24.07.2018

Rower to jego mała wielka pasja

„Dzieciak z zajawką o niekończących się pokładach energii” – tak o swoim prawie 4-letnim synku mówi Marcelina Cichoń. Nie ma dnia, żeby Tymek nie jeździł na rowerze, a pierwszą wizytę w skateparku zaliczył w wieku 2,5 lat. Wystartował już w rowerowych zawodach i ciągle pyta, kiedy będą następne.

Tymek nigdy nie był dzieckiem, które spokojnie posiedzi przy układaniu puzzli czy kolorowance. Od małego jest bardzo ruchliwy i wszelka aktywność zawsze była jego ulubioną formą spędzania czasu. Dlatego rodzice szukali dla niego rozrywek, którymi nie znudzi się po pięciu minutach zabawy. Jak się okazało, długo i daleko nie trzeba było szukać, bo tata Tymka jest pasjonatem jazdy na rowerze: „Nasz rodzinny dom od zawsze przepełniony był rozmowami o rowerach, majsterkowaniem przy częściach rowerowych, serwisem, spotkaniami z rowerowymi znajomymi, oglądaniem rowerowych filmików, a w garażu mamy kilka rowerów. Dlatego uważam, że hobby u Tymka rozwinęło się naturalnie” – mówi Marcelina. Należy jednak dodać, że maluch od urodzenia wpatrzony jest w swojego tatę i to z nim właśnie najchętniej spędza czas. Na albo przy rowerach oczywiście. „Chłopaki, jeżeli razem akurat nie jeżdżą, to siedzą przed garażem i majstrują przy którymś rowerze. A tu trzeba dokręcić jakąś śrubkę, coś dopompować, coś wyczyścić” – dodaje Marcelina z uśmiechem. Gdy Tymek był malutki, często wkładała go do nosidełka i zabierała na wyciągi, gdzie jego tata jeździł rowerem zjazdowym. To dziecko, oprócz posiadania rowerowego DNA, na rowerze się po prostu wychowało.

Wybór prezentu na pierwsze urodziny chłopca był oczywisty. Tymek dostał swój pierwszy jeździk i pokochał go od pierwszych chwil, a po kilku tygodniach przemierzał na nim kilometry pomiędzy pokojami w domu. Później, gdy miał prawie 2 latka, nauczył się jeździć na biegówce. Jeździł na niej aż do czasu zakupu pierwszego roweru z pedałami. Na swoim pierwszym prawdziwym rowerze zaczął jeździć mając 3 lata i 7 miesięcy. Uczyć jeździć się nie musiał, po prostu wsiadł na większy rower i wystartował. Biegówka świetnie przygotowała go do utrzymywania równowagi. „Jeszcze nie zdąży zjeść śniadania, a już biegnie na podwórko. Uwielbia jeździć niezależnie od pogody, a powiedziałabym nawet, że te gorsze warunki sprawiają mu większą frajdę – wiadomo, im większe błoto i głębsze kałuże, tym lepiej” – opowiada Marcelina. Kiedy pytam, jak często Tymek jeździ na rowerze, Marcelina poprawia moje pytanie na „jak często w ciągu dnia Tymek jeździ na rowerze” i odpowiada: „Jeździ codziennie i wszędzie, gdzie tylko można podjechać rowerem. Rower zabieramy ze sobą wszędzie.”

Czterolatek lubi spędzać czas na pumptracku. Nieprzerwana jazda w górę i w dół sprawia mu największą frajdę. Najpierw na biegówce, teraz rowerem potrafi tam spędzić nawet kilka godzin z małymi przerwami na przekąskę. Skatepark nie przypadł mu do gustu, bo wymusza robienie tricków, a on chce po prostu cały czas jeździć. Obecnie szlifuje też naukę jazdy po dzikich ścieżkach nad rzeką czy w lesie. Uczy się także od rodziców bezpiecznej jazdy w miejskich warunkach, a rodzinne rowerowe wypady to ulubiona forma spędzania czasu całej czwórki. Czwórki, bo jest jeszcze półtoraroczny Teo, który oczywiście we wszystkim chce naśladować swojego starszego brata, choć na razie jeździ w foteliku. Często podkrada Tymkowi rękawiczki i uwielbia chodzić w jego za dużym na swoją główkę kasku. Stawia już pierwsze kroki na pierwszym jeździku brata, a rowerek biegowy Tymka też już oczywiście na niego czeka.

Jak każda mama Marcelina boi się o synka, a w jej głowie pojawiają się czarne scenariusze. Zachowuje je jednak dla siebie, żeby nie wzbudzać w Tymku niepotrzebnego strachu przed zjazdem z górki czy rampy. Jednocześnie zwraca mu uwagę na niebezpieczeństwa i przypomina o ostrożności. Poza tym Tymek wie, że nie ma jazdy na rowerze bez kasku, nawet jeśli jest to kilka rundek po podwórku przed domem. Ostatnio doszły do tego również ochraniacze na kolana i na łokcie, a także rękawiczki rowerowe. Dzięki tym gadżetom Marcelina jest spokojniejsza.

Rodzice Tymka cieszą się, że powstaje coraz więcej miejsc rowerowych dla dzieci i że w naszym kraju zwiększyła się świadomość potencjału, jaki ma w sobie tematyka rowerowa. Organizowane są liczne eventy rowerowe, zawody dla najmłodszych, jest coraz więcej tras rowerowych, powstają nowe skateparki i pumptracki. Jak twierdzi Marcelina, pasja rowerowa nie jest droga, chociaż jej koszty rosną wraz z wiekiem dziecka. Proponuje zainwestować w lekki rower, z początku biegowy, potem niewiele większy z pedałami, bo im lżejszy rower, tym łatwiej i szybciej dziecko nauczy się jeździć. Najważniejszym zakupem jest jej zdaniem odpowiedni kask. Warto też pomyśleć o ochraniaczach na kolana i łokcie, bo w tych właśnie miejscach najczęściej pojawiają się obtarcia.

Mama Tymka uważa się za szczęściarę, bo lubi dzieci z zajawkami. Uwielbia patrzeć na swojego syna w czasie jazdy na rowerze. Największą radość sprawia jej uśmiech na jego buzi, gdy przejeżdża przez kałuże czy wyraz determinacji, kiedy jedzie pod wysoką górę. „Znając zajawkę mojego syna, myślę, że szybko nie zrezygnuje” – odpowiada z uśmiechem Marcelina na moje pytanie o rowerową przyszłość chłopczyka. – „Jeśli Tymek będzie chciał w tym uczestniczyć i startować w zawodach lub po prostu spędzać w ten sposób swój wolny czas, cały sercem będę mu kibicować. Jeśli jednak przestanie jeździć i zainteresuje się czymś zupełnie innym, będę go wspierać w każdej podjętej decyzji”.

Zdjęcia: Archiwum prywatne