04.05.2018

Dziecko minimalizmu

Gdy na świecie pojawia się pierwsze dziecko, chcemy dać mu wszystko. To nic nadzwyczajnego, normalna reakcja rodziców, którzy za pośrednictwem potomka chcą wynagrodzić braki ze swojego dzieciństwa. Czasami jednak warto wziąć głęboki oddech i zastanowić się, co tak naprawdę sprzyja rozwojowi naszej Pociechy. Przestrzeń, w której żyjemy, przedmioty, którymi się otaczamy już od najmłodszych lat kształtują gust i wyobraźnię dziecka. To idealny czas na to, by wytłumaczyć sobie i maleństwu, że mniej znaczy więcej, również w kwestii aranżacji domowej przestrzeni.

Na profil @ilovelafi trafiłam przypadkiem. To jeden z tych momentów, kiedy okazuje się, że algorytmy Instagrama doskonale wiedzą, co ci się podoba i cieszy oko. Gdy oglądałam klimatyczne zdjęcia słodkiej dziewczynki i przepięknych przestrzeni, w których się wychowuje, zapragnęłam bliżej poznać tę wyjątkową rodzinę. Napisałam wiadomość do jej mamy i tu intuicja znów mnie nie zawiodła. Kasia okazała się ciepłą, sympatyczną kobietą, z którą – jak się szybko okazało – nadajemy na tych samych falach.

W opisach zdjęć maleństwo podpisywane jest jako ZetDzidzia – to zabawa słowna od jej imienia. Zoja ma 18 miesięcy i od urodzenia wychowywana jest w otoczeniu minimalizmu, stonowanych barw i naturalnych materiałów. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu jej mama, Kasia, zawodowo zajmuje się architekturą krajobrazu. Poczucie estetyki ZetDzidzia ma zatem w genach. Na początku roku ZetRodzina otworzyła nowy rozdział w życiu, przeprowadzając się ze Zgorzelca do Wrocławia, gdzie rozwijają swoją wyobraźnię i kreatywność.

Na Twoich zdjęciach widać przepiękne, aczkolwiek surowe przestrzenie, które otaczają Twoją córeczkę. Dlaczego postanowiłaś wychować dziecko w tak prostych formach?

Moje uwielbienie dla bieli, drewna, prostych form i zielonych roślin jest niezmienne od wielu lat, w tym stylu stworzyliśmy nasz dom z ZetOjcem i myślę, że Zoja świetnie się w tym odnalazła. Uwielbiam odczuwać w domu przestrzeń – a swoisty minimalizm i proste formy – dla mnie tę przestrzeń w domu tworzą. Poza tym przy wielkiej akcji zmiany lokalizacji, kiedy przez prawie miesiąc mieszkaliśmy w mieszkaniu przejściowym, zauważyliśmy, jak kilka ulubionych zabawek sprawia, że malutka lepiej się nimi bawi, bez niepotrzebnego rozpraszania. Okazało się, że tych kilka zabawek wcale jej się nie nudzi, a tylko rozwija kreatywność. W związku z tym po przeprowadzce zdecydowaliśmy się zachować tylko kilka ulubionych zabawek naszej córeczki. Teraz pilnujemy tego, aby część z nich była schowana, a część łatwo dostępna. Raz na jakiś czas je podmieniamy i zabawa zaczyna się od nowa. Polecam ten patent każdemu! Działa zawsze!

Czy świadomie postawiłaś na stonowane, pastelowe barwy?

Uważam, że macierzyństwo to przede wszystkim dom. Zanim urodziłam Zoję, spędzałam w nim relatywnie mało czasu. Kiedy przygotowywałam się do pojawienia maleństwa – świadomie – wiedząc, że większość czasu będę przebywać w mieszkaniu – łączyłam barwy z myślą o  ZetDziecku. Dzięki temu moje uwielbienie ładu i harmonii, ale również estetyki, jest zaspokojone. Co nie oznacza, że nie posiadamy kolorowych zabawek czy klocków – po prostu Instagram to przede wszystkim obraz. Dla mnie to przestrzeń do wyżycia się artystycznego – bo to właśnie kreacji samej w sobie najbardziej mi brakuje podczas zajmowania się dzieckiem. Oczywiście jest to tylko wycinek naszego życia – zdjęcia i teksty są dla mnie rodzajem odskoczni, doskonałą zabawą i taką naszą „rzeczą” – Zoja to zresztą uwielbia. 

W waszym domu dużo elementów wykonanych jest z surowego drewna, czy to praktyczne przy dziecku?

Rzeczywiście drewno dominuje w naszym domu, jest to celowy zabieg. Po pierwsze mamy pewność, że zabawki nie są malowane farbą „niewiadomego pochodzenia” – a przy małym dziecku jest to bardzo istotne, ponieważ i tak wszystko ląduje w buzi. W życiu Zoi królują książki, drewniane zabawki oraz laptop multimedialny, który dostaliśmy w spadku po synku przyjaciółki, od stosunkowo niedawna też klocki. Myślę, że najważniejsza dla dziecka jest atrakcyjność samej zabawki – nakładanie elementów, łączenie w pary czy dopasowywanie – oczywiście w zależności od wieku. Drugą kwestią jest czas, który poświęcamy dziecku bawiąc się z nim – tak żeby mu pomagać a nie przeszkadzać – bo maluchy czasem wyszukują inne przeznaczenia zabawek, niż ich producenci czy rodzice. Kreatywność w tej materii nie zna granic!

Jak urządziłaś pokoik córeczki?

