18.05.2019

Edyta Jungowska i świat dźwięków, który tworzy dla dzieci

Mówiła głosem Smerfa, Ducha Kacperka, Atomówki Brawurki, Morticii z rodziny Addamsów. Dzisiaj nagrywa audiobooki dla najmłodszych. Uwielbia pracować swoim głosem i szukać odpowiedniej jego barwy dla konkretnej postaci, a książki Astrid Lindgren wzruszają ją do dziś. Edyta Jungowska opowiada o swojej pracy i pasji, z jaką tworzy dla dzieci.

Kiedy i w jakiej postaci zaczęła się Pani zawodowa przygoda z dziećmi? 

Pierwszą poważną przygodę z twórczością dla dzieci miałam w końcówce lat dziewięćdziesiątych. To był program „Ala i As”. Bardzo kolorowy, rozśpiewany, w rysunkowej scenografii, z lalkami – kotem, kudłatym psem Asem i ze mną w roli głównej. Jeszcze do niedawna można było ten program zobaczyć, w niektórych kręgach był kultowy. Chyba lecą jeszcze powtórki. Ale po drodze była też masa postaci z kreskówek: Duszek Kacperek, Atomówka Brawurka, przyjaciółka Aparatki, Morticia w Rodzinie Adamsów, Smerf Nat – tym postaciom oddawałam w posiadanie swój głos. Generalnie było tego sporo.

 Jak to się stało, że zdecydowała się Pani skierować swoją karierę na inne, nie aktorskie tory? Czy nadal Pani gra czy poświęca się już tylko swojemu wydawnictwu? 

To są zdecydowanie aktorskie tory. To właśnie fascynacja radiem i dubbingiem spowodowała, że zdecydowałam się uniezależnić nieco od kapryśnego aktorskiego losu i sama stanąć za sterem. Wcześniej już założyłam firmę, która początkowo miała zająć się produkcją telewizyjną. Wyprodukowaliśmy nawet mini-serial, zwariowaną, lekko feminizującą, komiksową wręcz, babską opowieść. Ale przy okazji wpadliśmy na pomysł audiobooków Astrid Lindgren. Nagrałam pierwszy i okazało się, że przyjęty został wspaniale przez rodziców i dzieci. I dalej idąc za ciosem, nagraliśmy całą serię przepięknych książek tej autorki. Jestem jej fanką – uwielbiam czytać jej książki. Wstyd się przyznać, ale wzruszam się i śmieję przy nich jak mała dziewczynka. Ale taka właśnie jest Astrid – potrafi wciągnąć w swój świat nawet dorosłego. 

Za co jeszcze ceni Pani książki tej szwedzkiej autorki? 

To absolutna klasyka. Nie znam w literaturze dziecięcej książek, które pobudzają tak wiele i tak rożnych emocji u dzieci. Astrid jest mistrzynią. Mistrzynią opowieści niosącej cały wachlarz doznań, od śmiechu do płaczu. Porusza się też w wielu gatunkach – pisała dla dzieci kryminały jak „Detektyw Blomkvist”, powieści drogi jak mój ukochany „Rasmus i włóczęga”, szalone historie z pogranicza realizmu jak Pippi czy Karlsson, czy powieści fantasy jak „Bracia Lwie Serce”. Poza tym dobiera gatunki literackie nieprzypadkowo – po to, żeby opowiedzieć o czymś istotnym – wartościach takich jak miłość, przyjaźń, poświęcenie, zna do głębi dziecięce tęsknoty, marzenia, ale przede wszystkim potrzeby. Bardzo poważnie traktuje małego czytelnika i nie boi się dotykać trudnych tematów. Jest wielka! Czy wcześniejsze doświadczenia zawodowe pomagają Pani w obecnej pracy? 

Praca w radio czy dubbingu zawsze dawała mi ogromną satysfakcję. Kończyłam szkołę muzyczną, mam dobry słuch i zawsze sfera dźwięków była dla mnie przyjazną domeną. Uwielbiam poszukiwać odpowiedniego tonu, barwy głosu dla danej postaci. Szukać w głosie emocji, rytmu opowieści. To, że moje działanie ogranicza się tylko do głosu jest bardzo inspirujące – trzeba się trochę pogimnastykować przed mikrofonem, żeby przekazać cały wachlarz emocji, który jest zapisany w książce. A poza tym przychodzi mi często zagrać kilkanaście, a czasem i więcej postaci – poszukać dla nich charakterystyczności w głosie, barwie. To niezłe zadanie aktorskie. 

W jaki sposób nagrywa Pani audiobooki? Ile godzin i jak często spędza Pani w studio? 

