21.10.2019

Felietonistka

Jest pomysł – można zostać FELIETONISTKĄ! Banalne, myślę sobie. Jak już wstaniesz z podłogi, to pozwól, że wytłumaczę, dlaczego. Każda z nas chociaż raz w życiu chciała nią zostać.  Nie wierzycie?

Że niby zdana matura z polskiego nie zrobi z nikogo felietonistki? Spieszę z wyjaśnieniami… Kiedy miałam 20 lat (było to raptem 5 lat temu…) (śmiech), wzdychałam na wspomnienie lekcji języka polskiego oglądając „Seks w wielkim mieście”, gdzie Carrie Bradshow w swoim urokliwym mieszkaniu w Nowym Jorku popełniała kolejny artykuł do New York Star. No wiem… może ja nie byłabym gotowa zrezygnować tak jak ona z obiadu dla nowego wydania Vogue’a, ale please… wszystkie tego chciałyśmy! I mieszkania, i Nowego Jorku, i jej przyjaciółek i jej życia. I pisania również! A jakby tak dodatkowo dorzucić Mr. Big’a? Albo chociaż Aidan’a? Jako matka dwójki dzieci, nieuchronnie dobiegająca czterdziestki mogę z dumnie podniesionym czołem głośno wykrzyczeć: TAK, JA CHCIAŁAM!

Ok ok… dwadzieścia lat miałam jakąś dekadę temu. spisane pod osłoną nocy pamiętniki z lat 90’tych pełne miłosnych rozterek zalegają w maminej piwnicy setki kilometrów od Warszawy, od sześciu lat moje życie krąży wokół tematów niezwiązanych z najnowszą kolekcją Manolo Blahnika, zatem skąd w mojej głowie pomysł, aby zacząć pisać?

Znalazłam ogłoszenie mojej sąsiadki Marii z pierwszego piętra, z tym zabójczo przystojnym mężem, dwójką dzieci, która nigdy nie ma cukru do pożyczenia. Zatem to właśnie dzięki niej ożyły marzenia… Do jednego z projektów poszukuje osób, którym pisanie przychodzi z podobną lekkością jak przygotowanie wytrawnej tarty. Pomyślałam sobie – dlaczego nie spróbować? Maturę z polskiego zdałam wzorowo – a uwierzcie mi, że przed wojną nie było to takie łatwe. Chociaż jestem leworęczna, to pisać potrafię całkiem ładnie. Od kilku lat zajmuję się na co dzień domem, dziećmi i mężem (kolejność przypadkowa, zmienna i niemająca nic wspólnego z logiką) – zatem już stanowi materiał na trylogię niemalże. Styczność z wypracowaniami mam – potwierdzi to każdy rodzic piątoklasisty! I co ważne – nie zrażają mnie małe potknięcia, jak uwaga polonistki z Hani szkoły pod pracą, która pomagałam jej napisać, że „(…) brakuje sensu…”. A zatem chcę podjąć rękawicę i spróbować!

Tylko na litość – o czym tu pisać?! Na co dzień mam wrażenie, że moja głowa waży tonę, wydaje się, że tygodnie składające się z małych, maleńkich kroczków zlewają się w całość, to z pełnym przekonaniem mogę stwierdzić, że los obdarzył mnie niezwykle interesującą codziennością i ludźmi, których obserwowanie daje mi wiele radości. To, dlaczego tego nie opisać?

Besos!

Tekst: Anna Staranowicz Cisek

Ilustracje: Iwa Kowalska