04.04.2019

“Mimello”, czyli sztuka cyrkowa w oryginalnym wydaniu

Cyrk bez namiotu i zwierząt, setka Artystów, różnorodne talenty oraz pokazy na imprezach dla dzieci i dorosłych. „Mimello” wprowadza w świat sztuki cyrkowej, wabi pomysłami i kolorami, bawi zarówno najmłodszych, jak i najstarszych widzów. Po ich występach chce się więcej – uśmiechu, rozrywki i dobrego humoru. “Nasze życie to cyrk” – opowiada Kamila Niewiadomska, Talent Manager “Mimello”.

„Mimello” – skąd taka nazwa?

To dobre pytanie. Nasza działalność rozpoczęła się tak naprawdę od pasji mojego męża, Michała, który zakochał się w pantomimie i jest obecnie już Mimem “z papierkiem” po szkole cyrkowej. Nazwa miała być kojarzona z mimem jako podstawą i początkiem naszych działań, ale miała być też nazwą własną i brzmieć lekko międzynarodowo i dźwięcznie. W ten sposób doszliśmy do nazwy „Mimello”.

Czym zajmuje się Agencja Artystyczna „Mimello”?

My mówimy o sobie, że zajmujemy się sztuką cyrkową i posiadamy cyrk – ale sztuką cyrkową bez zwierząt, jedynie ze wspaniałymi artystami. Nie posiadamy namiotu, a naszych artystów można wynająć na różnorodne wydarzenia. Nasza praca polega na podniesieniu pozytywnej atmosfery na imprezie prywatnej lub firmowej. Niezależnie od tego, czy Artyści są na scenie czy w tłumie, ich zadaniem jest dodanie do wydarzenia „smaczku”. Czasem ma to być rozluźnienie atmosfery (np. podczas spiętej firmowej konferencji), czasem rozbawienie gości (podczas urodzin czy wesela), a czasem podniesienie prestiżu czy nawet luksusu (np. podczas premiery różnych produktów czy jubileuszy firmowych). Nasi Artyści występują podczas dziecięcych przyjęć urodzinowych, ale również podczas imprez urodzinowych dorosłych, takich jak 30-stki, 40-stki, 50-stki. Występujemy wszędzie tam, gdzie ludzie kochają sztukę ciała i ją doceniają.

Skąd pomysł na założenie takiej Agencji?

Mój mąż, Michał, zaczął swoją przygodę z pantomimą jeszcze w liceum. Chodził na warsztaty i ten temat bardzo go wciągnął. Aby sprawdzić się jako mim i wypróbować swoje umiejętności „na żywym organizmie”, ruszyliśmy jako licealiści w podróż autostopem po Europie, gdzie Michał występował jako mim na ulicach europejskich stolic, takich jak Paryż, Bruksela czy Madryt. Zarabiał pieniądze do kapelusza. W ten sposób przejechaliśmy i zwiedziliśmy całą Europę, nie wydając ani złotówki. Dało nam to do myślenia, że pieniądze leżą na ulicy – dosłownie. A ludzie, niezależnie od kultury czy języka, rozumieją pantomimiczny przekaz i go kochają. Jednak co najważniejsze, Michał kochał to, co robił i było to idealne połączenie. Istny strzał w dziesiątkę.

Ja studiowałam jednocześnie psychologię i pedagogikę, bo od zawsze interesowali mnie różni “kolorowi duszą ludzie”, więc po powrocie z podróży zaczęłam szukać innych artystów, którzy chcieliby się do nas przyłączyć i działać z nami. I tak powoli, małymi kroczkami weszłam w świat artystów cyrkowych. Dzień pod dniu poznawałam różnych akrobatów, mimów, magików, szczudlarzy, brzuchomówców…. W taki właśnie sposób stałam się Talent Managerem.

Od kiedy działacie i jak zmieniła się Wasza działalność w ciągu tego czasu?

W tym roku mamy 10-lecie naszej oficjalnej działalności jako „Mimello”, która wciąż się zmienia. Wiadomo, początki były bardzo trudne, bo zderzenie z polską rzeczywistością, gdzie nagle oświadczasz rodzinie i znajomym, czym masz zamiar się zajmować, było – delikatnie mówiąc – niezłym zderzeniem się ze ścianą… Można sobie tylko wyobrazić zdziwienie, gdy ja (córka rolników), studiująca psychologię i pedagogikę, a Michał (syn lekarzy) – marketing i zarządzanie – oświadczamy naszym rodzinom, że zakładamy cyrk i planujemy zarabiać na tym, że Michał będzie występował jako mim, a ja będę szukać kolejnych artystów… To była czyta groteska:)

Początki to było jedno wielkie eksperymentowanie, np. kostiumy były z łapanki, ze sklepów z używaną odzieżą (czasem można było upolować perełki) i z wyprzedaży. Obecnie kostiumy szyte są na zamówienie u krawcowej lub pożyczane z Wypożyczalni Filmów Fabularnych i Dokumentalnych. Początkowo występy na niewielką skalę ograniczały się do domów kultury i imprez prywatnych, a obecnie nasi Artyści są gwiazdami podczas takich wydarzeń jak 40. urodziny Kinder Niespodzianki czy 60-lecie Barbie.

