23.06.2019

Porymujmy z „Tatulczykiem”!

Książka Kasi Huzar-Czub pod tajemniczym tytułem „Tatulczyk Moniuszko” właśnie ukazała się nakładem Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. To nie lada gratka dla miłośników muzyki, ale nie tylko tej klasycznej. Kasia napisała książkę skierowaną do dzieci językiem rymowanym. To urocza podróż po świecie wirtuoza opery, ojca dziesięciorga dzieci i nietuzinkowego artysty. Pięknie zilustrowana przez Martę Ruszkowską. Zajrzyjcie do niej i zachęćcie swoje pociechy do wspólnego czytania, ba! rymowania!

„Biografia” – spytasz. – „Czym jest biografia?”

To coś, co w życiu nam się przytrafia,

Wszystkie zdarzenia, przygody, sprawy…

Mam tutaj przykład bardzo ciekawy.

Usiądź wygodnie, popraw poduszki,

Oto biografia pana Moniuszki!

Skąd wziął się u Ciebie pomysł, aby pisać książki dla dzieci, ale takie, które niosą ze sobą dawkę wiedzy o sztuce?

Sztuka – głównie muzyka – obecna była w moim życiu od zawsze i jako dziecko nie wiedziałam nawet, że może być inaczej. Tu muszę podkreślić, że nikt z mojej rodziny nie zajmował się sztuką zawodowo i dziś bardzo doceniam fakt, że rodzice i dziadkowie zwyczajnie dzielili się ze mną czymś, co im samym zwyczajnie sprawiało przyjemność. Weekendowe wyjścia do opery były dla mnie zabawą w księżniczkę: babcia pozwalała mi nosić swoje korale (kilka sznurów naraz, oczywiście), a podczas antraktu mogłam wybrać sobie deser w eleganckim pucharku. Oboje mówili do mnie: „Wasza Wysokość”. Obłęd! Fakt, że nasiąkłam wtedy muzyką klasyczną był, paradoksalnie, efektem ubocznym naszych wspólnych wyjść. Zapisano mnie na lekcje gry pianinie – dla zabawy. Dla zabawy śpiewałam z nut podczas zajęć z umuzykalnienia, lubiłam też nasze – obowiązkowe do zaliczenia zajęć – wycieczki do filharmonii. I tak już zostało: nigdy nie zajęłam się muzyką zawodowo, ale miłość do niej zawsze dawała mi dużo radości. Dlatego postanowiłam zaszczepić ją swoim córkom w podobny sposób – poprzez zabawę. A że słowo (z wykształcenia jestem językoznawczynią i tłumaczką) i muzyka idą w parze, wykorzystałam to w książkach dla dzieci.

 Jak wymyślasz historie, wokół której przedstawiasz bohatera opowieści?

Współpracuję z Polskim Wydawnictwem Muzycznym. Mamy już na koncie kilka wspólnych projektów. I tak na przykład seria o Sonostworach wymyślona została przez kompozytorkę, Annę Pęcherzewską – Hadrych, a moim zadaniem było zrymowanie opowieści. Zależało mi na tym, żeby zamknąć treść w bardzo rytmicznym, „muzycznym” tekście. Przy kolejnym projekcie, czyli biografii kompozytora, pracowałam już sama. Moim zadaniem było wzbudzenie sympatii do kompozytora i przybliżenie dzieciom „postaci pomnikowej”. Musiałam więc najpierw przeczytać kilka biografii, a potem znaleźć klucz do opowieści adresowanej do dzieci.

 „Tatulczyk Moniuszko” to tytuł biografii Stanisława Moniuszki twojego autorstwa, która za chwileczkę będzie miała swoją premierę. Ta książka jest inna niż wszystkie. 

Biografia jest rymowana. Piszę rymowanki, bo rytmiczny tekst to nie tylko zabawa językowa, ale także szukanie muzyki w słowie. Poza tym wierszyk zapamiętuje się o wiele szybciej i łatwiej niż prozę. Niedawno napisała do mnie mama kilkuletniego chłopca, który zna jedną z naszych muzycznych książeczek w całości na pamięć. To naprawdę długie teksty – widać więc, że teoria działa! 

Tytuł również nie jest przypadkowy, chociaż brzmi tajemniczo.

To prawda. Rok 2019 to tzw. rok moniuszkowski – świętujemy dwusetną rocznicę urodzin kompozytora. Ze wszystkich biograficznych faktów o Stanisławie wybrałam słowo – klucz: „tatulczyk”. Tak kompozytor mówił o sobie w listach do żony i dzieci. Był przecież nie tylko ojcem polskiej opery, ale i ojcem dziesięciorga dzieci! Wyjątkowo czułym, oddanym ojcem i mężem, co wiemy z korespondencji rodzinnej. Swoją żonę, Aleksandrę, wielbił bezgranicznie.

