17.03.2019

Wywiadówka: Sebastian Karpiel-Bułecka

Uprzedzam: ta rozmowa jest niezwykle emocjonalna. Sebastian to najbardziej otwarty tata, z jakim miałam do czynienia. O rodzinie mówi prosto z serca, mówi tak, że mam ciarki, niejednokrotnie się wzruszam i jestem wdzięczna. Wdzięczna za takich ojców i takie rozmowy.

 Kiedy poznałeś Paulinę, czułeś, że to kobieta Twojego życia, że to będzie matka Twoich dzieci?

Tak, miałem tak. Gdybym tak nie miał, to te dzieci by się nie pojawiły. Mężczyzna to wie, coś w środku mu o tym mówi, podpowiada. Przynajmniej u mnie tak było. Moje pierwsze dziecko urodziło się, jak miałem 39 lat: dojrzałem już wtedy do ojcostwa i bardzo tego chciałem, byłem na nie absolutnie gotowy. Dla mnie to był ostatni czas na to, żeby mieć dzieci, w takim względzie, że nie chciałem być starym tatą, który nie będzie za nimi nadążał. Więc to wszystko we mnie dojrzało i miałem to szczęście, że spotkałem Paulinę i dzięki niej to moje marzenie udało się zrealizować.

Jak Paulina przekazała Ci wiadomość o tym, że będziesz tatą po raz pierwszy? Jak zareagowałeś?

Oczywiście bardzo się ucieszyłem, Paulina chyba była nieco przestraszona… Dowiedziałem się w jej mieszkaniu bodajże. Ale to nie było wydarzenie, które miało jakąś niezwykłą oprawę. To się stało w zwyczajny, ludzki sposób.

Pojawiły się jakieś obawy?

Myślę, że większość przyszłych rodziców ma obawy i mnóstwo lęków, bo to jest jednak branie na siebie dużej odpowiedzialności. Człowiek świadomy się lęka, to jest wpisane w oczekiwanie na przyjście na świat dziecka. Co więcej: te obawy wcale nie gasną, jak dziecko się pojawia, wręcz przeciwnie: rodzicom strach towarzyszy do końca życia. To też nie jest nic złego, po prostu trzeba się nauczyć z tym żyć. Ktoś kiedyś powiedział, że kiedy na świecie pojawia się dziecko, wtedy dopiero dowiadujemy się, co to znaczy miłość i strach. I coś w tym jest.

Byłeś przy porodzie Antosi?

Byłem przy obu porodach. To były niezwykłe doświadczenia. Jednak przy tym pierwszym nie chciałem być. Byłem pełen obaw. To był lęk przed nieznanym; nie wiedziałem, jak to wszystko będzie wyglądało, co się będzie działo, co ja tam tak naprawdę będę robił, po co ja mam tam być… Bałem się. Ale kiedy już to raz zrobiłem, byłem bardzo zadowolony. Każdemu przyszłemu ojcu polecam, żeby brać w tym udział, bo to jest…to jest dla mnie dotknięcie Boga tak naprawdę. To jest coś, co jest mocnym dowodem na istnienie Pana Boga, na to, że ktoś nad nami czuwa, ktoś to wymyślił, stworzył. To jest niezwykłe, metafizyczne przeżycie, którego warto doświadczyć.

Jaką ostatecznie pełniłeś funkcję podczas porodu?

Taką, że odmawiałem „Zdrowaś Maryjo” i trzymałem Paulinę za rękę, i to wszystko. Zanim doszło do porodu, dużo się działo. Kiedy weszliśmy na salę, położna musiała akurat gdzieś wyjść. I w tym momencie Paulina stwierdziła, że to już, więc ja byłem przerażony! W końcu udało nam się ten czas przeczekać: położna wróciła i dopiero się zaczęło. Dowodem na to, jak ja to przeżyłem, jak bardzo byłem zdenerwowany, było to, że kiedy kazała mi wcisnąć dzwonek, żeby już w tej ostatniej fazie przyszedł lekarz, to zrobiłem to z taką siłą, że cała listwa nad łóżkiem, do której był on przymocowany, pękła. Więc ona na to: Dobra, dobra, już nie naciskaj. Wyjdź i zawołaj go.Takie były emocje! To świadczy o randze tego wydarzenia.

