30.08.2018

Terapia sensoryczna-popularność czy realna potrzeba?

INTEGRACJA, czyli składanie w całość. Wrażenia SENSORYCZNE (zmysłowe), czyli bodźce. A zatem celem integracji sensorycznej jest uporządkowanie wrażeń zmysłowych i złożenie w całość czynności zmysłowo – ruchowych, które są wykorzystywane do celowego działania. Integracja rozwija się stopniowo, począwszy od życia płodowego. Jeśli na poszczególnych etapach dziecko nie rozwinie pewnych umiejętności, pojawiają się nieprawidłowości w jego zachowaniu, czyli tzw. zaburzenia SI.

W obrębie każdego z SIEDMIU ZMYSŁÓW (wzrok, słuch, węch, smak, dotyk, zmysł równowagi i propriocepcja/zmysł kinetyczny, czyli zmysł czucia głębokiego, inaczej zmysł ułożenia części ciała względem siebie oraz napięcia mięśniowego) możemy być NADWRAŻLIWI lub PODWRAŻLIWI. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z bardzo szybką reakcją na ruch, dotyk czy zapach i interpretujemy ten bodziec jako mocniejszy, intensywniejszy, czasem nawet jako zagrażający i dłużej on na nas oddziałuje. Ten bodziec rozprasza, pobudza, denerwuje. W drugim przypadku zauważamy dany bodziec np. dźwięk, gest, ruch, dotyk dopiero wtedy, kiedy jest on naprawdę intensywny lub jest go dużo. Możemy też poszukiwać stymulacji sensorycznej i wszystkiego dotykać, próbować, wąchać, robić samodzielnie, żeby określonych bodźców poczuć na własnym ciele jak najwięcej. Jak twierdzi terapeutka, Agnieszka Machocka z poradni „Siedem zmysłów”, ten podtyp zaburzenia często bywa mylony z ADHD.
„Mogą wystąpić również problemy w różnicowaniu bodźców sensorycznych, co wpływa na to, że dziecko nie może na taki bodziec zareagować. Nie wie, co jakie jest: miękkie-twarde, głośne-ciche, ciężkie-lekkie, trudno mu też odróżnić, co jest ważne, a co nieważne. W konsekwencji może reagować na wszystkie bodźce, co jest bardzo pobudzające i męczące. Może też nie reagować na żaden bodziec, wyłączać się i tu mamy obraz dziecka np. z autyzmem”.
Dość często występują u dzieci także zaburzenia motoryczne o podłożu sensorycznym. Te dzieci nie potrafią zaplanować i wykonywać najprostszych nawet czynności. Bardzo często występują również zaburzenia modulacji, czyli zdolności regulowania przez mózg wejściowych informacji sensorycznych i odpowiedniej na nie reakcji. Nieprawidłowe procesy modulacji wpływają z kolei na problemy z pobudzeniem i koncentracją uwagi. Sporo dzieci ma także problemy z regulacją napięcia mięśniowego, które jest odpowiedzialne za prawidłową postawę ciała.
U około 30 % dzieci z zaburzeniami SI występuje kombinacja wszystkich podtypów zaburzeń.

