12.03.2019

Tata z pasją: Piotr Hull

Nie boję się tego powiedzieć – to człowiek wielu talentów. Jego zainteresowania oraz wiedza są wszechstronne, ale wszystkie skupiają się wokół sztuki. Fryzjerstwo to nie jest łatwe rzemiosło, a on nie dość, że opanował je do perfekcji, to jeszcze uczynił z niego swój flagowy biznes. Kiedyś marzył, aby profesjonalnie grać w piłkę nożną. Na marzeniach nie poprzestał.

Prywatnie Piotr Hull to zaangażowany tata, któremu na sercu leży przede wszystkim dobro jego rodziny. Wraz ze swoją partnerką Mają wychowują dwuletniego synka i starają się łączyć swoje pasje, tak, aby w ich domu dominowało poczucie, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko mocno się postarasz.

Niełatwo znaleźć o Tobie informacje. Mam wrażenie, że bardzo chronisz swoją prywatność.

Tak. Jest to taka sfera mojego życia, którą staram się pielęgnować i nie mam potrzeby uzewnętrzniania jej, na przykład w Internecie. Bynajmniej nie chodzi o to, że uważam siebie za osobę publiczną, po prostu mam świadomość tego, że kiedyś to może do mnie wrócić. Staram się nie włączać sfery prywatnej do sfery zawodowej. Raz pozwoliłem sobie opublikować zdjęcie z moim synem, gdy obcinałem klientki z nim w chuście, wtedy niektóre z nich w ogóle dowiedziały się, że jestem tatą. Wpadły w entuzjazm, to było miłe, ale nie mam potrzeby epatować swoim życiem rodzinnym.

Pracowałeś w salonie z dzieckiem w chuście?

Tak, to była jednorazowa, wyjątkowa sytuacja. Nie mogłem odwołać pracy, więc zabrałem go ze sobą i pracowałem mając go w chuście. On czuł się bezpiecznie ze mną, zasnął a ja wykonywałem swoją pracę. Nie potrzebował nic więcej niż być blisko mnie. Zapytałem klientki czy nie mają nic przeciwko, a one się zgodziły. Nie było to łatwe, bo ja pracuję rękoma, a tutaj chusta, szelka i on śpiący. Mocno się starałem, aby go nie zbudzić. Trwało to chwilę. 

Tata, fryzjer, producent teatralny, pasjonat sztuki… Sporo tego, a doba ma tylko 24 godziny. Piotrze musisz być bardzo zorganizowanym człowiekiem. 

Na szczęście tuż obok mnie są wspaniali ludzie. Zawsze wiem, że mogę liczyć na ich wsparcie. To oni wydłużają moją dobę, bo dzięki nim mogę „być” w kilku miejscach na raz (śmiech). Przede wszystkim Maja, która nigdy nie ogranicza mnie w moich pasjach i to jej zawdzięczam możliwość realizacji moich marzeń. Daje mi absolutne poczucie spokoju, że nasz synek ma zawsze to czego potrzebuje. Od niej cały czas uczę się tak zwanego przeze mnie „zdrowego podejścia” do wychowania Bruna. W moim poczuciu Maja dokładnie zna te wszystkie granice, o których tak wiele się słyszy.

Powiedziałeś kiedyś, że gdybyś mógł zamienić się z kimś życiem na dobę, byłby to Leo Messi, ale tylko w dniu finału Ligi Mistrzów. Czy coś się w tej kwestii zmieniło i teraz wolałbyś zamienić się na przykład z jakimś tatą? 

Nadal mógłby to być Messi, ma w końcu dwójkę dzieci.

Trójkę!

Trójkę?! A widzisz, więc nadal z nim. 

No tak, teraz miałbyś podwójne korzyści. Podglądałbyś piłkarza i rodzica jednocześnie.