Co w Tobie obudziło pierwsze spotkanie z Antosią, trzymanie jej na rękach?        

To są takie przeżycia, że trudno to opowiedzieć słowami. … Nie chcę nadużywać słowa metafizyczne, ale to rzeczywiście było mocno duchowe. Na pewno to było uczucie wielkiej miłości, wielkiej odpowiedzialności, wielkiej dumy – te trzy rzeczy mi się nasuwają. Jak Antosia się urodziła, siedzieliśmy i patrzyliśmy na nią i tak nie wiedzieliśmy za bardzo, co teraz. Wiem, z czego to wynikało: było tyle stresu, tyle napięcia i nagle ona jest i my tak patrzyliśmy na nią, myśląc sobie: No fajnie. Ale co teraz? Co dalej? Byliśmy totalnie pogubieni. Ale potem wszystko zaczęło się dziać i funkcjonować zupełnie naturalnie i myślę, że to do tej pory wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Jaka jest Antosia? Co ma z Ciebie a Co z Pauliny?

Na pewno jest uparta. Jest bardzo żywym dzieckiem, wszędzie jej pełno, ciężko za nią nadążyć. Myślę, że czasem jej samej ciężko za sobą nadążyć. Co ma ze mnie? Na pewno dłonie, to widzę. A resztę? Ludzie mówią, że jest do mnie podobna wizualnie, choć nie wiem, czy to jest takie dobre dla niej akurat (śmiech). Ale ok, niech tak będzie.

Podobno wykazuje też talenty muzyczne?

Tak, bardzo ładnie śpiewa: głośno, donośnym głosem. Lubi to robić. Panie ją chwalą, mówią, że jest najlepsza w grupie. Ja również. Czysto śpiewa, więc pewnie gdzieś tam jest uzdolniona muzycznie. Ale co z tego będzie? Jak to wykorzysta, czy będzie chciała to robić, czy pójdzie w inną stronę? Czas pokaże.

Po Antosi dość szybko pojawił się Jędrek. Tak niewielka różnica wieku to było wyzwanie?

Wtedy nie, teraz – tak. To rzeczywiście jest bardzo mała różnica wieku – niecałe dwa lata – i ciężko się w tym wszystkim połapać. To jest duże wyzwanie, przynajmniej dla mnie. Ja mam czterdzieści parę lat, nie 25, więc nie mam pewnie już tyle wigoru i siły. Czasem przyjeżdżam z koncertu i chętnie bym poleżał, ale dłużej niż 2 minuty mi się nie udaje, więc jest to wymagające. Cały czas coś się dzieje, nieustannie muszę interweniować, przewinąć, coś naprawić, bo narozrabiali, bo coś się wylało. Jak to wszystko się dzieje, jestem zły, ale jak już to ogarnę i położę ich spać – mówię tutaj o tych momentach, kiedy jestem z dziećmi sam – to czuję, że to jest fajne. Mam wtedy taką myśl, że fajnie być ojcem i fajnie być za kogoś odpowiedzialnym. Czuję, że się realizuję w jakiś sposób, że to jest coś, co mojemu życiu nadaje sens. Ale nie, że w ogóle sens, bo moje życie tak czy siak ma go, ale dopełnia to moje życie. To jest bardzo fajne uczucie.

Za drugim razem marzyłeś o synu?

Tak. Ja w ogóle od raz chciałem mieć syna, jak pewnie większość facetów na tym świecie. Pierwsza była córeczka i to była dla mnie wielka radość, ale stwierdziłem, że muszę mieć jeszcze syna. I w końcu się pojawił. Mogę śmiało powiedzieć, że dostałem od losu pełen pakiet: mogę się sprawdzić jako tata dziewczynki i tata chłopca. To jest dla mnie ważne, tym bardziej, że wychowywałem się bez ojca, więc chciałem, żeby to się trochę wyrównało, żeby w moim dorosłym życiu ta pustka wypełniła się, żeby zniknęła. Przyroda nie lubi pustki. Musi być równowaga. Ja bardzo potrzebowałem tej równowagi i ją dostałem.

Miłość do córki i do syna jest inna? To jest inna relacja?