CEL TERAPII SI

Niezależnie od rodzaju i stopnia zaburzenia każde z nich podlega tej samej terapii SI. „Jednak inaczej wygląda praca z dzieckiem, które nadmiernie reaguje na bodźce – bo stopniowo musimy go do nich przyzwyczajać, żeby się nie wycofało i nie przeraziło – a inaczej z dzieckiem, które poszukuje wszelkiego rodzaju stymulacji, byle było szybciej, mocniej i więcej. Takie dziecko musimy nasycić bodźcami, ale też nauczyć jego układ nerwowy, jak się zatrzymać, wyciszać i koncentrować. Dziecku, które ma problemy z planowaniem czynności i ruchów, musimy opisywać bardzo szczegółowo każdy ruch, który ma wykonać, pokazać go na sobie, albo ułożyć jego ciało tak, żeby ten ruch poczuło” – tłumaczy terapeutka.
A zatem CELEM terapii SI jest nauka prawidłowego rozpoznawania, odbierania, interpretowania i zapamiętywania bodźców z otoczenia i właściwego reagowania na te bodźce. Chodzi o dostarczenie odpowiedniej porcji bodźców (nie za dużo i nie za mało), przyzwyczajenie dziecka do bodźców, które je denerwują lub mu przeszkadzają, zaplanowanie i naukę nowych czynności ruchowych, uregulowanie napięcia mięśniowego oraz poprawę zachowania. Bazą do pracy są zmysły. Razem jest ich siedem, a nie pięć jak zwykło się wymieniać, a najważniejszymi zmysłami są dotyk, zmysł równowagi i zmysł czucia głębokiego, od których pracy zależy funkcjonowanie człowieka. Chodzi o to, aby dziecko dobrze się czuło w swoim ciele i aby nad nim panowało.

PRZYCZYNY ZABURZEŃ SENSORYCZNYCH

Szybkie tempo życia, ciągłe zmiany, zanieczyszczenie środowiska, stres, przetworzone jedzenie mogą mieć wpływ na to, że coraz więcej dzieci rodzi się z rożnymi problemami, w tym z zaburzeniami SI. Zmienia się również tryb życia samych dzieci. Coraz więcej czasu spędzają przed ekranem telewizora czy komputera, a coraz mniej na powietrzu czy na pracach w domu. Zaburzona jest również równowaga między czasem poświęcanym na ruch a zajęcia przy stole w szkole czy przedszkolu. Dzieci coraz rzadziej chodzą, biegają, jeżdżą na rowerze, a do szkoły czy na zajęcia dodatkowe wożone są samochodem. Mogą to być kolejne przyczyny rosnącej liczby dzieci z nabytymi problemami w zakresie integracji sensorycznej.

OBJAWY ZABURZEŃ SENSORYCZNYCH U DZIECKA

W WIEKU NIEMOWLĘCYM i WCZESNYM DZIECIŃSTWIE chodzi głównie o problemy ze spaniem, jedzeniem oraz z samodzielnym wyciszaniem się. Naszą uwagę powinny zwrócić rozdrażnienie, napady złości, opóźnienia rozwojowe lub pominięcie jakiegoś etapu np. raczkowania. Niepokojące jest również, kiedy dziecko nie lubi przytulania, trzymania na rękach i wydaje się wtedy nadmiernie napięte lub za bardzo rozluźnione w ciele; kiedy nie lubi leżeć na brzuchu i ma problem ze śledzeniem przedmiotu wzrokiem; gdy nie lubi ograniczania przestrzeni i ruchu, np. nie chce siedzieć w foteliku samochodowym; kiedy denerwuje się podczas przebierania czy smarowania kremem i gdy rzadko bawi się zabawkami.
W WIEKU PRZEDSZKOLNYM powinniśmy się zastanowić, czy nasze dziecko nie reaguje nadmiernie na dotyk, hałas, zapach, czy nie ma problemu, żeby się z nami rozstać lub nawiązać kontakt z druga osobą. Czy nie jest nadruchliwe, czy lubi gwałtowne zabawy, czy nie czuje, że coś może być niebezpieczne. Niepokojące może być, kiedy często przyjmuje pozycje do góry nogami np. zwisa z kanapy głową w dół, często kogoś lub coś potrąca, jest nieuważne, kiedy rusza się nawet podczas siedzenia. Albo odwrotnie, czy nie siedzi ciągle w jednym miejscu, ma problemy z równowagą, z chodzeniem po schodach, nie lubi się huśtać, boi się wysokości, a na trampolinie skacze tylko wtedy, kiedy jest samo. Czy ma problemy z treningiem czystości, czy z byle powodu wpada w histerię lub jest agresywne.
W WIEKU SZKOLNYM niepokoić powinno nas to, że dziecko łatwo się rozprasza, nie może usiedzieć w miejscu, ma zwiększoną potrzebę ruchu, często zmienia pozycje ciała, podpiera głowę przy odrabianiu lekcji, ma problemy z odręcznym pisaniem i czynnościami manualnymi, nie słucha poleceń i trzeba mu je kilkakrotnie powtarzać, ma problem, żeby poczekać na swoją kolej, rozmawia na lekcji. Bywa uparte, krnąbrne i niechętne do współpracy albo przyjmuje role „błazna” klasowego. Ma problem z nawiązywaniem i podtrzymywaniem przyjaźni. Często czuje się przytłoczone, nie cieszą go potencjalnie atrakcyjne sytuacje, często narzeka. Oczywiście naszą uwagę nadal powinny zwracać nadmierne reakcje na dotyk, dźwięk czy zapach lub brak jakiejkolwiek reakcji.