 Czy trudno pisze się wiedząc, że głównym odbiorcą książki będą dzieci?

Nie. Wręcz przeciwnie. Sama jestem mamą, nie dziesięciorga dzieci co prawda, ale jednak mamą! Piszę tak, by zainteresować dzieci danym tematem. Mam dwie córki, czternastolatkę i dziewięciolatkę, które – tak jak ja – od dziecka mają kontakt z kulturą. Tata – miłośnik sportu – dba u nas o kulturę fizyczną, a ja zaopatruję je w dobre książki, zawożę na zajęcia teatralne i muzyczne, zapisuję na ciekawe warsztaty. Chodzimy też na rewelacyjne koncerty rodzinne w szczecińskiej filharmonii. Wszystko w ramach rozrywki i zabawy. Nie ma miejsca na nudę i rutynę. Zaznaczę też, że nie dzielę dzieciom rozrywek na kulturę wysoką i masową. Równowaga to podstawa. Przykład? Tak samo dobrze bawiłyśmy się na „Alladynie” w multipleksie, jak i na pokazie animacji poklatkowych w małym kinie studyjnym. Pisząc dla dzieci, piszę po prostu dla swoich córek oraz dla ich kolegów i koleżanek. Wiem, co lubią, więc staram się do nich trafić. 

Gdzie znajdujesz inspiracje?

Od zawsze inspirują mnie teksty wierszowane, niekoniecznie skierowane do dzieci. Lubię zabawę słowem i nieoczywiste rozwiązania językowe. Mam zawsze pod ręką książki Stanisława Barańczaka i Roalda Dahla, a z autorów współczesnych najbardziej cenię rymowanki Michała Rusinka.

W książkach dla dzieci ważny jest nie tylko tekst, ale i ich aspekt wizualny. Jak wyglądał proces tworzenia ilustracji do „Tatulczyka Moniuszki”?

Marta Ruszkowska, absolwentka krakowskiej ASP, jest jedną z ilustratorek, o współpracy z którymi zawsze marzyłam. Byłam przeszczęśliwa, gdy zgodziła się zająć rysunkami do mojej książki. Współpraca była czystą przyjemnością. Marcie – tak jak i mnie – zależało na tym, żeby ilustracje były zabawne, z przymrużeniem oka. Nie rysowała „postaci pomnikowej”, tylko małego chłopca, a potem sympatycznego tatę dziesięciorga dzieci. Obie lubimy surrealistyczne niuanse i uważamy, że dzieci potrafią je wyczuć tak samo dobrze, jak dorośli. Marta prowadzi warsztaty artystyczne dla dzieci i z doświadczenia wie, że dzieci intuicyjnie wychwytują wyolbrzymienia, przenośnie i dowcip zawarty w obrazie. Rozumiałyśmy się więc doskonale.

Czy córki są recenzentkami twoich książek, czytają je i komentują?

Tak, córki są zawsze pierwszymi czytelniczkami i recenzentkami moich tekstów. Czasem czytam im na głos, a czasem daję coś do samodzielnego przeczytania. Nie zdarzyło się jeszcze, żebym nie miała tremy. Czytam im z bijącym sercem lub stoję pod drzwiami pokoi i nasłuchuję. Cisza i półuśmiech to porażka i znak, że trzeba jeszcze nad tekstem popracować. Wybuchy śmiechu i błyszczące oczy oznaczają, że jest dobrze. Dziewczyny nie udają. Oprócz pisania zajmuję się również przekładami książek dla dzieci z angielskiego – niektórych pozycji nie czytają w ogóle i to jest jak najbardziej w porządku. „Wierszyk super, mamo, ale te ilustracje…” – skrzywiła się kiedyś młodsza. I to jest to, o co mi chodzi: chcę, by miały swoje zdanie. Chcę, by kultura i sztuka były dla nich czymś bliskim i oswojonym, czymś, o czym potrafią rozmawiać.

Kasia Huzar-Czub: szczecinianka. Z zawodu tłumaczka z języka angielskiego. Od niedawna autorka i tłumaczka literatury dziecięcej, najchętniej wierszy i rymowanek. Finalistka tegorocznej edycji Nagrody Literackiej im. Ferdynanda Wspaniałego. Mama dwóch córek, którym nie może przestać czytać na głos, mimo że są już duże.

Drodzy Tatusiowe chcemy Wam życzyć duuużo zdrowia, abyście towarzyszyli nam każdego dnia ramię w ramię, w tej pięknej przygodzie jaką jest bycie rodzicem. Siły, abyście mogli nosić na rękach swoje pociechy i zakupy. Odwagi, abyście zawsze dzielnie mierzyli się z napotkanymi problemami i pytaniami dzieci, nie uciekając od nich. Miłości, miłości, miłości, którą otaczają Was wasi bliscy. Jesteście ważni!

Zdjęcia: Ula Małek