Pokój dla Zojenki urządzałam w oparciu o połączenie dwóch, moim zdaniem najbardziej dziewczęcych kolorów: brudnego różu oraz szaroniebieskiego. Postawiłam na jeden piękny w moim odczuciu mebel, czyli bieliźniarkę oraz niewiele potrzebnych dodatków, które były najwyższej jakości ale również cieszyły moje oko. Szafa była własnoręcznie malowana przez ZetOjca, kolorem powstałym z moich zabaw z farbami. Dopiero późnej pojawiła się u nas drewniana rama na lustro, która stała się (w zasadzie przez przypadek) integralną częścią jej pokoju. Z założenia miało to być lustro do naszej sypialni. Rama przybyła do nas aż z Anglii i była wykonywana ręcznie przez moją serdeczną koleżankę Agnieszkę, która tworzy takie cuda w odskoczni od regularnego życia (i jest mamą oczywiście). Jeśli chodzi o funkcjonalność to po pojawieniu się Zoi na świecie – przemeblowania robiliśmy z 10 razy w miesiącu, bo tu było bliżej do przewijaka, a tam mógł być przeciąg, sprawdzaliśmy gdzie najlepiej malutkiej się śpi. W końcu na przestrzeni roku powstał układ idealny – który i tak co jakiś czas zaburzam, bo jestem maniaczką przemeblowań! Tylko różnica jest taka, że teraz jeździmy z meblami razem z ZetDzieckiem – zabawa na pół dnia gwarantowana! Polecam! 

Na co szczególnie zwracałaś uwagę przy szykowaniu pokoju dla dziecka?

Przede wszystkim żeby ten pokój był inny niż reszta mieszkania, gdzie dominuje biel i drewno, bardziej kolorowy, chciałam stworzyć troszkę bajkowy i magiczny świat, do którego będzie można wkroczyć i się zapomnieć.. przypomnieć sobie swoje dzieciństwo. Oczywiście istotne były dla mnie funkcjonalność, jakość, materiały, estetyka, ale również źródło. Postawiłam sobie na początku mojej przygody z brzuchem za cel wspieranie mam, które tworzą z wielką miłością rzeczy dla dzieci, ogarniając przy okazji swoje dzidziutki. Choć w ciąży miałam tylko wyobrażenie macierzyństwa – to i tak wydawało mi się bohaterstwem, a połączenie go z innymi obowiązkami – czymś nierealnym. I tak jest do dzisiaj – staram się w miarę możliwości (tych finansowych i tych zdroworozsądkowych) wynajdywać najpiękniejsze, w moim odczuciu, rzeczy tworzone przez mamy i w oparciu o nie tworzyć przestrzeń dla Zoi.

Gdzie znajdujesz te piękne meble i dodatki do pokoju córeczki?

Inspiracje i ich twórców w tym momencie odnajduję przy kawie z Instagramem, blogami skandynawskimi, które są dla mnie dużą inspiracją. Dużo także wynoszę z rozmów z dziewczynami-matkami, które miałam przyjemność poznać w sieci. Zawsze stawiam na proste formy w pięknym wydaniu i funkcjonalność. Dawno wyleczyłam się z kupowania w pośpiechu, teraz daję sobie czas na przemyślenie, czy oby na pewno te przedmioty są mi potrzebne. Jak już wspomniałam, staram się wspierać polskie mamy i ich pomysły. Świadomość pochodzenia produktów oraz procesów ich powstawania dają spokój i poczucie, że wybrało się dla swojego dziecka najlepszą i sprawdzoną zabawkę, butelkę, czy koszulkę. Wiadomo, że każdy z nas ma inny gust i inne podejście do zakupów, ale świadomość naszych decyzji jest według mnie luksusem.

Czy czasami jest u was trochę plastiku i żywych barw, czy rządzi wyłącznie drewno?

Jak wspominałam wcześniej, ZetDziecko posiada w swoim przybytku klocki, kulki i pstrokate zabawki, które są integralną częścią naszego codziennego życia. O ile uwielbiam estetykę minimalistycznych, drewnianych zabawek, tak koniec końców to jednak wybór należy do małego człowieka. To jest jej czas, jej rozwój, nie zabraniam jej sięgać po pstrokate lalki, czy multimedialny telefon. To Zoja decyduje, co w danym momencie jest dla niej najbardziej atrakcyjne, a ja w gratisie dostaję odrobinę wolnego czasu, który jest na wagę złota. W moim odczuciu najpiękniejszą zabawką, jaką możemy dać dziecku jest efektywny czas, w którym skupiamy na nim całą naszą uwagę: obserwujemy jego zainteresowania, tłumaczymy świat i wspólnie się przy tym bawimy – a czy to będzie drewniana łyżka, klocki czy rolka papieru to już jest szczegół. 

ZetDzidzia ma dużo zdjęć w łóżeczku – czy to na potrzeby sesji, czy jest takim śpiochem?

Rzeczywiście, sama ostatnio spojrzałam na tą moją wirtualną ścianę i tam jest dużo tego typu zdjęć. Zoja od początku wizyty na tym świecie spała dużo, głęboko ale i krótko. I rzeczywiście nie miałam najmniejszego problemu żeby przyłapać ją na tym błogim lenistwie a nawet czasem dołożyć coś od siebie. Jednak zawsze wiązało się to z jeszcze krótszym czasem – przeznaczonym na prania, sprzątania, gotowania, ogarniania i siebie – to z czym każda z nas zmaga się codziennie i w kółko. Choć wtedy myślałam, że tego czasu mam niewiele, teraz widzę ze wcale do końca tak nie było. Po prostu jest to kwestia organizacji i wyboru priorytetów przede wszystkim, które trzeba sobie poprzestawiać najpierw w głowie a potem w życiu.

Zdjęcia: archiwum prywatne @ilovelafi