Kocham ich tak samo, ale myślę, że tę różnicę w relacji widać przede wszystkim po stronie dzieci. Córeczki lgną do ojców, ja to czuję ze strony Antosi. Czuję, że ona jest taka „moja”, że jestem dla niej bardzo ważny. Jędrzej jest mniejszy – ma nieco ponad 1,5 roku – i on jest bardziej mamusi, jest na etapie, że bardziej potrzebuje Pauliny niż mnie. Pewnie z biegiem czasu to się będzie zmieniało.

Jaki jest Jędrzej?     

Bardzo podobny do Tosi w zachowaniu: też jest bardzo żywy, ale jest mniej … histeryczny, bardziej stonowany, zdystansowany. Nie przeszkadza mu, że nie ma na sobie nic różowego (śmiech). W przeciwieństwie do Tośki, która, wychodząc dziś do przedszkola, krzyczała przez pół godziny, że nie ma różowych spodni. Wątpię, żeby on kiedykolwiek miał taki problem (śmiech). Kobieta i mężczyzna to są dwa różne światy – to już widać po dzieciach – i to jest piękne.

Co w Waszym związku zmieniły dzieci?

To ma dwie strony tak naprawdę: dzieci na pewno dopełniają związek, miłość jest jeszcze większa i głębsza, a z drugiej strony to jest duże wyzwanie, bo jak się pojawiają dzieci, to jest dużo więcej powodów do kłótni. Zauważyłem, że lepiej jest, kiedy ja sam zostaję z nimi niż jak zostaję z Pauliną, bo zawsze jak jesteśmy razem, to jedno z nas liczy, że to drugie coś zrobi. A jak jestem sam, to mam zaplanowany jakiś rytm: działam po kolei. Jak jest Paulina, to myślę sobie: A dobra… Nie będę tego robił, bo pewnie ona to zrobi. A ona sobie pewnie myśli: Nie będę tego robić, bo Sebastian na pewno się tym zajmie. I w końcu nikt tego nie robi i dochodzi do jakiegoś spięcia. Także posiadanie dzieci jest dużą próbą dla związku, próbą miłości i wytrzymałości. Ale to jest piękne doświadczenie i mimo tego, że z dziećmi częściej zdarzają się nieporozumienia i jest bardziej nerwowo, warto tego doświadczyć. Ta gra jest warta świeczki, ona nadaje sens byciu, jestestwu, życiu.

Jak Ciebie zmieniło ojcostwo? Jaki byłeś przed dziećmi, jaki jesteś teraz?

Teraz jestem szczuplejszy (śmiech), jestem bardziej fit. A mówiąc poważnie: na pewno dojrzałem. Jestem odpowiedzialny za dzieci, za Paulinę i to sprawia, że czuję się mężczyzną. Dobrze mi z tym. To mnie rozwija, mocno kształtuje, czuję wielki rozwój duchowy. Czuję, że przerabiam samego siebie: posiadanie dzieci sprawiło, że musiałem zrezygnować w dużej mierze z siebie, pozbyć się egoizmu, mój świat przestał się kręcić tylko i wyłącznie wokół mnie, zaczął się kręcić wokół rodziny. Z wielu rzeczy, do których byłem przyzwyczajony i które były dla mnie ważne, musiałem zrezygnować, wiele odpuścić dla nich. A wcześniej wydawało mi się, że nie jestem w stanie bez nich żyć… Co więcej: ta rezygnacja mnie rozwinęła, pokazała zupełnie inną perspektywę, dzięki niej inaczej patrzę na życie.

Kiedy Cię nie ma w domu, kiedy koncertujesz: bardzo tęsknisz czy bardziej odpoczywasz?

Trochę odpoczywam, a trochę tęsknię. Pierwszy dzień odpoczywam, drugiego już zaczynam tęsknić. To jest zabawne, bo my z Pauliną łapiemy się na tym, że jak te dzieci są, to jesteśmy zmęczeni, cały czas coś się dzieje i musimy być na wiecznym stand by’u. A jak ich nie ma, to zamiast sobie pooglądać telewizję, poleżeć, to my siedzimy na kanapie i oglądamy ich zdjęcia w telefonie. To jest absurdalne, ale też świadczy o pięknie rodzicielstwa. Podobnie jest z moimi wyjazdami, z graniem: pogram sobie przez chwilę, a potem jadę busem, przeglądam telefon i cieszę się dziećmi, cieszę się rodziną i tęsknię.

