17.06.2019

Najbardziej uśmiechnięta Hashimotka – Ania Dec

Znacie ją na pewno, jeśli nie z telewizji to z Instagrama. Najczęściej uśmiechnięta i zarażająca pozytywną energią prezenterka pogody. Żona Tomka i mama Zuzi. Kobieta, która uwielbia ciekawe wyzwania. Od kilku lat Ania Dec zmaga się z chorobą Hashimoto. Nam po raz pierwszy tak szczerze opowiada o tym jak radzi sobie z niedoczynnością i przewlekłym zapaleniem tarczycy na co dzień oraz o tym, jaką przy tym jest mamą.

Aniu zmagasz się z chorobą Hashimoto na co dzień już od kilku lat. Podzieliłaś się tą wiadomością ze swoimi czytelniczkami już jakiś czas temu. Czy to była świadoma decyzja?

Tak. Z Hashimoto zmagam się już od pięciu lat. Od razu, gdy dowiedziałam się, że mam tę chorobę postanowiłam stworzyć przestrzeń w sieci, która pozwoli mi szerzej ją poznać, uczyć się z nią żyć i podać te doświadczenia dalej. Postanowiłam, że wszystko będę tam spisywała, abym sama mogła wracać do tej wiedzy, ale i sprowokować do dyskusji. Dzięki temu odezwały się do mnie kobiety, które także mają chorą tarczycę i mają problemy z hormonami. Pojawił się dialog.

Czy dowiedziałaś się o tym przypadkiem czy rozpoznałaś te objawy?

O chorobie dowiedziałam się tak naprawdę po tym jak zrobiłam badania na nietolerancje pokarmowe. Okazało się, że wiele produktów wywołuje u mnie stany zapalne. Pani doktor, która analizowała wtedy moje wyniki, powiedziała, że coś dzieje się w organizmie i należy zrobić dodatkowe badania. Jednak przyznam szczerze, że ja tę sprawę odłożyłam na bok, trzymając się tylko nowych zasad żywieniowych. W pewnym momencie mój mąż zwrócił mi uwagę na to, że moje zachowanie się zmieniło, byłam senna i mniej radosna. Nie było tej dawnej, pełnej energii Ani. Ja osobiście czułam jakby uchodziło ze mnie życie. Wszystko bolało. Mięśnie, stawy, głowa pracowała na zwolnionych obrotach. Stawałam się dla siebie mniej atrakcyjna, a wkładany wysiłek w ćwiczenia nie przynosił efektów takich jak wcześniej.

W czym u Ciebie na co dzień przejawiało się Hashimoto?

Najbardziej przeszkadzała mi senność, zaczęłam tyć, pojawiła się opuchlizna, co przy mojej pracy w telewizji było dużym dyskomfortem. To jednak był najmniejszy problem, najgorsze było to, że w wejściach na żywo nie mogłam się skoncentrować. Nie mogłam się skupić, drętwiał mi aparat mowy, towarzyszyło mi ogólne rozbicie. Wracałam po pracy do domu i od razu musiałam się położyć spać. Potrafiłam tygodniami spać od 13 do 19 i później godzinę ogarniać się do pracy na drugi dzień i dalej szłam spać. Do tego wciąż było mi przeraźliwie zimno. Aż ciało mnie bolało z zimna i ten ból wybudzał mnie w nocy.

To wtedy Twój mąż powiedział „Ania dość, musisz zrobić te badania”?

Tak, on bardzo się martwił i wciąż powtarzał mi, że powinnam pójść do lekarza. W końcu postawił na swoim, mocno mnie zmobilizował któregoś dnia mówiąc Ania, dzisiaj nie pójdziesz do pracy, po prostu masz pójść do lekarza i zrobić badania. I dzięki mu za to ogromne. Po tym jak je zrobiłam lekarz prowadzący zobaczył, że mam bardzo wysokie TSH, wyszły też bardzo wysokie przeciwciała. Okazało się, że stan zapalny jest mocno zaawansowany.

Trudno było Ci to zaakceptować?