Mógłbym. To na pewno spełniony człowiek. Wiesz, a ja uważam, że dzieci spełnionych rodziców mają po prostu szczęśliwe dzieciństwo. Sport bardzo kształtuje charakter, a to przekłada się na życie rodzinne. Wydaje mi się, że jest ono dzięki temu bardziej poukładane. Jeśli rodzice mają pasje i mogą się realizować, są zadowoleni, to mają więcej energii, którą przekazują swoim dzieciom. 

Czasami bywa jednak trudno pogodzić pasję z codziennymi obowiązkami.

Wyobrażam sobie, ale mam znajomych, którym się to udaje. Na przykład w Teatrze zabierają dzieci na próby, jeśli jest taka potrzeba. Dla mnie to przykład tego, że nie trzeba się ograniczać i zamykać w klosz, a pokazywać, że można to pogodzić. My z Mają staramy się tak robić, abyśmy oboje mogli się realizować. Jeśli Maja ma pracę i musi wyjechać na przykład na 3 dni, bo teledysk, przy którym pracuje kręcą w innym mieście, to ja przejmuję stery i zajmuje się synkiem.

Co najbardziej zaskoczyło Cię w tacierzyństwie?

Ja lubię być tatą. Zawsze mówię, że to jest sześćdziesiąt procent radości, a czterdzieści trzeba przetrwać (śmiech). To jest dla mnie absolutnie szkoła życia. Jest wiele tematów, o których się kompletnie nie mówi, a w moim odczuciu powinno. Nikt nie mówi na przykład o samotności. Ja doświadczyłem takiej ogromnej samotności w związku. W sensie wcześniej z moją Mają, wszystko robiliśmy wspólnie. Teraz, żeby coś załatwić jedno z nas musi zawsze zostać w domu. Powiedzmy, że większość czasu, który kiedyś dzieliliśmy we dwoje spędzam teraz sam. Dla mnie jest to kompletnie nowy element, nie można wszystkiego zaplanować tak jak wcześniej.

W jakim wieku jest teraz wasz synek Bruno?

Dwa lata i trzy miesiące kończy za chwilę.

Dokładnie to wiesz.

Staram się o nim wiedzieć wszystko.

Jesteś takim zaangażowanym tatą, który jak spędza czas z dzieckiem to na 100%?

Myślę, że mogę tak o sobie powiedzieć. Gdy zostajemy sami we dwóch nie mam problemów z tym co mamy robić. Zawsze staram się być na tyle gotowy, żeby Maja mogła poświęcić się też swoim zajęciom, a nie ciągle odpisywać na wiadomości z pytaniem „gdzie co jest”. Interesuję się Brunem zawsze. Wiem jakie witaminy powinien dostać, jak zadziałać w razie temperatury. Znam rozmiar jego stopy, wiem które buty nosi na jaką pogodę, które ubranka zakłada. A wiem, że nie jest to oczywista sprawa, bo na przykład mój ojciec nigdy tego nie wiedział, zawsze potrzebował wskazówek od mojej mamy. Mamy z Brunem swoje męskie rytuały.

Tak łatwo Ci to przychodzi?

PH: Jeśli się angażujesz w życie swojego dziecka, słuchasz swojej partnerki i spędzasz czas wspólnie, to przychodzi łatwiej. Pewne rzeczy wiesz intuicyjnie. Ja bardzo się staram uczestniczyć w tym wszystkim. Oczywiście bez Mai i jej gigantycznej pracy jaką wykonuje w wychowywaniu naszego syna, nie byłoby tak samo. Chylę czoła przed każdą kobietą, w tym moją mamą, która wychowywała nie jedno, ale dwójkę, trójkę dzieci, bo to jest najtrudniejsza rola świata. To jest rola kompletnie nie do przewidzenia, nie wiadomo w którym kierunku pójdzie. Zdaję sobie sprawę, że tutaj nie ma złotych rad i reguł, nie na każdego to samo podziała, nie każdemu to samo pomoże. 

Nie ma takich książek, które nas tego nauczą.

PH: Nie ma, choć jest ogrom książek na ten temat bycia rodzicem czy wychowywania dzieci, ale żadna nie jest w stanie przygotować nas na rodzicielstwo i niespodzianki jakie ze sobą niesie.

