11.06.2019

Kto wygra mecz? Dziewczyny!

Piłka nożna wydaję się być sportem zarezerwowanym dla chłopców. Na szczęście to tylko utarty schemat, który zmienia się dynamicznie. W Europie jest sporo dobrych drużyn żeńskich. Pod koniec tego sezonu dziewczynki trenujące w hiszpańskiej sekcji FC Barcelony, w wieku 12 i 14 lat, zostały po raz pierwszy włączone do ligi rozgrywanej przez ich chłopięcych rówieśników. Poradziły sobie. Być może ten stereotyp bierze się stąd, że piłka nożna w wykonaniu dziewczyn jest nieco inna. Jaka konkretnie? Uchylamy rąbek tajemnicy rozmawiając z żeńską częścią ekipy z Barca Academy, szkółki działającej na licencji legendarnej FC Barcelony.

Spotykamy się w jedno z tych burzowych, ale ciepłych majowych popołudni. Dziewczyny mają właśnie trening. Pierwsze co zwraca moją uwagę, to ich zaangażowanie i bardzo pozytywna atmosfera panująca na boisku. Jako Mama dwóch trenujących chłopaków, zauważam jeszcze coś: jest tu nieco subtelniej. 

Pytam je skąd pomysł na trenowanie piłki nożnej? – Kiedyś moja wychowawczyni prowadziła tę drużynę i zaprosiła nas na pierwsze, darmowe zajęcia, dzięki którym można się przekonać czy to jest coś, co nam się podoba czy nie. Poszłam z dwiema koleżankami i tak już zostało. W moim przypadku do dzisiaj. – mówi Zuzia, 12 lat. A Gabrysia, 13 lat dodaje – Moi dwaj młodsi bracia zawsze grali w piłkę na podwórku, często dołączałam się do ich zabawy i spodobało mi się to.  – Mi z kolei piłka nożna od zawsze się podobała jako sport, gdy dowiedziałam się o szkółce dla dziewczyn, postanowiłam spróbować. – Zosia, 12 lat.

Pierwszym zajęciom czy próbom zazwyczaj towarzyszą różne emocje, od lęku czy sobie z daną dyscypliną poradzimy, po ciekawość jak to właściwie będzie? I tutaj nie było inaczej, chociaż jak przyznają dziewczyny poszło dużo lepiej niż się spodziewały. – Na moim pierwszym treningu było bardzo miło, dziewczyny były bardzo ciekawe jak ja gram – Ania, 12 lat. Dziewczyny opowiadają z dużym entuzjazmem o swoich trenerskich zmaganiach z piłką nożną. Myślicie, że podczas ich treningu obowiązują je specjalne zasady? Że ustalają między sobą, że nie będą się faulowały, albo zbyt mocno odbierały piłki? Nic z tych rzeczy, wbrew – jak same przyznają – obawom ich rodziców  – staramy się sobie nie przeszkadzać, ale nie mamy żadnych wewnętrznych kodeksów, po prostu gramy. A przy tym bardzo się lubimy. Odpowiadają zgodnie. Z resztą taki trening nie miałby sensu, bo dziewczyny rozgrywają między sobą mecze regularnie w każdy weekend, głównie z zespołami damskimi. Zdarzają im się mecze towarzyskie lub mecze z drużynami składającymi się z chłopców, więc oszczędzanie się na treningach nie dałoby efektu w sportowych zmaganiach. Bynajmniej nie trzymają się pod kloszem. – Miałyśmy kilka meczy, ale niestety przegrywałyśmy je, to dało na cenne lekcje. Raz byłyśmy blisko remisu, ale niestety gwizdek sędziego zakończył spotkanie. Te młode zawodniczki doskonale zdają sobie już sprawę z tego, ile wysiłku muszą włożyć w swoje treningi, jeśli chcą być coraz lepszą i zgarną drużyną. Nie zniechęcają się – Ja osobiście jestem impulsywna osobą i po przegranym meczu miewam wątpliwości, bywało, że miałam ochotę się poddać, ale to trwało chwilę. – mówi nam Zosia, lat 12. Przychodząc na trening dziewczynki mają jeden cel: jak najwięcej się nauczyć. Dodają też, że dobrze jest się zmęczyć, by w efekcie stać się coraz lepszymi piłkarkami. 