Przestraszyłam się. Zaczęłam zgłębiać ten temat, czytać o Hashimoto. Pięć lat temu nie było na ten temat zbyt wielu informacji, publikacji. Dużo rzeczy mnie szokowało, towarzyszyło mi takie poczucie buntu, że jak to mi się mogło przytrafić? Że ja teraz nie będę mogła żyć normalnie, jak do tej pory? Gdy to minęło zaczęłam mocno edukować siebie w tym temacie, czytałam wszystko, oglądałam filmy. Próbowałam znaleźć odpowiedź u lekarzy, których wypytywałam bardzo szczegółowo o Hashimoto. Przeszłam chyba pięciu endokrynologów, z których wtedy żaden nie uświadomił mnie, że ważnym aspektem w codziennym funkcjonowaniu z tą dysfunkcją tarczycy może być dieta. Wręcz bagatelizowano jej znaczenie. Tak się złożyło, że podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych moja kuzynka podarowała mi książkę na temat Hashimoto, którą napisała Polka Izabela Wentz. Autorka chorując na Hashi sama doprowadziła się do dobrego stanu funkcjonowania. Wtedy podjęliśmy decyzję wraz z mężem o zmianie naszych nawyków i stylu życia. Odłożyliśmy także decyzję o ciąży, do momentu aż ja nauczę się funkcjonować z Hashimoto i ustabilizuję sytuację.

I jak Wam szło?

To był dłuższy proces oparty na wielu próbach. Bywało, że bardzo przestrzegałam diety, aż w pewnym momencie przychodził bunt i wracałam do starych nawyków, czemu towarzyszyły skrajne emocje i brak konsekwencji. Muszę przyznać, że mąż bardzo mnie wtedy wspierał. Trafiłam też na post dr Dąbrowskiej. Poleciła mi go osoba, która sama zmaga się z Hashimoto i w jej przypadku to zadziałało. Spróbowałam. Ta terapia pomogła mi znacząco wyciszyć swoje zapędy do słodyczy czy przekąsek, a także wzmocniła moją konsekwencję. Ja po poście, a szczególnie podczas jego trwania czuje się dużo lepiej. Poprzez zmiany w moim codziennym życiu starałam się także nakłonić do nich rodzinę w trosce o ich lepsze samopoczucie i zdrowie. Początkowo spotykało się to z różnymi reakcjami, że wymyślam, że to moda etc. Jednak z czasem przyniosło to długofalowe skutki w odżywaniu naszej rodziny. Nawet moi rodzice zauważyli, że wprowadzając małe zmiany, zaczęli lepiej się czuć, lepiej sypiać. Także było warto. Choć nie jestem za tym, by wszystkim dookoła coś takiego narzucać. Mogę sobie na to pozwolić tylko wśród najbliższych, spodziewając się czasem oporu. Ale cel uświęca środki.

Co Cię tak mocno motywowało, że nie poddałaś się tym uwagom i wytrwałaś w tych zmianach?

Pragnienie bycia mamą i stworzenia rodziny. Od dziecka czułam, że stworzenie tej wspólnoty, to moje powołanie. Wiedziałam, że musze poprawić swoje zdrowie na ile to możliwe, nauczyć się żyć z tą chorobą, aby móc zajść w ciąże i cieszyć się tym stanem. Nawet teraz wielu lekarzy, z którymi mam kontakt mówi, że nie ma badań na temat tego, że dieta pomaga w tej chorobie, dlatego nie mogą się na tym tak skupiać, obiecywać, że to na pewno pomoże. Ale na szczęście spotkałam też takich ludzi, którzy do sprawy podchodzą holistycznie. Choć tu trzeba wielu małych kroków, szukania informacji w wielu dziedzinach i sprawdzania ich indywidualnie pod kontrolą lekarza. Do lekarza chodzę tylko kontrolować tarczycę z medycznego punktu widzenia, a prywatnie zgłębiam wciąż wiedzę na temat lepszego funkcjonowania z Hashi i holistycznego podejścia do tego tematu. Weryfikuję te informacje na bieżąco, ale jeśli tylko mam w głowie jakąś wątpliwość nie wstydzę się pytać lekarza prowadzącego, choć miałam ich już piętnastu. Trochę się z nimi droczę, za każdym razem mam mnóstwo pytań i wyników badań, które robię prywatnie.

Hashimoto to choroba przewlekła, nie da się jej wyleczyć raz na zawsze.

