21.06.2018

Gordonki, sensoranki czy baby gym? Na jakie zajęcia wybrać się z niemowlakiem?

Twoje dziecko poznaje świat od momentu narodzin. Robi to wszystkimi zmysłami, choć nie wszystkie od razu są w pełni wykształcone. Zadaniem rodziców jest przede wszystkim nie przeszkadzać dziecku. Jeszcze lepiej, gdy potrafią wspierać je w nauce funkcjonowania w świecie. Zwłaszcza że w pierwszych latach życia mózg małego człowieka jest niesamowicie chłonny. Dlatego warto wybrać się z maluszkiem na zajęcia dla najmłodszych. Zwłaszcza że ich oferta, szczególnie w dużych miastach, jest niesamowicie bogata!

Zanim zostałam mamą, nie miałam częstego kontaktu z małymi dziećmi. Owszem, widywałam się z córkami mojej siostry czy dziećmi znajomych, ale nie rozmawiałam z ich rodzicami o tym, jak wychowywać małego człowieka. Gdybym to zrobiła, pewnie nie byłabym tak oszołomiona ogromną ofertą zajęć dla najmłodszych, na które może wybrać się rodzic wraz ze swoją pociechą. Gordonki, sensoranki, baby gym, buggy gym, fitness z dzieckiem, sensoplastyka, długo można by wymieniać! I oczywiście, gdy wybór jest zbyt duży łatwo się zniechęcić i postanowić, że zostajemy w domu. Wówczas traci nie tylko maluch, ale też mama czy tata, którzy dzieckiem się zajmują. Kamila Jabłecka, pedagog i terapeutka, która prowadzi zajęcia dla najmłodszych w warszawskiej klubokawiarni Polana, radzi żeby przede wszystkim próbować i nie rezygnować z poszukiwań, jeśli pierwsze zajęcia, na które trafimy, nie przypadną nam do gustu.

ŚPIEWAJĄCY START W ŻYCIE

Jednymi z najpopularniejszych zajęć dla małych dzieci (i mówimy tutaj niemalże o noworodkach) są gordonki. Nie trzeba mieszkać w wielkim mieście, by mieć możliwość uczestniczenia w tej aktywności. Wbrew pozorom nie chodzi o warsztaty kulinarne w stylu Gordona Ramsaya, a o zajęcia oparte o muzykę. Nazwa wzięła się od nazwiska prof. Edwina Gordona, który w Stanach Zjednoczonych stworzył autorską teorię nauczania muzyki. Prof. Gordon uważał, że muzyka to najlepsze narzędzie do wspierania rozwoju dziecka. Zwłaszcza że słuch jest już całkiem dobrze wykształcony w życiu płodowym. Wybierając się na “gordonki” musisz liczyć się z jednym: będzie śpiewająco. Śpiewają nie tylko prowadzący, ale też opiekunowie maluchów. Są tańce, rymowanki, wyliczanki. Wszystko po to, aby dziecko osłuchało się z muzyką, poznawało nowe dźwięki a z czasem samo uczyło się korzystania z własnego głosu. Zajęcia najczęściej trwają 30 minut i są przeznaczone dla dzieci do trzeciego czy czwartego roku życia. Dolnej granicy wiekowej nie ma, bo nawet maluchy, które nie potrafią siedzieć czy raczkować, w pełni skorzystają z zajęć.

CHŁONĄĆ WSZYSTKIMI ZMYSŁAMI

Gdy zajmujesz się małym dzieckiem przez 24 godziny na dobę, ciężko mieć nieustannie nowe pomysły na zabawę. Zwłaszcza taką, która będzie rozwijająca, stymulująca i niewymagająca ogromnego nakładu pracy i kosztów. – I tutaj z pomocą przychodzą wszelkie zorganizowane zajęcia, które w nazwie mają zmysły, sensorykę, etc. – podpowiada Kamila Jabłecka. Nazw jest mnóstwo: sensoranki, sensosmyki, zmysłowisko i choć każde zajęcia są nieco inne, wszystkie sprowadzają się do jednego: doskonałej zabawy z wykorzystaniem i aktywizacją wszystkich zmysłów! – Zabawa to jedyny sposób nauki dla małych dzieci. Co za tym idzie, najbardziej efektywny – tłumaczy pedagog. – Podczas takich zajęć dziecko poznaje świat wszystkimi zmysłami. Dotyka, wącha, smakuje, słyszy, czuje nowe rzeczy. A oprócz tego ma do wykorzystania najbardziej kreatywną zabawkę świata, czyli rodzica – śmieje się Kamila. Bo senso-zabawy bazują na obecności rodzica (dziadka, niani czy cioci, która na zajęcia przychodzi z malcem). Dlaczego to tak ważne? – Bo dziecko najlepiej bawi się, a co za tym idzie – uczy, gdy czuje się bezpiecznie, czyli ma przy sobie bliską osobę – wyjaśnia i dodaje, że zadaniem prowadzącego na takich zajęciach jest wymyślenie tematu przewodniego, przygotowanie szkieletu zajęć i bycie gotowym na to, że zabawa pójdzie zupełnie innym torem. – Zasada, jaka obowiązuje na zajęciach to “mogę, ale nie muszę”. Każde dziecko i rodzic bawi się tak, jak może i jak ma na to ochotę. A czego można spodziewać się na sensorankach czy podobnych zajęciach? – Wszystkiego! Tylko w ostatnim tygodniu w Polanie dzieciaki miały okazję chodzić po wiejskiej ścieżce, czyli materiałach, które można spotkać na wsi (mchu, sianie, kamieniach, etc.), robiły pizzę (wyrabianie ciasta to świetne ćwiczenie małej motoryki), bawiły się żółtymi produktami spożywczymi, poznawały różnicę między ciepłym a zimnym – wylicza pedagog. Multisensoryczne doświadczenia najbardziej pasują dzieciom do trzeciego roku życia i dobrze, aby uczestnicząc w nich maluchy stabilnie siedziały, a jeszcze lepiej, gdy potrafią już chodzić (jeśli nie mają tej umiejętności, rodzic spala więcej kalorii).

