04.05.2018

Rośliny bezpieczne dla dzieci, czyli dżungla dla malucha

Botaniczne motywy nie wychodzą z mody. Kwiaty królują na dziecięcych ubrankach, tropikalne palmy na pościelach, roślinne motywy zdobią tapety, dywany i naczynia. A gdyby tak, zamiast imitacji natury, zafundować maluchom dżunglę w pokoju? Zachęca do tego Sylwia Buźniak – miłośniczka trendu „urban jungle”, kolekcjonerka roślin, mama dwóch uroczych urwisów – Janka i Franka. Ich mieszkanie wypełnione jest roślinami. Jeśli chcesz tak jak Sylwia wprowadzić rośliny do pokoju swojego dziecka, przeczytaj jak się do tego zabrać.

Czy rośliny w dziecięcym pokoju to dobry pomysł czy tylko wnętrzarska fanaberia?

Zdecydowanie dobry pomysł! Wielu naukowców jest zdania, że samo patrzenie na rośliny poprawia nastrój i koi nerwy. Warto wspomnieć, że były przeprowadzane badania na temat wpływu koloru zielonego na samopoczucie, z których jasno wynika, że im więcej zieleni, tym lepszy nastrój. Jako że rośliny to głównie kolor zielony mogę więc śmiało stwierdzić, że przebywanie wśród nich działa relaksująco i odstresowująco – pomaga dzieciom wyciszyć się i odprężyć, łagodzi napięcia. Zieleń w pokoju dzieci wzmacnia ich koncentrację i skupienie. Zielony to kolor spokoju i harmonii, kojarzy się pozytywnie, dzięki czemu wyzwala dobre emocje. Według feng shui – wschodniej sztuki aranżacji przestrzeni, rośliny odgrywają istotną rolę w naszym życiu emocjonalnym. Ich działanie uzależnia się od kształtu liści. Okrągłe, cienkie i miękkie (np. begonia) wydzielają łagodną energię. Twarde, ostre i szpiczaste (sansewieria) – prowokują i motywują do działania. Mając więc świadomość korzystnego wpływu roślin na nastrój i samopoczucie, warto wzbogacić pokój dziecka o kilka doniczek. Trzeba jednak pamiętać, by zwrócić uwagę na właściwości poszczególnych roślin, by jak w największym stopniu spełniały swoją funkcję dobroczynną, a nie tylko tą dekoracyjną.

Jak zatem wybierać „kwiatki” do dziecięcej dżungli?

Podstawowa zasada, jaką kierujemy się w przypadku dzieci, to oczywiście bezpieczeństwo. Dotyczy to  również roślin, które stawiamy w pokoju dziecięcym. Wybierając rośliny musimy kierować się nie tylko względami estetycznymi ale robić to świadomie i zachować czujność. Najpierw sprawdzić czy nie należą do gatunków trujących lub uczulających. Kolorowe owoce psianki w kształcie kulek czy biały płyn wyciekający z uszkodzonego liścia trójskrzynu (nazywanego krotonem) mogą być groźne dla zdrowia dziecka. Nie kierujmy się tylko tym, że dana roślina oczyszcza powietrze, ale zweryfikujmy również czy nie jest szkodliwa. Przykładem jest chociażby popularny skrzydłokwiat, którego soki są trujące. Reasumując, w pokoju dziecięcym najważniejsze jest bezpieczeństwo, a w dalszej kolejności weźmy pod uwagę wiek dziecka, jego temperament i aktywność.

Jakie rośliny, poza skrzydłokwiatem, nie powinny być w zasięgu małych rączek?