Zgadza się. Trzeba się bardzo pilnować. To nie jest tak, że zrobimy post lub zmienimy nawyki żywieniowe na chwilę i przechodzi. Kiedy naginam z dietą i pozwalam sobie nieco spuścić z tonu, stan zapalny się zaognia i znów pojawiają się bóle mięśni, więc ja już dokładnie po sobie czuję, kiedy mam podwyższone TSH. Czuję spadek sił i formy, a bardzo tego nie lubię. Wiem, że musze zwiększyć dawkę leku, trzymać w ryzach dietę. Robię badania kontrolne, po konsultacji z lekarzem zwiększam dawkę, ale wracam do diety.

Niedawno mocno poruszyłaś ten temat na swoim Instagramie. Mówiąc między innymi, o tym jak trudno jest czasami kobietom przezwyciężyć ten gorszy moment tej choroby.

To było takie trochę załamanie rąk. Wciąż wiele osób bagatelizuje wpływ tej choroby na swoje samopoczucie i codzienne funkcjonowanie. Zasłaniają się modą, kaprysami. Głównie dlatego, że otoczenie im to w taki sposób komunikuje. Wielu lekarzy widząc tylko TSH w normach do 4 nie zleca dodatkowych badań, a przy Hashi norma to maksimum 2. To bardzo ważne w wieku rozrodczym. Ja miałam początkowo TSH ponad 45! To ułatwiło diagnozę. Ale najgorzej widzieć 3, zbagatelizować problem i nie podjąć żadnych działań. Spotykam się z tym bardzo często. Sama mając czasem wynik 3 czuję się równie źle, co przy 45. Dlatego warto zainwestować, przeznaczyć ok. 100 – 200 zł i zrobić prywatnie pełen pakiet badań tarczycowych. I z tymi wynikami pójść na pierwszą wizytę do lekarza. Jeżeli oczywiście zauważamy u siebie takie objawy. 

Podjęcie tego tematu publicznie nie jest pretekstem. To nie chodzi o to, że ja chcę być szczupła czy modna, mieć temat do rozmów w mediach. Chodzi o to, że chcę czuć się dobrze ze swoim ciałem, mieć sprawny umysł. Wymaga ode mnie tego moja praca oraz życie prywatne. Jestem żoną i mamą, która chce mieć jak najwięcej energii i uśmiechu dla swoich najbliższych. Konsekwencja jest tutaj bardzo ważna. A mam siłę i odwagę, by mówić o tym publicznie. Uważam, że to bardzo ważne przy obecnym bagatelizowaniu tej choroby.

Wiesz Aniu, wydaje się, że wiele osób nie wiąże takich objawów z chorobą tarczycy, ponieważ wyglądają one czasami na oznaki zmęczenia, przepracowania.

Dlatego ja chcę o tym mówić, bo to bardzo istotne, aby najbliżsi to rozumieli, że kobiety mogą czuć się zmęczone, nie mieć siły nawet na drobne porządki w domu. Sama to przerobiłam. Czując nie raz niemoc do najprostszych domowych czynności, co rodziło nieporozumienia i frustracje. To są burze hormonów, ale i wiele dysfunkcji organizmu. Od przewlekłego bólu fizycznego, przez problemy układu pokarmowego, po bardzo słabą kondycję mentalną. W momencie, gdy uświadomimy sobie, że przesadzamy z reakcjami, weźmy głęboki oddech i po prostu porozmawiamy z partnerem, przyjacielem, rodziną, tak kompletnie szczerze, nie bojąc się przepraszać choćby za to, że naprawdę nie mamy nad tym takiej kontroli jakbyśmy chcieli, wtedy od razu atmosfera się oczyści. To jest bardzo ważne, aby dać sobie prawo do tego słabszego momentu, ale też nie pozwalać temu zawładnąć naszym codziennym życiem czy pogorszeniem relacji. Ja potrafię się już teraz przyznać do tego. Mówię – Przepraszam Kochanie, ale wiesz, że ja teraz się gorzej czuję. Trzeba dużo ze sobą rozmawiać. Mnie mocno mobilizuje także nasza córeczka.

Będąc mamą, stałaś się bardziej waleczna i konsekwentna sama dla siebie?