Zapotrzebowanie na nasze usługi było, jest i wierzymy, że będzie, bo trudno jest zastąpić piękno ludzkiego ciała (gimnastyczkę, baletnicę, akrobatkę) czy umiejętności czarującego artysty iluzjonisty, mima czy klauna. Są to usługi ponadczasowe i w spotkaniu na żywo zawsze robią wrażenie i wzbudzają emocje u widzów.

Czy trudno było Wam się przebić z tym pomysłem na polskim rynku?

Tak, musieliśmy uświadamiać ludzi o potrzebie przeżywania tych emocji, ale z biegiem lat widzimy, że są pewnie kręgi, które doceniają naszą pracę i nie wyobrażają sobie wydarzenia bez naszego artysty. Poza tym ludzie podróżują obecnie często za granicę (wystarczy już nawet Paryż, Dubaj, nie wspominając o USA ), gdzie tego typu atrakcje są czymś zupełnie normalnym. W przeciwieństwie do naszego kraju, gdzie często ludzie po raz pierwszy spotykają się na żywo z czarami iluzjonisty czy mimem, który odgrywa komiczną scenkę pantomimiczną. Dlatego też 3 lata temu wydaliśmy książkę „Moje Życie To Cyrk”, aby pokazać ludziom, czym jest cyrk i dlaczego warto uprawiać wiele dziedzin nawet hobbistycznie. Chcieliśmy też być inspiracją dla rodziców, jeśli chodzi o propozycje spędzania wolnego czasu z dziećmi. Później powstała książka dla dzieci „Sztuka Cyrkowa Oczami Mima”, która skierowana jest do najmłodszych odbiorców i edukująca, że cyrk może, a nawet powinien być bez zwierząt i że można spotkać w nim wielu wspaniałych artystów. Cztery miesiące temu ruszyliśmy też z marką ubrań inspirowaną sztuką cyrkową „My life i a circus”, aby zachęcić ludzi do otaczania się kolorem i sztuką cyrkową.

Jakich artystów „Mimello” zrzesza obecnie?

Nasz wachlarz artystyczny jest bardzo szeroki. Staramy się zrzeszać wszystkich Artystów, którzy kojarzą się z szeroko pojętą sztuką cyrkową, teatralną i baletową. W naszej trupie artystycznej można więc znaleźć – po za Mimem oczywiście – Klauna, Szczudlarza, Kobietę Gumę, Gimnastyczkę, Baletnicę, Kataryniarza, Akrobatów, Brzuchomówcę, Iluzjonistę, a nawet prawdziwego Krasnoludka. W bazie mamy około 600 różnych Artystów z całej Polski, ale średnio rocznie występuje dla nas około 100 Artystów podczas różnorakich wydarzeń i imprez.

Sami nie organizujemy pokazów (choć kto wie, co przyszłość przyniesie), pracujemy wyłącznie na zamówienie. Czasem sami nie możemy wyjść z podziwu, w jakich różnych miejscach i z jak różnych okazji nasi Artyści są wynajmowani. Jak to zawsze podkreślamy – robiliśmy już chyba wszystko oprócz pogrzebu. Trafiamy do wielkich miast, ale również do malutkich miejscowości. Pracujemy w Polsce, ale zdarza się, że wyjeżdżamy za granicę. Jesteśmy po prostu wszędzie tam, gdzie ludzie chcą się dobrze bawić.

O co dbacie podczas organizacji występów na imprezach dla dzieci?

Najważniejsze jest dla nas trzymanie poziomu artystycznego i przekazanie go w najdogodniejszy dla dzieci sposób – dostosowany do ich umiejętności psychoruchowych. Dbamy o to, aby dziecko zobaczyło kawałek sztuki, sztuki cyrkowej, żeby zobaczyło coś, co go zadziwi. Nie sztuką jest przebrać się za klauna. Sztuką jest być klaunem, rozśmieszyć dziecko, zaskarbić sobie jego uśmiech, spojrzenie i wzbudzić w nim podziw. Dbamy o to, aby nasi Artyści posiadali umiejętności, które wyróżniają ich z tłumu animatorów. Gdy zatem na imprezę dla dzieci przychodzi Klaun Mimello, to oprócz tego, że nie straszy dziecka swoim wyglądem (nie mamy kiczowatych neonowych kostiumów czy maski na twarzy, która ją całkowicie zakrywa), to nasz Klaun potrafi – oprócz skręcania balonów – także żonglować i jeździć na monocyklu.