CO ZROBIĆ W RAZIE OBJAWÓW ZABURZEŃ SI U DZIECKA?

Można skorzystać z kwestionariusza umieszczonego na stronie Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów Integracji Sensorycznej w zakładce: Dla rodziców, uzupełnić go i uzyskać wstępną odpowiedź na pytanie, czy warto poddać się diagnozie SI. Można też skonsultować się bezpośrednio z terapeutą integracji sensorycznej. KONSULTACJA nie oznacza jeszcze wykonania pełnej diagnozy, tylko wstępną ocenę rozwoju dziecka i stwierdzenie zaburzeń sensorycznych lub ich brak. Zaburzenia sensoryczne często współwystępują z innymi problemami w rozwoju i zachowaniu dziecka, a główny problem leży gdzie indziej. Takie dziecko wymaga całościowej diagnostyki i terapii.

DIAGNOZA najczęściej obejmuje dwa spotkania z rodzicem. Pierwsze w celu uzyskania jak najwięcej informacji o dziecku i jego rozwoju, o przebiegu ciąży, porodu i obserwowanych trudnościach oraz drugie, podczas którego rodzic otrzymuje pisemną diagnozę. „Podczas tego drugiego spotkania ważą się dalsze losy terapii. Najważniejsze jest, czy rodzic uwierzy w to, co mu przekazuję na temat zaburzeń jego dziecka i czy będzie chciał współpracować, żeby temu dziecku pomóc. Z nawet najtrudniejszym dzieckiem zawsze sobie poradzę, ważne jest jednak, żeby rodzica mieć po swojej stronie. Niedopuszczalne moim zdaniem jest wydawanie diagnozy bez jej omówienia z rodzicem lub omówienie jej przez telefon” – twierdzi Agnieszka Machocka.
Pomiędzy tymi spotkaniami odbywa się jedno lub dwa spotkania z dzieckiem, w zależności od tego, jak dziecko współpracuje, czy łatwo wchodzi w relację, czy uda się terapeucie zaobserwować wszystko, co jest mu potrzebne do wydania opinii. Zasada jest taka, że w prywatnych gabinetach można to zrobić szybciej (do 3-4 tygodni), podczas gdy w państwowych poradniach czas oczekiwania wynosi pół roku, rok, a nawet dłużej i niestety nie ma gwarancji przyjęcia na darmową terapię. A cenny czas ucieka.

Przebadać można dziecko W KAŻDYM WIEKU. U najmłodszych dzieciaków bardzo istotny jest wywiad z rodzicem i obserwacja dziecka podczas swobodnej i ukierunkowanej zabawy. Od 4. roku życia można już przeprowadzić wszystkie testy i próby diagnostyczne i uzyskać pełne dane. „Terapię można, a nawet trzeba rozpocząć w każdym wieku i na każdym etapie rozwoju dziecka. Jeżeli zauważymy niepokojące objawy lub gdy ktoś zwróci nam na nie uwagę, warto poobserwować dziecko pod kątem zaburzeń SI, bez względu na wiek i stopień zaawansowania problemu. Ogólnie im wcześniej, tym lepiej, ale lepiej późno niż wcale” – podsumowuje terapeutka.