Jakim jesteś ojcem?   

Ja jestem trochę nerwus. Często mam wyrzuty sumienia, że łatwo wybucham. Ale cóż …taki mam charakter, choć staram się nad sobą panować. Ale wiesz…Jak oni cały czas skaczą, wrzeszczą. Z jednej strony wiem, że to chwała Bogu, że tak jest, ale z drugiej? To trudno opowiedzieć, moi koledzy wiedzą, z czym się mierzę, bo znają moje dzieci, mi jest trudno to opisać. One naprawdę są żywe, musisz mieć wytężoną uwagę non stop. Nie jest tak, że ja pójdę zawiesić rzeczy do szafy i spokojnie mogę wrócić. Tylko: ja idę do szafy, wieszam rzecz i kiedy się odwracam, to staję na moje dziecko, bo ono jest już w tym samym miejscu, co ja. Takich sytuacji jest mnóstwo: cały czas jest akcja. I przychodzi taki moment, kiedy zaczyna mi brakować cierpliwości, zaczyna się we mnie gotować i zdarza mi się wybuchnąć. Na pewno też jestem ojcem, który nie mam problemu z okazywaniem uczuć czy zajmowaniem się dziećmi. Myślę, że jestem w porządku. Staram się być jak najlepszą wersją siebie, a wychodzi mi to różnie. Czasem miewam słabsze dni, ale myślę, że nie jest źle.

Jaka mamą jest Paulina?     

Ona kocha dzieci, ma świetny z nimi kontakt, jest stworzona do tego, żeby być mamą. Zawsze tego chciała. Jest bardzo dobrą i czułą matką. Mogę w samych superlatywach wypowiadać się na temat tego, jakie ma podejście do dzieci, jak się nimi zajmuje… Ale oczywiście miewa też wpadki, jak każdy. Ale myślę, że moje dzieci bardzo dobrze trafiły, że mają taką mamę.

Kiedy Twoja rodzina Cię rozczula?        

Jak teraz mówię o tym wszystkim, to jestem poruszony w środku. Takich momentów jest wiele… Moja córeczka zaczęła przynosić rysunki z przedszkola i to mnie rozwala zawsze. Mnóstwo jest takich przeżyć. Jak ją po raz pierwszy zaprowadziłem do przedszkola, to mało się nie popłakałem. Ja w ogóle jestem dosyć wrażliwym człowiekiem, często czuję się za sprawą rodziny poruszony czy wzruszony.

Czym jest dla Ciebie ojcostwo?

Ja będę cały czas powtarzał, że to jest wielka odpowiedzialność. Ja jestem architektem z wykształcenia, projektuję domy. Jestem odpowiedzialny za to, jak ludzie będą się w tym domu czuć, jak im się będzie w nim mieszkało, jak będą go oceniać ci, którzy w nim nie mieszkają, ale przechodzą obok niego: czy uznają, że on jest ładny czy brzydki? Z ojcostwem jest podobnie: ja kształtuję młodego człowieka przynajmniej do pewnego momentu. Od tego, jak ja go ukształtuję, zależy, czy on będzie miał ładne wnętrze, od tego też zależy, jak inni będą go postrzegać. Oczywiście większość pracy jest w nim, ale ja muszę nadać temu jakiś bieg, jakąś drogę, jakiś tor. To jest wielka odpowiedzialność i wielkie wyzwanie, największe i najpiękniejsze w moim życiu.

Chciałbyś mieć więcej dzieci?

Myślę, że tak, choć może nie teraz (śmiech). Ale zobaczymy. Daję sobie jeszcze trochę czasu, oczywiście nie mam go zbyt dużo, mam 43 lata, a uważam, ze 45 to jest górna granica dla mnie, kiedy to mógłbym jeszcze mieć kolejne dziecko. Bo potem ten ojciec to jest już trochę niestety dziadek i potem już trudniej z dzieckiem pojeździć na nartach czy pograć w piłkę. Zobaczymy, co Bóg da. Jak będzie więcej dzieci, na pewno będę się cieszył. Aczkolwiek na dzień dzisiejszy nie należę do najbardziej wypoczętych ludzi na świecie, mówiąc delikatnie.

Zdjęcia: Aneta Zamielska