Czy przygotowania do pokazu dla dzieci wyglądają inaczej niż dla dorosłych? Na czym polega różnica?

Ogólnie mamy bardzo mało usług, które wyglądają tak samo. Wyróżniamy się tym, że bardzo indywidualnie podchodzimy do każdego z występów, gdyż każdy występ to zupełnie inna bajka, dosłownie. Warto podkreślić, że występy dla dzieci rozdzielamy na kategorie: dla dzieci bardzo małych (0-3 lata), starszych (4-8 lat) oraz młodzieży. A występy dla dorosłych przygotowujemy w zależności od płci, branży czy okazji. Bo zupełnie inne oczekiwania i możliwości psychoruchowe ma 3-latek, a zupełnie inne 8-latek, więc Artysta musi wiedzieć wcześniej, z kim będzie miał do czynienia, aby przygotować odpowiednie zabawy czy gagi. To samo tyczy się dorosłych.

Jakimi odbiorcami są dzieci?

W dobie internetu, bajek, Youtube’a i gier naprawdę trzeba mieć ciekawe sztuczki i gagi w zanadrzu, aby zaciekawić dziecko. Proszę mi wierzyć, dzieci są bardzo wymagającymi odbiorcami, a co więcej, bardzo szczerymi – czasem aż do bólu, np. gdy Żonglerowi nagle posypią się piłki z rąk lub w sytuacji, gdy dziecko widziało już gdzieś sztuczkę i na głos krzyczy “Ale nudy, widziałem to!”. Nie mniej jednak wiemy też, że dziecko różni się tym od dorosłego, że wciąż ma w sobie ogromne pokłady entuzjazmu, ciekawości i radości. Gdy zobaczy jakiś ciekawy trick czy sztuczkę, daje ogrom satysfakcji występującemu Artyście, który dzięki temu wie, że zrobił dobry występ.

W jaki sposób dzieci okazują radość? A jak tę radość okazują dorośli?

Dziecko okazuje radość całym ciałem. Skacząc, mówiąc, czasem nawet piszcząc. Wszystko to dzieje się jeszcze w trakcie występu. Dorosły ogranicza się jedynie do lekkiego uśmiechu i kilku słów uznania już po wykonanym występie. Ciekawym tematem jest wdzięczność. Dorośli chcą okazać wdzięczność w namacalny sposób – chcą dać napiwek, czasem zaprosić na obiad albo po prostu polecić nas jakimś znajomym. Dzieci natomiast reagują bardzo spontanicznie, przybijając piątkę, żółwika, przytulając się, a często nawet nie odstępują Artysty na krok, idąc z nim do garderoby i czekając na niego, aż z niej wyjdzie. Zdarzały się też laurki narysowane i wsuwane pod drzwi garderoby Artysty z sercem czy wizerunkiem klauna czy mima. To bardzo urocze gesty, właśnie od dzieci.

A z jakimi najbardziej nieoczekiwanymi reakcjami dzieci się spotkaliście?

To może dziwnie zabrzmi, ale nie ma nieoczekiwanych reakcji, gdyż wiemy, że po dziecku można, a nawet trzeba się spodziewać wszystkiego. Dzieci w bardzo różny sposób reagują. Czasem z radości skaczą na Artystę i chcą dotknąć jego twarzy, abstrahując od tego, że np. Mim ma pomalowaną twarz na biało i tym samym mogą zmazać jego make up. Czasem widzą naszego Krasnoludka (pracuje u nas Pan, który ma niespełna 120 cm wzrostu) i niektóre cieszą się i krzyczą w głos do swoich mam, że spotkały prawdziwego krasnoludka z Królewny Śnieżki, a inne reagują płaczem, bo ich percepcja nie może pojąć, co się dzieje i co ich oczy widzą – dorosły Pan, a taki mały. To samo dzieje się, gdy idzie Szczudlarz – część dzieci prosi szybko o zdjęcie z wielkoludem, a część chowa się pod spódnicą mamy, bo przeraża ich wielkość. Po latach wiemy, że reakcje mogą być bardzo różne, więc zawsze ze spokojem i empatią reagujemy na wszelkie obawy dzieci. I tak samo z entuzjazmem i satysfakcją na ich radość.

Dlaczego sympatia dzieci, o której mówi Wasze motto, jest dla Was tak ważna?