Rodzice mogą przeprowadzić wstępny test samodzielnie, korzystając ze wspomnianego kwestionariusza PSTIS lub posiłkując się informacjami zamieszczanymi na stronach gabinetów sensorycznych, dotyczącymi symptomów zaburzeń SI. Można też oczywiście sięgnąć po fachową literaturę. Temat opisany jest bardzo przystępnie w książce pt. „Nie-zgrane dziecko” C. Kranowitz.

CO Z DOROSŁYMI?

Obecnie w społeczeństwie żyje wielu dorosłych, którzy 20 czy 30 lat temu nie mieli szansy być zdiagnozowani i do tej pory zmagają się ze skutkami zaburzeń SI, które rzutują zarówno na ich życie osobiste, jak i zawodowe. Skutkuje to np. wyizolowaniem społecznym, trudnościami w relacjach z najbliższymi, a nawet problemami psychicznymi. Takie osoby są bardziej podatne na depresję i częściej popadają w uzależnienia. Mogą przejawiać zachowania „poszukujące” lub „unikające” doznań. Mogą mieć problemy z utrzymaniem pracy, być niezorganizowani, mieć niską samoocenę. Ale istnieją narzędzia do stymulacji dojrzałego układu nerwowego i wielu dorosłych, zazwyczaj rodziców dzieci z zaburzeniami, z tych narzędzi korzysta.

NA CZYM POLEGA TERAPIA SI?

W trakcje sesji dzieci są zachęcane do wykonywania ćwiczeń, które wyzwalają odpowiednie reakcje na bodźce sensoryczne. Mamy do wyboru ćwiczenia pobudzające, wyciszające, regulujące napięcie mięśniowe, ćwiczące równowagę, stymulujące dotykowo i poprawiające czucie ciała, a co za tym idzie planowanie dużych i małych, precyzyjnych ruchów. Wykorzystujemy stymulacje słuchowe, wzrokowe i zapachowe. Jest także cała gama ćwiczeń integrujących odruchy niemowlęce, które powinny zaniknąć we wczesnym dzieciństwie. Oczywiście proponowane aktywności muszą być dobrane do możliwości dziecka. Terapeuta stopniowo utrudniając ćwiczenia, prowokuje dziecko do bardziej zorganizowanych i zaawansowanych reakcji. Przyzwyczaja układ nerwowy do różnych bodźców, uczy je zauważać i interpretować. Doprowadza do sytuacji, że wybiera i reaguje tylko na te, które są dla niego w danym momencie najważniejsze. To sprawia, że nie następuje dezorganizacja zachowania, nie ma bałaganu, jest porządek. Wtedy dopiero dziecko ma podstawę do tego, żeby się bez przeszkód uczyć i prawidłowo funkcjonować w życiu codziennym.

„Ogólnie to jedna wielka zabawa, więc głównie się bawimy, huśtamy, brudzimy, masujemy, czasem też się męczymy i uczymy nowych rzeczy, ale głównie przez zabawę. W związku z tym, że każde dziecko wymaga indywidualnego podejścia, to sposobów pracy może być tyle, ile dzieci, nawet jeśli zaburzenie jest takie samo. U dzieci młodszych najważniejsze jest to, aby złapać kontakt i wkręcić dziecko w zabawę, a u starszych zmotywować, żeby zajęcia były atrakcyjniejsze od Minecrafta:-) Terapia SI to zabawa, ale w niektórych przypadkach może być ona trudna, przerażająca i nieprzyjemna, gdyż w trakcie sesji „podajemy” dziecku stymulacje, których nie lubi, nie toleruje i przy których się męczy. Oczywiście porcjami, stopniowo i powoli, przeplatając je z czymś, co uspokaja i co dziecko lubi. Ważna jest tu cierpliwość i empatia”.

