11.07.2019

Ence.pence, gdzie znajdę taki dom?

W Warszawie, a konkretniej na warszawskiej Sadybie. To tam powstał dom rozwoju dla najmłodszych – miejsce, w którym dzieci w nieskrępowany sposób mogą spędzać czas na zabawach w małpim gaju, rozwijać niezbędne umiejętności, obcować z naturą i płatać figle w pięknej przestrzeni niemal stuletniego domu. W praktyce ence.pence to jednak coś o wiele więcej. Przede wszystkim szeroki program edukacyjny, liczne warsztaty tematyczne i rozwojowe zajęcia zgodne z najnowszymi trendami w wychowaniu. To także edukacja poprzez zabawę, wspólne gotowanie, mini SPA dla mam i miejsce zawiązywania przyjaźni tak dla dzieci, jak i rodziców. Co więcej, to miejsce wytchnienia dla rodzin oraz nieograniczone pole dla dziecięcej fantazji.

Pamiętacie z dzieciństwa zabawy na strychu u babci albo ganianie po podwórku z podziałem na „gangi”? Można się uśmiechnąć na samą myśl o tym. Obecnie często słyszymy, że dzieciom brakuje takich wrażeń i swobodnej zabawy. Prawdą jest też, że rodzicom w mieście brakuje pewności, że ich dzieci spędzają czas bezpiecznie. Tu z pomocą wkracza ence.pence. Mimo, iż zabawa w nim jest nieco kontrolowana przez opiekunów, to dzieci i tak mają dużą swobodę w poruszaniu się i realizacji pomysłów. A do tego wszystkiego w towarzystwie przyrody w pięknym, dużym ogrodzie.

Od progu wita mnie uśmiechnięta Justyna Szwabowska, pomysłodawczyni ence.pence i jego – można by rzec – „mózg operacyjny”, ale po dłuższej chwili rozmowy stwierdzam, że również serce tego miejsca.

Znajdujemy się w domu, to bardzo ważne – to jest taki prawdziwy dom. – tłumaczy Justyna. Bardzo chciałam stworzyć miejsce, które stałoby się alternatywą dla dużych, komercyjnych sal zabaw. Z wykształcenia jestem psychologiem rozwojowo-wychowawczym, więc pragnę nazywać to miejsce „domem rozwoju”. Wiem, że gdy ktoś słyszy tę nazwę po raz pierwszy myśli „co to takiego?” i rozumiem zaskoczenie. Nasza placówka mieści w sobie wiele funkcji. Moim zamysłem było połączenie domu kultury z salą zabaw, dlatego mamy zarówno kolorowy basen z piłkami oraz drabinki z tunelem, jak i miejsce, gdzie można obcować z kulturą. Organizujemy tematyczne urodziny dla dzieci. Wówczas zamykamy nasz dom dla gości z zewnątrz i skupiamy się na komforcie oraz potrzebach danej grupy. W zimie na przykład mieliśmy przyjęcie, podczas którego główną atrakcją była bitwa na kulki śnieżne, z kolei latem bitwa wodna w ogrodzie. Znakomicie czują się u nas młodsze dzieci, od pierwszych miesięcy do szóstego roku życia. Starsze potrzebują więcej sprecyzowanej i ukierunkowanej zabawy, ale mamy także pomysł na nie. Służy im chociażby sala multimedialna, czy sala taneczno-muzyczna, zajęcia typu Misja Agent – wachlarz możliwości jest spory.

Justyna tworząc ence.pence bardzo skrupulatnie dobierała kadrę – To co ma nas wyróżniać, to wysoko wykwalifikowani pracownicy. Nauczyciele, opiekunowie, fizjoterapeuci, którzy poza profesjonalnym przygotowaniem, mają mnóstwo uśmiechu i serca dla najmłodszych. Moją najlepszą na świecie (śmiech) prawą ręką jest Ewa Benza – manager ence.pence, którą cechuje oprócz ogromnej wiedzy i energii, po prostu pasja. Wspólnie z dziećmi chcemy odkrywać uroki dzieciństwa „bez prądu”. Na przykład sama prowadzę zajęcia kulinarne, na których poznajemy tajniki kuchni. Staramy się pokazywać dzieciom poszczególne etapy przygotowywania potraw i pozwalamy angażować się całym sobą. Oczywiście sprzątania jest potem sporo (śmiech). Ponadto mamy zajęcia z sensoplastyki, zajęcia muzyczne, taneczne, adaptacyjne, a nawet grupę „Nicponie Encusia”. A już za chwilę dołączy do naszego zespołu logopeda i terapeuta dziecięcy.