Tak jak wspomniałam wcześniej, dzieci są bardzo wymagającymi i szczerymi widzami, więc jeśli zdobędziemy ich serca to wiemy, że to nasz ogromny sukces. Tu nie ma miejsca na obłudę, fałsz czy pobłażliwe oko – dziecko wie i od razu czuje, czy to, co widzi zaspokaja jego dziecięcą potrzebę zabawy. Dlatego też zawsze pełni radości wracamy do garderoby, gdy grupa dzieci biegnie za nami i prosi o jeszcze.

Czy Artyści uczą się czegoś od swoich najmłodszych odbiorców? Co dają im pokazy dla dzieci?

Podstawowa zasada, jaką stosujemy w czasie naszej pracy artystycznej to “surprise yourself”. Nauczył nas tego Gregg Goldstone z USA. Ta zasada polega na tym, że Artysta zawsze powinien traktować swój występ jak świeży występ, który dopiero poznaje, jak pokaz, którym pierwszy raz styka się z publicznością. Artysta sam siebie zaskakuje tym, co wykonuje. Tego zawsze można się uczyć od dzieci, bo one wchodzą całym sercem w to, co robią, nawet jeśli jest to coś, co znają. Dlatego jako dorośli tak bardzo uwielbiamy patrzeć, gdy dzieci się bawią. Szczerość i radość w najczystszej postaci.

Jakie atrakcje z Waszej oferty dzieci lubią najbardziej? A może poszczególne grupy wiekowe lubią co innego?

Dzieci w wieku 2-5 lat uwielbiają Cyrkowca, a więc zabawy żonglerką, jednokołowym rowerkiem, flower-stickiem. Do tego oczywiście baloniki, bańki mydlane, itd. 6-latki lubią zabawy pantomimą i oczywiście czary. Iluzja to coś, co kochają wszyscy – zarówno dzieci, jak i dorośli – i chyba nigdy się nie nudzi. Co więcej, Gimnastyczka czy Baletnica dla dziewczynek to zawsze niezmiennie hit.

Ponadto dzieci lubią mieć wybór, więc gdy na imprezie jest kilku Artystów, to z wielką chęcią podejdą do każdego, aby zobaczyć, co ma do zaoferowania. Siłacz i Krasnoludek również robią zazwyczaj furorę, nikt obojętnie obok nich nie przejdzie, a z pewnością szybko zapełnia się pamięć w telefonie od zrobionych z Artystami zdjęć:)

A jak reagują Wasze dzieci na Waszą niezwyczajną pracę?

Nasz najstarszy synek, 4-letni Eliasz, jeździ czasem z tatą na proste imprezy nie wymagające opieki z zewnątrz, gdzie może być jednym z uczestników. Uwielbia ten stan do tego stopnia, że zawsze, gdy Michał idzie do pracy, to on prosi, czy może iść z nim. Nie wykluczamy nawet opcji, że będzie kiedyś występował, bo ma duży dar sceniczny. Mamy jeszcze 3-letniego Wita i prawie 2-letnią Malinkę. Na razie nasze dzieci są bardzo małe, więc nie zdają sobie sprawy z tego, że zawód mima, który wykonuje ich tata jest niszowy. Myślę, że z wiekiem będą rozumieć zdziwienie na twarzy kolegów czy koleżanek, gdy będą im opowiadać, czym zajmują się rodzice. Nam, dorosłym, te rozmowy i spojrzenia towarzyszą już od lat, więc wiem, o czym mówię. Jak łatwo się domyśleć, nasze żyć to cyrk – nie tylko dosłownie, ale w również w przenośni – bo lawirujemy między pracą przy komputerze, spotkaniami, eventami a intensywnym macierzyństwem. Doskonale wiemy, czym jest praca w sytuacji, gdy cała trójka ma rotawirusa, a tam gdzieś na końcu Polski występują nasi Artyści i klient dzwoni o coś dopytać…

Czy dzieci, które oglądają Wasze występy zaczynają pod ich wpływem mieć nowe marzenia, np. też chcą chodzić kiedyś na szczudłach?

Oczywiście. Chcą nauczyć się żonglować, jeździć na monocyklu, chodzić po linie czy zostać mimem i pokazywać wszystko bez użycia słów. Często pod wpływem spotkania z nami rodzice są “przymuszeni” przez dzieci do zapisania na jakieś zajęcia gimnastyki czy zakupienia piłeczek do żonglowania. Ale to raduje nasze serca, bo wiemy, że każda aktywność fizyczna to tylko samo dobro dla dziecka. I najlepszy znak dla nas, że to, co robimy ma sens.

Zdjęcia: Kinga Szulc