Dziewczyny chcą być zgraną drużyną i gdy pytam, czy czują między sobą rywalizację z rozbrajającą szczerością odpowiadają, że jeszcze nie, przy tym śmieją się głośno. Piłka nożna to sport drużynowy, ale i też taki, gdzie w tej drużynie potrzebny jest kapitan, który będzie trzymał zespół razem, motywował go i prowadził na boisku. Oczywiście nie zawsze musi tak być, ale często jest. 

Co jest fajnego w tym świecie dziewczyńskiego futbolu, to też to, że one nie czują się od chłopców w żaden sposób słabsze. Chociaż przyznają, że czasami koledzy z klasy nic o tym nie wiedzą lub wiedzą i nie mają z tym problemu. Czasami, gdy się dowiedzą są zdumieni. – Któregoś dnia miałam do późna lekcje w szkole, zaraz po nich miałam iść na trening, przebrałam się w strój w szkole, żeby zdążyć i kilka osób mnie w nim zobaczyło, w tym koledzy. Byli zaskoczeni, więc pytali, dlaczego wybrałam akurat grę w piłkę nożną? Odpowiedziałam, że to jest coś co chcę w życiu robić. – Zuzia. Dość poważna deklaracja, ale wiem, że dzieci mają tę cudowną intuicję, za którą podążają i która pomaga im planować podbój świata. – Czasami gramy z chłopakami w szkole, na równych zasadach – dodaje Zuzia. – Bywa, że na WF-ie gramy na drużyny i chłopaki wybierają mnie do swojej drużyny, albo na bramkę, albo na atak. To jest miłe – dodaje Marysia.  

Zawodniczki mają już za sobą mecze rozegrane z chłopięcymi drużynami, gdzie wcale nie czuły, że są bardziej delikatne i wymają specjalnego traktowania. – Czasami szło nam lepiej, czasami gorzej, ale ogólnie bez kompleksów – przyznają. 

Poważnie podchodzą do treningów, a co lubią w piłce nożnej najbardziej? – To, że się dużo biega, nie ma tutaj miejsca na nudę. To nasza pasja i przyjemność. – Fajne jest też to, że nie siedzimy przy komputerach czy tabletach, tylko uprawiamy sport na świeżym powietrzu i czasami w trudnych warunkach pogodowych.

Ktoś pomyśli, ok, ale są sporty dużo bardziej kojarzone z dziewczynami jak tenis, taniec, balet czy siatkówka. – Tak, ale ja nie lubię tańczyć. –  mówi Hania. – A ja trenuję trzy różne sporty, w tym piłkę tutaj. – dodaje Zosia. – Ja chciałam chodzić na zajęcia z tańca, ale nie spodobało mi się. Później próbowałam karate, ale moja mama i dziadki nie byli tym zachwyceni. Ostatecznie walczyłam o to, by trenować piłkę nożną i w końcu mi się udało ich przekonać. – mówi Marysia.

Mamo, tato chcę trenować piłkę nożną

Pytam dziewczyny o to, jak zareagowali ich rodzice, gdy poinformowały ich, że mają takie marzenie, aby trenować piłkę nożną – Moi zgodzili się bez problemu, nawet trochę się śmiali z tego pomysłu, ale zgodzili się od razu – mówi Ania. – Mnie to w ogóle namówił Tata! – mówi Hania 7 lat. – Ja z kolei gram, ponieważ mój Tata kiedyś też grał w piłkę i tak mi zostało – tłumaczy Wiktoria. 