Często w domu pojawia się modna obecnie monstera dziurawa. Przeżywa swój renesans i wróciła na salony. Też mam kilka jej odmian ale poza zasięgiem dzieci. Jest bezproblemowa i bardzo dekoracyjna, liście ma piękne ale do pokoju małych dzieci nie jest wskazana. Dlaczego? Bo spożyta może wywołać bardzo silną reakcję alergiczną, prowadzącą do obrzęku gardła i krtani. Unikajmy też roślin o ozdobnych owocach (w szczególności trującej psianki koralowej). Jak łatwo sobie wyobrazić, piękne małe koraliki mogą być atrakcyjne dla malucha i mógłby je zjeść. A taka dieta może być tragiczna w skutkach.  Szerokim łukiem omijamy gatunki trujące do których należą: difenbachia, aglaonema, bluszcz pospolity, kalia, gwiazda betlejemska, wilczomiecz, poinsecja, wspomniana monstera, filodendron, syngonium, trójskrzyn, zamiokulkas, oleander, cyklamen perski czy fikus.

Nie należy też ustawiać w pokoju dziecięcym roślin kwitnących lub silnie pachnących, które mogły by wywoływać alergie bądź uczulenia (np. hiacyntów czy anturium). Choć lista niewskazanych dla dzieci roślin jest spora to nie brakuje jednak gatunków, które bez obaw możemy kupić do pokoju dziecka. Należą do nich między innymi długo kwitnące fiołki afrykańskie, mało wymagające i ozdobne zielistki, kolorowe trzykrotki, nieco egzotyczne papirusy, wytrzymałe sansewierie czy kochające słońce grubosze i eszewerie. W tej ostatniej grupie mamy duże spektrum roślin naprawdę atrakcyjnych dla dziecka.

Wiek i temperament małego ogrodnika to jedno. Ale co zrobić, gdy pokój jest ciemny, z północną ekspozycją. Czy wówczas wchodzą w grę wyłącznie tropikalne rośliny na tapetach?

Niestety pole do popisu mamy nieco zawężone, bo tak się składa że popularne rośliny cieniolubne lub dobrze znoszące brak bezpośredniego światła dziennego są jednocześnie trujące. Należą do nich difenbachia, zamiokulkas, dracena, aglaonema, monstera deliciosa i wszystkie inne jej odmiany, syngonium. Tak więc w ciemnym pokoju dziecka nie mamy zbyt dużego wyboru. Ale nawet w takiej sytuacji da się znaleźć kilka zielonych cudów.

Wprawdzie stron świata nie zmienimy, układu okien też, ale możemy szukać roślin cieniolubnych. Dzięki nim nawet ciemny pokój możemy ożywić i  zazielenić. Sprawdźmy jaka jest ekspozycja na światło. Przez okna południowe najdłużej wpada do mieszkania światło słoneczne. Okna od wschodu oświetlone są rano, zachodnie zaś późnym popołudniem. Okna wychodzące na północ w ogóle nie otrzymują bezpośredniego światła, ale za to przez cały dzień mają równomierny dostęp do światła pośredniego.

Mój typ do ciemnych pomieszczeń? Sansewierie. To najlepszy przykład wytrzymałej rośliny z dobroczynnym wpływem, która w dodatku lubi cień. Znosi niekorzystne warunki takie jak suche powietrze i brak światła. Sztywne liście sansewierii magazynują wodę dlatego podlewamy ją bardzo rzadko, wystarczy raz na miesiąc.

Druga żelazna roślina to aspidistra wyniosła. Odporna na przesuszenie, złe oświetlenie czy częste zmiany temperatury.  Zielistka również poradzi sobie w półcieniu. Kolejną niewymagająca rośliną doniczkową jest rypsalis czyli patyczak, który dobrze znosi cień, a także klimatyzację i okresowy brak wody. Nie jest popularny mimo atrakcyjnego i oryginalnego wyglądu.

Rośliny, o których mówiłaś, są bardzo wytrzymałe. Czy mają zatem sprawdzić się jako pierwsze „kwiatki” dla przedszkolaka, który koniecznie chce uprawiać własną miejską dżunglę?