Tak, bardzo. Wiem, że powinniśmy dbać o siebie przede wszystkim dla siebie, ale mnie bycie mamą uskrzydla i chcę, aby moja córeczka miała mnie na ponad 100 %. Przy niej nie potrafię się w ogóle smucić. Ta miłość mnie napędza i wzmacnia też moje uczucia do męża. Często pracuję w weekendy, nie mam tego podziału na tydzień pracy i wolny weekend. W związku z tym staramy się każdą wolną chwilę wykorzystać jak najlepiej razem. Szukać możliwości, by częściej być razem, ale też dbać o swoją przestrzeń. W trudnych momentach odwiedzają mnie wieczorem w pracy. Uwielbiamy każdą chwilę razem, staram się je bardzo mocno kodować każdym zmysłem.

Bardzo ufasz swojej intuicji i bacznie obserwujesz siebie, ale dajesz sobie prawo do błędów.

Tak i lubię powtarzać takie zdanie nie bój się zaczynać od nowa. Żyjąc z Hashimoto ma się tę świadomość, że zawsze może coś się zmienić i trzeba będzie zacząć od nowa. Ja też czasami pozwalam sobie na małe grzeszki, sięgając po pizzę lub ulubioną słodycz. Wtedy mój mąż patrzy na mnie już wnikliwym wzrokiem i mówi Aniu, ale wiesz, że to odchorujesz? Na co ja odpowiadam Wiem, ale ja tego w tej chwili potrzebuję. W związku z czym później muszę starać się bardziej pilnować lub zacząć od nowa. Czasami myślę, że ta choroba, to jest moje błogosławieństwo w pewnym sensie. Bo nie wiem czy bez tego żyłabym tak zdrowo oraz tak dbała o siebie i bliskich. Doceniam to co robi Ania Lewandowska w temacie uświadamiania nam jak ważną w życiu jest zdrowa dieta i aktywność fizyczna. Jedne z pierwszych przepisów jakie stosowałam były te bezglutenowe z książek Ani. 

Ten tryb życia i dbanie o siebie zaprocentowało. W ciąży nie zwolniłaś tempa w pracy.

Nie było takiej potrzeby, ponieważ czułam się świetnie. Nie miałam żadnych mdłości. Byłam mocno zmobilizowana samym faktem, że zostanę mamą. Dzięki temu, że chodziłam do pracy nie myślałam za dużo, nie tworzyłam sobie lęków okołoporodowych. Dbałam o siebie, ponieważ ja lubię dobrze wyglądać zarówno dla siebie samej, jak i dla swojego męża. Te bodźce są mi do tego potrzebne.

Nie ukrywasz tego i mówisz o tym wprost: tak lubię być zadbaną kobietą. 

Nie ma w tym nic złego, dlatego wprost dziele się tym na moim Instagramie z innymi kobietami. Mam wrażenie, że odkąd jestem mamą pozwalam sobie na więcej. Więcej czasu dla siebie poświęcam niż kiedyś. Doceniam to, że mamy nianię, przy naszej specyficznej pracy, to było jedyne rozwiązanie. Jest to ogromna pomoc, mamy kochaną nianię, a dzięki niej szansę na więcej czasu dla nas obojga. Dziadkowie mieszkają na Podlasiu, ale też szukają możliwości, by pomóc i przyjechać choć na dzień. Jednak zazwyczaj te wypady skracamy, bo szybko tęsknimy za Zuzą. Nie wyobrażam sobie wyjechać na wakacje bez niej. Nie potrzebujemy tego. Ja sama nie znoszę podróżować bez męża i teraz bez Zuzy. Powrót do pracy wymagał ode mnie mobilizacji. Ciąże zakończyłam z 30 kilogramami na plusie, mimo, że dbałam o siebie. Sporo w ciąży pływałam, 3 razy w tygodniu do 9. miesiąca. Na spokojnie dałam sobie czas by wrócić do formy. Ufałam, że naturalnie wszystko jakoś wróci do normy, bylebym trzymała się swoich zdrowych obsesji. Z tyłu głowy miałam jednak taką myśl, że wymaga tego ode mnie mój zawód, który uwielbiam.

Wprost mówisz też, że poród naturalny był dla Ciebie mocnym, ale cudownym przeżyciem.

