31.07.2018

Buggy Gym, czyli fitness z wózkiem

Jesteś na “urlopie” macierzyńskim. Tego wypoczywania (czyt. 24-godzinnej opieki nad małym człowiekiem) jest tyle, że nawet gdybyś miała czas, nie jest łatwo wyjść na siłownię. Bo trzeba zorganizować opiekę nad dzieckiem albo znaleźć siłownię, w której malec będzie się czuł komfortowo. Poza tym, po porodzie wysiłkowe ćwiczenia przez pewien czas są niewskazane, chyba że intensywnie ćwiczyłaś przed i w ciąży. Co pozostaje? Spacery z wózkiem. A gdyby tak pobliski park uczynić siłownią, a z wózka zrobić maszynę do ćwiczeń? Dokładnie tak robi Kasia Listwoń, instruktorka zajęć BuggyGym, która dwa razy w tygodniu prowadzi zajęcia dla młodych mam.

Spotykamy się w warszawskim Parku Szczęśliwickim. Kasia, jako jedyna, nie ma wózka. Oprócz niej w jednej z alejek czeka pięć innych mam. Każda z dzieckiem, a nawet – dwójką. Spotykają się tak dwa razy w tygodniu, przez cały rok. Pogoda im niestraszna. Zresztą, dla polskich mam codzienny spacer z maluchem to święty obowiązek. A można połączyć go z dbaniem o kondycję, a przy okazji spotkać się z koleżankami, powymieniać doświadczenia dotyczące macierzyństwa i złapać kontakt ze światem. A wszystko to na zajęciach Buggy Gym.

POMYSŁ Z POŁUDNIA

Pomysł narodził się w Bielsku-Białej Šárka Solecka, lekarka i mama trójki dzieci zawsze uwielbiała sport. Ale jak go uprawiać, gdy ze sobą masz wózek i dwoje starszaków? Wyprawa na siłownię oznacza nieustanne pilnowanie czy młodszemu nie jest za zimno i czy starsi nie są w trakcie spuszczania na nogę 20-kg sztangi. Fitness z dzieckiem? Z jednym wychodzi nieźle, z trójką jest już gorzej. Poza tym, w mniejszych miastach zajęć dla mam z pociechami jest jak na lekarstwo. Ale spacer? To już rzecz wpisana na stałe do planu dnia każdej młodej mamy. Stąd właśnie pomysł, by wykorzystać wózek jako element treningu, a zamiast na sali, ćwiczyć w terenie. – Nasze treningi to nie crossfit, który cię umorduje – wyjaśnia Kasia Listwoń, która prowadzi zajęcia w Warszawie. – Ćwiczenia są odpowiednie dla mam, które wyszły już z połogu (umownie 6 tygodni przy porodzie naturalnym i 12 po cesarskim cięciu). Ale kiedy przychodzi nowa kobieta, zawsze najpierw z nią rozmawiam. Jeśli mam jakieś wątpliwości, proszę, by skonsultowała się ze swoim lekarzem lub odsyłam ją do fizjoterapeuty – wyjaśnia Kasia i dodaje, że najważniejszym aspektem zajęć jest ich bezpieczeństwo dla organizmu mamy. Dlatego sama skończyła kurs Pelvic Floor Safe, aby mieć pewność że ćwiczenia które prowadzi będą bezpieczne dla osłabionych po ciąży i porodzie mięśni dna miednicy. Zajęcia Buggy Gym są świetne, gdy chcesz łagodnie i pod okiem specjalisty, wracać do formy. Sprawdzą się, nawet jeśli w ciąży byłaś totalnym kanapowcem. Trzeba się tylko przełamać, bo na początku perspektywa biegania z wózkiem , ćwiczeń, przysiadów, wchodzenia na ławki, może przerażać te bardziej zachowawcze dziewczyny. Ale w parku na Ochocie wszyscy już znają Kasię i jej sportowe mamy i nikogo nie dziwią ich ćwiczenia.

DLA KAŻDEGO

Na czym polega trening? To coś zdecydowanie więcej niż bieganie z wózkiem. Gdy pogoda jest ładna, oprócz podbiegów, są ćwiczenia na macie, z wykorzystaniem taśm oporowych, które trenerka zawsze ma ze sobą, czy dużych butelek wody, które przynoszą kursantki. Za siłownię robi cała infrastruktura parku, nie tylko wózek. Zimą jest zdecydowanie więcej truchtania, aby nie zmarznąć. –Sporo pracujemy na podstawowych wzorcach ruchu, bo nasze pokolenie, kobiet trzydziestoletnich ma z tym spory problem. Pewnie dlatego, że nasze zajęcia wychowania fizycznego były dość słabe – podsumowuje trenerka i dodaje, że plan zajęć jest układany i modyfikowany tak, aby każda mama, bez względu na kondycję i możliwości, była w stanie poćwiczyć. Najwięcej mam przychodzi z wózkami, choć nie są to biegowe trójkołowce. Ale zdarzają się też chusto-mamy czy te, które noszą dziecko w nosidle. Ogromnym plusem zajęć jest to, iż łączą one umiarkowany wysiłek fizyczny, z dużą dawką edukacji. Ostatnio konikiem trenerki jest kwestia mięśni dna miednicy i nietrzymania moczu. – To problem, który dotyka co trzecią kobietę, ale mimo to wstydzą się o tym mówić. Więc ja na naszych zajęciach przemycam wiedzę. Podpowiadam jak te mięśnie wzmacniać, a co im szkodzi. A szkodzi choćby intensywny trening na trampolinach – wyjaśnia. Trenerka sama nie podejmuje się diagnostyki, ale wie, kiedy przydałaby się konsultacja specjalisty. I do takowych zawsze odsyła. Bywa, że dziewczyny wiedziały, iż mają problem, ale nie miały pojęcia, gdzie szukać pomocy. Wtedy do akcji wkraczała Kasia ze swoją siecią kontaktów.