Wybór roślin do pokoju dzieci jest sprawą indywidualną. Dobieramy gatunek do warunków w mieszkaniu oraz w przypadku starszych dzieci, bierzemy pod uwagę ich upodobania a najlepiej dajemy dziecku wybór. Jeśli chcemy, aby samodzielnie pielęgnowało roślinkę, dobrzej skupić się na tych o małych wymaganiach. Podlewanie oraz obserwowanie rośliny może być dla kilkulatka dobrą lekcją odpowiedzialności. Jeśli chodzi o aspekty wizualne to dla dzieci ciekawą grupą roślin będą sukulenty. Moim zdaniem tzw. uszy szreka czy uszy fiony to świetny wybór. Mają chwytliwą i łatwą do zapamiętania przez dziecko nazwę a przy tym wyglądają bardzo ciekawie i są mało wymagające. Nieco starsze dzieci mogą zafascynować się roślinami owadożernymi. Na pewno spodobają się im tzw. żywe kamienie czyli lithops lub oplątwy czyli rośliny rosnące w powietrzu czyli bez ziemi i doniczki. Dzieci uwielbiają też fantazyjne kaktusy, egzotyczne storczyki czy muchołówki. Warto też zadbać o całą ekspozycję i poszukać kolorowych doniczek lub tych o fantazyjnych kształtach. Wybór jest ogromny a jeśli chcemy to możemy stworzyć z dzieckiem ozdobną osłonkę malując ją odpowiednimi nieścieralnymi mazakami. Fajna zabawa. Polecam.

Kolejna propozycja to sianie lub sadzenie bulw roślin razem z dzieckiem. Dobrym rozwiązaniem na start są rośliny jadalne, które możemy wysiać do doniczki, np. szczypiorek, rzeżucha, bazylia, czy pietruszka. Ciekawym doświadczeniem będzie sadzenie pestek cytrusów czy awokado i obserwowanie pojawiających się drzewek. Starszemu dziecku możemy zaproponować sadzenie bulw kwiatów. Tu świetnie sprawdzi się piękny oxalis potocznie zwany szczawikiem. Jest odmiana o fioletowych listkach, które przypominają motyle. Kilka bulw posadzonych wiosną do doniczki po kilkunastu dniach zacznie kiełkować, a po miesiącu będziemy mogli cieszyć się już piękną rośliną. Stado motyli przez całe lato i wczesną jesień będzie cieszyć oko. Wspólna obserwacja ich rozwoju może być dla dziecka fajną lekcją odpowiedzialności jak i ciekawą zabawą.

Już sama wyprawa do sklepu z roślinami może być przygodą. Dla osób, które nie mają zbyt szerokiej wiedzy polecam miejsca bardziej przyjazne roślinom czyli kwiaciarnie lub centra ogrodnicze. Niestety często w marketach czy dyskontach rośliny traktowane są po macoszemu. Wynika to z faktu, że pracownicy nie znają się na roślinach i ich odmianach. Podlewają wszystkie jednakowo lub je przesuszają. Ponieważ ostatnio w Polsce można zaobserwować ogólną fascynację roślinami powstały małe plant shopy, których właścicielami są najczęściej miłośnicy i znawcy roślin. Osobiście bardzo lubię takie miejsca i tam najczęściej kupuję rośliny. Możemy przyjść ze starszym już dzieckiem i pozwolić mu wybrać roślinę, dobrać doniczkę a sprzedawca da instrukcję obsługi rośliny i na pewno odradzi zakup trującej lub niebezpiecznej dla dziecka.