Miałeś silne wzorce w dzieciństwie?

Nie. Mój tato był poza moim zasięgiem. On chodził do pracy i skupiał się na niej. Gdy wracał do domu niespecjalnie się interesował nami. Zawsze powtarzam Mai, która wychowała się w zupełnie innym modelu rodziny, że ja każdego dnia całuje Bruna więcej razy niż mój tata ucałował mnie przez całe życie. Dzięki temu wiem lepiej jakim ja chcę być tatą dla mojego synka i co chcę mu przekazać. Tu nie chodzi o rzeczy materialne, ale o to, jakie emocje powinny nam towarzyszyć na co dzień. 

Na Netflixie jest taki świetny dokument składający się z kilku odcinków The beginning of life. Moim zdaniem to jest biblia każdego rodzica, jest tam pokazane ogromne spektrum rodzicielstwa. Zaczyna się od Gisele Bündchen, która w swoim pięknym apartamencie w mistyczny sposób opowiada o cudzie narodzin, a kończy się na Afroamerykance, która rodziła dziecko popędzana przez matkę słowami – Rodź szybciej, bo cała wioska patrzy. I zakochujesz się w tych historiach kompletnie. Nawet gdy teraz o tym myślę, mam dreszcze. Ta Afroamerykanka jest tam kompletnie szczęśliwym człowiekiem, a jej dziecko jest radosne, mimo że nie ma nic, ma tak naprawdę wszystko. Ten serial opowiada o pierwszych trzech latach rozwoju dziecka, które są kluczowe dla jego rozwoju. W tym dokumencie wypowiadają się Nobliści i ludzie z kręgów naukowych, którzy badają ten proces. W bardzo pozytywny sposób ładuje baterię do wychowania dziecka, tak bym to ujął. Czasami każdy rodzic bywa zmęczony, ma jakiś słabszy dzień i dobrze wiedzieć jak temu zaradzić, pamiętać co w tym wszystkim jest ważne.

Przyjście na świat syna, mocno chyba zmieniło Twoje priorytety? Fryzjerstwo, reżyserowanie i produkcja sztuk teatralnych, tu naprawdę było co robić. 

Zgadza się. Od momentu przyjścia na świat Bruna nie zrobiłem poza fryzjerstwem niczego. Zrezygnowałem z teatralnych działań, wiedząc, że nie mam na to w danym momencie przestrzeni. Teraz zaczynam pomału do tego wracać, wraz z wiekiem mojego syna. W tym roku na jesień marzy mi się zrobić drugą odsłonę mojego projektu artystycznego sprzed dwóch lat. „REM” był wyjątkowym czasem w moim życiu. Zrealizowany wspólnie z Anką Herbut, Martyna Iwańską, Marcinem Bosakiem, Pawłem Koncewojem i tancerzami Polskiego Baletu Narodowego. Był to projekt, który po raz pierwszy tak mocno łączył przestrzeń teatru, baletu oraz video artu. Marzy mi się kontynuacja tej historii. 

Teraz jest na to dobry moment, ponieważ Bruno zaczyna chodzić do żłobka, my czujemy, że jest to wsparcie z innej strony – jakby instytucji. Łapiemy pewien rytm, a ja zaczynam dostrzegać małą przestrzeń na takie działania. Bardzo chciałem być obecny w życiu mojego synka i to była świadoma decyzja. Faktycznie przed jego przyjściem na świat bardzo dużo pracowałem, byłem wręcz pracoholikiem. Poza pracą w salonie wydawałem magazyn „Żurnal” z Karoliną Korwin Piotrowską, to wymagało ode mnie ciągłego zaangażowania. Nagle pojawił się taki mały człowiek, który zmienił tak wiele. Zacząłem trochę mniej pracować, teraz weekendy są tylko dla nas. Wierzę, że z czasem to się jeszcze bardziej zmieni i będziemy mogli spędzać więcej czasu razem.

Co robi na Tobie największe wrażenie, gdy spędzasz czas z synkiem? Co najbardziej Cię zachwyca?