W ence.pence jest także szczególna oferta dla kobiet. – Tak. Zadbaliśmy o to, aby mamy mogły się u nas poczuć swobodnie i zrelaksować. Gdy ich pociecha bawi się pod okiem opiekunów, mama może umówić się do kosmetyczki, skorzystać z masażu lub zwyczajnie oddać się lekturze. Prowadzimy zajęcia z jogi oraz fizjoterapię dla dzieci i dla dorosłych. Podejmujemy różne inicjatywy, w tym te ukierunkowane na społeczność lokalną. Zorganizowaliśmy bezpłatny kurs wizażu dla pań z okolicy, aby mogły do nas przyjść i zrobić coś dla siebie. Był także kurs Excela. Organizujemy cykliczne spotkania przy kawie dla wszystkich chętnych kobiet z okolicy. Mogą w ten sposób spotkać się z innymi mamami, wymienić wrażenia (czy nieużywane ubrania podczas kiermaszu) i podzielić doświadczeniami macierzyństwa. Fajnie jest spełniać się jako matka, ale nie zapominać o swoich pasjach i zainteresowaniach. Jest to idealna okazja do poznania nowych osób i zawiązania znajomości, na co w pędzie dnia czasami zwyczajnie brakuje czasu.

W Justynie jest bardzo duża doza empatii, dlatego stara się wprowadzać sporo działań dla kobiet. – Zależy mi, aby kobiety nie bały się wyjść z domu po tym, jak już urodzą dziecko. Myślę, że to istotne, aby realizować się zawodowo, chcieć wracać do pracy, umówić się z koleżankami na pogawędki – być też dla samej siebie.

Najważniejsze dla niej było, aby był to dom z prawdziwego zdarzenia. – Dokładnie wiedziałam czego szukam i drobiazgowo rozplanowałam sobie w głowie działania. Chciałam, aby ludzie przychodząc do nas z dziećmi, dobrze się czuli. Mimo, że dopiero obchodziliśmy pierwsze urodziny, już wiem, że była to dobra decyzja. U nas każdy czuje się swobodnie, szybko przechodzi na sąsiedzkie „Ty” – to dla mnie ogromna radość. Idziemy do przodu. – mówi Justyna. Dlatego między innymi wraz z zespołem opiekunów dziennych utworzyli grupę edukacyjno-wychowawczą dla dzieci w wieku od 1 do 3 lat. – Od niedawna mamy Opiekuna Dziennego. Jest to forma zbliżona do grupy żłobkowej, tylko bardziej kameralna. Od września planujemy już kolejne grupy. Od godziny 8 do 16, od poniedziałku do piątku będzie można spokojnie powierzyć nam swoje dziecko.

Pamiętacie jak w dzieciństwie nocowało się u kuzynów lub kolegów z sąsiedztwa i była to wielka frajda? Tak można także w ence.pence, gdzie organizuje się cyklicznie nocowanki. – Gwarantuję, że to świetna zabawa, a przy okazji lekcja samodzielności nie tylko dla dzieci, ale i dla rodziców (śmiech). – zachęca Justyna. Muszę przyznać, że jest bardzo przekonująca. Ale to nie wszystko, bo atrakcji jest znacznie więcej. – W tym roku z okazji Dnia Dziecka mieliśmy w ogrodzie teatr na świeżym powietrzu. Z perspektywy siedzenia na kocach oglądaliśmy przedstawienie. Były przekąski i rodzinna atmosfera. Z kolei 30 czerwca zawitały do nas Alpaki, więc rodzice i dzieci mogli wspólnie obcować z tymi uroczymi zwierzakami – dodaje.