Warto też pamiętać, że niektóre gatunki niosą za sobą korzyści prozdrowotne. Przykładem będzie np. paproć lub zielistka. Są to rośliny wykazujące zdolność do oczyszczania powietrza z toksyn. Z pewnością warto umieścić je zarówno w pokoju dziecięcym, jak i we własnej sypialni. Warto poszukać ciekawych odmian danej rośliny, np. zielistka green orange to połączenie zieleni i pomarańczy, łatwa w uprawie i miła dla oka. W jej przypadku należy pamiętać o zraszaniu i podlewaniu, jak ziemia przeschnie. Moi chłopcy bardzo lubią spryskiwać kwiaty i robią to razem ze mną. Mamy gatunki, które wymagają zraszania codziennie i Janek, starszy syn, już pamięta, które rośliny to lubią i czasami bierze zraszacz i robi to sam. Wie, że sansewierie tego nie lubią i je omija. Fajnie widzieć takie rzeczy, zwłaszcza jak jest się matką kwiatolubną.

Czy rośliny faktycznie mogą poprawić jakość powietrza w pokoju maluchów?

Tak! Jak pokazują badania NASA, niektóre rośliny oprócz wytwarzania tlenu, pochłaniają również zanieczyszczenia.  W ciągu dnia rośliny “konsumują” dwutlenek węgla, a wytwarzają tlen. Poza tym dzięki parowaniu wody z liści i podłoża, przyczyniają się do nawilżania powietrza. W pomieszczeniach z dużą ilością roślin powietrze jest czystsze niż w pokojach bez nich lub z ich niewielką ilością. Niektóre gatunki roślin są pod tym względem skuteczniejsze niż inne. Po przeprowadzeniu wspomnianych badań NASA która wybrała 18 domowych roślin oczyszczających powietrze ze szkodliwych związków chemicznych. Lista wygląda tak: chryzantema wielkokwiatowa, dracena odwrócona, skrzydłokwiat, bluszcz pospolity, sanseweria gwinejska, rapis wyniosły, gerbera Jamesona, dracena wonna, dypsis lutescens, figowiec Benjamina, epipremnum złociste, anturium Andrego, liriope szafirkowata, daktylowiec niski, nefrolepis wyniosły, nefrolepis obliterata, zielistka Sternberga i aglaonema.

Badania badaniami ale pamiętajmy że pojedyncze sztuki roślin nie oczyszczą pokoju dziecka. Sansewieria np. oczyści powietrze z dwutlenku węgla (CO2 w O2) w nocy. Dzięki temu zapewnimy sobie bogate w tlen powietrze przez całą dobę. Jednak dopiero kilka sztuk dorosłych roślin może zapewnić czystsze powietrze w niedużym pomieszczeniu zamkniętym. Osobiście uważam, że jeśli nawet w niewielkim stopniu rośliny przyczynią się do poprawy jakości powietrza warto się na nie skusić. Uwielbiam sansewierie i mam w pokoju dzieci sporą kolekcję.

Czy zawsze byłaś miłośniczką roślin?

Rośliny towarzyszyły mi od zawsze w domu rodzinnym. Lubiłam je i doceniałam ale ponieważ prowadziłam aktywny tryb życia z częstymi wyjazdami nie miałam ich u siebie w mieszkaniu. Nie chciałam ich zaniedbywać. Od czasu kiedy mam dzieci i stabilniejszy tryb życia, rośliny zagościły u nas na dobre. Ilość dla niektórych może być nie do przyjęcia ale dla mnie to już kwestia kolekcjonerska. Posiadam gatunki rzadko dostępne, sprowadzam je z różnych stron świata. Mam też odmiany trujące ale dzieci są już przyzwyczajone i wiedzą, że doniczek nie należy dotykać czy obrywać. Starszy pilnował młodszego kiedy ten był jeszcze ciekawski i eksplorował intensywniej otoczenie. Teraz już jest bezproblemowo i chłopcy są bardzo pomocni.

Oczywiście nie bez znaczenia jest dla mnie fakt, że wnoszą relaksujący klimat w pomieszczeniu. Zieleń uspokaja i daje odpoczynek oczom, wzmacnia naszą koncentrację i skupienie, pozwala się odstresować. Stworzyłam sobie małą prywatną dżunglę, z której jestem bardzo dumna i którą chętnie pokazuję na swoim Instagramie @sylplants.

Zdjęcia: Aneta Zamielska