GRUPA WSPARCIA

Z resztą kwestia wsparcia jest kluczowa na zajęciach Buggy Gym. – Obserwuję moje kursantki przez kolejne tygodnie. Na początku zupełnie się nie znają, jest pewien dystans. Potem ten wspólny wysiłek, rozmowy o dzieciach, porodach, facetach sprawiają, że nawiązują się przyjaźnie. Po zajęciach mamy często idą na wspólną kawę, spotykają się w “podgrupach” – zdradza Kasia. Dla wielu kobiet, które niedawno przeprowadziły się do Warszawy, te zajęcia to jedno z niewielu miejsc, gdzie mogą nawiązać kontakt z innymi mamami. – Bo powiedzmy sobie szczerze, życie z małym dzieckiem nie jest proste. Jeszcze póki trwa “urlop” macierzyński, choć z wakacjami nie ma nic wspólnego, mają odrobinę więcej czasu. Ale gdy po roku trzeba wrócić do pracy, zaczyna być naprawdę ciężko. Pewnie dlatego większość mam kończy zajęcia Buggy Gym wraz z powrotem do pracy. – Ale są takie, które przychodzą ponownie, gdy są w drugiej ciąży, albo już urodziły drugie dziecko. Świetnie jest obserwować, jak dochodzą do formy, jak dobrze radzą sobie z drugim maluchem, nabierają pewności siebie – Kasia uśmiecha się, ilekroć mówi o swoich podopiecznych. Jasne, bywają takie mamy, którym formuła zajęć nie odpowiada. – Raz usłyszałam, że jest za mały wycisk. Ale cóż, to nie są przygotowania do Iron Mana. Na te zapraszam indywidualnie, bo sama startuję w zawodach triathlonowych. Czasem nawet spotykam się na starcie z dziewczynami, które zaczynały od Buggy Gym – śmieje się.

BUDOWANIE POSTAWY

Dla Kasi te zajęcia też były ważnym początkiem. Przez lata pracowała w banku, jednak korporacja, siedzenie przed komputerem – to nie dla niej. – Trzy lata temu wstałam zza biurka i do tej pory nie mogę usiąść – żartuje. Gdy zaczynała prowadzić zajęcia Buggy Gym, bywało, że do Parku Szczęśliwieckiego przyjeżdżała dla jednej osoby. Stopniowo zajęcia zyskiwały na popularności. Teraz grupy liczą 12 a nawet 15 osób, choć paradoksalnie, największa frekwencja jest zimą i wiosną. – Latem mamy ruszają na wakacje, więc ćwiczymy w bardziej kameralnych warunkach– mówi trenerka i prosi, żeby wspomnieć, że jej grupa to nie jedyna, która działa w Warszawie. – Jest jeszcze Kasia Strzelczyk na Polach Mokotowskich i Żoliborzu i Ola Woszczyk na Bemowie i Woli – wymienia. A poza Warszawą, zajęcia Buggy Gym można znaleźć w kilkunastu miastach w Polsce. Ich ogromną zaletą jest fakt, że odbywają się w publicznych parkach, do których można łatwo dojechać komunikacją miejską, a same zajęcia są niedrogie. Pojedyncza wejściówka to 15 – 20 zł.

A jak te mamine harce znoszą maluchy? – Bywa różnie. Niektóre dzieci całe zajęcia przesypiają, ale zdarza się, że mają gorszy dzień i potrzebują więcej uwagi. Szanujemy to i dajemy mamom i pociechom tyle czasu i przestrzeni, ile potrzebują. Te starsze, bo przychodzą mamy z dwu czy trzylatkami, próbują z nami ćwiczyć. Totalnie słodki widok! Na ostatnich zajęciach dwie dziewczynki, ledwo stojące na nogach, próbowały naśladować nasze ćwiczenia. Mamy wchodziły na ławki, maluchy, trzymając się za ręce – na krawężniki. Chyba wszystkie się rozczuliłyśmy oglądając to – wspomina Kasia. Cieszy się, że obserwując ćwiczące mamy, mali ludzie wyrabiają w sobie pozytywne nastawienie do sportu. – Może choć trochę przyczynię się do tego, że kolejne pokolenie będzie miało lepszą kondycję i będzie się chętniej ruszało? – zastanawia się.

Dziewczyny uwielbiają te zajęcia za swobodną atmosferę i założenie, że to im ma być dobrze. Nie ma problemu, gdy dziecko płacze, albo trzeba na chwilę odłączyć się od grupy, by nakarmić je w spokoju. – To nie są zajęcia na sali, gdzie wszystkie, na hejnał mamy tupać prawą nóżką – mówi trenerka i podkreśla, że ta elastyczność i swobodna atmosfera, to bardzo ważny element zajęć. – Po treningu często policzki bolą mnie od śmiechu! – przyznaje. A czy po ćwiczeniach z wózkiem można mieć zakwasy? – Można! I zawsze proszę dziewczyny, żeby dawały znać, czy jakieś ćwiczenia nie są za trudne, albo czy następnego dnia nie miały jakichś problemów. W końcu to trening dla nich, a nie dla mnie! – podsumowuje.

Zdjęcia: Kasia Rękawek