Co stanowiło dla Justyny główną inspirację? Najważniejszym założeniem było dać dzieciom coś więcej niż ogólnodostępne rozrywki. – Robię to z zamiłowania. W dzieciach jest siła. To budujące, kiedy można obserwować ich rozwój.  Niestety obowiązuje trend, w którym dzieci są mocno przestymulowane. Otrzymują za dużo zabawek wielofunkcyjnych, rozrywek, elektroniki, która bardziej spowalnia rozwój, niż go wspomaga. To bardzo ogranicza wyobraźnię. W naszym domu rozwoju staramy się wracać do korzeni. Chcemy, aby dzieci cieszyły się urokami beztroskiego dzieciństwa, aby brudziły się przy gotowaniu lub podczas zabawy w ogrodzie, aby mogły pobiegać w letnim deszczu. Czysta dziecięca radość, to nasz cel.

Czy łatwo było znaleźć odpowiednią nieruchomość pod projekt „domu rozwoju”? To w końcu dom i wygląda na taki ze sporą historią. – Powiem szczerze, że sprecyzowałam sobie poszukiwanie tego miejsca. Na mapie dokładnie zakreśliłam rejon w jakim taki dom chcę znaleźć. Zależało mi ponad wszystko, aby był to prawdziwy dom w znaczeniu dosłownym i przenośnym. Obejrzałam ich około 200. Nie kłamię (śmiech). Udało się. Oczywiście miałam świadomość tego, że pomysł musi podchwycić rodziców, a zwłaszcza dzieci, które oczekują kulek i zabawy. Chciałam jednak, aby za tym szło coś więcej. Wiem, że są rodzice, którzy upatrują w takim miejscach chwili oddechu, a są też tacy, którzy bardzo chcą na każdym kroku towarzyszyć swoim dzieciom. Obie opcje są w porządku. Dla nas najważniejsze, że ludzie chcą do nas wracać.

Dość realistycznie podeszła do swojego pomysłu. Dla dzieci i ich rodziców to rozrywka, ale dla niej, jako właścicielki z pewnością praca. – Zgadza się. Po prostu zależy mi na ludziach, którzy tworzą ze mną ence.pence. Pragnę zapewnić im dobre warunki. Mam świadomość jak trudno jest zebrać zaufany zespół współpracowników – oddanych, pracowitych, szczerych. Na samym początku, tuż po otwarciu bywało, że odwiedzała nas jedna osoba na tydzień. Nie załamywałam się. Wiedziałam, że potrzeba odrobiny czasu, aby rozkręcić to miejsce. Z kolei na naszych pierwszych urodzinach było tylu gości, że ledwo się pomieściliśmy. Aż łezka w oku się zakręciła. Wciąż jeszcze robię mnóstwo rzeczy sama – od bycia opiekunem po ulotki, księgowość, marketing. Wierzę, że przyjdzie moment, kiedy będę mogła zająć się tylko prowadzeniem grup, zarządzaniem. To miejsce ma potencjał, sporą dawkę optymizmu, dobrej energii, relaksu i wyciszenia. Między innymi to dzięki ogrodowi. Nawet teraz gdy tutaj siedzimy nie czuje się jak w centrum miasta.

Obcowanie z naturą, to coś na co w tym domu stawia Justyna. – Wychodzimy z dziećmi na dwór, do ogrodu i pobliskiego parku, o każdej porze roku. W myśl zasady nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania. Zależy nam, aby dzieci mogły obserwować zmieniające się pory roku, chcemy sadzić wspólnie rośliny na grządkach, wąchać kwiaty i słuchać śpiewu ptaków. Na naszych warsztatach kulinarnych idziemy także z duchem ekologii. Staramy się mieć produkty, które są jak najbardziej naturalne i sprawdzone, chociażby moje własne przetwory.

Ence.pence wciąż tętni pomysłami, a Justyna stara się, aby trafić w potrzeby i gusta swoich gości. Warto śledzić ich stronę internetową oraz profil na Facebook’u, na których pojawiają się wszelkie informacje oraz wydarzenia. W ence.pence każde dziecko i rodzic znajdą coś interesującego, co być może sprawi, że będą tu wracali tak często, jak do domu. Drzwi dla nich zawsze będą otwarte, bo… „wszędzie dobrze, ale w ence najlepiej” – dodaje ze śmiechem Justyna.

Zdjęcia: Aneta Zamielska