MAŁY GENIUSZ?

Statystyki pokazują, że dzieci urodzone w Japonii czy Chinach są najzdolniejsze i doskonale radzą sobie z matematyką. Jeśli jednak nie jesteś zwolenniczką szalenie restrykcyjnego, azjatyckiego stylu wychowania, poszukaj zajęć ogólnorozwojowych z elementami matematyki, a raczej – logiki, dedykowanych dzieciom między 10 a 30 miesiącem życia. I znowu, zajęcia te mogą się nazywać przeróżnie. W warszawskiej Polanie kryją się pod hasłem “sensomatyka”. Kamila Jabłecka wyjaśnia jednak, że nie chodzi o to, aby rocznego malca uczyć liczenia, dodawania i mnożenia, ale raczej, by zapoznawać go z zasadami logiki. Na takich zajęciach jest więc sporo porównywania przedmiotów (co jest większe, mniejsze), klasyfikowania, szeregowania, sortowania. A wszystko z wykorzystaniem przedmiotów codziennego użytku, które bardzo stymulują zmysły. Jeśli widzisz w tym zbieżność z pedagogiką Montessori, to się nie mylisz.

PRZYSZŁY POLIGLOTA

Naukowcy z Harvardu zajmujący się wielojęzycznością udowodnili, że dzieci najszybciej uczą się języków obcych do 4 roku życia. Ci z Oxfordu twierdzą, że granica jest nieco wyżej, gdzieś na poziomie siódmych urodzin. Do tego czasu dziecko uczy się języka bez wysiłku i ma szanse mówić płynnie niczym native speaker. I zdaje się, że coraz więcej rodziców zna wyniki tych badań, bo zajęcia z języka angielskiego, francuskiego czy hiszpańskiego dla najmłodszych robią się coraz popularniejsze. Nawet w mniejszych miastach można trafić na kursy dedykowane maluszkom. I tak jak w przypadku matematyki, nauka odbywa się w formie zabawy, najlepiej połączonej z muzyką. Dlaczego? Bowiem i język, i muzyka wymagają tego samego: rytmu. I zbudowane są z mniejszych komponentów: głosek i nut. Dlatego wybierając zajęcia dla maluszka (tu również nie ma ograniczeń wiekowych, nawet leżące noworodki mogą osłuchiwać się z językiem) szukaj tych, które w nazwie mają muzykę. Jak Musical Babies dla maluchów do trzeciego roku życia czy Musical English dla przedszkolaków.

MAŁY SPORTOWIEC

Zajęć sportowych dla przedszkolaków jest cała masa. Ale okazuje się, że już roczne dziecko może zdobywać sportowe szlify. Ogólnorozwojowe zajęcia sportowe jak Little Gym czy Gimnastyka dla Smyka cieszą się ogromnym powodzeniem! Dzieci, które na nie uczęszczają (najczęściej po zajęciach próbnych trzeba zdecydować się na karnet, aby mieć zagwarantowane miejsce w grupie) bawią się w bezpiecznych salach gimnastycznych, wyposażonych w ultraciekawe pomoce: wielkie klocki z gąbki, materace, sznurkowe drabinki, poręcze, trampoliny. Nie tylko ćwiczą mięśnie, ale też pracują nad równowagą, prędkością czy zwinnością. A oprócz tego uczą się zabaw w grupie i mogą spędzić czas z rodzicami, bo na zajęciach dla dzieci do 3 roku życia obecność i asysta dorosłych jest niezbędna. To też dobry sposób na zgubienie kilku pociążowych kilogramów, zwłaszcza jeśli twoje dziecko dobrze radzi sobie na dwóch nogach. Dlaczego warto zainwestować w taką formę aktywności? Bo u małych dzieci rozwój motoryczny błyskawicznie przekłada się na ten intelektualny. Sprawne fizycznie dzieci szybciej się uczą, łatwiej radzą sobie z rozwiązywaniem problemów, są lepiej przygotowane do przedszkola. A skoro o tym mowa…

