08.04.2019

Sztuki walki: Katarzyna Kalisz

Katarzyna Kalisz – 30-letnia podróżniczka, pasjonatka gór wysokich, mama 1,5 rocznej Mili.

 Kasiu, dziękuję Ci za przybycie. Jesteś inną bohaterką niż dotychczasowe, ten wywiad też będzie inny. Zbliżają się wakacje, mamy już planują wyjazdy. Jednak temat podróżowania z dzieckiem wciąż jest nieco kontrowersyjny… Na szczęście wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, że podróże kształcą. Ty swoją córeczkę kształcisz podróżami od samego urodzenia. Czym jest dla Ciebie macierzyństwo?

To jest dla mnie kosmiczna sytuacja. W chwili, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, wylądowałam na zupełnie innej planecie. My z moim partnerem dość długo, bo 4 lata, staraliśmy się o dziecko. Z jakiegoś niewiadomego powodu nie wychodziło i … nagle się udało. Może tęsknota zadziałała? Bo wtedy pamiętam wróciłam z pięciotygodniowego wyjazdu w góry wysokie. W tej chwili macierzyństwo jest dla mnie całym światem, całym moim życiem. Dużo pracuję, dużo podróżuję, ale to moja córka jest wszystkim.

Podróżujesz z nią od 3 miesiąca jej życia. Zaczęłyście od Portugalii, gdzie jeszcze razem byłyście?

Na początku rzeczywiście była Portugalia, bo chciałam ją oswoić z podróżami. To był krótki 4-godzinny lot. Później: Szwecja, Stany i dwukrotnie Malediwy. W Polsce z małą wyjeżdżam w Tatry i nad morze. Mila potrafi znosić spore niewygody i trudy długich podróży, jedyne czego potrzebuje to uśmiechnięta mama obok. To jej bezgraniczne zaufanie rozczula mnie za każdym razem.

W ciąży też podróżowałaś?

Tak. Latałam daleko: Stany, Szkocja. Robiłam to pod kontrolą lekarza. Kiedy w grę wchodziły naprawdę długie loty, brałam zastrzyki przeciwzakrzepowe.

Rodziłaś w Polsce? W wodzie?

Tak. Zaczęłam w wodzie, ale ostatecznie urodziłam normalnie, w moim przypadku poród w wodzie się nie sprawdził. Moment, kiedy zobaczyłam Milę… Ja tak płakałam, ja wyłam! To było duże przeżycie.

Jaką jesteście rodziną? Podróżniczą, lubiącą wyzwania?

Jesteśmy trochę podzieleni, bo mój partner jest raczej wygodny, to ja jestem ekstremalna. Góry wysokie, brak prysznica przez kilka dni – to nie jest dla mnie żaden problem, dla niego- wręcz przeciwnie (śmiech), więc najczęściej podróżujemy osobno. Ale zawsze mam jego wsparcie.

Nie ma do Ciebie żalu o to, że gna Cię w świat i często się nie widzicie?         

Absolutnie nie. Czasem nawet, kiedy mam wątpliwości: jechać czy nie jechać, on mnie do wyjazdu namawia. Doskonale wie, że to jest moja miłość. Zdarza się nam też wyjeżdżać razem: wtedy i ja, i on musimy iść na ustępstwa: coś pomiędzy komfortem a niewygodą. Ja bardzo sobie cenię niewygodę, bo ona pozwala mi odciąć się od wszystkiego i docenić to, co mam. Chcę, żeby moja córka była jak najbliżej tego, co naturalne. Bo ten nasz domowy świat jest taki wiesz…płaski: nie ma zapachów – poza kuchennymi – nie ma śpiewu ptaków… A mi bardzo zależy na tym, żeby ona czuła piach pod stopami…To jest taki trochę dziki model wychowania.

Każda matka wie, że dziecko powinno mieć swoje rytuały i porządek. Przebodźcowanie źle wpływa na jego zachowanie, sen, wychowanie. Cały czas jesteście w pędzie, czy podróż jest jednak spokojna?

Bardzo spokojna. Zawsze staram się, żeby Mila miała drzemki o tych samych porach. Ona też jest cały czas na piersi, więc to jej daje duże poczucie bezpieczeństwa i spokoju.

Drogie mamy, to jest rozwiązanie: karmić i latać.

Tak. Ja w ogóle w samolocie na wiele córce pozwalam, żeby się nie buntowała i żeby nie było afer. Już wiem, jak z nią rozmawiać, żeby nie wpadała w histerię: trzeba się zniżyć mentalnie do poziomu dziecka, mówić do niego hasłowo, zdaniami składającymi się z dwóch słów, powtarzając je. Ten sposób błyskawicznie dziecko uspokaja. Np. kiedy Mila chce pierś, a ja nie mogę zaspokoić tej potrzeby natychmiast, wtedy mówię: Milcia chce, chce, chce, chce cycusia? Kiedy ona już wie, że ja ją rozumiem, dociera do niej to, co mówię, dodaję: Mama nie da, nie da, nie da…I jakoś to idzie. W podróży bardzo przydatna umiejętność.