Dla mnie poród naturalny był czymś wyjątkowym, cudownym i wyzwalającym. Bardzo chciałabym móc przeżyć to jeszcze raz. Nie ukrywam, że ból jest ogromny, ale natura tak nas do tego przystosowała, że po prostu jej zaufałam. Myślę, że dużą rolę odgrywa tutaj kwestia nastawienia. Ja stwierdziłam, że wolę urodzić naturalnie, jeżeli tylko będzie to bezpieczne dla dziecka. W szkole rodzenia umocniłam się w tym przekonaniu. Wiedziałam, że jest to także bardzo dobre dla maleństwa. Czułam się jak wojowniczka, było to dla mnie przygodą życia. A nie należę do osób o mocnych nerwach (śmiech), na widok krwi robi mi się słabo. A nie było łatwo i trochę to trwało. Bezcenna była pomoc męża. Jego spokój i taka wewnętrzna siła działały na mnie kojąco sprawiając, że czułam się bezpieczna. U mnie poród był o tyle przełomowy, że ja poczułam się po nim prawdziwą kobietą. Wcześniej tak na siebie nie patrzyłam. Oczywiście bałam się tego, ale było to dla mnie bardzo wyzwalające przeżycie. Poczułam jakby zdarto ze mnie jakąś skorupę kompleksów. Dodało mi to skrzydeł, siły i odwagi.

Było to dla Ciebie czymś więcej niż fizycznym wyzwaniem?

Gdy patrzę na naszą córkę nie potrafię myśleć inaczej. To skarb. Mnie to doświadczenie absolutnie umocniło. Nawet mój mąż cały ten okres był blisko mnie. Obserwował procesy dziejące się u mnie na tym etapie zostawania matką. Zauważył wiele i docenił. Uznał, że po tym co przechodzimy podczas całego tego procesu tworzenia, od ciąży przez poród, wczesne macierzyństwo, my kobiety, mamy prawo absolutnie do wszystkiego (śmiech). Tych wyzwań później także jest trochę. Ale ważne by być w tym razem. Komunikować jasno różne stany i wyciągać rękę do zgody, nawet kiedy nie jest moja wina. Ważne, by walczyć o siebie. U mnie na przykład trochę trwało rozkręcenie laktacji, co nie jest często tak łatwe jakby się mogło wydawać. Hormony związane z Hashi plus hormony związane z etapem poporodowym dawały się we znaki. Porozmawialiśmy z mężem o tym, żeby mieć świadomość, że teraz też może być nam pod górkę. Dla mnie trudne jest przyznawanie się do błędu, ale pracowałam nad tym i daliśmy radę. Wsparcie mężczyzny i zrozumienie są tutaj bardzo ważne.

Dobrze się z mężem znacie.

Dobrze i długo. Jesteśmy razem od czasów mojej szkoły średniej. Pobraliśmy się zanim zamieszkaliśmy razem. Nie mieliśmy wyjścia, a chcieliśmy być już związani Sakramentem Małżeństwa. To było dla nas bardzo ważne. Mimo, że studiowaliśmy w dwóch różnych miastach, byliśmy już małżeństwem. Było to dla nas ważne pod kątem wiary. Chcieliśmy być jednym, nierozdzielni i pobłogosławieni.  Od dawna miałam poczucie, że w świat budowania kariery zawodowej chcę wejść, jako żona. Szczególnie mając marzenia o takiej pracy jaką mam. Taka bezpieczna przystań w domu, taki stary mój świat, mąż, który zna mnie od wczesnych lat, który pokochał mnie taką bez żadnych wartości dodanych.

Postanowiliście, co nie jest tak oczywiste, że mąż będzie miał urlop tacierzyński.

Tak. I początkowo spotkało się to z lekkim podśmiechiwaniem w jego pracy, ale później kilku tatusiów także z tego skorzystało. To był bardzo potrzebny czas w budowaniu relacji. Pokazał także jak absorbujące bywa zajmowanie się maleństwem, że czasami coś jest w domu niezrobione, bo zwyczajnie nie było na to czasu. Uczy mężczyznę wyrozumiałości. W codziennym życiu bardzo to pomaga, gdy mam gorszy dzień z Hashi mąż sam proponuje mi drzemkę, a w tym czasie zajmuje się naszą córką.