Rodzice specjalnie nie starali się odwlec Was od tego pomysłu, nie mówili, że to brutalny sport i zdarzają się kontuzję? – Moi tak, zwłaszcza Babcia miała takie wyobrażenie, ale uparłam się, mówiąc, że będę ich prosiła tak długo, aż się nie zgodzą i w końcu się zgodzili. – Marysia. – Moi proponowali mi siatkówkę – Wiktoria. – Moja Babcia też była lekko wystraszona, pytała, czy chcę mieć połamane nogi i tym podobne historie. Uspokoiłam ją jednak, że aż tak brutalnie nie gramy – mówi ze szczerością Zuzia. W piłce nożnej znajdują adrenalinę. Strzelenie bramki na meczu to dla niech euforia i podniesienie wiary w siebie. Dziewczyny podnoszą się wzajemnie na duchu, mają w drużynie swoje motywatorki, co bardzo im pomaga. Na tych treningach zawiązują się między dziewczynami przyjaźnie, one bardzo się nawzajem lubią, nie ma tam miejsca dla niepozytywnych emocji. Każdą nową osobę witają serdecznie w zespole. Ale kiedy trzeba potrafią na siebie krzyknąć, zazwyczaj na zasadzie – Nie poddawaj się, dawaj dalej, próbuj! – przyznają zgodnie.

Wiecie co lubią robić w wolnych chwilach? Otóż regularnie oglądają mecze i rozgrywki pucharowe piłki nożnej w telewizji. Ale nie drużyn żeńskich (to akurat nie jest dziwne, gdyż te z kolei są bardzo rzadko transmitowane w telewizji). One chórem odpowiadają: Tak, ale Ligii Mistrzów! Mają swoje ulubione kluby. A ich ulubionym piłkarzem jest, wiadomo – Leo Messi.

Ogromną rolę w prowadzeniu drużyny odgrywa trener. To jego zadaniem jest nie zepsuć młodych sportowców, a dać im optymalne warunki do rozwoju i niwelowania błędów. Trener także dostrzega możliwości każdego zawodnika i wyczuwa jego predyspozycje. Do tego wszystkiego na czas treningu staje się mentorem i opiekunem. Dużo tego prawda? Magda jest trenerką dziewczyn, zna je i potrafi z nimi rozmawiać. Czy daje im wycisk na treningu? – Nie, tak średnio – odpowiadają z rozbawieniem chórem dziewczyny. – My jesteśmy teraz podzielone wiekowo, co znacznie nam ułatwia grę, nie musimy obawiać się, że sfaulujemy młodsze dziewczynki. Traktujemy się na równi. To duży plus tej szkółki. Ale pojawiają się siniaki po meczu, nie oszukujmy się, że nie. Ale my jesteśmy do tego przyzwyczajone. Z każdym treningiem i meczem jest coraz lepiej. A ten sport hartuje nas. Czujemy się pewniejsze siebie, także poza boiskiem.

Okiem Trenerki 

Magdalena Wójtowicz, zawodniczka LUKS Sportowa Czwórka Radom. Obecnie prowadzi dziewczynki w jednej z drużyn Barça Academy Girls.

Pani Magdo trenowała Pani także chłopców, czy widzi Pani różnicę pomiędzy sposobem prowadzenia drużyny dziewczyn, a chłopców?

Tak, to są takie różnice pochodzące z natury. Dziewczynki są ogólnie bardziej wrażliwe, biorą więcej do siebie, więc trzeba im pewne rzeczy tłumaczyć inaczej. Powszechnie uważa się też za oczywiste, że chłopcy grają w piłkę nożna, a dziewczynki już niekoniecznie, więc i na tym polu trzeba walczyć z tym przekonaniem w społeczeństwie, ale idzie to ku dobremu. Jeśli chodzi o trening dziewczyn i chłopców, to dziewczyny na pewno więcej mówią na treningu (uśmiech), jak to kobiety. Jeżeli jednak chodzi o zaangażowanie w trening to jest tu podobnie, jak u chłopców. 