Kluczowa jest ILOŚĆ i KOLEJNOŚĆ ćwiczeń. Wiąże się to przede wszystkim z tym, żeby nie przestymulować dziecka, nie podać mu zbyt dużej ilości bodźców, na które jego układ nerwowy nie jest gotowy. U dzieci nadwrażliwych może to spowodować nadpobudliwość ruchową, niepokój, rozdrażnienie, labilność emocjonalną. U dzieci poszukujących jak największej ilości bodźców sensorycznych dostarczenie nieodpowiedniej ilości stymulacji skończy się brakiem efektów w terapii. U dzieci mających problem z zaplanowaniem ruchu nieodpowiednia terapia spowoduje, że się wycofają, nie będą chciały podejmować kolejnych prób, zamkną się w sobie. Mogą również, chcąc zamaskować swój problem, w negatywny sposób zwracać na siebie uwagę. Dlatego bardzo ważne jest postawienie dobrej diagnozy, plan terapii, współpraca z rodzicami i jeszcze najlepiej ze szkołą czy przedszkolem, tym bardziej że terapia SI to TERAPIA DŁUGOTERMINOWA. Czas jej trwania zależy od tego, z jakim rodzajem zaburzenia się mierzymy, ile lat ma dziecko, jak często i regularnie przychodzi na zajęcia, czy jest wsparcie w terapii ze strony rodziców. Minimum to rok.
„Często terapia SI to terapia całej rodziny i w momencie, kiedy ma się skończyć pojawia się niepewność przed tym co dalej, jak to będzie, kiedy wsparcia sensorycznego nie będzie. Dlatego ważne jest przygotowanie całej rodziny na zakończenie tego procesu. Najczęściej zajęcia SI zamieniają się na inne aktywności ruchowe, na które dziecko w końcu jest gotowe, ponieważ panuje nad swoim ciałem i jest lepiej skoordynowane. W końcu może z przyjemnością i w pełni z nich skorzystać. Moim zdaniem to dobry moment na zakończenie terapii. Ale oczywiście moment ten należy poprzedzić wykonaniem rediagnozy, czyli powtórzeniem testów i prób diagnostycznych. Należy je zinterpretować, sprawdzić, czy zachowanie dziecka w domu i poza nim uległo poprawie i dopiero wtedy podjąć ostateczną decyzję. Oczywiście najlepiej jeśli rodzic rediagnozę otrzymuje na piśmie i odbywa się to podczas spotkania z nim ‚face to face’” – radzi terapeutka.
Najlepiej, kiedy dziecko ma jednego terapeutę, a CZĘSTOTLIWOŚĆ ZAJĘĆ zależy od rodzaju i skali zaburzenia, ale najbardziej optymalna wersja to dwa razy w tygodniu, z sensownym odstępem, np. poniedziałek/czwartek, środa/sobota. A pierwsze efekty można zauważyć po trzech miesiącach do pół roku. Co uważniejsi rodzice zobaczą je wcześniej.

W przypadku BRAKU TERAPII SI u dziecka, które jej potrzebuje problemy będą się nawarstwiały i mimo dojrzewania układu nerwowego dziecko z nich nie wyrośnie. Agnieszka Machocka tłumaczy: „Dziecko z zaburzeniami SI nie ma bazy do tego, żeby rozwijać kolejne umiejętności. Nawet jeśli będzie sobie radziło, będzie mu trudniej niż jego rówieśnikom, będzie musiało włożyć więcej pracy i wysiłku, żeby osiągnąć ten sam efekt. Mogą pojawić się problemy z nauką, zachowaniem, podtrzymywaniem relacji. W okresie nastoletnim mogą pojawić się zachowania ryzykowne np. chęć uprawiania sportów ekstremalnych, intensywne życie imprezowe, impulsywność, agresja albo nieadekwatny osąd sytuacji. W opozycji do tych zachowań nastolatkowie unikający nadmiaru bodźców mogą ograniczać uczestnictwo w życiu społecznym, a nawet całkowicie się izolować. Prowadzi to do tego, że rośnie dorosły, którym się na czas nie zaopiekowano”.