Co jest dla Ciebie ważne w byciu mamą?

Miłość, szczerość i prawda. Bardzo doceniam to co mam. Staramy się, by nasza córka była z nami wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Nie ograniczamy jej i nie zmienimy naszego stylu życia. Ona staje się taka jak my. Dopełnia nas. Odkąd ją mamy przepełnia mnie miłość i zdrowa naiwność. Wierzę, że Ktoś nam sprzyja tam z góry. Od początku z nią spokojnie rozmawiamy, pozwalamy by nam towarzyszyła zarówno podczas porannej kawy na tarasie jak i na rowerowych przejażdżkach, a także w miarę możliwości podczas wyjazdów służbowych. Jeśli zaśnie podczas wycieczki wracamy i kładziemy ją spać w ubraniu, nie trzymam się musztry. Najważniejsze jest dla mnie, aby czuła naszą miłość, by być blisko siebie. A także to, abyśmy oboje z mężem byli dla niej tak samo ważni, aby nie było tak, że mama ma przewagę. Tata jest tak samo potrzebny. Żeby nie było, że jest tak tylko cukierkowo, na przykład trudno na początku było nam wspólnie podróżować, musiałam przez znaczną część trasy nucić i szumieć. Trudne były spacery w gondoli, Zuzia jej nie akceptowała. Myślałam, że długie spacery nigdy nie nadejdą. Mam świadomość tego, że tych lepszych i gorszych momentów wraz z rozwojem dzieci jest więcej, ale dopóki jesteśmy razem, czuję, że to wszystko jest do przejścia. I pragnę, by dane nam było żyć razem jak najdłużej.

Kilka najważniejszych faktów o chorobie Hashimoto przybliżamy Wam wraz z doktor endokrynolog Małgorzatą Smędek.

Pani doktor czym jest Hashimoto?

Choroba Hashimoto to przewlekłe autoimmunologiczne zapalenie tarczycy, jest ono związane z obecnością przeciwciał przeciw peroksydazie tarczycowej (ATPO) i przeciw tyreoglobulinie (ATG).  Problem zaczyna się w układzie immunologicznym, który syntetyzuje te przeciwciała, to one inicjują proces autoimmunologiczny w tarczycy. U większości osób w przebiegu choroby Hashimoto dochodzi do niedoczynności tarczycy.

Takim pierwszym krokiem ku temu, by sprawdzić czy aby nie chorujemy na Hashimoto są badania.

Badania potrzebne do rozpoznania choroby Hashimoto to przede wszystkim badania krwi tj. badanie przeciwciał przeciw peroksydazie tarczycowej (ATPO) i przeciw tyreoglobulinie (ATG) oraz hormonów TSH, fT3, fT4. Pomocne jest także badanie USG tarczycy. Na podstawie tych badań możemy rozpoznać lub wykluczyć chorobę Hashimoto.

Jakie sygnały mogą dawać nam znać, że Hashimoto być może rozwija się w organizmie?

Sygnałem, że choroba rozwija się w organizmie może być niebolesne powiększenie tarczycy, ale należy podkreślić, że może ona przebiegać z prawidłową objętością tarczycy lub jako postać zanikowa. Kolejny sygnał to objawy niedoczynności tarczycy tj. przyrost masy ciała, osłabienie, zmęczenie, zmniejszona tolerancja wysiłku, senność, uczucie chłodu, sucha skóra, wypadanie włosów, zaparcia, zaburzenia pamięci i koncentracji, zwolnienie czynności serca, u kobiet zaburzenia miesiączkowania. Na początku choroby, kiedy niedoczynność jest mało nasilona są one dość subtelne i nie kojarzymy ich z chorą tarczycą myśląc: jestem zmęczony, bo dużo pracuje, tyję, ponieważ mam mało ruchu itp. A to mogą być objawy niedoczynności tarczycy spowodowanej przez chorobę Hashimoto.

Czyli ważną rolę odgrywa tutaj profilaktyka, badanie się na przykład raz w ciągu roku. Czy jest jakaś granica wiekowa, po której kobiety powinny sobie takie badanie wykonać?