ADAPTACJA W WERSJI SOFT

Czasy gdy dziecko jest wysyłane do przedszkola bez żadnego przygotowania i pierwszego dnia pobytu w placówce wymaga się od niego, by bez marudzenia zniosło cały dzień z dala od rodziców, w obcym miejscu i wśród dużej liczby dzieci, na szczęście przeszły do lamusa. Nawet państwowe przedszkola zakładają okres adaptacji, choć jego długość i sposób prowadzenia bywają różne. Dlatego, jeśli myślisz o posłaniu swojej pociechy do przedszkola, dobrze jest najpierw zapisać się na zajęcia adaptacyjne w dziecięcym klubie czy kawiarni. Przed Przedszkole to zajęcia prowadzone w warszawskiej Polanie, które cieszą się ogromną popularnością wśród dwu i trzylatków. – Choć zapraszamy również dzieci nieco młodsze i nieco starsze – dodaje Kamila Jabłecka, która prowadzi zajęcia. A co dzieje się na takiej adaptacji? – Przede wszystkim maluchy uczą się bycia w rzeczywistości przedszkolnej, ale w totalnie bezpiecznych warunkach – przez cały czas towarzyszą im rodzice i to dziecko decyduje, kiedy i na jak długo chce się oddalić od opiekuna. Są elementy rytmiki, zajęcia plastyczne, wspólne śniadanie, trochę muzyki. Wszystko pomyślane tak, aby dać malcom jak najlepszy start w życie przedszkolne. Tutaj jest nauka pracy w grupie, chodzenia w parach, słuchania poleceń. To dla dzieci są bardzo trudne rzeczy. I jeśli zaczną się ich uczyć przed pójściem do przedszkola, to potem wkraczają do placówki z poczuciem, że wiedzą, o co chodzi i udaje się uniknąć frustracji – wyjaśnia pedagog. Kiedy zatem najlepiej jest posłać dziecko na takie zajęcia? – Jeśli planujemy rozpocząć karierę przedszkolaka we wrześniu, dobrze jest zacząć chodzić na zajęcia w październiku, rok wcześniej. Zwłaszcza że zazwyczaj mówimy o spotkaniach raz w tygodniu na godzinę czy dwie – dodaje.

RZECZY DO ODHACZENIA

Bez względu na to, które zajęcia najbardziej cię intrygują, szukając miejsca, w którym spędzisz czas ze swoim dzieckiem, trzeba zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Przede wszystkim – miejsce musi być przyjazne dzieciom i bezpieczne. Ta ostatnia kwestia wydaje się oczywista. A co to znaczy przyjazne? Małgorzata Kulanica, właścicielka Polany radzi, aby wybierać miejsca, w których jest jak najmniej “rozpraszaczy”. – Małe dzieci naprawdę nie potrzebują miliona grających, migoczących zabawek na baterie. Wystarczą im te drewniane, które bardziej rozwijają kreatywność i motorykę. Zwłaszcza że do klubu czy kawiarni idziemy po to, by dziecko się czegoś nauczyło. Więc dobrze byłoby, żeby miejsce, w którym się znajdziemy pomagało się skupić, zamiast rozpraszało – podpowiada. Jeśli do tego na miejscu można zjeść coś zdrowego i pysznego, napić się dobrej kawy, mama, która zajmuje się dzieckiem non-stop będzie zachwycona. – Zawsze mówię, że Polana to takie miejsce, w którym mama może spokojnie wypić kawę. I to ciepłą, nawet gdy przyjdzie z bardzo absorbującym malcem. Tutaj jest tak ciekawie, że dzieciaki rozpaczają, gdy jest pora powrotu do domu – wspomina. Ale do domu wrócić kiedyś trzeba. Na szczęście dużą część zabaw można odtworzyć w domu. – Zawsze mówię rodzicom, jak kontynuować nasze grupowe zabawy w domu. Oczywiście jest trochę trudniej, no i dom trzeba samemu posprzątać – śmieje się Kamila Jabłecka. – Gdy idziemy na zajęcia, poświęcamy dziecku całą swoją uwagę. W domu zawsze coś nas rozprasza, mamy inne obowiązki. A ja zawsze powtarzam, że uważny rodzic to najlepsza zabawka na świecie – zachęca ze śmiechem.

Zdjęcia: Katarzyna Rękawek