REAKCJA DZIECI NA TERAPIĘ

„Dzieci reagują różnie, czasem od razu wchodzą w aktywność, innym razem nawet jej nie zaczynają. Nie ćwiczą nie dlatego, że są leniwe, uparte czy wstydliwe. Powodem ich reakcji jest nietolerowanie niektórych bodźców lub nieprawidłowe ich odczuwanie. Zdarzają się takie sytuacje, że od progu dziecko nie chce wejść na salę bo mówi, że coś śmierdzi. Ja szukam nieprzyjemnego zapachu, a okazuje się, że nie odpowiada mu balsam do ciała, którym się posmarowałam. Dla dziecka, które jest nadwrażliwe dotykowo włożenie rąk do żelu sensorycznego, chodzenie bez skarpetek, czy zniesienie masażu delikatną tkaniną będzie koszmarem. Dla dziecka z problemami w planowaniu ruchu wejście na drabinki gimnastyczne czy zrobienie „pajacyka” to abstrakcja, a huśtanie się na huśtawce bez dotykania podłoża nogami dla dziecka z problemami ze zmysłem równowagi będzie niewykonalne. Dlatego małymi krokami, rozkładając wszystkie ćwiczenia na czynniki pierwsze, chwaląc, przekonując, motywując, tłumacząc i zagadując, działamy. Sposoby są przeróżne, najważniejsze jest zaufanie do terapeuty oraz pozytywna, wesoła atmosfera, nierobienie niczego na siłę czy z zaskoczenia, kiedy dziecko nie jest przygotowane. Dziecko musi czuć się bezpiecznie, musi powoli osiągać drobne sukcesy, żeby mogło uwierzyć, że kolejny krok się uda. Wtedy będzie współpracować”.

UDZIAŁ RODZICÓW W TERAPII DZIECKA

Według terapeutki dobrze byłoby, gdyby w początkowej fazie terapii rodzic był obecny na zajęciach. Jeśli nie na całej sesji, to przynajmniej na jej części. Może wtedy zrozumieć, na czym polega problem jego dziecka i jak sobie z nim radzić. Zaczyna dzięki temu postrzegać je w zupełnie innym świetle. Czasem dzieci po prostu potrzebują obecności rodzica dla poczucia bezpieczeństwa, a kiedy już zaufają terapeucie, rodzic może się wycofać. Są jednak rodzice, których lepiej jest nie wpuszczać na salę. To rodzice mocno oceniający i krytykujący swoje dziecko, przy których nie jest ono w stanie wykonać praktycznie żadnej aktywności: „No coś Ty, nawet tego nie potrafisz?!” Takie sytuacje są niedopuszczalne. Dodatkowo dzieci traktują te zajęcia czasami jak terapię psychologiczną i często zwierzają się z rzeczy, których by przy rodzicach nie powiedziały. Dzieje się to najczęściej, kiedy dobrze poznają i zaufają terapeucie.

Jeśli chodzi o wsparcie terapii przez rodziców, to konieczne jest wykonywanie ćwiczeń w domu. Rodzic zawsze dostaje zalecenia, ćwiczenia i podpowiedzi do pracy z dzieckiem. Jest to tzw. „DIETA SENSORYCZNA”. Stosując ją, rodzice wspomagają proces terapeutyczny i są świadomi, jak otaczające bodźce wpływają na zachowanie ich dziecka. Często zaczynają rozumieć dlaczego np. dziecko nie może usiedzieć spokojnie przy stole albo dlaczego ciągle coś gubi. Przestają się denerwować czy bać o swoje pociechy, a mając konkretne narzędzie w ręku wiedzą, jak zareagować i co zrobić, żeby daną sytuację zmienić. „Czasem bywa tak, że problemy dziecka są na tyle dyskretne, że wystarczają tylko zalecenia do domu i problem znika. Bardzo istotna jest również współpraca ze szkołą czy przedszkolem. Są nauczyciele, którzy bardzo chętnie korzystają z zaleceń terapeutów SI, dzięki czemu poprawiają funkcjonowanie danego ucznia czy przedszkolaka. Bardzo wnikliwie czytają diagnozy i starają się zrozumieć, na czym polega problem ich podopiecznych. Rozumieją, że Staś nie leży na ławce, bo się nudzi, tylko ma problem z napięciem mięśniowym, a Emilka wchodzi pod ławkę, bo otacza ją za dużo bodźców, a nie dlatego, że jest niegrzeczna. Najczęściej są to naprawdę proste sposoby – dysk sensoryczny na krzesło dla regulacji napięcia mięśniowego i możliwości ruchu podczas siedzenia, kamizelka obciążeniowa dla wyciszenia, guma do żucia dla poprawy koncentracji czy w przedszkolu namiot z ciężką kołdrą dla uspokojenia i odcięcia się od nadmiaru bodźców” – mówi terapeutka.