 Jego dziecięcy zachwyt nad wszystkim. Ta radość, która jest tak spontaniczna, szczera i nieokreślona. Bruno dość szybko zaczął mówić, a więc i komunikować się z nami. Dużo do niego mówiliśmy i z fascynacją obserwowaliśmy jak szybko on to wszytko łapie. Nawet robiąc poranną kawę tłumaczyliśmy mu krok po kroku jak włączamy ekspres, skąd bierzemy mleko, skąd to mleko się w ogóle bierze i on ku naszemu zdumieniu to wszystko zapamiętywał. Tempo jego rozwoju mnie zachwyca. Trochę mu tego zazdroszczę.

Tego, że chłonie świat jak gąbka?

Tak, że przyjmuje to co jest, a czasami zauważa drobny szczegół. Uwielbiam, gdy mówi „coś tu pachnie”, totalnie mnie to rozczula. Cieszy mnie to, że wyostrza zmysły. Mam takie wrażenie i obawę, że jego pokolenie może mieć z tym problem.

Myślisz, że ulica, media, technologie je wygłuszą?

Tak. Ilu ludzi potrafi odpowiedzieć na proste pytanie: jak smakowało Ci dzisiejsze śniadanie? Czasami potrzebują chwili, aby sobie je przypomnieć, bo zjedli je w pośpiechu przeglądając maile. Mam wrażenie, że kiedyś to było prostsze. 

Słucham Cię i widzę, że partnerstwo w związku jest dla Ciebie bardzo ważne.

Tak. Przyznam szczerze, że perspektywa tego, że nie możemy spędzić ani jednej nocy sami jest dość przerażająca, ale wiedzieliśmy z czym to się wiąże i w pełni to akceptujemy. Cieszę się, że życie idzie w kierunku równouprawnienia, mimo, że uważam, iż to kobiety dają siłę światu. Nie jestem za skrajnymi ruchami feministycznymi, bo skrajności mnie przerażają, ale uważam, że kobiety mają dużą moc. Uważam, że naszym sukcesem jest to, że moja partnerka nie musiała nigdy rezygnować ze swojej pasji. Od początku staraliśmy się przyzwyczajać Bruna do tego, że mamy wolne zawody i że nasza praca nie ma określonego rytmu. Nie jest tak, że jak nie ma Mai to jest jakiś kryzys, nie ma. Jemu wystarczy, że go przytulę, poczuje mój zapach i wiem, że on czuje się bezpiecznie. Mama zawsze będzie najważniejsza, ale i ja jako Tata chcę być dla niego ostoją bezpieczeństwa.

Zdarza Ci się zamknąć czasami oczy i wyobrażać sobie przyszłość Twojego synka?

Nie wyobrażam sobie kim będzie, ale są pewne cechy, które chciałbym, żeby posiadał. Chciałbym, żeby to był zaradny chłopak. Chciałbym być gotowy na to, aby dać mu wolność. Sam bardzo wcześnie opuściłem rodzinny dom, nie wiem jak moja mama się na to wtedy zgodziła. Chciałbym, aby umiał okazywać szacunek ludziom bez względu na to kim są, czy jaki zawód wykonują. 

Skąd wzięła się Twoja pasja do fryzjerstwa?

Nieco z przypadku. Od zawsze chciałem być piłkarzem i do tej pory uważam, że to najpiękniejszy zawód świata. Jednak kontuzja kolana pokrzyżowała moje plany, które opierałem o naukę w szkole piłkarskiej. Wychodzę z założenia, że jeśli coś robię to musi to być na najwyższym poziomie. A skoro zerwano mi więzadła w kolanie, to piłkarzem wybitnym nie mógłbym już zostać. Zawsze obcinałem kolegów z drużyny, nie wiem, dlaczego oni mi ufali. Po prostu dali mi kiedyś nożyczki i powiedzieli: tnij. Mieszkaliśmy w internacie, a tam wiadomo każdy oszczędzał, więc musieliśmy sobie radzić. Do dzisiaj nie wiem skąd mieli taki pomysł, aby mi powierzyć to zadanie. Kolega dał mi nożyczki, a ja na to, ale przydałby się jeszcze grzebień. To kupimy – odpowiedział. Skończyło się na tym, że obcinałem fryzury piłkarkom ręcznym, które mieszkały pod nami. Nie posiadałem żadnego doświadczenia. Wygląda na to, że zbierałem je.