Wszystko zależy od książki. Ale ponieważ zależy mi, aby nasze audiobooki były takimi małymi słuchowiskami, w którym mój głos przemienia się w różne postaci, a do tego dochodzi cała sfera dźwiękowa efektów i muzyki, którą nasi zaprzyjaźnieni muzycy piszą specjalnie pod konkretną opowieść, to trwa to znaczniej dłużej niż przeciętna audiobookowa produkcja. Tak, siedzę w studio długo, często poprawiam, często nagrywam warianty jakichś fragmentów, żeby później przesłuchać i wybrać. Do tego dochodzi jeszcze upierdliwość reżysera, który wyciska ze mnie siódme poty, ale też nie bez znaczenia jest mój charakter – po prostu nie odpuszczam, dopóki nie uznam, że zrobiłam to dobrze. Co więcej – często po nagraniu całego już audiobooka wracam do studia i poprawiam fragmenty, z których nie jestem zadowolona. Nasi współpracownicy już się przyzwyczaili, ale jeszcze kilka lat temu robili wielkie oczy widząc, ile czasu poświęcamy nagraniom. 

Ile zatem czasu zajmuje nagranie jednej książki? 

Wieki! Nagranie, poprawki, ostateczny montaż i czyszczenie brudów, podkładanie muzyki, mastering – etapów jest sporo. Ja sobie rezerwuję miesiąc – choć oczywiście w studio aż tyle nie siedzę. Wiele czasu zajmuje odsłuchanie materiału, przygotowanie poprawek – diabeł tkwi w szczegółach – ja jestem zdania, że nie powinno się odpuszczać, gryzę kość do końca. 

Na czym jeszcze, oprócz nagrywania, polega Pani praca? 

Kupa nudnej roboty (śmiech). Plan wydawniczy, czyli co i kiedy wydajemy, budżetowanie, planowanie promocji, rozwijanie kanałów sprzedaży, czyli docieranie do nowych sklepów z produktem. Tu rzeczywiście mocno wypadam z moich aktorskich torów i robię masę nikomu niepotrzebnej roboty, wykorzystując wiedzę, której bynajmniej nie przekazano mi w szkole aktorskiej. To raczej matematyka, moje kursy z prowadzenia biznesu i dobrzy ludzie, którzy przeprowadzili mnie przez piekło wydawnicze na początku. Słowem masa niezbyt wdzięcznej pracy – bo powiedzmy sobie szczerze: jestem zwierzęciem aktorskim, satysfakcję przynoszą mi ludzkie emocje i brawa.

To chyba nie muszę już pytać, którą z tych czynności lubi Pani najbardziej… 

Nagrywanie – praca nad tekstem, aktorska robota, to już chyba oczywiste. Ale też spotkania z dziećmi. Mam ich sporo w ramach promocji czytelnictwa i mojego wydawnictwa. Na tych spotkaniach czytam fragmenty książek, ale też wchodzę w interakcję z dziećmi, bawimy się wspólnie na kanwie książkowych motywów. To głównie praca z dziecięcą wyobraźnią. 

A jak dzieci reagują na Panią? Co ceni Pani w ich zachowaniu? 

Te spotkania są oczyszczające. Bezmiar bezpretensjonalności, szczerości, żywe emocje. Wydawałoby się, że spotkanie z rozwrzeszczaną gromadką powinno człowieka wykończyć, ja natomiast jestem wręcz doenergetyzowana. Dostaję skrzydeł. Spotykam też dzieci, które już znają nasze audiobooki, są takie które znają je na pamięć i jeszcze nie mają ich dość – to przynosi ogromną satysfakcję. Zaróżowione od emocji policzki to najlepsza recenzja mojej pracy. 

Może nam Pani zdradzić swoje plany dotyczące wydawnictwa na najbliższą przyszłość? 

Planujemy serie dwóch nowych autorów, ale jeszcze nie zdradzę jakich, bo walka trwa. Szykujemy też serię klasyczną – najpiękniejszych, według mnie, książek dla dzieci – taka moja podróż sentymentalna. A w ostatnich dniach wydaliśmy zbiorowe wydanie przygód Detektywa Blomkvista. Świeżutki box z trzema płytami wylądował właśnie w księgarniach. 

W jaki sposób, Pani zdaniem, audiobooki wpływają na rozwój dziecięcej wyobraźni? 

Moją wyobraźnię ukształtowały kultowe słuchowiska dla dzieci Polskiego Radia. Myślę, że nasze audiobooki spełniają podobne zadanie. Budują świat dźwięków i w odróżnieniu od filmu pozostawiają wyobraźni swobodę, a jednocześnie prowadzą przez niekiedy trudny świat literek. Na pewno są pierwszym krokiem do samodzielnego czytania. Rozwijają znajomość słownictwa, uczą poprawnej wymowy i akcentowania. Audiobooki są zbawienne dla dzieci z dysleksją i problemami z koncentracją. Wielokrotnie dostawałam sygnały od rodziców, którzy twierdzili, że dzięki naszym audiobookom dzieci zaczęły sięgać po książki – to nasz sukces.

Audiobooki znajdziecie: TU

Zdjęcia: Kinga Observatorium

Specjalne podziękowania dla Studio Sonica za pomoc w realizacji sesji oraz za wypożyczenie ubrań dla Łukasza Jemioła.