 

Zdjęcia: Getty Images

Konsultacja merytoryczna: dr Iwona Pniewska, dr Agnieszka Gradzińska / Medix Art-Derm