Kasiu, Ty podróżami zajmujesz się również zawodowo…

Zgadza się. Prowadzę dwa biura podróży: pierwsze skoncentrowane na wyjazdach w góry wysokie, te powyżej 5000 m i drugie – specjalistyczne, zajmujące się regionem Malediwów: tam mocno propagujemy wyjazdy z dziećmi, wyjazdy rodzinne. To są tzw. wyjazdy pod potrzeby, organizujemy je pod konkretną rodzinę, grupę, pod ich styl podróżowania i budżet. Malediwy to jest jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świecie. Nigdzie o tym nie piszą, ja wiem to z autopsji. Tam jest do tego stopnia bezpiecznie, że można śmiało zostawić wszystko– łącznie z dokumentami i pieniędzmi – na plaży i pójść sobie na cały dzień nurkować. Kiedy wracasz, wszystko jest na miejscu. Marzy mi się zorganizowanie tam wyjazdu mam z dziećmi. Chciałabym, żeby mamy czuły się zaopiekowane, więc na pewno leciałby z nami lekarz pediatra. Na miejscu widzę to jako niekończącą się zabawę, podążanie za ciekawością dzieci. Z Milą na Malediwach razem grzebiemy w piasku, obserwujemy kraby, spędzamy na czworakach cały dzień, śpimy na ziemi. Jednak pierwszy taki wyjazd zorganizuję gdzieś bliżej, żeby nie wrzucać mam od razu na głęboką wodę. Bo to, czego mamy boją się najbardziej w takich wypadkach, to długi lot.

No właśnie, Ty nigdy się nie bałaś wielogodzinnego lotu z dzieckiem?

Zawsze mam strach i stres przed podróżą, co wynika z troski o nią: jak ona zniesie podróż? Myślę też o tym, czy nie będzie przeszkadzać innym… To jest bardzo trudne i bardzo stresujące. Przez 2 dni przed wylotem w każdą stronę jestem bardzo zestresowana, bo nigdy nie wiem, jak to się potoczy. Ale podczas lotu jest już tak, że nasze, mam, emocje rezonują bardzo. Jak my jesteśmy spokojne, to i dzieci bardzo dobrze to znoszą.

Ale pewnie nieraz tak miałaś, że w dniu wylotu mała dostała gorączki?

Właśnie ostatnio tak miałam. Wylatywałyśmy na Malediwy i ona miała 40 stopni. 40 stopni gorączki w samolocie – tragedia! Możliwe, że to było ząbkowanie. Nie byłam w stanie tego przewidzieć. Mila nie zapłakała mi ani przez chwilę podczas lotu, tak była wyczerpana, łzawiły jej oczy, zwymiotowała przy lądowaniu… Uratował nas wtedy czopek, zawsze mam je przy sobie. Więc to, co zawsze trzeba mieć w bagażu podręcznym, to apteczka.

Co jeszcze należy zabrać w taką podróż z dzieckiem?

Apteczka to podstawa, a w niej: elektrolity, czopki na temperaturę, glicerynowe, probiotyki, krem z filtrem, coś na komary, oczywiście też czapka, wózek, ukochana zabawka, jakieś książeczki, w moim przypadku jeszcze nosidło i chusta do zakrywania się podczas karmienia, bo Malediwy są krajem muzułmańskim: nie wolno tam karmić w miejscach publicznych. Ja karmię wszędzie, ale oczywiście zakrywam się chustą.

Ile trwał Wasz najdłuższy lot?

Loty na Malediwy to są loty 16-godzinne z przesiadkami, 2 razy po 6 godzin. Najlepsze są loty nocne. Moje dziecko jest wtedy w stanie spać w nosidle 6 godzin, to jest świetna sprawa. Na początku była chusta, teraz już nosidło. Jest to oczywiście bardzo wyczerpujące dla mamy, ale wiadomo, że chodzi o to, żeby to dziecku było wygodnie i komfortowo w takiej podróży. Nawet jak ona śpi, ja ją bujam, pochylam się, staram się zmieniać pozycje, sama w tym czasie nie śpiąc. Dzięki temu moje dziecko, kiedy się budzi, jest spokojne i wypoczęte. Loty na Malediwy nie są bardzo obłożone, zazwyczaj mamy 4 siedzenia dla siebie, co jest niewątpliwym plusem. Teraz jednak będziemy leciały do Stanów i na pewno nie będzie tak kolorowo, będzie ciężej.

W podróży stawiasz na bliskość dziecka: chusta, pierś. Czy w związku z tym Mila jest „mamusiowa”? Jak to wygląda, jak jesteś z nią na Malediwach zawodowo?

Kiedy pracuję, bardzo dużo się przemieszczamy. To działa tak, że ona cały czas mnie obserwuje: kiedy widzi, że ja jestem uśmiechnięta i zadowolona, reaguje dokładnie tak samo. Czuje się tam dobrze, bo jest ze swoją mamą. Nawet jak jest zmęczona czy lekko przestraszona, wystarczy, że zerknie na mnie, widzi, że wszystko jest ok, i się uspokaja.

Co byś powiedziała mamom, które zastanawiają się, czy lecieć w długą podróż z dzieckiem albo tym, które uważają, że to zły model macierzyństwa?

Lecieć drogie mamy, lecieć! To nie jest męczenie dziecka, to nie jest przebodźcowywanie. Prawda jest taka, że my przebodźcowujemy dzieci w mieście, w domu: telefonami i bajkami. A gdzieś na krańcu świata dziecko spędza cały dzień na plaży, w gorącej wodzie oceanicznej, obcuje z dziećmi, które często niewiele mają, chodzi za skorupiakami i ogląda sobie rybki. To jest piękne! To jest bezcenne!

Zdjęcia: Aneta Zamielska