W standardach medycznych nie ma zaleceń, że po którymś roku życia i z określoną częstotliwością należy wykonywać badania profilaktyczne w kierunku choroby Hashimoto, tak jak jest to na przykład w przypadku profilaktyki raka jelita grubego (kolonoskopia) lub raka piersi (mammografia).  Jeśli chodzi o chorobę Hashimoto takich zaleceń nie ma.

Są zaś wytyczne dotyczące profilaktycznych badań w kierunku zaburzeń funkcji tarczycy (które mogą być skutkiem choroby Hashimoto, ale mogą też mieć inne podłoże) u noworodków oraz u kobiet w ciąży, zaleca się oznaczenie TSH. Jeśli TSH wskazuje na niedoczynność tarczycy, wówczas należy wykluczyć Hashimoto.

Badania w kierunku autoimmunologicznego zapalenia tarczycy warto też wykonać u osób, które mają kogoś, w bliskiej rodzinie, kto choruje na tę chorobę. Kolejna grupa wymagająca badań nawet jeśli nie ma ewidentnych objawów klinicznych, to osoby borykające się z problemem niepłodności. Tu warto zaznaczyć, że na choroby autoimmunologiczne tarczycy chorują też mężczyźni, chociaż znacznie rzadziej niż kobiety. Są więc osoby, które nie powinny czekać na objawy niedoczynności tarczycy, tylko wykonać badania wcześniej.

Jest takie przekonanie, co też niestety często podsuwa Internet, że na choroby tarczycy narażone są głównie kobiety w wieku 45 plus. Tymczasem coraz więcej młodych dziewczyn, a nawet jak Pani wspomniała dzieci choruje na tarczycę.  

Przekonanie, że na choroby tarczycy dotyczą tylko kobiet po 45 roku życia jest błędne. Młode kobiety również chorują na chorobę Hashimoto i jak wspomniałam wcześniej, mężczyźni i dzieci też nie są od niej wolni.

Jeśli już zrobimy badania i wiemy, że Hashimoto nas dotyczy, to tez nie należy popadać w panikę. Tę chorobę można oswoić i funkcjonować z nią?

Zdecydowanie nie należy popadać w panikę. Jeśli niedoczynność tarczycy jest prawidłowo leczona, to choroba nie wiąże się z większymi konsekwencjami.  Jest tylko jeden poważny, ale bardzo rzadko występujący problem – możliwość transformacji zapalenia w chłoniaka. Z tego powodu w razie szybko powiększającej się tarczycy należy wykonać biopsję cienkoigłową.

Chcę podkreślić, że aktualnie nie ma możliwości leczenia przyczynowego choroby Hashimoto. Nie ma dowodów na skuteczność leczenie immunosupresyjnego, jak również bardzo popularnych ostatnio diet eliminacyjnych. Skuteczne jest zaś leczenie objawowe tzn. substytucja L-T4 w dawce dobowej dobranej indywidualnie dla każdego chorego. Oczywiście wskazany jest też zdrowy tryb życia tzn. odżywianie zgodne z piramidą zdrowego żywienia, regularna aktywność fizyczna, zachowanie odpowiednich proporcji pracy, wypoczynku, snu.

Często spotykam się z opinią, że chorujące na chorobę Hashimoto kobiety, nie mają szansy na ciążę. Nie jest to prawdą. Większość pacjentek z tą chorobą, po wyrównaniu niedoczynności tarczycy zachodzi w ciążę. Oczywiście ciąża jest stanem szczególnym i kobiety z niedoczynnością tarczycy wymagają wówczas częstych kontroli endokrynologicznych, ale dobrze prowadzone leczenie pozwala uniknąć powikłań.

Czyli dbając o siebie i stosując odpowiednią dietę łatwiej jest te chorobę znosić?

Tak, znacznie łatwiej. Uważam, że zdrowy styl życia każdemu przynosi korzyści, ale jeśli choruje się na chorobę przewlekłą np. Hashimoto, to jest to szczególnie ważne. Zdrowe odżywianie, aktywność fizyczna, dbanie o siebie, regularne przyjmowanie leków, systematyczne wykonywanie badań kontrolnych zgodnie z zaleceniami lekarza prowadzącego pozwala u większości chorych osiągnąć komfort życia niewiele odbiegający od tego jaki mają osoby zdrowe.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia: Monika Kraińska