06.03.2019

Mazurska przygoda: Folwark Bielskie

Co można zaplanować, na ostatni weekend lutego? My postanowiliśmy wyjść wiośnie naprzeciw i wyruszyć, a jakże, na Mazury! Po krótkich poszukiwaniach nasz wybór padł na Folwark Bielskie. Klimatyczny zakątek, gdzieś w sercu Mazur Garbatych wydał nam się odpowiednią opcją, więc bez dłuższych rozważań postanowiliśmy się o tym jak najszybciej przekonać. Podróż minęła nam szybko, każdy na swój sposób odczuwał lekką ekscytację, dzieci jak zawsze były zafascynowane wycieczką, a w ich oczach dosłownie można było wyczytać radosne „hej przygodo!” 

Ostatni odcinek trasy, czyli dojazd do samego folwarku to kilkanaście minut dobrze utwardzoną, szutrową drogą, przecinającą co rusz leśne zagajniki, lub otwierającą szerokie perspektywy na pola i łąki co bez wątpienia zwiastuje, że oto znajdujemy się w innym świecie, w krainie ciszy i spokoju, mazurskim królestwie przyrody. Podróż na pokładzie Volvo minęła nam szybko, komfortowo i przede wszystkim bezpiecznie.

Na miejscu, wita nas ciepło Pan Edward, gospodarz miejsca. Od razu skraca dystans dzielącego nas wieku swoją ciepłą aparycją i na dzień dobry czujemy się jak w domu. Prowadzi nas do rodzinnego pokoju na piętrze i krótko objaśnia zasady panujące w gościńcu.

 Muszę przyznać, że folwark robi wrażenie. To co przede wszystkim daje się odczuć po przekroczeniu progu to przestrzeń, przestrzeń i jeszcze raz przestrzeń. Właściciele zadbali, aby jak najmniej zabudować wnętrze, które jeszcze nie tak dawno temu należało do…stodoły! Tak, tak, naprawdę trudno uwierzyć, że początkowo były plany, aby agroturystykę uruchomić w domu jednorodzinnym, który również znajduje się na tym 1,5ha terenie, natomiast o tym, że Folwark powstał tu, gdzie powstał zdecydował przypadek, a ściślej mówiąc przeciekający dach rzeczonej stodoły. Brawo za pomysł i odwagę, oraz jeszcze większe ukłony za efekt końcowy!

W środku same smaczki, jest klimat loftu dzięki jadalni łączącej się z salonem, wyposażonym w kominek, nadający wieczorom właściwej atmosfery, odkrytym metalowym elementom konstrukcji nośnej, betonowym sufitem i podłogą, która jest ogrzewana i zachęca do urzędowania na boso. Całość generalnego efektu domykają oryginalne ściany z cegły i kamienia charakterystyczne dla lokalnej architektury. Na dole znajdziemy również świetnie wyposażoną kuchnię, z której w zależności od ustaleń, można korzystać we własnym zakresie, łazienkę oraz to co każdy, choćby najbardziej hołdujący zasadom rodzicielstwa bliskości rodzic doceni – pokój zabaw.

Pokoje znajdują się na piętrze, jest ich sześć w tym dwa rodzinne. Mają własną łazienkę, są przestronne i dobrze wyposażone. Szeroki korytarz sprawia, że wygodnie można się do nich dostać z całym tabunem bagaży.

Po pierwszym wrażeniu, przyszła pora na smakowanie detali. Jako że przyjechaliśmy na miejsce dość późno, postanowiliśmy spędzić wieczór w salonie. Pan Edward rozpalił kominek i zrobiło się bajkowo. Na środku, królowa tego miejsca – bardzo wygodna, duża i komfortowa kanapa. Każdy może tu odpłynąć w swój świat w oka mgnieniu, można kultywować ten bezcenny czas na wiele sposobów. My oddawaliśmy się zapamiętale grze w statki, było też czytanie książek (można mieć własną, ale, w razie nie posiadania takowej, można skorzystać z pokaźnej kolekcji zalegającej w narożnym regale), czy słuchanie muzyki, latem zapewne wybralibyśmy koncert świerszczy siedząc na tarasie.