Są jednak rodzice, którzy przesadzają, są przewrażliwieni i zmuszają dzieci do terapii, których te dzieci tak naprawdę nie potrzebują. W takich przypadkach działa zasada „co za dużo, to niezdrowo”. Mądry terapeuta nie powinien do takiej sytuacji dopuścić, a jeśli dziecko nie potrzebuje terapii, to nie powinien go na nią przyjąć, podpierając się pisemną diagnozą. Terapia SI to nie są zajęcia pozalekcyjne, tylko proces, który służy poprawie pracy układu nerwowego.

CZY MOŻNA NADROBIĆ ZALEGŁOŚCI W TERAPII SI?

Jeżeli chodzi o zbieranie doświadczeń i integrowanie wrażeń decydujący jest pierwszy rok życia. Jeśli jest on ubogi w doświadczenia zmysłowe, to trudno będzie to nadrobić. Dziecko nieodpowiednio pielęgnowane, ciągle noszone na rękach, otoczone nieodpowiednimi, nierozwijającymi zabawkami, ograniczane, kiedy w „nietypowy” sposób chce eksplorować otoczenie, nie ma szans odpowiednio rozwinąć procesów integracji sensorycznej. Dlatego trzeba mieć świadomość, że czynności dnia codziennego wykonywane prawidłowo, bez pośpiechu i w przyjaznej atmosferze są najlepszymi formami rozwijającymi integrację sensoryczną. „W momencie, kiedy dziecko potrzebuje już specjalistycznej terapii, jak najbardziej należy ją zacząć, ale trzeba być przygotowanym na to, że często musimy cofnąć się aż do momentu niemowlęctwa i ćwiczyć z dzieckiem najpierw kontrolę nad głową i tułowiem, bo dopiero stabilna oś ciała umożliwia kontrolę oczu, daje swobodę ruchów dłoni i stóp. Musimy przejść przez kolejne etapy rozwoju, więc na pewno jest to proces dłuższy, a we wczesnym dzieciństwie można już było temu przeciwdziałać. Niektóre zaburzenia SI można wyeliminować praktycznie całkowicie, inne znacząco zmniejszyć, ale określony profil układu nerwowego pozostanie już do końca życia, choć można oczywiście jakość tego życia poprawić. Dlatego istotna jest współpraca z rodzicami i uczenie ich, jak mają sobie radzić i reagować w trudnych sytuacjach.”

CZY TERAPIA SI MOŻE ZASZKODZIĆ?

Terapia SI może zaszkodzić, jeżeli jest prowadzona przez osobę niedostatecznie wykwalifikowaną w tej dziedzinie. Może to skutkować dezorganizacją zachowania, zwiększonym pobudzeniem, impulsywnością, problemami ze snem. Trzeba mieć świadomość, że tylko ukończenie kursu II stopnia bądź studiów podyplomowych daje uprawnienia do diagnozowania i prowadzenia terapii SI. Kurs I stopnia czy pomniejsze kursy doszkalające takich uprawnień nie dają, więc warto zapytać terapeutę o certyfikat.

POPULARNOŚĆ CZY REALNA POTRZEBA?