A umiejętności technicznie? Czy nie jest tak, że chłopcy z natury są bardziej przystosowani do tego sportu?

Faktycznie chłopcy znacznie wcześniej zaczynają. My mamy projekt Barça Academy Girls  od 6 roku życia, ale jest też projekt Barça Academy Kids, gdzie głównie są chłopcy, chociaż mamy jedną dziewczynkę, która tam trenuje na równi z chłopcami. To jest kwestia tego, że one później zaczynają. Projekt FCB Kids jest oczywiście otwarty również dla zawodniczek.

Czy waży Pani słowa zwracając uwagę dziewczynkom?

Trochę tak, ale staramy się tworzyć układ bardziej partnerski, żeby przy tej pierwszej przygodzie z piłką towarzyszyła im dobra atmosfera. Widać to, gdy przychodzi do zespołu nowa zawodniczka, to dziewczyny są bardzo otwarte i chętne do pomocy. 

Zdarza się tak, że przychodzi rodzic i mówi: Ja to nie jestem przekonany, żeby ta moja córka grała w piłkę. Czy raczej, gdy już ktoś się decyduje na to, aby pozwolić dziecku trenować, wie z czym to się wiąże? 

Różne są przypadki. Niektórzy rodzice przyprowadzają zawodniczki bez przekonania, ale gdy na własne oczy zobaczą, że to sprawia dziecku radość, to także się przekonują. Wiem to sama po sobie, ponieważ moi rodzice także nie byli przekonani co do tego, żebym grała w piłkę nożną, a później stali się moimi najwierniejszymi kibicami. Z reguły rodzic chce podążać za swoim dzieckiem.

A więc Pani kariera trenerska została poprzedzona grą?

Oczywiście, inaczej nie podjęłabym się trenowania. Przeszłam taką samą drogę jak moje Zawodniczki dzięki czemu łatwiej mi je zrozumieć. Chciałabym, żeby jak najwięcej dziewczyn trenowało. To może stać się prawdziwą pasją – nawet dla dziewczyn.

Na pewno doświadczenie pomaga Pani teraz lepiej zrozumieć dziewczyny, które chcą być piłkarkami. 

Dokładnie tak jest.

Spotyka się Pani czasami ze zdziwieniem w oczach ludzi, gdy poznając Panią dowiadują się, że jest Pani Trenerką i trenuje piłkę nożną z dziewczynkami?

Już nie ma takiego zdziwienia, ale na początku bywało. Teraz w Warszawie jest już kilka klubów piłkarskich dla dziewczyn. Jest to dyscyplina, która bardzo dynamicznie się rozwija. Nie tak jak kiedyś, że ludzi dziwiło, jak to dziewczyna i gra w piłkę? Teraz to fajnie idzie do przodu.

Gdy obserwuje Pani chłopców na meczu z dziewczynami, to chłopcy bardziej obchodzą bokiem rywalki, żeby przypadkiem im krzywdy nie zrobić czy to już jest na równi?

Chłopcy nie chcą przegrywać z dziewczynkami, więc mam wrażanie, że dają z siebie podwójną moc. Zależy też w jakim są wieku, ale rywalizują na podobnym poziomie. Jest też tak, że chłopcy potrzebują dostrzec w dziewczynach umiejętność gry, aby jej zaufać. Takie są początki.

To rozróżnienie grup treningowych na chłopców i dziewczyny ma swój sens.

Tak, służy to optymalnemu treningowi zarówno dla chłopców jak i dziewczynek.  Wiadomo, że dziewczyny czują się swobodniej we własnym gronie. Chcieliśmy stworzyć taki projekt, aby dać dziewczynkom możliwość trenowania i rozwoju bez skrępowania. To jest też przygoda i takie wspomnienia, które zostaną z nimi na całe życie. To także dobra lekcja budowania więzi i pewności siebie. 

Zdjęcia: Monika Kraińska