Następnego dnia, postanowiliśmy wybrać się na rekonesans. Zanim to jednak nastąpiło, Pani Ewa ugościła nas przepysznym śniadaniem w formie szwedzkiego stołu. Dobrze posileni wybraliśmy się nad jezioro, które znajduje się po drugiej stronie dróżki. Jest tam również plac zabaw, mała plaża oraz bardzo klimatyczny pomost, który od razu przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, bo przecież każdy z nas skakał kiedyś z takiego pomostu do jeziora, czerpiąc z życia to co najwspanialsze, pełnymi garściami. Tutaj naprawdę możemy się cofnąć w czasie. My tylko żałowaliśmy, że to końcówka lutego, i kąpiele musimy odłożyć, ale tylko do lipca, bo na pewno tu wrócimy w letnim sezonie. Na spacer wyruszył z nami Moko –przyjazny i łagodny pies właścicieli. Widać, że jest przyzwyczajony do takich wędrówek z gośćmi, dla naszych dzieci była to bardzo miła, dodatkowa atrakcja.

Jeśli chodzi o spacery, to mamy tutaj nieograniczone wręcz możliwości. Fani przejażdżek rowerowych czy biegania też będą zadowoleni. Kolejnego dnia wyruszyliśmy, na nieco dłuższą eskapadę, pogoda dopisała, a my spędziliśmy dobre 4 godziny na łonie natury, wędrując wokół jeziora i oczyma wyobraźni czując klimat tego miejsca wiosną i latem. Można się dobrze zmęczyć, odetchnąć pełną piersią i odpocząć psychicznie, a przecież o to głównie chodzi w odwiedzaniu takich miejsc. Po powrocie Pan Edward rozpalił ognisko i czyniąc zadość tradycjom z dzieciństwa zjedliśmy ze smakiem pieczone kiełbaski, i spędziliśmy fajny czas racząc się opowieściami i wrażeniami z minionego dnia.

Bardzo serdecznie polecamy Wam odwiedziny tego klimatycznego miejsca. Widać, że stworzyli je ludzie z pasją, włożyli w nie dużo serca oraz zaangażowania i dbają, aby każdy odwiedzający mógł się tutaj poczuć jak w domu, doświadczając zarazem całej palety wrażeń budujących tę niezapomnianą atmosferę. Cel został w pełni osiągnięty, Folwark Bielskie to miejsce, do którego chce się wracać, my na pewno powrócimy tam w wakacje!

Zdjęcia w większości wykonane są aparatem Olympus OM-D E-M10 Mark III, który mieliśmy okazję testować. Spoglądając po raz pierwszy na ten aparat, moją uwagę przyciągnęła niezwykle estetyczna linia korpusu, harmonijnie łącząca w sobie nowoczesną stylistykę z tradycyjnym wyglądem, jednoznacznie kojarzącym się z aparatami fotograficznymi. Ten korpus o małych rozmiarach, świetnie dopasowany jest do damskiej dłoni i wygodnie jest go trzymać. Wygoda trzymania idzie w parze z wygodą obsługi. Dostępne w aparacie pokrętła sterujące, przednie i tylne, wykonane z przyjemnie szorstkiego metalu, rozmieszczone są tak dogodnie, by mając niezbyt dużą dłoń z łatwością zmieniać kciukiem i palcem wskazującym niezbędne ustawienia, jakimi są czas naświetlania, wartość przysłony, czy korekta ekspozycji. Ogromnym atutem i ułatwieniem obsługi aparatu jest przycisk wyświetlający na ekranie zestaw wielu funkcji aparatu, które łatwo możemy zmieniać dotykowo. Do innych dostępnych przycisków funkcyjnych możemy przypisywać różne wybrane w menu funkcje w celu dostosowania aparatu do swoich oczekiwań. Na pokrętle służącym do wybierania trybu pracy, poza tradycyjnymi Auto, P, A, S, M, oraz trybem scen i filtrów artystycznych, widnieje również pozycja AP. Daje ona szybki dostęp do bardzo zaawansowanych funkcji aparatu, w tym także do bardzo ciekawego trybu Live Composite, dającego świetne efekty w  fotografii nocnej. Jak na pierwsze spotkanie z OM-D E-M10 Mark III, to aparat wywołał bardzo dobre wrażenie. 

Za pomoc w realizacji cyklu dziękujemy naszym partnerom Volvo Drywa Gdańsk oraz Olympus Polska.

Zdjecia: Maria Warzybok