Obecnie mamy coraz większą wiedzę i świadomość, jeśli chodzi o zachowania dzieci. Coraz częściej zaczynamy się zastanawiać, dlaczego dzieci zachowują się tak, a nie inaczej, dlaczego reagują w określony sposób, szukamy przyczyny. Na szczęście coraz rzadziej mówimy: „wyrośnie z tego” albo „ja też taki byłem, jak byłem dzieckiem”. Ta wiedza pozwala nam zrozumieć, jak wiele aspektów naszego życia zależy od prawidłowej pracy naszych zmysłów. Pomagamy naszym dzieciom, ale również i sobie, bo czasem odkrywamy, że my sami mieliśmy lub nadal mamy podobne problemy i jest lub było nam z tego powodu trudno.

Agnieszka Machocka opowiada: „Kiedy ja byłam dzieckiem, był trzepak i chodzenie po murkach czy krawężnikach. Pomagałam w porządkach domowych, lepiłam pierogi, kroiłam warzywa na sałatkę, kręciłam mięso w maszynce, ugniatałam ciasto. Teraz wszystko jest elektryczne albo gotowe w sklepie. Nie miałam komputera, większość czasu spędzałam na podwórku, placu zabaw i w okolicznych ogródkach działowych. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie powinniśmy korzystać ze zdobyczy cywilizacji, ale należy znaleźć złoty środek, czyli czas na różne aktywności. Dodatkowo trzeba sobie zdawać sprawę, że na dzieci z problemami sensorycznymi telewizja, gry komputerowe czy zbyt długie używanie telefonu lub tableta wpływa pobudzająco i dezorganizuje ich zachowanie. To są takie „oczywiste oczywistości”, ale nie wyciągamy z tego wniosków, myślę że pogłębiamy ten problem. Często mam tak, że daję zalecenia i wydaje mi się, że to, co mówię jest tak banalne, że nie powinnam brać za to pieniędzy. Przekonuję się jednak, że moje rady są odkrywcze. I to, że dziecko powinno samo pościelić swoje łóżko czy brać udział w porządkach domowych albo pomagać w przygotowaniu posiłków, więcej się ruszać, pójść na basen i nie oglądać bajki w trakcie posiłku, bywa dla wielu rodziców zaskoczeniem. A to jest właśnie integracja sensoryczna na co dzień. Dlatego właśnie SI jest taka popularna i potrzebna, bo dzieci wykonują tego typu czynności coraz rzadziej”.

Jak zostało już wspomniane, najważniejszy jest pierwszy rok życia dziecka. Spokój otoczenia, prawidłowa pielęgnacja, delikatne masaże, bliskość, słuchanie spokojnej muzyki, śpiewanie, opowiadanie o świecie. Zachęcajmy dzieci do ruchu, do doświadczania, dotykania, wąchania, oglądania, stymulowania wszystkich zmysłów. Dajmy bobasowi szansę na to, żeby doczołgało się do zabawki albo do niej doturlało, nie przenośmy go z miejsca na miejsce. Niech się trochę pomęczy, wysili, czasem warto mu to nawet utrudnić przez na przykład położenie na jego drodze poduszki. Ściągnijmy mu śpioszki, skarpetki, niech poczuje różne podłoża i faktury. Pociągajmy go po podłodze w kocu jak na sankach, pokołyszmy jak w kołysce. W ten sposób stymulujemy najważniejsze zmysły, integrujemy odruchy i budujemy prawidłowe napięcie mięśniowe. To podstawa integracji sensorycznej. Nie powstrzymujmy dzieci przed niestandardowym eksplorowaniem otoczenia, zachowując oczywiście ich bezpieczeństwo. Niech zjeżdżają ze zjeżdżalni na brzuchu, huśtają się na huśtawce, klęcząc lub leżąc. Ugryźmy się w język zanim powiemy: „nie biegaj, bo się przewrócisz” albo „nie dotykaj, bo się pobrudzisz”. Pozwólmy dziecku się wybrudzić, dotknąć, polizać czy przejść na bosaka. Nie przenośmy na dzieci naszych lęków, obaw i fobii.
Plac zabaw to najlepsza i darmowa opcja stymulacji sensorycznej:)

 

Zdjęcia: Getty Images