Teraz gramy z kolegami w Lidze Biznesu hobbistycznie w piłkę nożną. Sport sprawia mi ogromną frajdę i chciałbym, aby mój syn także polubił sport i widział w nim radość. To daje coś więcej, buduje szacunek do ludzi i do zespołu. Sport drużynowy ma to do siebie, że nie jesteś sam odpowiedzialny za wynik, musisz grać i myśleć zespołowo. Trzeba rywalizować na zdrowych zasadach, być punktualnym, mieć pasję. To są cechy, które powinny kształtować każdego chłopca. A mnie bardzo się przydały w sposobie w jaki zarządzam moimi interesami i zespołem ludzi, z którymi pracuje. 

To znaczy?

To znaczy, że zawsze stawiam na jasne zasady. Kierowanie zespołem i zarządzanie moim teamem wyniosłem z piłki nożnej. Powtarzam, że chcę mieć Barcelonę, a nie Real Madryt, bo wiem, że potrzebuje silnego zespołu, a nie gwiazd. Jest hierarchia, ale każdy zna swoje stanowisko i traktuje innych z szacunkiem. Mówię im, żeby starali się być najlepsi. Owszem możesz grać w piłkę w trzecioligowej drużynie, ale jeśli będziesz pracował ciężko, starał się i traktował ludzi z zespołu z szacunkiem możesz wskoczyć na najwyższy poziom. 

Wracając do fryzjerstwa, gdzie udoskonaliłeś swoje rzemiosło?

Pamiętam doskonale, co zrobiłem. Zawsze byłem ambitny i chciałem uczyć się od najlepszych. Napisałem listy, odręcznie, do Leszka Czajki i Jagi Hupało z pytaniem czy mógłbym się u nich szkolić. Pamiętam nawet skrzynkę, do której je wrzuciłem. Dostałem odpowiedź od Leszka i zaproszenie na szkolenie. Pojechałem i zostałem. Pracowałem przy największych programach telewizyjnych i show w kraju, nie zwalniając tempa, po 7 dni w tygodniu. Spędziłem tam 3 lata swojego życia ucząc się i pracując. Niewiele pamiętam z tego czasu, ale teraz nie ma takiej rzeczy, której bym się bał w tym zawodzie, bo wiem, że pracuje na najwyższym poziomie. 

Stać Cię na szczerość? Gdy ktoś młody z aspiracjami na bycie fryzjerem przychodzi do Ciebie i mówi, że chciałaby nim być, a Ty widzisz, że nic z tego nie będzie – mówisz wprost?

Tak. Patrzę na to dojrzale, a w sposób szczery i merytoryczny potrafię określać pewne rzeczy oraz je komunikować. Wiem, że to może bardziej pomóc niż dyplomatyczne frazesy. Mi pomogła w tym terapia. Zrobiłem ją dla Bruna, wciąż dla niego staram się doskonalić. 

Ktoś kiedyś powiedział, że bycie rodzicem to proces, który kształtuje się każdego dnia.

Chcę traktować syna z szacunkiem jak odrębną istotę, która ma takie same prawa w domu jak ja czy jego mama. Do tej pory, gdy do niego mówię staram się zawsze przykucnąć, aby mieć kontakt wzrokowy na tym samym poziomie, aby on nie czuł, że ja nad nim dominuje. Czytam różne artykuły i książki, aby mieć szerszy pogląd na kwestie związane z dojrzewaniem dzieci. Wciąż się uczę.

Salon Hull Hair znajduje się przy ul. Żurawiej 26/8 w Warszawie.

Zdjęcia: Kasia Rękawek